poniedziałek, 21 marca 2016

...

Informuję matkę, że mam na piśmie ZA.
- Nie masz żadnego ZA, to brak witamin z grupy B i hormony!

"Kości zbudowane są z mięsa".


Edit 23.03: "Ogarnij się, chłopa sobie znajdź! Muszę wymienić podłogę w sypialni. Trzeba wyrzucić tą szafę, a tą sobie weźmiemy do ojca do pokoju. To wszystko od hormonów! A to się wyrzuci na śmietnik, bo do czego to potrzebne? Nie dam ci pieniędzy, jak nie będziesz słuchać! Zmiany! Trzeba ciągle robić zmiany!!"


Oczywiście "urządza" MOJE mieszkanie i MOJE życie, chce wziąć MOJĄ szafę i wyrzucić MOJE scrapy (jakby były niepotrzebne). Panoszy się jak u siebie - w życiu bym nie śmiała tak się zachowywać nawet u obcego nielubianego człowieka, a co dopiero u rodziny. Matka na głowie staje, żeby mi zrobić z przyjemnego, ciepłego mieszkanka - wyziębiony jak w stodole muzealny burdel, gdzie się nie mieszka, tylko przychodzi jak do nielubianego hotelu. Ona ma brzydko i niefunkcjonalnie, więc ja też mam tak mieć. I jeszcze najlepiej, żebym kuchnię miała w pokoju (ona ma zamiar tak sobie spierniczyć mieszkanie, więc moje też chce zniszczyć) i stół na środku. Mam mieć brzydkie, ciemne meble, których się nie używa, ale zagracają mieszkanie, bo tak jej się podoba. I mam się męczyć z jakimś gachem, najlepiej jeszcze bachora mieć. Jak można komukolwiek życzyć aż tak źle? Jak można kogoś tak nienawidzić, żeby mu życzyć wszystkiego, co najgorsze, i podżegać go do zrezygnowania z leków i życia?! Skąd się bierze taka przemoc? Moi dziadkowi nigdy nie pałali taką nienawiścią, po kim matka to ma?

Wykorzystuje sytuację, że nie mogę wyjść ze swojego pokoju (bo w mieszkaniu pełno papierosowego dymu i zimnica - pootwierane okna; to też rodzaj przemocy!), i grzebie mi we wszystkich szafkach w kuchni. Bez mojej wiedzy i zgody, wbrew moim usilnym sprzeciwom, wynosi i wyrzuca różne rzeczy. MOJE rzeczy. To, czego nie wyrzuca, wkłada w miejsca, w których nigdy nikt by tego nie szukał (pisałam kiedyś o tym, ona to robi ciągle; dziś znalazłam np. widelce w łyżkach, pokrywkę od patelni w... piekarniku, koc z fotela - w pralce, kijek schowała pod kurtki, nie odkryłam jeszcze, gdzie schowała i czy nie wyrzuciła karmy dla szczurów i wielu innych rzeczy; maszynę do pieczenia chleba, która stała na blacie w kuchni, schowała w narożnej szafce, na samym dole przy podłodze za zaułkiem, żebym nie mogła znaleźć, a jak znajdę - żebym musiała 6 kg dźwigać z podłogi na blat). Straszy mnie, że będzie to robić potem w pokojach. Dostała na piśmie, że mam ZA, więc mnie teraz straszy zmianami i specjalnie wszystko rusza i nie odkłada na miejsce.


Edit 25.03: Chcę sobie zrobić herbatę. Otwieram szafkę, a tam nie ma herbaty. Nowiutkiego pełnego opakowania dopiero co kupionego! I nie ma jej nigdzie. Matka rozpirzyła mi wszystko we wszystkich szafkach, NIC nie jest tam, gdzie było, wszystko jest pozamieniane tak, że nawet nie jestem w stanie wszystkiego wymienić; a część zabrała? wyrzuciła? nie wiem, co zrobiła, bo nie ma nigdzie!! Np. nie ma przejściówki od aparatu do statywu. Doskonale wie, że tego się nie da odkupić (chyba że z całym statywem). Teraz mi nie chce powiedzieć, co z tym zrobiła, ma zamiar mnie szantażować. Powie, jak zrobię, co mi każe, albo udaje, że nie wie. Jak można robić coś takiego?!

Zrobiła to wtedy, kiedy mnie nie było, bo pojechałam z ojcem do neurologa. Potem pojechaliśmy we dwoje do knajpy w Serocku, skoro już byliśmy w Wieliszewie. A matka w tym czasie... Tylko na to czekała, na taki moment, kiedy nikt jej nie pilnuje i nie patrzy na ręce. Dobrze, że chociaż sypialnię zamknęłam na klucz!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz