piątek, 20 września 2013

Dzień jak co dzień

Nie jest dobrze.
Przyczep w łokciu zamiast się  wygoić, oderwał się całkiem. Operować nikt nie chce, ręka jest niesprawna. Nigdy nie mogłam zacisnąć dłoni, ale teraz nie jestem w stanie otworzyć dłoni w rękawiczce kompresyjnej, podczas gdy lewą ręką robię to bez problemu.
Naderwany mięsień w biodrze uniemożliwił już całkiem samodzielne wychodzenie z domu, o chodzeniu nie marząc. Problemem jest i siedzenie, i leżenie, noga niesprawna. Zwichnięcia i dyslokacje przy tym to pikuś. Nie jestem w stanie się dziś przejąć zdyslokowanymi rzepkami, które po nastawieniu sublokują się z każdym krokiem inaczej.
Te mięśnie są tak wiotkie, że nigdy nie zaznały zakwasów, a jakiekolwiek wzmocnienie ich jest już dawno niemożliwe, to jeszcze dostają po tyłku.
Buprenorfina nigdy nie działała na stawy.
Nie grzeją.

Wiecie, ile kosztuje kwas hialuronowy? Ok. 1000 zł na każdy staw. NFZ nie refunduje, nawet jeśli się w ogóle nie ma już płynu stawowego.

***
Przyszły gripy do telefonu i Kindle'a - część druga urodzinowego prezentu od kocia. <3 W 2 paczkach! Ktoś się pomylił i grip do Kindle'a dostałam podwójnie, jeden czarny, jeden w kratkę - kocio kategorycznie zaprzecza, jakoby po kryjomu zamówił o jeden więcej. Ale sposób na jego wykorzystanie się znajdzie. Pomyślałam, że mogłabym poprosić panie z biblioteki, żeby mi zgrzały foliową okładkę - na większość książek będzie pasować taka o standardowych wymiarach. Do niej będzie można przykleić grip.



Przyszła też książka o przemocy, pisałam kiedyś o niej. Istnieje jeszcze druga część - dla ofiar, ale na razie jest niedostępna. Obydwie wydała Niebieska Linia i tam też są do nabycia.



Na blogu fundacji Wemenders można przeczytać fragment "Rzeki podziemnej" autorstwa Tomasza Jastruna - tę książkę też polecam, chociaż nie dotyczy depresji biologicznej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz