wtorek, 9 września 2014

M., czyli Przemoc domowa

Aż do tej chwili nie wiedziałam, czy to opublikuję, ale zostałam pchnięta pod mur i nie mam wyjścia.


Pisałam kiedyś, że matka utrudnia leczenie. Oszukuje, że wykupi mi leki, po czym ani leków nie dostaję, ani recepty nie chce oddać, bo czeka, aż się przeterminuje. To ma swoje źródło w tym, że lekarze leczą choroby rzeczywiste, a nie chcą - o zgrozo! - leczyć tych wymyślonych przez matkę, więc "mam natychmiast odstawić leki", zwłaszcza te ratujące życie.

Moja psychoterapeutka jest głupia i niekompetentna, bo nie chce mi wmówić, że mam dbającą, kochającą mamusię. Mam ją (psychoterapeutkę) zmienić.

Profesor ginekolog jest głupi i niekompetentny, bo nie chce mnie leczyć tak, jak ona sobie życzy, i nie udaje, że mam "straszne" wyniki (i tu ciekawostka: mam takie "straszne" hormony, ale matka nie życzy sobie, żebym je leczyła, i zrobiła mi awanturę, że profesor przedłużył mi depo i dał plastry na menopauzę; prawda jest taka, że nigdy w życiu nie miałam tak dobrych wyników, ale matka chce, żebym nie miała żadnego EDS, tylko problemy hormonalne, bo "to nie jej wina, urodziła mnie zdrową"). Mam go zmienić.

Psychiatra jest głupi i niekompetentny, bo się na niej poznał w 2 minuty i wyprosił z gabinetu. Mam go zmienić albo ona tam pojedzie go zastraszać.

Lekarz od snu jest głupi i niekompetentny, bo śmie leczyć narkolepsję, której przecież nie mam! Mam go zmienić.

Kardiolog jest głupia i niekompetentna, bo nie spuściła mnie po bandzie, tylko mnie leczy, w dodatku nie tak, jak jej każe matka (mam mieć nadciśnienie, a nie żadne tam wiotkie serce!). Mam ją zmienić.

Dietetyczka jest głupia i niekompetentna, bo nie pozwala mi jeść mięsa, a w ogóle to zastosowała dietę dla 6a i zakazała się odchudzać (ma mi kazać jeść to, co szkodzi, a do tego się odchudzać, bo matka tak chce!). Mam ją zmienić.

Fizjoterapeuta jest głupi i niekompetentny, bo nie robi ze mną korektywy, która mi w dzieciństwie zniszczyła kręgosłup, i śmie wykluczać szkodliwe ćwiczenia (ma mnie do nich zmuszać tak, żeby jeszcze bardziej bolało - bo ma boleć!). Mam go zmienić.

Moi ortopedzi, którzy są w kontakcie i mają EDS w małym paluszku, są źli i niekompetentni, bo się "nie zajmują kręgosłupem" i "wyciągają pieniądze" (matka znalazła takiego, który zaocznie potwierdził jej wersję; oraz zaszantażowała doktor, która była jednym z lekarzy mnie diagnozujących, żeby się wycofała z diagnozy).

Mój gastroenterolog jest zły i niekompetentny, bo nie "wyleczył" moich jelit i wątroby z zaburzeń czynnościowych (ale nie powiedziała, jak ma to zrobić, jak "wyleczyć" tkankę miękką z wiotkości, ale przecież ta tkanka tylko udaje na złość jej).

Ci wszyscy "idioci" wiedzą o 6a więcej ode mnie, tłumaczą mi wszystko i to ja się od nich uczę. Są źli i niekompetentni, bo udają, że mam EDS, a nie chcą udawać razem z matką, że go nie mam. Matka co prawda jest skłonna przyznać, że mam EDS, jeśli... [tu wstawcie dowolny warunek, jaki mam spełnić]. 

Chyba każdy wie, co o tym myślę. Oraz: nie daję się zaciągnąć do oszustów, pseudolekarzy, uzdrawiaczy, homeopatów i innych hochsztaplerów. Więc oczywiście to znaczy, że "nie chcę się leczyć", "wmawiam sobie chorobę", "robię z siebie kalekę", "udaję" i "nie chcę dać sobie pomóc". [w rzeczywistości matka nigdy nie zapytała, czy czegoś potrzebuję - przez 38 lat mojego życia ani razu]

To nie koniec. Wszyscy moi znajomi i przyjaciele, którzy dają mi wsparcie, są źli i mam się z nimi "nie zadawać" (tak, zawsze "się obracam w nieodpowiednim towarzystwie"), bo nie chcą razem z moją matką udawać, że nie mam EDS. Mają złe intencje, chcą mnie oszukać, wykorzystać, okraść i "dlaczego daję klucz do mieszkania obcym osobom?", a zwłaszcza "TEJ Klaudii"?

Kłamie jak najęta, że "to nie ona stosuje przemoc psychiczną", "ciągnie mnie w dół" i "źle na mnie wpływa", tylko psychoterapeutka i moje towarzystwo (tak, właśnie ci ludzie, dzięki którym jeszcze żyję).

Kiedy zablokowałam jej numer, bo nie docierało, że ma nie wydzwaniać, a nade wszystko nie znęcać się, podszywa się pod ojca, bo wie, że jest jedyną osobą, od której telefon odbieram. Wydzwania nawet z jego telefonu służbowego! Nie pozwalam się nad sobą znęcać, więc jestem "niewdzięczną, wyrodną córką" i "czarną owcą w rodzinie", a mam przecież "jak pączek w maśle" i "wszystko na tacy podane". Udawanie cudownej, poświęcającej się matki przed otoczeniem jest drugim celem, zaraz po pastwieniu się po kryjomu, nigdy publicznie, bo "co ludzie powiedzą?"

Szantażuje mnie, że jak nie będę taka a taka, jak nie zrobię tego a tego, a nade wszystko: jeśli nie będę udawać, że nie mam EDS, to nie da mi pieniędzy. To nowa wersja straszenia, że odda mnie do domu dziecka, i bicia pasem/kablem od żelazka, na co jestem już za stara.

Wykorzystuje to, że nie mogę dzwonić i się mną bawi - podszywa się pode mnie, podaje fałszywe dane (u nefrologa ostatnio świeciłam oczami, bo podała fikcyjne imię i adres jej mieszkania). Albo przeciwnie, nie dzwoni i nie zamawia wizyty - przecież im dłużej tego nie robi, tym gorzej się czuję, a o to chodzi (oczywiście nigdy mi nie powiedziała, że nie ma zamiaru dzwonić, bo jeszcze poprosiłabym kogoś innego). Szpieguje mnie - jak podaję numer i nazwisko lekarza, przeszukuje Internet, a potem mnie zwodzi, że może zadzwoni, a może nie. Zwodziła tak np. mnie z turnusem rehabilitacyjnym: ponieważ wiedziała, że termin lipcowy zamawia się w marcu, odczekała, aż marzec minie, żeby przepadło, a potem radośnie umówiła mnie na jesień, (nie udało się, bo akurat zwolniły się 2 tygodnie wcześniej). Terminu jesiennego nie chciała mi podać prawie do ostatniego dnia, żeby mi przepadło jak najwięcej wizyt lekarskich (tych na NFZ nie da się przełożyć, trzeba znowu czekać ileś miesięcy).

Byłam naiwna, że tak długo wierzyłam, że mogę mieć matkę neutralną (o wspierającej nie marzyłam, ale miałam nadzieję, że mnie chociaż zostawi w spokoju). Odkąd się wyprowadziłam z domu dawno temu, atakuje z coraz większą zajadłością. Żółć ją zalewa, nie może przeżyć, że mnie tam nie ma i że jej ograniczam możliwość pastwienia.

Nie wiem jeszcze, co zrobię z tą notką (może opublikuję kiedyś?), ale postanowiłam tu zbierać cytaty. Może będę nagrywać rozmowy? Nigdy nie wiadomo, kiedy mi się to przyda. Nie mam zamiaru milczeć, o przemocy trzeba krzyczeć.


***
27.07.2014
Umówiłam się z ojcem na obiad. Trach, matka się pod niego podszywa, a ja nieświadoma odbieram. Co znamienne - dzwoni wtedy, kiedy ojciec nie słyszy (np. wyjdzie z psem na spacer), żeby to znowu była "moja wina".
- Jest taka pogoda, że masz założyć tę sukienkę.... itd. [czy ja do niej wydzwaniam i mówię, w co ma się ubrać? może jeszcze kolor kropek na bieliźnie wybierze? jak w ogóle można do kogoś się tak odzywać?]

10 sekund później:
- A w knajpie weź sobie miętusa smażonego na patelni, nie w głębokim oleju, gotowaną jarzynę...
[smażony miętus powoduje kolkę, głęboki olej NIE powoduje kolki, gotowane jarzyny są tam niedobre - właśnie dlatego mam to zjeść; znęcanie się nade mną to mało, chciałaby, żebym ja też się nad sobą znęcała]

Odmówiłam jazdy z matką. Niech się znęca nad kimś innym. Ale obraziła się na mnie o to, że nie pozwalam jej się nad sobą znęcać. To coś jak z pewną większością, która czuje się prześladowana, kiedy nie pozwala im się prześladować innych.

Za chwilę dzwoni ojciec:
- Ja tak ustaliłem [sic! z kim?], że jedziemy we trójkę.
- Nie ma mowy.
- Czyli nie jedziesz?
- Nie.

Kurtyna.

A mogłam dziś pojechać na Koło z B. Odmówiłam, bo przecież się umówiłam z ojcem...
Mogłam też nie mieć ataku snu od zbyt wczesnego wstawania.


30.08.14
- Kto cię tak przekabacił, ta głupia psycholożka?


***
06.09.2014

Świetny artykuł: Jesteś głupią małą suką! - czyli o przemocy psychicznej

Moja matka robi to WSZYSTKO, dzień w dzień, 24/24. Kiedy przestało działać, bo zaczęłam mieć swoje zdanie, zaczęłam się leczyć, zaczęła wszystkim opowiadać, że nie mam żadnej choroby, a już na pewno nie genetyczną, bo ona urodziła mnie zdrową, a chorobę wymyśliłam. Kiedy nie chcę chodzić do wybranych przez nią hochsztaplerów - "nie chcę się leczyć". Ma jakiegoś hopla na wmuszaniu we mnie czerwonego mięsa, wiedząc, że powoduje zaostrzenie choroby, a w konsekwencji i śmierć, gdybym posłuchała. Kiedy nie chcę już jej kłamstw słuchać i nie pozwalam się szantażować i znęcać, tylko ograniczam kontakt (np. zablokowałam jej telefon, żeby się chronić), podszywa się pod innych ludzi, dzwoniąc z ich telefonów, i twierdzi, "że to ta głupia psycholożka mnie przekabaciła i mnie niszczy".

Nie mieszkam z nią, nie jestem od niej uzależniona, rezygnuję z kontaktu z nią (bo nie ma innego wyjścia - kiedy ją poprosiłam, żeby poszła na terapię, powiedziała, że pójdzie tylko ze mną - wiadomo, że kat z ofiarą chodzą na terapię razem, jak gwałciciel i zgwałcona, nieprawdaż), a mimo to nadal się znęca, nachodzi mnie, wydzwania - tylko po to, żeby od progu i zamiast "dzień dobry" zacząć się znęcać. Co się robi z takim... czymś, bo to nie "ktoś"? Myślę, że dużo ważniejsze artykuły byłyby o tym, co z tym robić, jak się chronić. To ważne zwłaszcza dla osób niepełnosprawnych, które często są zależne i od pomocy fizycznej takich osób, i od ich pieniędzy (za 700 zł nie da się nawet leków kupić), a one to skrupulatnie wykorzystują.

I reagować należy natychmiast!!!! Tacy ludzie uważają, że są cudowni, pomocni i wspaniali, i należy ich podziwiać. Wszystko robią na pokaz, a w zaciszu domowym są psychopatycznymi narcyzami z Munchhausenem by proxy. MUSZĄ zostać zrugani PUBLICZNIE, inaczej nie dotrze.

Prawo również zmienia się w tym zakresie in plus: Przemoc domowa - kontrowersyjne projekty rządu.


***
Jeśli ktoś was najdzie i będziecie musieli się bronić, żeby nie pójść w dół, zapuśćcie to na full, na pełną moc głośników:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz