niedziela, 5 czerwca 2016

O rewizji i kradzieżach

Najpierw miała być notka o szpitalu, ale niestety, matka tym razem przeciągnęła strunę.

Kiedy leżałam w szpitalu, matka nie tylko zrobiła rewizję w moim mieszkaniu i powynosiła różne rzeczy bez mojej zgody, ale również ukradła mi całą torbę leków na najbliższe miesiące. To nie tylko jest karalne, ale jest to również zagrożenie zdrowia i życia.

Minął tydzień od kradzieży, leków nie oddała. Zgłosiłam to na 112 i do OPSu.

Matka mnie oczywiście próbuje zastraszyć - że zaraz mnie zgłosi na policję (i ona niestety może tam dojechać szybciej niż ja, więc jej zgłoszenie będzie pierwsze), że zaskarży lekarzy, którzy mi wypisują leki, że zamkną mnie na oddziale zamkniętym, że jestem rzekomo uzależniona. Ojciec stwierdził, że nie da mi już ani złotówki, że nie jestem jego córką, że mnie pozwie, ubezwłasnowolni i dalej ta sama śpiewka co matka. I że to rzekomo ja rozpoczęłam wojnę i teraz pożałuję.

Nawet jeśli pójdę do lekarza po nowe leki, to za co mam je teraz wykupić? To kilkaset zł, a ja już nie mam żadnych leków w domu - matka wszystko ukradła, caluteńki worek z szafy wyjęła! Muszę też zmienić zamki, to kilkaset zł, skąd mam na to brać pieniądze? 
Poprzednie leki refundowała mi fundacja i OPS - jedni i drudzy powinni teraz zaskarżyć matkę, bo ukradła to, co oni finansują.

Poniżej zdjęcia. Nie wszystkie działania matki zdołałam sfotografować, bo część kazałam jej naprawić od razu (np. zabrać klatkę z Ofelią ze słońca, na którym matka ją postawiła, żeby w cierpieniach zmarła).


Duży pokój. Na kanapie leżały rzeczy zabrane przez matkę z kuchennego stołu kilka tygodni temu (również wbrew mojej woli, nie odłożyła ich potem na miejsce). Klatka szczurów była tak ustawiona, żeby z żadnej strony nie mogły nic wciągnąć do środka i zniszczyć. Matka ją dosunęła do kanapy i położyła na niej moje ubrania - specjalnie tak, żeby szczury je pogryzły, co i zrobiły. Ubrania te, po praniu, specjalnie położyłam na fotelu, nie na kanapie, żeby je poskładać i schować, kiedy poczuję się lepiej. 
Pod ubraniami leży również pościel Oli, która wisiała na suszarce po praniu - matka ją zdjęła bez powodu i ukryła pod ubraniami, również narażając na zniszczenie.
Na zdjęciu widać pudełka ze sprzętem ortopedycznym - sprzęt był schowany w szafie, matka go wyjęła i poustawiała obok kanapy. Grzejnik - oczywiście niezepsuty!! - stał w sypialni koło łóżka. Używam go całorocznie, bo w moim mieszkaniu bywa bardzo zimno nawet latem. Matka go wyrzuciła do salonu i zepsuła - oderwała nogę i schowała śrubki, zostawiając tylko jedną, i nie naprawiając grzejnika.


To szafeczka, na której stała w segregatorach moja dokumentacja medyczna (!!!) oraz posegregowane papiery scrapowe. Nie ma ich i nie wiadomo, gdzie to wszystko matka wyniosła. Tu położyła przypadkowe książki. Znaleźlibyście tutaj 2 książki naszykowane do oddania do biblioteki? No właśnie. Szukałam ich kilka godzin i nie znalazłam w terminie, opiekunka nie mogła ich oddać. Wcześniej oczywiście leżały na swoim normalnym miejscu - na półeczce przy biurku, jak zawsze. Bo w moim mieszkaniu ZAWSZE wszystko leży na swoim miejscu i nigdy gdzie indziej.


To matka wyniosła do dużego pokoju te pudełka. Wcześniej stały na swoim miejscu - pomiędzy szafą a łóżkiem w sypialni. Te pudełka dobrałam specjalnie rozmiarem, żeby weszły w tamtą szczelinę. Pasują tylko tam i tylko tam jest ich miejsce. Matka je wyrzuciła do salonu bez powodu i nie odłożyła na miejsce. Za to szczelina koło łóżka zapchana jest innymi pudełkami, które nie mają prawa tam leżeć, bo mają inne specjalne miejsce - przy rowerku stacjonarnym. 


Wracając ze szpitala, zastałam pootwierane i poodsłaniane okna, chociaż matka doskonale wie, że w moim domu nie wolno tego robić. Robi to specjalnie, na złość, żeby mi zaszkodzić.


Umywalka w łazience. Pusta! A stały na niej kosmetyki. Do dziś ich nie znalazłam, prawdopodobnie je matka również ukradła lub wyrzuciła. Ukradzione zostały również opakowania po kosmetykach, które zbierałam na promocję, oraz opakowania, do których przelewałam sobie kosmetyki z innych opakowań (przelewałam do tych opakowań, które odpowiadały mi bardziej i których mi się wygodniej używało).


Szczelina między łóżkiem i szafą, o której pisałam. Matka upchała tu pudełka, których tu być nie powinno, bo ich miejsce jest obok roweru. Przez to nie mogę scrapować, bo nie ma żadnych scrapów na miejscu! Zniszczyła całe moje miejsce pracy.


Na tym wieszaku wisiały torebki i kurtki, których aktualnie używam. Na półce leżały czapki i kominy - wszystko zginęło, nie znalazłam do dziś.


Niech Was nie zmyli to zdjęcie. Tu, na wannie, leżały moje kosmetyki, których już nie ma - i nie znalazłam ich nigdzie. To, co tu widzicie, to w większości kosmetyki Oli, które zostawiła mi na przechowanie w reklamówce. Reklamówka leżała obok pralki i czekała na odebranie. Matka zrobiła rewizję nawet w kosmetykach Oli! Przegrzebała je dokumentnie i porozkładała w różnych miejscach. Nie wiem, czy czegoś nie brakuje, bo ja wcześniej w tej reklamówce nie grzebałam i nie sprawdzałam, co Ola w niej ma (nie mam nawyku grzebać w cudzych rzeczach bez pozwolenia). 


To miejsce na zimowe kurtki. Znalazłam w nim poupychane czapki i kominy. Zamiast zostawić na miejscu albo odłożyć na półkę z czapkami matka poupychała je pomiędzy kurtkami, żebym przypadkiem nie mogła ich znaleźć.


Piecyk uszkodzony przez matkę i zostawiony, nienaprawiony, w drugim pokoju.

Rewizja nie ominęła nawet lodówki. Nie zostało w niej prawie nic, nawet jedzenie dla szczurów.


Tak, to dziura. Sporo ubrań matka mi zniszczyła w ten sposób, specjalnie dosuwając do nich klatkę szczurów.
Klatkę z Ofelią wyniosła z sypialni i celowo postawiła w salonie na słońcu. Jak wróciłam ze szpitala, to Ofelia bardzo ciężko oddychała. Nie wiem, czy by przeżyła, gdybym nie wróciła. 



Moje ortezy matka wyjęła z pudełka przeznaczonego właśnie na nie, zapakowała w worek na śmieci i ukryła w szafie, w której nigdy bym ich nie szukała. W tej samej szafie ukryła transporter dla szczurów.


Dzwoneczki wisiały na haczyku wbitym w sufit, koło okna w sypialni. Znalazłam je na suszarce.


Dokumentacja medyczna zabrana z miejsca przeznaczenia, rzucona na stół w kuchni. Nie wiem, czy czegoś w niej nie brakuje. To się pewnie okaże z czasem. Podejrzewam też, że matka całą przejrzała i pewnie skopiowała, mimo że nie posiada upoważnienia.


Tutaj leżała reklamówka ze wszystkimi moimi lekami. Znikła i nie została mi oddana.


Znikła część żywności z szuflad kuchennych.


W sypialni zdjęta firanka (kilka miesięcy temu matka zdjęła firankę w salonie - nie odwiesiła jej do dziś, a wszystko wbrew mojej woli oczywiście). Żaluzję musiałam zasłonić, bo też ją odsłoniła, i to wiedząc, że lewej się nie odsłania!!
Parapet pod oknem opróżniony - nie wiem, gdzie ukryła wszystkie scrapy. Półka pod oknem też była pusta, tylko część rzeczy udało mi się odnaleźć. 


Znikła cała chemia - stała tam, gdzie stoi pudełko, po obydwu stronach sedesu. Przed pralką leżała reklamówka z kosmetykami Oli. Nie ma nic, totalnie nic.
Poza tym to pudełko z proszkiem leżało w szafce, a obok sedesu - płyn do prania i płukania. Matka złośliwie zamieniła te rzeczy miejscami.


To pudełko z drobnymi elementami do scrapów stało na komodzie przy łóżku w sypialni - matka je wyniosła do salonu i postawiła obok nagrywarki. 



Te półki pod biurkiem zawsze muszą być puste - to są półki na nogi, tylko w ten sposób mogę siedzieć przy biurku, półleżąc. Matka już któryś raz (wiedząc o tym) specjalnie te półki zastawia, i to dużymi ciężkimi pudłami, żebym nie mogła sama ich wyjąć. 


Widzicie kredki Crayola? Leżały na parapecie przy biurku. Matka je przestawiła do... kuchni! Obok octu. Przecież to oczywiste, że kredek się w pierwszej kolejności szuka koło octu w kuchni, prawda?



Miałam świeżo zrobioną pościel, poduszki poukładane tak, żeby ból był jak najmniejszy - matka zrobiła burdel. Wyciągnęła wałek zasłaniający dziurę przy ścianie i zapobiegający wpadaniu tam poduszek. Poduszki wyjęła, pomieszała, żebym znowu musiała układać.


Komoda przy łóżku. Tu stało pudełko z drobiazgami do scrapów. Nie ma. 


Webstera do scrapów i segregatory naszykowane na papiery do scrapów schowała w szafie w salonie. Tam, gdzie nigdy bym nie szukała, bo miejsce scrapów jest w sypialni i NIGDZIE indziej.

Poza tym np. smashbooki znalazłam upchane w pudle z pocztówkami. Widać, że matka przeglądała mojego prywatnego (!!!) smasha, bo ma połamane karty przy sprężynie (trzeba je specjalnie przewracać, żeby nie zniszczyć); to tak, jakby czytała mój prywatny pamiętnik (nie powinnam się dziwić, jak z nią mieszkałam, to szpiegowała mnie, czytała moją korespondencję i pamiętniki, odkąd tylko je prowadziłam).
Aparat do mierzenia ciśnienia leżał na podłodze przy łóżku, bo tam mi najwygodniej sięgać bez podnoszenia się (zresztą podniesienie się podniesie również ciśnienie, więc pomiar będzie niewiarygodny) - matka go położyła na komodzie poza moim zasięgiem, żebym musiała wstać.
Ortezy na kolana leżały przy łóżku, bo tam je zakładam, z kolei ortezy na nadgarstki leżały na ławce w przedpokoju, bo zakładam je przed wyjściem. Są to ortezy, które najczęściej bywają w użyciu, dlatego leżały dokładnie tam, gdzie powinny. Matka wrzuciła je do worka na śmieci i ukryła w szafie, gdzie nigdy by się ich nie szukało, bo to nie miejsce na ortezy. 
Koło łóżka leżała również specjalna szczoteczka do złuszczania naskórka - nie ma jej nigdzie.
Matka grzebała również w biżuterii. Nie mam siły sprawdzać, co zginęło bezpowrotnie. Przyznała się, że zabrała pierścionek do powiększenia (mimo że żadnego powiększenia nie wymagał!). Nie oddała mi go.

Tyle na razie zdołałam odkryć. Większości rzeczy po prostu nie odnalazłam i muszę odkupić. Oczywiście nie jestem w stanie teraz tego wszystkiego po matce posprzątać, a nie są to rzeczy, które mogłaby zrobić opiekunka z OPSu, i matka doskonale o tym wie - właśnie dlatego to robi.

W szafie narożnej poprzewieszane ubrania. Te, w których chodzę najrzadziej, przewieszone na przód szafy, a te, w których chodzę niemal codziennie - na tył. Część powieszona tak, jak nigdy u mnie wieszać nie można (specjalnie opracowałam system wieszania po jednej rzeczy na jednym wieszaku!) - po kilka bluzek jedna na drugiej na jednym wieszaku. Część zabrana całkiem!

Potrzebuję pilnie pomocy przy kupieniu i wymianie zamka w drzwiach wejściowych; podwózki i pomocy przy zgłoszeniu kradzieży i włamania na komisariacie na Tarcho; pomocy przy dojściu na pocztę; podwózki na komisję (nie znam jeszcze daty); pomocy przy kupieniu i zamontowaniu kamery (na kilka mnie nie stać, więc chociaż jedna - w kuchni). Czy ktoś mógłby...?


Edit 6.6.16: Zadzwonił dziś telefon, myślałam, że to ojciec. Niestety, matka się znowu podszyła pod niego. Pomyślałam, że zmądrzała i chce mnie przeprosić, ale gdzie tam! Dawaj szantażować! "Jak nie będziesz się leczyć, to cię ubezwłasnowolnię!" Przy czym "leczenie" to dla niej akupunktura, bioenergoterapeuci, zielarze i inni hochsztaplerzy altmedowi, bo przecież prawdziwe leki, którymi RZECZYWIŚCIE się leczę, ukradła i nie oddała do tej pory!

Edir 8.06.16: Chciałam zrobić warzywne curry, niestety - odkryłam, że matka ukradła mi obie pasty curry i sos do kurczaka, którego nie da się kupić online, a sama do PiP nie dotrę. :/
Chciałam też wydrukować wniosek o zwrot za leki do fundacji - okazało się, że ukradła mi też całą ryzę papieru do drukarki.


Edit 9.6.16:

Dziś między ręcznikami odkryłam reklamówkę z kopertami bąbelkowymi...

Edit 10.06.16 3:10: Promazyna nie działa, nie zasypiam. A miałam wstać rano... Nie ma szans, żebym się obudziła o 8, nawet gdybym w tej chwili zasnęła. A niestety leki na hipersomnię bierze się dopiero PO obudzeniu. W dodatku ja nie mam leków, bo matka mi je ukradła.


Edit 11.06.16: Chciałam pokolorować PDSS - nie znalazłam ecolin i nie wiem, gdzie są. Nie ma też torebeczki z dropsami dla szczurów.
Matka dziś bez ostrzeżenia znowu mnie naszła i się awanturowała. I znowu ta sama śpiewka: "Jesteś chora psychicznie! Zobacz, jak się zachowujesz! Chcesz, żebyśmy poszli do sądu?! Pożałujesz!" itd. jak zwykle. Leków nadal nie oddała. Twierdzi, że przyjadą z nimi jutro, tyle że ja sobie nie życzę, żeby przyjeżdżała, i nie wierzę jej - miała już wiele szans na oddanie leków. Nie życzę sobie w ogóle kontaktu z nią!

Edit 13.06: Matka dzwoni, podszywając się znowu pod ojca, i pyta, ile mam poduszek na łóżku, bo pewna kobieta zdiagnozowała mnie przez telefon i będzie mnie leczyć na odległość.
Sorry, ale czy takie rzeczy robi ktoś, kto kocha, zamiast wymiernej, sensownej pomocy albo przynajmniej neutralności?


Edit 25.06: Ofeczka dziś kicha. Może się okazać, że to nie serduszko, tylko jakieś przeziębienie. Miałam w słoiczku dziecięcy antybiotyk w proszku dla szczurów - i nie ma! Kolejna rzecz, którą matka ukradła! :/


2 komentarze:

  1. Jestem przerażona. Niewyobrażalnie cierpisz z powodu choroby i rodzina skazuje Cię na większe cierpienie. To jest naprawdę dla mnie niewyobrażalne. Będę mogła chociaż przelać Ci pieniądze na zamek, jeśli zrobisz jakąś zbiórkę. Takie wtargnięcie jest karalne z Kodeksu Karnego: https://pl.wikipedia.org/wiki/Naruszenie_miru_domowego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że to karalne, dlatego zawsze o tym piszę. Niech inne ofiary też wiedzą, że to karalne. No i może, jak ludzie będą o tym otwarcie pisać, wreszcie coś się zmieni. To powinno być ścigane z urzędu, bez zgłoszenia nawet, to gorsze niż gwałt, bo nie jest jednorazowe ani nawet fizyczne! Taka przemoc niszczy całe życie. Jakoś nie mam problemów z powodu przemocy fizycznej w dzieciństwie, a przemoc psychiczna zniszczyła mi życie bardziej niż ból.

      Nie zakładałam nowej zrzutki, znajomi sami z siebie zaczęli mi przelewać drobiazgi na tę zrzutkę na sativex po prostu. Kolega też szuka mi kamery do zainstalowania, żeby nagrywać tę przemoc, także z telefonu (można włączyć na tryb głośnomówiący i wszystko się nagra).

      Dzięki za dobre słowo i pamięć!

      Usuń