czwartek, 1 grudnia 2016

#przemoc

Postanowiłam publikować przemocowe notki zbiorczo, raz na miesiąc. Inaczej na blogu byłoby głównie o przemocy. Matka nie ustaje w staraniach. :(

2.11.16
Odkładam słuchawkę po skończonej rozmowie z tatą. Za chwilę telefon znowu dzwoni. Myślę, że tacie coś się przypomniało, ale nie, to matka znowu się pod niego podszywa.
Zaczyna rozmowę:
- Musisz jeść codziennie jajko! Na pewno masz nieświeże!
Ani jedno, ani drugie zdanie nie jest prawdą. Jajka mam świeże, a dietetyczka nie każe mi jeść codziennie jajek, to kolejny chory wymysł matki.
Nie pamiętam już, ile razy mówiłam jej, że ma mnie nie pouczać i nie kłamać.
Odkładam słuchawkę.

4.11.
Dziś byłam umówiona z ojcem, mieliśmy jechać do T-Mobile. Zadzwoniła matka (już po tym, jak nadaremno wstałam zbyt wcześnie, więc będę mieć zmarnowany dzień), podszywając się, i powiedziała, że nigdzie z ojcem nie pojadę, bo ona ma inne plany. Jak zawsze myśli tylko o sobie, innych ma gdzieś.
Usłyszałam też znowu, że mam odstawić leki.

***
Chciałam zrobić kartkę w postaci kolażu. Do takich celów miałam od dawna poodkładane gazety z kolorowymi zdjęciami. Okazało się, że ich nie ma. Tak, to znowu matki sprawka. Nie wiem, do czego jej to potrzebne. Już je czytała, to od niej je dostałam do pocięcia, inaczej by je wyrzuciła na śmietnik. Nie zostawiła ani jednej, a wie, że ja takich nie czytam i nie stać mnie na kupowanie ich tylko po to, żeby je pociąć. :(

5.11.
Kiedy byłam dzieckiem, matka regularnie czytała moje pamiętniki wbrew mojej woli. Teraz, kiedy byłam w szpitalu, zrobiła to znowu. Dziennik piszę na kompie i matka nie ma dostępu, ale mój prywatny smashbook istnieje fizycznie, jak to smashbook, matka go obejrzała i przeczytała - nie mogę mieć prywatności we własnym domu!!! - a do tego zniszczyła. Spirala w smashu jest zawsze zbyt wąska i kartki trzeba przewracać w specyficzny sposób, nie byle jak i na siłę, bo w ten sposób się je zniszczy. Matka to właśnie zrobiła. Tak wyglądają pouszkadzane przez nią strony:


Do tego całkowicie zniszczyła specjalną gumkę do zabezpieczania smasha. Gumki specjalnie się kupuje, zestaw 2 gumek to 11 zł plus kilkanaście zł za wysyłkę. Musiałam odkupić, bo matka nie dość, że na siłę ją rozciągnęła, więc już nie trzyma, to jeszcze rozerwała ją prawie całkowicie. Nie wiem, co trzeba robić, żeby tak zniszczyć tego rodzaju gumkę. To się nie zdarza, to trzeba zrobić specjalnie i celowo. :(
Gumka jest prosta i gładka, nie ma prawa się tak zwijać - to świadczy tylko o tym, że matka rozciągnęła ją duuużo ponad miarę. :(


I tak jest cały czas, jak tylko spuścić ją z oczu - natychmiast grzebie, gdzie się da, zabiera rzeczy bez pozwolenia i niszczy, co tylko może. :(

7.11.
Umówiłam się z ojcem do T-Mobile. Pół godziny przed umówioną godziną, dzwoni telefon. Nie, to nie ojciec, to matka się znowu pod niego podszyła i mi obwieszcza, że "jedziemy". Jakie "jedziemy"? Ja się umawiałam z ojcem, nie z nią. Przecież jak ona tam będzie, to nic nie załatwimy, będzie przemoc od pierwszego słowa, zamiast "cześć" na przywitanie. Mało tego, pouczanie ("masz jeść co najmniej jedno jajko dziennie!"), zastraszanie i szantażowanie zaczęło się już przez telefon, zanim w ogóle się spotkaliśmy! Zgodnie z moimi przewidywaniami.

I po co ta niebieska karta? NIC się nie zmienia. Policja matki nie pilnuje, za przemoc nie została w ogóle ukarana. Matka ma policję za nic, ona ma znajomości, osiedle policyjne jest praktycznie połączone z jej osiedlem, to jeden teren, sami znajomi. Nie mam żadnej ochrony - niebieska karta w żaden sposób nie chroni ofiary, mało tego, oprawcy wolno się kontaktować i nadal stosować przemoc! To po co w ogóle ta niebieska karta?! Nie dziwię się już, że ofiary jej nie zakładają - przemoc się wtedy tylko eskaluje, a ochrony żadnej nie ma.

Edit. Znowu miałam rację. Matka w salonie udawała milutką i grzeczną mamusię, do rany przyłóż, a natychmiast, jak tylko wyszliśmy, zaczęła mnie obrażać, znęcać się, kłamać, wymyślać mi choroby, aż ojciec zwrócił jej uwagę (ojciec, który uważa, że ona mnie "kocha"!). To nie pomogło, nigdy nie pomaga. W dodatku miała iść do sklepu, a my - do Wawy, ale mimo to odprowadziła nas bez powodu do samochodu, żeby móc przez ten czas się znęcać nade mną. Wszystko robi pod publiczkę. Milusia jest dla innych, udaje grzeczną i spokojną, przez co ludzie nie wierzą, że jest oprawcą, dają się jej nabierać. Jak tylko zostaje ze mną sama, to się zaczyna. I nie ma szans, żeby się zmieniła, ona wcale nie ma zamiaru się zmieniać. To wystarczający powód, żeby zakazać jej zbliżania do mnie, a mimo to policja jeszcze żąda "dowodów". Jak mam mieć dowody, skoro w obecności świadków matka udaje idealną?

8.11.
Matka dzwoni, podszywając się znowu pod ojca. Przesłuchanie - kiedy będę miała wyniki biopsji, bo sobie wyobraża, że jej powiem, jakie będą, żeby je znowu przeciwko mnie wykorzystała i jeszcze rozpowiadała o tym do obcych ludzi, których nazywa "rodziną", a którzy nigdy w życiu nie przysłali mi nawet pocztówki, a teraz wyzywają od "wariatek". Matka sobie również życzy, żebym przestała pisać bloga. Wtedy miałaby władzę w ręku już całkiem i mogłaby mnie gnoić jeszcze bardziej po kryjomu. To wygodne, nie?

11.11.
Znowu wydzwania, podszywa się i poucza mnie, jak mam gotować, chociaż ona nie ma najmniejszego pojęcia o gotowaniu. Każe mi kombinować, chociaż wiadomo, że nie wolno kombinować, bo jak tylko się spróbuje, to potrawa ląduje w kiblu, bo nie da się tego jeść.
Znowu kłamie, że "powinnam" jeść codziennie czerwone mięso i jajko - nie wiem, liczy na to, że już tak mam posuniętą demencję, że zapomniałam, jakie mam zalecenia od dietetyczki?! Dziwne, bo przecież wmawia mi, że nie mam zaników korowych, które mam.

Udaje, że chce mi pomóc, ale każda moja prośba kończy się wyśmianiem i olaniem. Prosiłam, żeby zadzwoniła do dentysty zapytać, czy leczy pod narkozą - nie zadzwoniła, tata zadzwonił. Prosiłam, żeby mnie umówiła do psychiatry (bo w końcu muszę uzupełnić te papiery do orzeczenia) - obraziła mnie, poniżyła i nie zadzwoniła. Prosiłam o mleko sojowe (bo pytała, czego potrzebuję) - nie kupiła. I tak jest ze wszystkim. A potem wciska mi zakupy nie dla mnie, tylko dla siebie, czyli takie, od których ona ma ciążowe brzuszysko, a których mnie nie wolno jeść, i mnie obraża, że tego nie jem. Potem rozpowiada w rodzinie, jaka to ona dobra, a jaka ja niewdzięczna.

Miała nie wydzwaniać, bo zmieniłam telefon, nie mam żadnych kontaktów, więc nie będę tym bardziej odbierała obcych niezidentyfikowanych numerów, to nie pisze maili, tylko wydzwania mi na złość i szantażuje, że jak nie odbiorę, to przyjedzie.

Leków nadal nie oddała. Za to przeszukała Internet, sprawdzając każdy mój lek - do tego się posuwa w szpiegowaniu. A teraz mnie znowu napada, że ona wie lepiej od lekarza, których leków mam nie brać. Namawia mnie jawnie na samobójstwo, bo inaczej nie można tego nazwać!

Dlaczego policja pozwala jej na tę przemoc?! Gdzie jest ochrona ofiary?!

***
Siedzimy z kociem, który przyjechał pomóc mi ustawić nowy telefon. 21.30. Dzwoni ojciec. Ojciec o tej porze śpi, więc od razu myślę, że coś się stało. Niestety - to matka znowu się podszyła.
- Co robiłaś na obiad? [takie przesłuchanie ni z gruszki, ni z pietruszki, żadnego "cześć" czy coś]
- Nie mogę teraz rozmawiać.
- Co robisz? [ignoruje to, co powiedziałam, udaje, że nie słyszała]
- Nie mogę teraz rozmawiać! [mówię głośniej]
- Córciu, Jezu, daj się uratować!
Odkładam słuchawkę. Jak trzeba kogoś nienawidzić, żeby mu tak powiedzieć, wiedząc, że nie może rozmawiać?!
Z nachodzeniem bez ostrzeżenia jest tak samo - a co gdybym akurat leżała goła z facetem w łóżku? Ano nic, jej to przecież nie obchodzi, co sam kocio zauważył.
I fakt, że jej to powiem, niczego nie zmienia. Pozwala mi w sobie tego nie tłumić, ale zmiany żadnej nie będzie, bo matki nie obchodzę ani ja, ani moje zdrowie, ani moje życie.

12.11.
Matka się podszywa.
- Co, spałaś pewnie. [znowu żadnego dzień dobry, ale już nie podoba jej się, że za długo czekała, aż odbiorę]
- Nie i nie kłam.
- Robiłaś te sajgonki? [podała mi przez ojca papier i makaron ryżowy i teraz kontroluje, bo uważa, że jedzenie daje jej prawo do kontroli nad moim życiem]
- Nie, może jutro zrobię, cześć. [z jakiej racji znowu mnie przesłuchuje? niech sąsiada zapyta, co ma w garnkach]
- Czekaj! Wyślemy ci informację o opiatach, cośmy wzięli ze szpitala!
[odkładam słuchawkę i już nie odbieram; ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, że to psycholka? :/ Po co w ogóle był ten telefon, skoro nie miała żadnej sprawy?!]

13.11.
Znowu się podszyła.
- Robiłaś już te sajgonki? [znowu przesłuchanie]
- Nie, bo nie wyrzucę jedzenia, które już mam zrobione. Co chcesz?
- Przypomnieć ci, że masz jeść jajka i mięso. [czyli jak zwykle nic nie chce, tylko się poznęcać]
- Cześć.
Odkładam słuchawkę. Nie odbieram, jak potem wydzwania (a robi to zawsze, nie nauczyła się nadal, że ma rozmawiać, a nie być przemocowa; ona nie ma zamiaru się zmieniać).
Po co był ten telefon?

***
Pisałam już o tym, że matka przetrzepała mojego prywatnego smashbooka, zniszczyła strony i gumkę. Nie tylko. Z tyłu smasha miałam przymocowane kartki od znajomych. Matka tak bardzo chciała przeczytać moją prywatną korespondencję, że jedną z kartek całkiem wyrwała. :/ Ta kartka była przymocowana tak jak ta obok.


14.11.
Zadzwonił tata i zaprosił mnie na okonki. Niestety pod warunkiem, że pojedzie z nami matka. Zrobiło mi się przykro i dość obrzydliwie, bo to pomysł matki. Obmyśliła sobie, że skoro nie pozwalam jej się nad sobą znęcać przez telefon (w ostatnich dniach od razu odkładałam słuchawkę), to to jest sposób na znęcanie się nade mną. Ona wie, że chciałabym spędzić trochę czasu z ojcem, więc się wtrynia. Z T-Mobile było tak samo - mogła każdego dnia pójść do salonu, ma go pod nosem, ale specjalnie odczekała i poszła tam wtedy, kiedy ja.
Nie wiem, co będzie z tymi okonkami. Pewnie się skuszę mimo wszystko.

***
No i znowu. Podszywa się pod ojca, bo wyszedł. Nie mówi, o co chodzi, więc pytam.
- Konkretnie o co ci chodzi?
- Bo czytałam dziś o niedoborach.
- Przestań! Mam dość wysłuchania tych bzdur! O co ci KONKRETNIE chodzi! [powtarzam jeszcze raz]
No bo się martwię o ciebie!
Odkładam słuchawkę. Mam dość bzdur. Tak się martwi, że to ze zmartwienia i miłości ukradła mi leki, usiłuje mnie zmusić do samobójstwa i się nade mną znęca.
Po odłożeniu słuchawki wydzwania nadal. Jak zwykle ma gdzieś, że nie chcę kontaktu. Nigdy jej nie obchodziło moje dobro.

16.11.
Matka wczoraj się podszyła pod ojca, ale rozmowa była w miarę normalna. Już sobie narobiłam nadziei, ale okazuje się, że jak zwykle niesłusznie. Matka zachowywała się normalnie pod publiczkę, przed innym człowiekiem - miała w mieszkaniu machera, który zakładał telewizję kablową, więc nie mogła się publicznie zdradzić ze znęcaniem. Czyli typowo: przed ludźmi udajemy dobrą mamusię, a jak nie ma świadków - znęcamy się bez opamiętania.

Dziś już nie było machera i znęcanie się sięgnęło zenitu. Umówiliśmy się wczoraj, że nie jadę dziś z nimi nigdzie. Poparzyłam się gorącym olejem, więc nie mogłam umyć włosów (a mam naolejowane, ciągle teraz olejuję, bo wypadły mi już prawie wszystkie) ani nałożyć gumki (bo to właśnie TE palce). Dziś matka dzwoni i się zaczyna.
- Masz zaburzenia psychotyczne! Masz zaburzenia psychotyczne! [tak, zacięła się na swoim urojeniu, które ma, tak jak mitomanię; za to ja nie mam zaburzeń psychotycznych akurat]

Odkładam słuchawkę, ale wydzwania znowu. Odbieram tylko po to, żeby się upewnić, że dotarło - ma tu pod żadnym pozorem nie przyjeżdżać i do mnie nie wydzwaniać. Krzyczę, bo nie słuchała, co mówię, tylko trajkocze bez przerwy. Nie przestała mówić ani na sekundę, w czasie, kiedy ja mówiłam, ona 4 razy powtórzyła to samo urojenie:
- Czy ty widzisz, co się z tobą stało? Czy ty widzisz, co się z tobą stało? Czy ty widzisz, co się z tobą stało? Czy ty widzisz, co się z tobą stało?
 Odkładam i już nie odbieram.
Każde moje odebranie telefonu (bo myślę, że to ojciec dzwoni) to dla niej kolejna szansa, którą ma gdzieś i której nie zamierza wykorzystać. To mówi wszystko o jej intencjach, ale dla policji to ciągle za mało.

Ona ma gdzieś moje zdrowie, życie i bezpieczeństwo, więc powiedzenie, że ma tu nie przyjeżdżać, nie gwarantuje mi żadnego bezpieczeństwa. Zastraszyła mnie skutecznie, przy każdym dźwięku na klatce schodowej sztywnieję ze strachu, bo to może być ona. Gdyby nie zasłaniała się ojcem, po prostu bym jej nie wpuściła.

Po każdym jej telefonie znika moja siła, którą wykorzystuję na co dzień do powstrzymywania się od samobójstwa. Ale jeśli się zabiję, to ona będzie mieć satysfakcję, której za wszelką cenę nie chcę jej dać. Matka nasila zespół lękowy. Cały dzień mi zniszczyła nieodwracalnie. I robi to z każdym dniem.

Jeśli kiedyś nie uda mi się powstrzymać od samobójstwa, to ona będzie winna, i chciałabym, żeby ktoś postawił jej zarzut podżegania do samobójstwa, znęcania, i skazał prawomocnym wyrokiem.

***
Postanowiłam, że oddam matce wszystko, co mi naznosiła jak do składziku. Chcę mieć w mieszkaniu tylko to, co tu pasuje stylistycznie i jest ładne. Żadnego barachła, brzydkiego i niepasującego. Dziś przyszły poszwy na poduszki 45x45 cm zamówione jeszcze we wrześniu. Miałam poduszkę w takim rozmiarze kupioną specjalnie w Ikei już dawno. I co? Nie ma jej! Nigdzie! Wcześniej leżała na moim łóżku, ale znikła, dziwiłam się dlaczego. No to już wiem dlaczego. :/ Nie odzyskam jej już pewnie, tak jak ukradzionych leków. :(

***
Znowu się podszywa. Obraża mnie, wmawia mi choroby, których nie mam. Wymyśla badania hormonalne, których nie muszę robić, bo już robiłam i wyniki są idealne. Nie dociera do niej, i tak mi nadal wmawia choroby hormonalne, których nie mam. Udaje, że nie pamięta, o czym wczoraj rozmawiałyśmy, udaje, że nie wie, że się poparzyłam i nie mogę umyć głowy. Udaje, że nie wie, że mam depresję i EDS, udaje że "dlaczego nie dbasz o siebie?", ale nie przyjdzie jej do głowy, żeby zaproponować mi pomoc, bo po co.
Wie, że nie chcę z nią rozmawiać, a mimo to wydzwania bez opamiętania.

17.11.
Od powrotu ze szpitala szukałam ortezy na stopę. Orteza zawsze leżała na szafce przy łóżku - bo gdzie ma leżeć, skoro ją zakładam, siedząc na łóżku właśnie? Znalazłam ją dopiero dziś (nie zdążyłam zamówić nowej, bo nie mogę wydać ani złotówki w tym miesiącu, żeby mieć na ortopedę w grudniu). W szufladzie z lakierami i akcesoriami do paznokci. Tak, właśnie tak robi matka, chowa wszystko tak, żeby się nie domyślić gdzie. :/

18.11.
Matka mnie nachodzi. Weszła dziś siłą, zasłaniając się ojcem. Zażądała kawy, ale wiadomo, że wtedy będzie dłużej siedzieć, więc zaproponowałam kawę jedynie ojcu. Rozebrała się wbrew mojej woli, chociaż kazałam jej wyjść. I zaczęło się obrażanie, poniżanie, gnojenie.
Zaczęła rewidować mi mieszkanie. Zagląda nawet za drzwi (!!!). Opiekunka ostatnio odkurzała, ale usłyszałam, jak matka kłamie:
- Nie używasz go w ogóle! [kłamie, wskazując na odkurzacz i mop; trudno nie zauważyć, że jest podłoga wymyta, ale matka i tak wtrynia się w zimowych butach, ma gdzieś czyjąś pracę]
Zaczyna wmawiać mi znowu choroby hormonalne, kłamie, że powinnam umówić się do endokrynologa, nieważne, że już mam swojego ginekologa i wyniki hormonalne idealne, matka i tak będzie kłamać, w ogóle nie słucha, co mówię, bo przecież ma mnie gdzieś. Chodzi tylko o znęcanie się, nie o prawdę.
Kiedy widzi, że nie widzę bez okularów:
- Widzisz, co się dzieje! To z niedoborów! I dlatego, że nie jesz mięsa! [kłamie, wiedząc, że to kwestia niedziałania akomodacji w 6a]
Wykorzystuje fakt, że nie mam teraz pieniędzy, żeby zrobić zakupy żywieniowe, i przywozi mi jedzenie. Niestety prawie nic nie mogę z tej wielkiej torby wziąć, bo wszystko jest dla ludzi bez 6a (i matka to wie, zna moją dietę, po prostu ją olewa, bo jej nie chodzi o mnie czy o moje zdrowie, pokazuje to na każdym kroku, tylko żeby się pochwalić przed innymi, że jest "dobrą mamusią", i mieć dowód, że się "troszczy". Niestety przez ZA nie umiem skłamać i będę musiała potwierdzić, że mi jedzenie przywozi, tyle że ja go nie mogę wziąć).
Na widok rzeczy w kuchni ułatwiających niepełnosprawnym funkcjonowanie, robi uwagi, że "czego to ludzie nie wymyślą", takie "zbędne rzeczy", tylko "wyrzucanie pieniędzy", ona takich nie ma i żyje, po co ja to w ogóle kupuję?
Oraz:
- Masz schizofrenię! [stała śpiewaka, tym razem "mam schizofrenię", bo rzekomo "nie używam" odkurzacza]
Każe mi iść do psychiatry. A to nowość, bo jak ją prosiłam, żeby mnie do niego umówiła, to odmówiła!
- Czemu nie myjesz włosów?! [OJP, jak może zadawać takie pytanie osobie z 6a i depresją?! i to wiedząc, że olejowanie włosów właśnie wynika z dbania; i jak niby mam naolejować włosy, żeby nie było tego widać?! co za chamidło!]
Zamiast się ucieszyć, że byłam w stanie związać włosy gumką, co znaczy, że oparzenie nie było poważne, ona mnie poniża.
- Masz nie jeść kukurydzy! [a to niby dlaczego?! wolno mi jeść kukurydzę, a chili con carne bez niej jest niesmaczne, no ale matka nie umie gotować, to nawet nie zna takiej potrawy, ale udaje dobrą kucharkę]
W przedpokoju bierze do ręki pomponik, który zamówiłam na ali, i kłamie, że to od niej. Od niej mam inny, aktualnie nieprzypięty, leży na ławce. Mówię jej to, na co ona dalej kłamie, że to nieprawda, że to ten przypięty jest jej. Kiedy po raz kolejny mówię, że to z ali (i wskazuję  różnice), płacze na zawołanie i słyszę:
- Zgłupiała córka! Buuuuu! [dalej się wykrzywia i udaje płacz]
Wyrzucam ją za drzwi.

Dla porównania, u góry pompon od matki, na dole z ali. Sorry, ale futerka są tak różne, że pomylić się nie da, trzeba mieć złą wolę. Poza tym obrażanie mnie, kiedy już poznała prawdę (bo powiedzmy, że za pierwszym razem się pomyliła, chociaż sądzę, że zrobiła to specjalnie), jest po prostu obrzydliwe!


Oczywiście przy ojcu zachowywała się jeszcze w miarę, ale jak tylko ojciec wyszedł czekać do samochodu (kazał jej się streszczać, bo wie, że ona zostaje jak najdłużej, żeby się znęcać), to się zaczęło najgorsze gnojenie. Ona bardzo dba, żeby nie było świadków.

Przy niej nie mogę porozmawiać z ojcem (a tak się cieszyłam na jego przyjazd, bo mi wczoraj o tym napisał), bo muszę jej pilnować i patrzeć na ręce. Już mi chciała zniszczyć półeczki plastikowe w lodówce, wyszarpując jedną. Przez konieczność pilnowania jej ciężko było nam się umówić na odebranie wyników biopsji w środę. Mam nadzieję, że dobrze wszystko usłyszałam, bo matka się darła, nie dała nam dojść do słowa i porozmawiać. Ciężko ją przekrzykiwać.

Na odchodne poinformowałam ją, że weszła tu tylko dlatego, że zasłoniła się ojcem, i że jeśli przyjedzie sama, to wezwę policję i jej nie wpuszczę. Myślę, że ona się tego domyśla od dawna i WŁAŚNIE DLATEGO zawsze zasłania się ojcem...

19.11.
Podszywa się jak zwykle.
- Jakie bierzesz suplementy?
- Te, co zawsze.
- Ale JA nie wiem jakie!
- I bardzo dobrze, że nie wiesz, żadnych mi nie kupuj. [matka ma manię kupowania - rzekomo dla mnie - suplementów niesprawdzonych od różnych hochsztaplerów; jeśli jednak jakichś naprawdę potrzebuję, to nie mogę na nią liczyć]
- Słuchaj, weszłam na stronę tego twojego profesora psychiatry i okazuje się...
- Nie chcę tego słuchać!
Tak to jest, jak tylko matka cokolwiek wie na mój temat - zawsze, ale to zawsze wykorzysta to przeciwko mnie. I przeszpieguje na wylot. Odkładam słuchawkę, ale do niej nie dociera, że się nie chce z nią rozmawiać, wydzwania w kółko, a ja w kółko odrzucam połączenie.
ATSD skłamała. Nie zna mojej psychiatry, więc nie mogła wejść na jej stronę.

20.11.
Podszywa się jak zwykle.
Dzwoni, a potem nie chce powiedzieć, o co jej chodzi. Pytam, o co KONKRETNIE jej chodzi, chyba z 5 razy. Okazuje się, że o nic, tak chciała się poznęcać.
- Bo my tu siedzimy, a ty tam siedzisz sama.
- No to dobrze!
- Niedobrze!
- No tak, zapomniałam, że ty nie chcesz, żeby mi było dobrze. Stajesz na głowie, żeby mi było jak najgorzej.
- Córeczko, daj sobie pomóc!
Odkładam słuchawkę, bo wiem już od dawna, że kłamie. Nie pomoże mi, kiedy ją poproszę o konkrety. To tylko puste słowa na pokaz przed innymi.
Wie, że nie chcę rozmawiać, więc na złość mi wydzwania jeszcze parę razy, ale nie odbieram.

26.11.
Nie mogłam uwierzyć, że matka mnie nie nękała przez prawie 3 dni. Niestety dziś się znowu podszyła.
- Co słychać?
- A co ma być słychać?
- No właśnie! Kiedyś jeździłaś do filharmonii z tą koleżanką...
- Z jaką koleżanką?! [do filharmonii jeździłam z Olą, ona nie jest moją koleżanką, tylko przyjaciółką]
- No z tą Krysią.
- Nigdy nie jeździłam do filharmonii z Krysią. [z Krysią tylko do Narodowego, ale matka znowu usiłuje mi wmówić, że zwariowałam, że nie pamiętam! ale jednocześnie kłamie, że nie mam demencji]
- Matko boska, co się z tobą stało?!
Odkładam słuchawkę.
Wydzwania dalej jak zwykle, ale nie odbieram, bo wiem, że jak odbiorę, to i tak nie usłyszę "przepraszam". Ona nie po to wydzwania.

***
Godzinę później dałam się nabrać, matka podszyła się znowu. Przez nią będę musiała przestać odbierać także telefon od ojca, bo przecież w 99% przypadków to w ogóle nie jest on, tylko ona mnie nęka!
- Ojciec mi mówił, że nie dostałaś wyników biopsji... [już o tym rozmawiałam z ojcem, z nią nie zamierzam; a w ogóle to z jakiej racji jej wszystko powiedział?! przecież wiadomo, że każdy strzępek informacji wykorzysta przeciwko mnie - co właśnie widać]
- Nie chcę o tym rozmawiać. Cześć.
Odkładam słuchawkę. Wydzwania. Odrzucam połączenia. Nadal wydzwania. Idę do ubikacji, zdążam z niej wyjść, a telefon nadal dzwoni, bo ona się uparcie podszywa. :/

***
Znowu się daję nabrać.
- Może jutro bym mnie do ciebie ojciec przywiózł?
- Nie ma mowy! Ani mi się waż przyjeżdżać!
- A dlaczego? [ jak w ogóle może o to pytać?!] Razem byśmy coś ugotowały...
- Przecież ty nie umiesz gotować. [to prawda niestety, matka tylko mięcho i ziemniory]
- Jak to nie umiem? Kaszę... [no właśnie] A co masz do jedzenia?
- Czy ja ci do gara zaglądam? To moja sprawa. Cześć. [jeszcze może do majtek i do łóżka niech mi zajrzy, bo przecież nie wie, z kim sypiam]
Odkładam słuchawkę. Wydzwania dalej.

27.11.
Matka znowu się podszywa. Jak zwykle nabieram się, że to ojciec. Pytam, po co dzwoni, skoro już dzwoniła wczoraj.
- No bo sama tam znowu siedzisz... [no tak, matka ciągle nie może ścierpieć, że nadal są momenty, kiedy mogę się czuć psychicznie dobrze i bezpiecznie, i robi wszystko, żeby je zniszczyć]
- Powiedz konkretnie, po co dzwonisz.
- Wyślę ojca, bo ugotowałam kurczaka. [wie, że nie mogę gotowców jeść, a ciągle mi je wciska! Tego, że gotuję sobie smaczne rzeczy i czuję się po nich fizycznie dobrze, też nie może ścierpieć]
- Nie chcę jedzenia, już tyle razy ci mówiłam! [nie chcę od matki nic - jedzenia, którego potrzebuję, i tak mi nie da, za to wciska mi wszystko, co szkodzi, więc nie chcę] Poza tym informuję, że winda nie działa.
- Jak to nie działa? Tak długo? Niemożliwe! Nie wierzę ci, tak ostatnio konfabulujesz!
Odkładam słuchawkę. Jak ona śmie tak kłamać?! Kłamie na każdym kroku, wymyśla jakieś bzdety, począwszy od wmawiania mi, że kupiła mi pompon z ali (ona nawet nie wie, co to ali, więc co sobie wyobraża, że w to uwierzę?!), skończywszy na kłamstwach wielkiego kalibru - że np. nie mam ZA czy 6a. Na studiach mnie o tym uczyli. Oprawcy często sięgają po tę technikę wmawiania ofiarom, że zwariowały albo że kłamią, podczas gdy to oni kłamią na każdym kroku i wciskają te oszustwa ludziom wokół, żeby zyskać popleczników. Dokładnie to robi moja matka. Jak ktoś jest zewnątrzsterowny i nie chce używać mózgu, to jej niestety wierzy. Tak czy siak ofiara zawsze na tym traci.

Matka uparcie wydzwania dalej, mimo że odrzucam połączenia.

***
Winda nie dział już 5 dni. Od 5 dni jestem uwięziona i modlę się, żebym nie potrzebowała soru albo pogotowia, bo zwyczajnie wtedy umrę. Nie mogę też umyć głowy, bo jeśli się rozchoruję (a od dawna boli mnie gardło), to też nie będzie jak jechać na sor.
U nas w pionie poza ON mieszkają też mocno starsi ludzie, rodzice z noworodkami, które bez wózka również nie wydostaną się z domu, psy, które od 5 dni nie mogą wyjść na spacer.
Poprzedni serwis naprawiał windę w kilka godzin. Ten nie naprawił jej od 5 dni. Kto i dlaczego zmienił serwis bez głosowania mieszkańców na ewidentnie gorszy?!

Do tego matka znowu usiłuje zrobić ze mnę wariatkę i wmawia mi, że winda działa, tylko ja to sobie wymyśliłam, i rozpowiada w rodzinie, że zwariowałam, bo widzę rzeczy, których nie ma. Najwyraźniej już się szykuje, żeby mieć podkładkę w sądzie. A policja oczywiście nie reaguje. Jeśli ojca zabraknie, to jestem pewna na 100%, że matki przemoc wybuchnie skrajnie, że matka tylko na to czeka. W związku z tym też powinnam mieć jakąś podkładkę - ale wątpię, żeby policja przyjęła zgłoszenie o niedziałającej windzie, policja ogólnie ma w nosie ofiary przemocy. :(

28.11.
Cytaty z książki Elżbiety Zubrzyckiej o 8 typach toksycznych ludzi. Wszystko to, absolutnie wszystko (!!!), robi matka!

Obrażalscy
Prawie nigdy nie mówią wprost, o co im chodzi. Masz się tego domyślić, więc cała twoja uwaga powinna być na nich skupiona. Twoje uczucia nie mają znaczenia. Jeśli się nie domyślisz, zostaniesz ukarany złym humorem”.

Dominanci
„Nie znają pojęcia równości.
nieustannie stawiają innym zarzuty i ciągle ich obwiniają („Bo Ty zawsze…”, „Bo Ty nigdy…”, „To przez Ciebie…” itp.)
nieustannie krytykują wszystkich i wszystko („Nie wiesz”, „Nie umiesz”, „Jest z Tobą coś nie tak”)
nieustannie pouczają i udzielają porad („Wiesz, jaki masz problem?”)
nie dopuszczają do głosu, nie słuchają, bo wiedzą najlepiej”.

Napastnicy
Siłą wymuszają posłuszeństwo, bo musi być tak, jak oni chcą. Są bardzo obrażalscy, lecz trudno się domyślić, co mogą uznać za obrazę. Nagle w sposób niezrozumiały wzrasta w nich złość, którą wyładowują na przypadkowej ofierze”.

Żyjący twoim życiem z braku własnego
Za dużo chcą o tobie wiedzieć, za długo chcą z tobą przebywać, za bardzo chcą uczestniczyć w podejmowaniu twoich decyzji i planowaniu twojego życia”.

Malkontenci i ofiary
Są wiecznie niezadowoleni i zarażają cię swoim nastrojem. Oczekują, że będziesz czuć się tak źle jak oni. Nie możesz być sobą, bo kiedy nie dzielisz z nimi ich przeżyć, zarzucają ci nielojalność i brak empatii”.

Poświęcający się
Dają dużo, kiedy chcą, a potem żądają zapłaty na swoich warunkach. (…) nie chcą relacji opartej na równości. Są jednak zmęczeni swoją postawą i pełni żalu, że dobro dane innym do nich nie wróciło”.

Cytaty zaczerpnęłam stąd, bo książki niestety jeszcze nie znalazłam, tylko poprawiłam błędy.

***
Znowu się podszywa.
- Co tam u ciebie słychać?
- Konkretnie, o co ci chodzi?
- Przyślę ojca z obiadem. [znowu chce mi wcisnąć coś, czego nie mogę jeść, i zmusić, żebym wyrzucała jedzenie, bo wie, że nie mogę tego robić]
- Nie chcę jedzenia, a poza tym winda nie działa, więc potem nie miejcie do mnie pretensji.
- Nie może być winda tak długo nieczynna, więc konfabulujesz! [jak w ogóle śmie powiedzieć coś takiego aspiemu?! jest obrzydliwie wyrachowana i robi to specjalnie]
Odkładam słuchawkę.
Wydzwania nadal.
W końcu odbieram i ZNOWU mówię, że dopóki się nie zmieni, ma się ze mną nie kontaktować. Niestety mam 100% pewności, że ona ma to gdzieś (bo ma gdzieś mnie) i będzie to robić nadal.

***
Znowu się podszywa. Kiedy się orientuję, że to ona, mówię, że ma do mnie nie wydzwaniać i nie udawać, że nic się nie stało, już jej to przecież mówiłam wiele razy.
- Dziecko, czy ty nie widzisz, że musisz się leczyć?
Odkładam słuchawkę i już nie odbieram, chociaż nachalnie wydzwania.

29.11.
Znowu się podszywa. Więc pytam, czy już się zmieniła i czy mnie wreszcie przeprosi.
Olewa moje pytanie i trajkocze swoje bzdury.
- Umówiłam cię na wizytę. Pójdziemy razem. [ofiara z oprawcą?! razem?!]
Nadal usiłuje ze mnie robić psychicznie chorą, kłamie, ile wlezie, a zmieniać się nie zamierza. Jej zależy jedynie na władzy i nie może znieść, że nie poddaję się tej władzy, i to od dziecka, bo nawet mając 3-4 lata nie pozwalałam się jej złamać, nawet biciem.

30.11.
Dziś ważny post. Zaniczka napisała o przemocy psychicznej wobec osób niepełnosprawnych. Większość z nas doświadcza tej przemocy we własnych domach od własnych rodziców. Wcale nie jestem żadnym wyjątkiem. Matki bardzo często wykorzystują to, że mają fizyczną przewagę nad swoim dorosłym niepełnosprawnym dzieckiem. Dlatego ja zawsze wybiorę bezdomność i życie pod mostem, ale nigdy nie wrócę do matki.

Post można przeczytać tutaj.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz