czwartek, 13 listopada 2014

Głosowanie korespondencyjne czy fikcyjne?

Bardzo chciałam opisać sprawną procedurę głosowania korespondencyjnego, ale niestety - napiszę, jak jest.

W tym roku, w przeciwieństwie do poprzedniego, na facebooku kilkakrotnie były widoczne ogłoszenia o głosowaniu korespondencyjnym. Szkoła, w której u nas odbywa się głosowanie, stoi z dala od wszelkich przystanków (dokładnie pomiędzy nimi), nie ma się jak do niej dostać, więc postanowiłam skorzystać z głosowania korespondencyjnego, zamiast rezygnować z prawa do głosu.

Zgodnie z przepisami 15 października wysłałam do UG zgłoszenie, załączając wszystkie niezbędne informacje. Bardzo szybko dostałam odpowiedź, że mam podać numer telefonu (sic!), żeby się umówić na odbiór (sic!) pakietu wyborczego.

To miało być głosowanie korespondencyjne, tymczasem wymaga się ode mnie ogromnej sprawności, żeby rozmawiać przez telefon i odbierać pakiet osobiście.

Odpowiedziałam, że gdybym mogła rozmawiać przez telefon, nie wysyłałabym maila, a gdybym mogła odebrać pakiet, nie zgłaszałabym się do głosowania korespondencyjnego, tylko poszłabym do tej szkoły głosować sama. Dodam też, że UG w mojej dzielnicy jest niedostępny - ma schody bez poręczy oraz podjazd, żadnej windy, żadnego wejścia bezpośrednio z parteru.

Nastąpiła wielodniowa cisza aż do 7 listopada. Tego dnia dostałam 2 maile od 2 różnych osób, że tego samego dnia ktoś przyniesie mi pakiet. Właściwie to już za 2,5 godziny.  Gdybym tego dnia miała fizjoterapię, nie zdążyłabym ani odebrać maila, ani nie byłoby mnie w domu - ten ktoś by mnie nie zastał. Nawet gdybym zdążyła odebrać maila, to byłoby za późno, żeby odwołać fizjoterapię. Odwoływanie tego samego dnia pociąga za sobą koszty kary. Żeby jej nie płacić, trzeba odwołać dzień wcześniej. A gdybym była na turnusie rehabilitacyjnym albo w szpitalu? UG zapomina, że pisze do osób niepełnosprawnych! A przecież nawet sprawni na ogół nie mogą się urwać nagle z pracy, żeby o 17 być w domu!

Na szczęście jednak byłam w domu i miły pan przyniósł mi pakiet. Wtedy wydawało mi się, że jednak da się, że UG może coś zrobić dobrze. Pan powiedział, że w dniu wyborów ktoś do mnie przyjdzie po pakiet. Może ktoś z poczty, ale najprawdopodobniej on sam. Spytałam, czy może lepiej nie byłoby, żebym pakiet wysłała (to w końcu głosowanie korespondencyjne!), usłyszałam, że nie.

Dziś (13.11) o 8 rano (sic!) po pakiet przyszedł listonosz. Bez uprzedzenia. Dostał takie polecenie, to nie jego widzimisię. Po wyboldowaniu informacji, że głosowanie jest 16.11, i po oznajmieniu przez pana, że przyjdzie w dniu wyborów, ktoś przychodzi po pakiet 3 dni wcześniej, bez uprzedzenia. Oczywiście nie wydałam pakietu. Nie tylko dlatego, że nikt mnie nie uprzedził, że niepełnosprawnych nie dotyczy głosowanie 16.11, że głosują wcześniej. Głównie dlatego, że głosowanie dziś nie jest możliwe, bo większość kandydatów nie ujawniła jeszcze swoich programów wyborczych! Żebyśmy mogli głosować wcześniej, musielibyśmy wcześniej dostać te programy - nie dostarczono nam ich.

Napisałam znowu do UG. Nie zostałam przecież uprzedzona, że odbiór będzie dziś, nie dostałam programów wyborczych, mało tego, wprowadzano mnie cały czas w błąd, że wybory są 16.11. Dostałam odpowiedź, że teraz to mam sobie pakiet wysłać sama i że w pakiecie była instrukcja. Może i była, ale głosowanie jest w niedzielę, więc wszyscy przeczytają ją właśnie wtedy! I dowiedzą się, że powinni byli wysłać pakiet... w piątek. A jeśli ktoś akurat przeczyta ją wcześniej, to i tak nadal nie będzie miał programów wyborczych! Jak więc ma zagłosować?

"Nadanie koperty zwrotnej może nastąpić nie później niż ostatniego roboczego dnia przed dniem wyborów" - czyli kiedy? Większość ludzi pracuje do piątku, moja poczta pracuje do 14:00 w sobotę, poczta główna pracuje codziennie całą dobę. Więc?

W dodatku mogę dostarczyć też pakiet osobiście do komisji wyborczej. Świetnie - przecież właśnie dlatego głosuję korespondencyjnie, że mogę iść głosować osobiście, logiczne, nieprawdaż!

Rzucanie kłód pod nogi ludziom, którzy i tak mają ich masę, jest bardzo popularne w naszym kraju. Zachowanie UG wpisuje się w ten trend. I wiecie co? Mam już tego dość. Mam dość użerania się o wszystko, o każdy drobiazg i o każdą ważną sprawę. O to wszystko, co inni mają ot tak sobie, bez proszenia i kombinowania. Nie mam już siły. Poddaję się.

Sprawni idą na wybory, które odbywają się w miejscu dla nich dostępnym. Kontakt z obcymi ludźmi mają ograniczony do minimum. My musimy wymieniać wiele stresogennych maili, spotykać się osobiście z obcym człowiekiem, i to we własnym domu, a potem jeszcze tłumaczyć się listonoszowi z cudzych win. Dla kogoś z EDS6a i ZA taka procedura jest nie do przyjęcia - pogarsza stan zdrowia. Za rok już tego nie zrobię. 

Tak się wyklucza ludzi.

Opisałam problem i poprosiłam UG, żeby przy kolejnych wyborach wszystkiego dopilnowali. To wszystko, co mogę zrobić.

Edit: UG jednak zmienił zdanie. Nie przyznali się do winy, ale cóż, mam wszystkie maile od nich i w żadnym nie ma informacji, że dziś miał ktoś przyjść po pakiet. Więc mają kogoś znowu przysłać jutro.Problem w tym, że nadal nie mogę głosować na wszystkie listy, bo większość kandydatów NADAL nie udostępniła programów wyborczych. Jeśli nie udostępnią ich do niedzieli, może się okazać, że nie tylko nasze głosowanie jest fikcyjne, ale również to dla sprawnych.

Edit 14.11: To jeszcze nie koniec odysei wyborczej. Dziś rano mili państwo z poczty przyszli po pakiet. Pół godziny później przyszli jeszcze raz, bo się okazało, że koperta, w jakiej pakiet oddałam, jest zła, niezgodna ze wzorcem, jaki poczta otrzymała od UG. Powinien na niej być napis PRZESYŁKA WYBORCZA i znaczek, że jest zwolniona z opłat - a nie było. Problem w tym, że to nie była moja koperta przecież, tylko UG mi w takiej dał pakiet. Żadnej innej nie dostałam. Odebrano mi pokwitowanie, paski z koperty odklejono. Kazano do UG pisać, żeby mi przynieśli kopertę prawidłową, bo w takiej, jaką dostałam, pakietu mi nie przyjmą, będzie nieważny.

Po kilku telefonach jednak kazano mi kopertę otworzyć (odkleić) i pokazać, co mam w środku, bo może do środka wsadziłam poprawną kopertę (kto to wymyśla?!). Jasne, że nie wsadziłam - jak mogłabym wsadzić coś, co nie istnieje? Ktoś z poczty kazał kopertę zakleić taśmą, paski przykleić z powrotem (chyba taśmą na poczcie, bo już się trzymać nie chciały), pokwitowanie mi oddać (dobrze, że pani je tylko zmięła, nie podarła), kopertę przyjąć, ręcznie dopisać, że to przesyłka wyborcza i dostarczyć komisji. Ciekawe, czy komisja to uzna - ale czemu miałaby nie uznać, skoro sami taką kopertę mi dali?

Listonosz mówi, że rok temu było dokładnie to samo, po 5 razy chodzili do jednego pana, bo jego też UG bez przerwy wprowadzał w błąd i nie trzymał się własnych ustaleń.

Powiedzcie mi, jak to jest. UG robił to już, a nadal nie wie jak?!

Edit 22.11.2014: Głosowanie powtórne. O 17 w piątek odebrałam maila, że między 15 a 16 (sic!!) ktoś mi przyniesie kartę do głosowania w drugiej turze. Nie zdążyłam jeszcze odpisać, jak ok. 19 przyszła miła pani z urzędu z kartą do głosowania. Opowiedziałam jej o problemach z kopertą w pierwszej turze; usłyszałam, że była brązowa, bo trudno było znaleźć białą kopertę, która pomieściłaby inne koperty formatu A4. Ja to rozumiem i dla mnie to żaden problem, ale dlaczego UG nie uprzedził poczty? Mają to zrobić tym razem.

Tym razem tylko 2 opcje do wyboru, obie równie złe, obie nadal bez programów wyborczych.

Edit 25.10.15: Przez lata myślałam, że głosowanie za pomocą osoby upoważnionej polega na tym, że to urząd zapewnia wolontariusza, który pójdzie zagłosować za ON. Nie korzystałam, bo nie mogłabym zaufać obcej osobie. Okazuje się, że urząd nikogo nie zapewnia, że to sama ON musi sobie znaleźć kogoś takiego. Dla mnie to niewykonalne. Osoby, którym mogłabym zaufać, mieszkają daleko i nie będę ich tu ściągać, bo raz, że same głosują (w innych miastach, dzielnicach), dwa, że na co dzień potrzebuję tyle ich pomocy, że nie mogłabym jej nadużywać w czasie wyborów; bałabym się, że nie dostanę jej, kiedy będzie mi potrzebna do czegoś istotniejszego, np. do dostania się na SOR. Drugi pomysł rządu okazuje się niedostępny dla ON. Nie rozumiem, dlaczego nie możemy, tak jak w Niemczech, głosować przez Internet? Albo dlaczego nie można wyborów organizować w dostosowanym lokalu z dostosowanym transportem? Przecież to, co jest dostępne dla sprawnych, powinno być automatycznie dostępne dla ON. Nie jesteśmy kryminalistami, którym za karę można na każdym kroku utrudniać życie, a państwo polskie tak właśnie robi.

Mam też dość tego pitolenia, że trzeba głosować, a kto nie głosuje, jest wyzywany od baranów i innych debili. Co zrobili ci, co się tak zachowują, żeby 5 milionów ON mogło głosować? (5 mln, bo odliczam tych najsprawniejszych) Co zrobili, żeby dostosować lokale wyborcze (88% lokali nieprzystosowanych)? Co zrobili, żeby ludzie niewychodzący z domu czy przykuci do łóżka mogli głosować? Co zrobili, żeby dostępne drogi głosowania rzeczywiście były dostępne, a nie tylko fikcyjnie? Co zrobili, żeby zagłosować na partię, która to zmieni? Co zrobili, żeby ludzie uprawnieni do głosowania mogli rzeczywiście głosować?

No, co zrobiliście?!

Bo obawiam się, że ja, nie mogąc wychodzić samodzielnie z domu, zrobiłam więcej.

Na razie to wygląda jak szykanowanie ryby za to, że się nie wspina.

BTW, to w ogóle jest jakaś bzdura. Mam sąsiadów, starsze małżeństwo. Oboje mają prawa do głosowania. Ale on jest ciężko chory, ona nie może go zostawić samego w domu. Nie mają ZA, mogą przyjąć obcych w domu, więc urząd mógłby im dostarczyć karty do głosowania i co? Nie dostarczy! Bo nie mają orzeczeń! I nawet gdyby on je dostał, to ona nadal nie mogłaby głosować. Nie mają tu nikogo z rodziny, dzieci nie mieli, więc nie mają i wnuków. Radzą sobie sami. Czasami przychodzi pielęgniarka środowiskowa, ale... nie w niedzielę. Sama bym chętnie została ich pełnomocnikiem, ale nie mogę, bo prawo tego nie przewiduje. A wystarczyłoby głosowanie przez Internet, w tym mogłabym im pomóc.
Nie wspomnę o tym, jak od razu by frekwencje wzrosła. W innych krajach to się sprawdza. Widać u nas rządowi zależy, żeby ludzie nie szli do wyborów.

Jest wielu niepełnosprawnych bez orzeczeń, nie mogą nawet skorzystać z tych fikcyjnych możliwości opisanych wyżej.

Są ludzie sprawni, którzy jednak nie wejdą na wysokie schody lokalu wyborczego (a windy nie ma), bo mają np. zwyrodnienia stawów związane z wiekiem.

Są samotne zdrowe osoby zajmujące się ciężko chorymi - im też nikt do domu nie przyniesie kart do głosowania ani nie zapewni opieki choremu, żeby mogli pójść głosować.

Proponuję się też przyjrzeć lokalom wyborczym w szpitalach, bo w wielu do lokalu wyborczego prowadzą schody bez windy!

Wyżywanie się na takich ludziach jest po prostu podłe. Uniemożliwienie im głosowania jest w ogóle poza kategoriami.


Edit 27.10.15: Czytałam ostatnio post kobiety opiekującej się niepełnosprawnym synem. On jeszcze nie ma 18 lat, ale matka już się martwiła, jak zapewnić mu możliwość głosowania. Chłopiec porusza tylko gałkami ocznymi. Co Polska zrobi, żeby mógł samodzielnie głosować tak, żeby nikt nie podglądał? Bo niby dlaczego ma pokazywać komuś swój głos? Ma przecież prawo do dyskrecji, sprawnym jest ona zapewniona za kotarą. Dlaczego państwo nadal nie zapewnia nam godnego głosowania np. przez Internet??
Od tej strony tego problemu nie rozważałam, ale kobieta ma całkowitą rację! Dlaczego mamy pokazywać komukolwiek swój głos, podczas gdy sprawni nie muszą tego robić?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz