czwartek, 23 stycznia 2014

Bez złudzeń

Od wczorajszej notki nie zmieniło się nic poza wiedzą. Stały Fizjo zna moje ciało lepiej niż ktokolwiek inny, a po 2 miesiącach przerwy lepiej widzi pewne zmiany niż ja. Na pierwszy rzut oka poleciało biodro. Rok pracy nad derotacją miednicy poszło się bujać tylko z powodu przerwy, co mi uświadomiło, że bez operacji się nie obejdzie, bo bez niej żadna zmiana nie będzie trwała. Można jedynie zderotować miednicę i ją przyśrubować, żeby została na miejscu. Inaczej wróci do poprzedniego stanu.

Na pierwszej zmianie NFZ Fizjo zajmował się mięśniami oddechowymi, na drugiej nie - są w stanie opłakanym. A przecież "Mięśnie oddechowe są najważniejsze, bo dzięki nim żyjesz".

Dziwiłam się codziennie, że po stabilizacji miałam problem, żeby dojść do szatni. Za każdym razem! Dziś po samym rozluźnieniu mięśni oddechowych trzeba było mnie prowadzić do roweru.

"Termostat" rozregulowany już stale. Nie tak jak przy edronaksie, ale bardziej niż wcześniej. Mimo że Fizjo pamięta, żeby nagrzać, i tak mam hipotermię, szczękościsk i trzęsę się jak przy wychłodzeniu, nawet jeśli nie jest mi zimno.

I znowu usłyszałam coś od dwóch kulach... I o noszeniu szyny. Ale to nierealne, żebym z dwoma kulami mogła gdzieś wyjść czy wejść bez trzymanki. Dwie kule to luksus nieosiągalny. Tak jak ręczny wózek.

Nie pozostawiono mi też złudzeń co do operacyjnej stabilizacji stawów. Nawet jeśli rozmawiałam z trójką, która jest bardzo zadowolona ze stabilizacji barku, to mam odczekać 2-3 lata, aż jej się kolagen nadbuduje (kolagen pomocniczy przecież, bo typu III). A każda kolejna operacja idzie coraz gorzej. I mimo wszystko chcę - 2-3 lata ze stabilnym barkiem, biodrem, kostkami - marzenie!

Droga do domu, bez alternatywy. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz