sobota, 31 grudnia 2016

#przemoc

4.12
Podszywa się. Gdyby jej naprawdę zależało, napisałaby maila podpisanego własnym imieniem, a nie brała mnie podstępem, bo wie, że ojciec to jedyna osoba, z którą rozmawiam przez telefon.
I od razu zaczyna pitolić bez celu.
- Mów konkretnie, co chcesz.
- A dlaczego? [ to żart?! dzwoni do mnie bez powodu i zdziwiona, że chcę się dowiedzieć, czego chce?!]
Ona chce "porozmawiać". To znowu kłamstwo, bo kiedy znowu pytam, o co jej konkretnie chodzi, zaczyna mnie pouczać, że "masz jeść zupy".
Akurat nie mam, dietetyk mi nie kazał, a w 6a i ZA jedzenie szkodliwego jedzenia - uwaga! - szkodzi.
Mówię, że ma mnie nie pouczać i mi nie szkodzić, ona na to, że od tego jest matka. Wiadomo - matka ma się znęcać. Tylko skąd jej takie rzeczy do głowy przychodzą, kto ją tego nauczył? Ona miała przecież cudowną matkę, a moją babcię, więc czemu z niej nie bierze przykładu? Kiedy babcia bez powodu przez jakiś czas faworyzowała jednego wnuczka, to wystarczyło jej powiedzieć, żeby tego nie robiła, żeby traktowała wnuki jednakowo - i tak zrobiła. Matce jak się mówi, żeby czegoś nie robiła, to właśnie specjalnie będzie to robiła, bo teraz już wie, co kogoś rani, więc specjalnie krzywdzi.

Jutro jadę do lekarza w L-wie. Już się boję, że matka się dowie. Prosiłam ojca, żeby nic jej nie mówił, ale on zawsze jej wygaduje wszystko. Więc mu na wszelki wypadek nie powiedziałam, co to za lekarz i dlaczego do niego idę (chciałabym móc być z ojcem blisko i szczerze, ale nie mogę, właśnie dlatego, że wygaduje wszystko matce). Matka jest zdolna do wszystkiego. Może tam zadzwonić, podszyć się pode mnie i wyciągnąć informacje od recepcjonistki. Albo udawać dobrą mamusię - i ludzie też się na to nabierają (co za ludzie, swoją drogą! łamią prawo, bo nie upoważniłam nikogo do żadnych informacji! ale robią to nagminnie, wiele takich sytuacji już było).

***
Podszywa się.
- Słucham.
- Co masz taki głos? Matko boska, znowu wzięłaś leki, całe życie chcesz tak spędzić?
Ona jednak jest psychopatką. Nie ma 20, więc jak mogłam już wziąć leki? Poza tym nawet gdybym wzięła, to jak niby ona chciałaby to przewidzieć, jasnowidzem jest?? Kłamie po prostu, jak zwykle.
Wydzwania nachalnie dalej, ale nie odbieram.

Ona doskonale wie, co robi. Jej przemoc jest do bólu wyrachowana. Jak tylko są świadkowie, to ta przemoc natychmiast znika! To dowód, że matka świadomie to robi, że to jej wybór.

7.12
Podszywa się. Zauważyłam, że ojciec już praktycznie do mnie nie dzwoni, tylko pisze maile, i 90% telefonów z tego numeru to podszywająca się matka.
Matka od lat wie, że nie obchodzę żadnych świąt, a mimo to wydzwania do mnie i usiłuje mnie zmusić do obchodzenia i do wymyślania potraw. Czy przepisów w Internecie nie ma? Przecież nie trzeba umieć gotować, żeby jakiś przepis znaleźć i zrobić.
I znowu pouczanie, że mam jeść len (bo wiadomo, że matce sprawia radość, jak wymiotuję).
Mam taki abonament wykupiony, że mogę czytać książki tylko na telefonie, więc czytam - a tu matka co i rusz mi wyskakuje i zasłania tekst, bo wydzwania. Ja rozłączam, ona wydzwania - i tak w nieskończoność. Jeszcze mi telefon rozładowuje, przez co wieczorami nie mogę czytać, bo nie ma jak utrzymać telefonu podłączonego do ładowarki. Złośliwość wyższych lotów. :/

Wczoraj miałam gościa, a matka i tak wydzwaniała. Widzi, że nie odbieram, to każdy normalny człowiek  napisałby maila albo sms-a, ale nie matka - ona będzie wydzwaniać w nieskończoność. Jak nie odbieram, to chociaż mi na złość zrobi i wstyd przyniesie, a co!

8.12
Znowu się podszywa. Znowu to samo. Znowu mnie oszukuje, że się zmieniła (inaczej by nie dzwoniła, bo przecież jej mówiłam, że ma nie dzwonić, dopóki się nie zmieni), a nie zmieniła się. Znowu mnie obraża. Znowu ma urojenia i usiłuje mi wcisnąć kłamstwa do gardła. Chciała mnie namówić, żebym jej coś zamówiła przez Internet, a przecież ja mam kartę od niedawna, rodzice mają od lat, to ona mnie powinna tego uczyć. W dodatku kłamie, że z Internetu to badziewie. No jak chce zamawiać badziewie, to niech się nie dziwi, że badziewie dostaje. Ja nie kupuję badziewia, to go nie dostaję. Ale matka usiłuje mi wmówić, że zamawiałam jakieś badziewie, przecież wisiało w przedpokoju, jakieś torebki z ceraty. Nigdy niczego takiego nie miałam, wymyśliła sobie coś i teraz rozpuszcza kłamstwa. To ona trzyma ceratę na stole u babci w mieszkaniu, nie wiem, czemu ma służyć to kłamanie, że to ja. Ja nigdy nie miałam ceratowego obrusu ani żadnej ceraty. Nawet do malowania kupiłam folię malarską, a nie ceratę. Dlaczego neurotypowi tak kłamią?!
Mówię jej to, to słyszę:
- Co się z tobą stało? Zmieniłaś się, wcześniej nie byłaś taka agresywna.
Ja?! Argumenty i prośby o KONKRETY to wg niej agresja, natomiast realna, prawdziwa i prawnie karalna przemoc to wg niej "miłość". Czyli jej życie stoi na kłamstwie. Kłamstwo to fundament dla niej. :(

10.12
Znowu się podszywa.
- Gotuję pierogi, chcesz?
- Mam jedzenie i nie będę wyrzucać [tyle razy mówiłam, że jak nie potrzebuję, to nie chcę żadnego jedzenia, bo nie mogę go wyrzucać!], jak chcesz mi wcisnąć, to zamroź.
- Wiesz, że ja nie lubię mrożonych. [a co mnie to interesuje, każę jej to jeść?!]
Dalej mnie namawia, żebym z nią (sic!) pojechała do ortopedy, mimo że dobrze wie, że ja z nią nigdzie nie pojadę, a już zwłaszcza nie życzę sobie, żeby się wpychała do gabinetu na MOJĄ wizytę.
- Może ci poleci jakiegoś fizjoterapeutę.
- Przecież już mam fizjoterapeutę! [jest to prawda, mam bardzo dobrego fizjo, tylko mnie nie stać na fizjoterapię]
- Zobacz, co się z tobą stało po tym budanolu! [ co to jest budanol?! pierwsze słyszę coś takiego, znowu coś wymyśla, kłamie i usiłuje mi wmówić, że zwariowałam]
Odkładam słuchawkę, a mimo to wydzwania. Czy policja nie może tego sprawdzić w logach? Przecież widać, że tylko ona do mnie wydzwania, a ja do niej ani razu. Nawet do ojca piszę maile, żeby przypadkiem ona nie odebrała. Dlaczego policja - skoro chce dowody przemocy - nie założy podsłuchu? Przecież ten stalking jest dowodem!

11.12
Matka się podszywa. Nie mogę w spokoju zjeść śniadania, bo wydzwania - właśnie od tego mam wrzody.
Kilka dni temu przesłała mi przez ojca rybę (bez ostrzeżenia!) i uważa, że to ją uprawnia do przemocy. Tak, wciskanie komuś do gardła niechcianych rad to jedna z oznak przemocy! Wydzwania i nawija, jak mam przyrządzić tę rybę, chociaż 1. nie ma żadnego pojęcia, jak smacznie przyrządzić rybę (nauczyłam się tego sama po wyprowadzeniu z domu, do tego momentu byłam przekonana, że jedzenie to mozół i że nie ma na świecie smacznych potraw, bo matka nigdy ich nie przyrządzała); 2. nie ma żadnego pojęcia, jak JA lubię przyrządzać rybę.
Nie udało jej się wcisnąć mi niedobrego przepisu, więc się przerzuciła na mojego ex psychiatrę.
- Uważam, że musisz się z nim umówić prywatnie...
A jakie ma znaczenie, co ona uważa? I kogo to obchodzi, bo przecież nie mnie, skoro jej o zdanie nie pytałam. Ja nie zamierzam już sobie szkodzić ani pozwolić jej szkodzić. Poza tym po co miałabym się z nim umawiać prywatnie, skoro moja karta i jej zawartość leżą w poradni w IPINie? Po co w ogóle miałabym się umawiać z nim, skoro w poradni leczył mnie kto inny? I wreszcie: po co miałabym się umawiać z byłym psychiatrą, skoro mam nowego, a do poprzedniego nie mam sprawy i nie ma potrzeby zajmować mu czasu?
Jak można pleść takie głupoty? I po co tak kłamać?
Odkładam słuchawkę, ale jedzenie staje mi kołkiem w gardle, bo matka mnie nęka nadal, nie chce mi dać spokoju.

13.12
To, że nie piszę, nie znaczy wcale, że nic się nie działo. Znaczy tylko tyle, że po doświadczeniu przemocy nie miałam już siły o niej pisać. :(
Przedwczoraj wieczorem było bardzo źle. Właściwie to nie wiadomo, co się stało. Byłam o krok od jazdy na SOR, straciłam masę potasu, nie miałam siły wyjść z łazienki - i to wszystko w trakcie brania antybiotyku na jelita właśnie! Po tygodniu stan się zaostrzył, zamiast się poprawić. Ponieważ byłam umówiona z tatą, że następnego dnia pojedziemy do IPINu po dokumenty do orzeczenia*, zadzwoniłam, żeby mu powiedzieć, że nie będę w stanie. A on w ogóle nie chciał ze mną rozmawiać, oddał słuchawkę matce, chociaż go prosiłam, żeby jej nie mówił, bo natychmiast zacznie się nade mną znęcać ze zdwojoną siłą. No i tak się niestety stało. Ponieważ wiedziała, że bardzo źle się czuję, wykorzystała to do nasilonego stalkingu, wydzwaniała do mnie wiele razy i straszyła, że jak nie odbiorę, to przyjedzie. :/

Mało tego, następnego dnia obudziła mnie w środku nocy! Żebym przypadkiem nie mogła się poczuć lepiej w czasie snu. Odebrałam tylko dlatego, że byłam przekonana, że coś złego się stało, bo przecież bez powodu nikt w nocy nie wydzwania. Niestety - to matka chciała się nade mną znęcać, nic więcej. Obudziła mnie i zmusiła do jeszcze gorszego czucia się tylko dlatego, że chciała się dowiedzieć, jak się czuję. Trupa by obudziła, żeby go zapytać czy naprawdę umarł. Nie wiem, jak trzeba być podłym, żeby się tak zachowywać. Jak odłożyłam słuchawkę i usiłowałam szybko zasnąć znowu, to mi nie pozwoliła, wydzwaniała co chwilę, żeby mnie skutecznie wybudzić, żebym nie mogła już spać. To wszystko wiedząc o hipersomnii, o powikłaniach neurologicznych i oddechowych po wybudzeniu i o tym, jak źle się czuję, oraz o tym, że nagłe podniesienie pulsu przy tak bardzo obniżonych wartościach potasu może spowodować nawet śmierć w 6a. Zrobiła to - jak wszystko - celowo. 

Ale wczoraj znalazłam i zainstalowałam program, który automatycznie nagrywa rozmowy! To znaczy, że wreszcie zaczynam zbierać dowody!

***
Znowu się podszywa. I znowu usiłuje mi wmówić choroby, których nie mam. Ale teraz już rozmowy się nagrywają!

14.12
Znowu się podszywa. I znowu się znęca.
- Musisz jeść jajka, mięso i ryby!
Po pierwsze nie muszę, po drugie nie mogę - i ona doskonale o tym wie, bo jej mówiłam wiele razy, więc co to jest jak nie znęcanie?
Chyba z 10 razy dziś powtórzyłam "nie dawaj mi ryby" - nie dociera.

***
Zawsze uważałam (a jako dziecko - czułam), że matka się o mnie nie martwi, tylko kłamie. Bo gdyby RZECZYWIŚCIE się martwiła, toby mnie nie nękała. I proszę, miałam rację:

"Czym innym jest troska rozumiana jako zainteresowanie drugą osobą i uważność na nią. Gdy ktoś obok nas cierpi, zazwyczaj doświadczamy bezradności, tym bardziej jeśli jest to bliska osoba. Sztuką jest być obok, wytrzymać czyjeś cierpienie, nie oddzielać się zarówno od niego, jak i drugiego człowieka. To jest empatyczny kontakt. Jednak większość w takich sytuacjach wybiera zmartwienie, a zatem tworzenie wyobrażeń.

To nie jest bycie ze sobą, ale złudzenie obecności. Wolimy się martwić, niż być blisko, sprawdzać, pytać, pomagać, dawać przestrzeń, interesować się".

Całość tutaj.

15.12
Znowu się podszywa.
Mówię jej, że nie mam teraz czasu, że jestem zajęta.
- Jak to nie masz czasu? Ty zawsze masz czas!
Nie wiem, na jakiej podstawie tak kłamie, skoro wie, że to kłamstwo, bo już jej powiedziałam, że nie mam czasu. Ona sama przez całe życie totalnie nic nie robi, nie ma własnego życia, tylko żyje cudzym, żeby się znęcać, więc chyba sądzi innych podług siebie.
Dodatkowo usiłowała mnie znowu zmusić do tego, żebym się przeprowadziła do niej, żeby miała do mnie lepszy dostęp i mogła się lepiej znęcać. Ciągle to robi, WIEDZĄC przecież, że ani nie chcę, ani nie ma możliwości, bo windy u nich nie ma w dalszym ciągu.

Pojechali teraz na Szaserów po ich wyniki, tata przy okazji ma zapytać, czy moja biopsja już jest (miała być po 2 tygodniach, minęło już 5 i nadal nie odpisali mi na maila, co znaczy, że wyników nadal nie ma). To on jest upoważniony, nie matka. No ale co z tego, że jej zabroniłam grzebać w moich wynikach i je czytać, skoro na 100% to zrobi?! Czy na szpiegowanie i nielegalne wyłudzanie cudzej dokumentacje medycznej nie ma jakiegoś paragrafu?

Mokra jestem, jakbym wyszła właśnie z wanny - tylko że od potu, nie od wody. :/ Ciągle brakuje mi potasu, nie doszłam jeszcze do stanu normalnego codziennego deficytu, jest znacznie większy.

Wypisałam i podliczyłam faktury, wypisałam kartkę dla pani Teresy, założyłam chyba ze 20 dysput na ali (to jedna przesyłka, ale nie da się założyć jednej dysputy, trzeba zakładać oddzielnie dla każdej maleńkiej przypinki za kilka centów :/).

Zajęło mi to kilka godzin - od 7 rano, bo nie mogłam spać (czyli prawie 5h). Tylko czekać teraz na atak snu.

Nadal nie mogę chodzić o kuli, bo nie mogę się oprzeć na ręce, którą wczoraj kłuliśmy.

A matka mi będzie w żywe oczy kłamać, że mam czas i siłę przecież. :/

Już nawet nie wspomnę, w jakim jestem stresie, jaki znowu zrobi cyrk na wigilię. Bo wie, że świąt nie obchodzę, ale awanturę zrobić musi.

***
No i miałam rację. Zakazałam matce czytać wyniki, ale i tak przeczytała. "Bo dali bez koperty" - jakby ją to upoważniało do czegokolwiek!!!
W dodatku nie chce mi ich oddać! Ani powiedzieć, co w nich jest. Specjalnie, bo wie, że muszę iść na wizytę do prof., choćby tylko po zaświadczenie, żeby mi lekarz pierwszego kontaktu wypisywał depo. Tak sobie szafuje moim zdrowiem i życiem, wykorzystując sytuację. To podłe i obrzydliwe, nie zrobiłabym czegoś takiego nawet obcemu!

ATSD, to okazuje się, że na kradzież leków takich jak np. Bunondol jest dodatkowy paragraf i dzielnicowy może mieć problemy, jeśli nie zareaguje na takie zgłoszenie - a nie zareagował, nie odzyskali tych leków przez tyle miesięcy!

Matka wydzwania do mnie nachalnie znowu, a jak pytam, czego ode mnie chce, to twierdzi, że chce iść ze mną do lekarza. Jak można coś takiego powiedzieć? Jak w ogóle oprawcy może przyjść coś takiego do głowy? I dlaczego szpital wydał wyniki matce, skoro upoważnienia nie miała?! [swoją drogą, szpital znowu odstawił cyrk z wypisem, jak poprzednio, w ogóle nie chcieli szukać w komputerze np. po peseslu, nie mówiąc już o tym, że NIE ODPISALI MI NA MAILA, że wyniki są! to skandaliczne!]
Usiłuje mi też wcisnąć rosół, o którym od lat wie, że nie mogę go jeść. Dokładnie wie, czego mi nie wolno i co mi szkodzi, i dokładnie to mi robi.

17.12
Znowu się podszywa pod ojca i próbuje mi wmawiać kolejne choroby, których nie mam - aktualnie zapalenie trzustki, którego nie mam, a gdybym miała, już bym dawno nie żyła. Nawet zdrowi na to umierają. I znowu przyznała się, że wbrew mojej woli rozmawiała z kimś o mnie, kłamiąc oczywiście, bo ukrywa fakt EDS.

Nie wiem, czy zapisywanie tego ma jeszcze sens. Robiłam to, bo takie notki mogą być dowodem w sądzie, ale teraz nagrywam rozmowy, więc może już nie muszę ich tu referować? To żadna filozofia - sprawdzić, czy nagranie jest autentyczne, czy sfabrykowane.

Ale jeśli któraś ze znajomych pisarek będzie potrzebowała takich danych do stworzenia przemocowej postaci, to proszę, feel free, możecie całe listy dialogowe brać z mojego bloga. Tylko w posłowiu podajcie źródło. ;)

18.12
Podszywa się. Zaczyna niby niewinne, ale nie daję się nabrać. Usiłuje mi wcisnąć rzeczy, o których wie, że nie mogę ich jeść, bo mi szkodzą. I usiłuje mi znowu wmówić, że zwariowałam, że coś z moim mózgiem jest nie tak, że to niby ja mam taką władzę, że zrobiłam z niej oprawcę, że to nie ona sobie na to zapracowała przez 40 lat.

***
No i miałam rację, że matka znowu jakąś awanturę wymyśli. :( Wiedząc, że nie obchodzę świąt, że nie chcę z nią kontaktu i że do jej mieszkania nie da się wejść (brak windy), wymyśliła, że mnie zmusi, żebym tam siedziała już od czwartku i "piekła z nią ciasta". Nie zmieniając się! Co jest moim warunkiem (dopóki stosuje przemoc, nie chcę kontaktu, i ona o tym WIE). Ach, jeszcze jej pomysł - mam odstawić kule! I lewitować. Jak śmie w ogóle się tak do mnie odzywać? Dlaczego nie odzywa się tak do innych, np. do ojca? Dlaczego wobec innych i w czyjejś obecności udaje taką milutką? Normalny psychopata ma kodeks wartości i wg niego postępuje, nie krzywdząc innych, za to zostając np. świetnym szefem w korporacji, więc dlaczego ciągle istnieją tacy oprawcy jak ona? I skoro jest NK, to dlaczego się takich ludzi nie zamyka?!

Fakt, że mam jakikolwiek prezent dla niej, jest tak daleko idącym kompromisem, że nie ma prawa wymagać więcej. Powinna skakać pod sufit, że się na to w ogóle godzę! Ale nie, dasz palce, weźmie rękę, przecież nie przeżyje bez przemocy!

To nie ma sensu. Za rok już się na to nie zgodzę. Nie będę marnować na nią pieniędzy, zwłaszcza że na 100% będzie i tak niezadowolona, bo tak jest od wczesnego dzieciństwa. Wiecznie ma o wszystko pretensje i tylko krytykuje, ale nie ma żadnych zainteresowań, żeby jej coś kupić, nie robi nawet tak elementarnej rzeczy jak czytanie, i to całe życie nic nie robiąc, nie mając żadnych obowiązków. Gdyby była dobrym, uczciwym człowiekiem, to można by chociaż o tym porozmawiać, ale w jej życiu jest wyłącznie przemoc wobec mnie i ukrywanie jej przed innymi, żeby się nie domyślili. Nawet w przemocy jest nieuczciwa.

Postępuje dokładnie jak w tym artykule - daje, co chce i kiedy chce (a nie to, co potrzeba i kiedy potrzeba), a potem żąda zapłaty na własnych warunkach. To ja dziękuję, nic od niej nie chcę. Byle tylko znikła z mojego życia.

***
Mało jej, jeszcze się znęca. O 21:35 wydzwania! Znowu czyta moją biopsję ukradzioną ojcu nielegalnie i wbrew mojej woli - i nie chce mi jej nadal oddać. I szuka po Internecie, szpieguje, co te wyniki znaczą, podczas gdy ja ich nadal nie znam! :/

19.12
Umówiłam się z tatą, że na wigilię przyjadą do mnie i że jak matka zacznie uprawiać przemoc, to ojciec ją zabierze z powrotem. Tylko że ja w to nie wierzę. Ona się nie opamięta i nie będzie słuchała ani mnie, ani ojca, bo oboje nas ma totalnie gdzieś. Dla niej liczy się tylko ona sama, nic więcej na świecie. Nie wyjdzie dlatego, że ja czy ojciec jej każemy, prawo (to, że mieszkanie należy do mnie), też ma gdzieś. Będzie trzeba wezwać policję. W wigilię (nie, dla mnie to nie ma znaczenia, to taki sam dzień jak inne, ale sąsiedzi zapewne będą wigilię obchodzić i nie mam ochoty ich narażać na awantury z policją - ale to niby ja nie mam empatii, a neurotypowa matka jest nią przepełniona, nieprawdaż).

***
Podszywa się.
Stęka, jęczy, w końcu po jakiejś chwili mówi:
- Dziecko, rozmawiałam z lekarzem...
Odkładam słuchawkę. ZNOWU wbrew mojej woli rozpowiada o mnie na prawo i lewo osobom trzecim, w dodatku kłamie! Bo nigdy nie mówi prawdy o eds6a, tylko wymyśla mi choroby i objawy, których nie mam! Lekarz, który rozmawia z nią o mnie, łamie prawo, i możliwe, że jak sprawa wyląduje w sądzie, to to wyciągnę i parę osób poniesie konsekwencje. Jak można zdradzać cokolwiek oprawcy, który ma niebieską kartę?!

20.12
Podszywa się. Znowu wmawianie chorób, których nie mam, a udawanie, że nie mam tych, które mam. Znowu wciskanie jakiegoś jedzenia, którego nie mogę jeść. Znowu wciskanie świąt, których nie obchodzę. I pretensje, że "nie chcesz iść z prądem", jak bezmózgi baran, czyli tak jak ona.

22.12
I znowu. Najpierw usiłuje mnie zmusić do utraty zdrowia (" masz jeść mięso"), a potem podżega do samobójstwa ("wyrzuć bunondol!"). Ma gdzieś, że mam gościa i jestem zajęta, jak zawsze wydzwania bez powodu, żeby się znęcać.

I to jeszcze, jak ona to robi, napawa mnie bezbrzeżnym obrzydzeniem. Mówię "cześć", więc matka wie, że już odkładam słuchawkę, więc szybko, szybko, żeby jeszcze do mnie zdążyło dotrzeć, trzeba szybko podżegać do samobójstwa, bo zaraz będzie za późno, żeby to zrobić, i rozmowa będzie bez sensu, bo za mało w niej przemocy, więc biegiem, w przyśpieszonym tempie matka się drze do słuchawki "wyrzuć ten bunondol!"

Dla mnie jest to tak odrażająca kreatura, że żadnej szansy już u mnie nie ma, nawet gdyby nagle stała się matką.

23.12
Do tej pory mówiłam, że nie chcę mieć z nią kontaktu, dopóki się nie zmieni. Koniec już tego. Nie będzie więcej szans. Nie chcę z nią kontaktu. Kropka. Nawet jeśli się jakimś cudem zmieni, co samo w sobie jest niemożliwe, nie chcę żadnego kontaktu. Nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Nie mogę się narażać na przemoc, muszę wreszcie zacząć się chronić, chronić własne zdrowie i życie. Nie ma w nim miejscu na oprawcę.

Ponieważ się ciągle podszywa pod ojca, nie mam wyboru i muszę odbierać telefon, bo to jednak może być on (ojciec też nie jest bez winy - zamiata to wszystko pod dywan; przez to, że jej na to pozwala i jeszcze ją usprawiedliwia, staje się współwinny). Ale jeśli usłyszę ją, będę od razu odkładać słuchawkę. Nie mogę się narażać na podżeganie do samobójstwa, jest mi już wystarczająco trudno się przed nim powstrzymywać i bez jej żądań.

24.12
Prosiłam ojca, żeby nie przywoził tu matki, ale to olał i już wiem, że mi ją wciśnie do gardła. Oni uważają, że to jest cena, jaką mam obowiązek płacić za to, że dają mi pieniądze (to była pierwsza rzecz, jaką zrobił OPS). W ogóle ich nie obchodzi, że przemoc jest nielegalna. O aspektach etycznych tego zachowania nawet nie będę wspominać - ale to neourotypowi się tak szczycą empatią, nieprawdaż, a moralności nie mają za grosz.

Nie mogę się niczym zająć, bo truchleję ze strachu i stresu. Nie mam siły na bronienie się, na awantury matki, na jej przemoc, na pilnowanie jej, żeby nie robiła rewizji i nie grzebała po szafkach, lodówce, żeby nie ukradła znowu leków czy coś, na wstyd przed sąsiadami (którzy zapewne znowu nie zareagują, nawet w wigilię nie obchodzi ich przemoc u sąsiadów). PO PROSTU NIE MAM JUŻ NA TO SIŁY!

***
Chciałam napisać o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Mam nadzieję, że tu są sami normalni, myślący, wewnątrzsterowni ludzie, którzy nie dają się nabierać psychopatom i oprawcom na ich udawaną pomoc. Ale na wszelki wypadek napiszę to wprost.

Kiedy psychopata pyta, czy czegoś nie potrzebujecie, to nie chodzi mu o to, żeby Wam pomóc. Jeśli odpowiecie, że potrzebujecie np. papryki, masła, kurczaka i ziemniaków, to on ich Wam nie przywiezie. To pytanie jest tylko na pokaz. Psychopata "pomaga" tylko tak, jak on chce, nigdy tak, jak tego wymagają potrzeby. Psychopata przywiezie Wam tylko to, czego sam potrzebuje, albo to, co JEGO ZDANIEM macie jeść. Dla niego nie są ważne ani Wasze potrzeby, ani zalecenia lekarza, tylko jego widzimisię. Mimo że prosicie o to, czego potrzebujecie, i tak dostaniecie więc czerwone mięcho, które Wam szkodzi, buraki, których nie wolno Wam jeść, czarną herbatę, której nienawidzicie, ale którą uwielbia psychopata itd. Nawet jeśli pyta, czego potrzebujecie, dostaniecie to, czego nie chcecie albo nie możecie jeść. To jest zasada podstawowa - dla psychopaty nie liczą się niczyje potrzeby i niczyje zdanie (ani Wasze, ani lekarzy), tylko jego własne.

Tak więc nawet jeśli milusio pyta, jak Wam pomóc - nie pomoże Wam.

Dokładnie tak robi matka. I to za każdym razem od 40 lat. I dokładnie tak było z pytaniem o to, jakie potrawy świąteczne przygotować. Już samo pytanie o to jest przemocą - bo przecież wie, że nie obchodzę świąt i że najbardziej na świecie nie chcę jej widzieć w moim domu! Mojej odpowiedzi nie weźmie pod uwagę, i tak zrobi potrawy, które pasują tylko jej i nikomu innemu, ale będzie kłamać, że to dla nas, dla mnie i dla ojca. Potrawy będą tak bardzo "dla mnie", że strach je jeść. Ostatnio mi wcisnęła jogurt z laktozą, powodując tym taką utratę potasu, że serce może mi stanąć w każdej chwili. Po każdej jej potrawie źle się czuję, więc chyba się nikt już nie dziwi, że ich nie chcę jeść. A to, że nie pozwalam się truć i nie chcę się godzić na zagrażanie mojemu zdrowiu i życiu, matka nazywa niewdzięcznością i wmawia mi, że "zwariowałam" i trzeba mnie ubezwłasnowolnić.

***
Pochowałam leki. Musiałam to zrobić, żeby matka ich znowu nie ukradła. Na 100% będzie się awanturować, więc jedyne, co mogę wtedy zrobić, to schować się w sypialni, a więc w kuchni czy reszcie mieszkania nie może zostać nic istotnego, wartościowego, bo albo to zniszczy, albo ukradnie. Zaszczuta we własnym domu - właśnie w tym matce pomaga ojciec. "Z miłości". Własnej - bo przecież nie do mnie.

Oczywiście, że zakazałam matce dotykać czegokolwiek - dosłownie. Ale przecież czy złodziej albo oprawca pytają ofiarę o zgodę na kradzież/napad?

Przed matką trzeba ukrywać nawet jedzenie! Nie dość, że się awanturuje o to, że jem tylko to, co mam w diecie (zależy jej na pogorszeniu mojego stanu zdrowia, dlatego mi wciska to, co szkodzi), to jeszcze otwiera lodówkę i grzebie po garnkach! Jeśli czegoś nie umie otworzyć, to wyrwie zamek, żeby tylko się dostać do garnka! Bo a nuż tam ukryłam jakieś złoto? dolary? Nie wiem, czego tam szuka, co chce ukraść. Wyrwała nawet zamek do puszki na kawę! Żeby tylko się dostać do środka, bo może tam jest coś, co trzeba ukraść/wyrzucić mi na złość/zniszczyć. Połamała szufladę w lodówce, bo przecież musiała zajrzeć nawet tam, nie odpuści niczego! Do dziś mi tej szuflady nie odkupiła.

25.12
Od wczoraj nie zapisuję przemocy matki, bo już nie mam na to siły. :( Ojciec ją jednak przywiózł niestety. Pokrótce: dopóki ojciec był, to jej pilnował i co chwilę jej zwracał uwagę, trzeba było ciągle jej przypominać, że ma nie stosować przemocy, bo była taka wyrywna, że robiła to nieustannie. Jestem psychicznie wycieńczona, bo poza przemocą, jeszcze musiałam ciągle jej pilnować, patrzeć na ręce, doskakiwać i zamykać szafki, lodówkę, po których ciągle chciała grzebać i szpiegować. Musiałam za nią chodzić, powtarzać, żeby niczego nie dotykała i nie niszczyła, pilnować, żeby nie wchodziła do sypialni, do pokoju.

Doskonale wie, że nie mogę stać przy zlewie i zmywać, i że trudno szybko uzbierać tyle naczyń w zmywarce, żeby nie zaczęły pleśnieć, więc na złość mi naczynia po sobie zaczęła zmywać w zlewie. Jak jej zwróciłam uwagę, że przez nią naczynia w zmywarce będą dłużej czekać na mycie i mogą zapleśnieć, to usłyszałam, że w takim razie nie potrzebuję zmywarki i mam się jej pozbyć.

Panoszyła się jak u siebie, chociaż jej na to nie zezwoliłam!

Znowu usłyszałam kłamstwo, że nie mam ZA. Przemoc była absolutnie w każdej wypowiedzi, nawet nie sposób tego zapamiętać.

Nie oczekiwałam prezentów (zwłaszcza że ojciec już mi dał naprawdę wartościowy prezent, wartościowy nie tylko finansowo, przede wszystkim życiowo), ale matka jak co roku zrobiła prezenty sobie: kupiła mi ubrania, które JEJ się podobają i które to ONA chciałaby nosić - bo ja przecież nie wychodzę z domu, więc co mam robić z tymi wszystkimi ciuchami? Mam masę potrzeb, w tym zupełnie podstawowych, związanych z EDS, ale matki to nigdy nie obchodziło.

Na koniec zrobiła to, co zawsze. Tak się guzdrała, że ojciec jak zwykle miał dość i wyszedł czekać na nią w samochodzie. A ona tylko na to czekała i jakby ktoś jakiś przełącznik w niej przełączył - nagle załączyła agresję i przemoc zwielokrotnioną, skondensowaną, nasiloną. Zawsze, ale to zawsze wykorzystuje sytuacje, kiedy nie ma świadków.

Mimo że znęcała się nade mną bezpośrednio, u mnie w domu, jeszcze tego samego dnia podszywała się pod ojca i wydzwaniała.

Dziś to samo. Wie, że mam specjalną dietę w 6a, ustaloną przez dietetyczkę. Ale dietetyczka wzięła pod uwagę badania i wyniki i odrzuciła to, co mi szkodzi, czego mi nie wolno jeść. Matka - przeciwnie - usiłuje mnie od lat zmusić do jedzenia właśnie tego, co pogarsza mój stan zdrowia. Dietetyczka, która kieruje się dobrem chorego, a nie widzimisię matki, to zła dietetyczka i mam ją zmienić. Na taką, która będzie mi wmawiać to, co matka jej każe. 

***
W latach 90. przywiozłam z Londynu ozdobną butelkę na mleko. Teraz używam jej do przechowywania ręcznie robionego mleka (Ola przez jakiś czas robiła), dlatego stoi pod ręką w jedynej szafce, w której się mieści pionowo - obok kartonów z mlekiem. Ta butelka mi zginęła. Okazało się, że matka ją ukradła! Przywiozła w niej zupę na wigilię - i się wydało. Zażądałam oczywiście zwrotu, a matka w żywe oczy mi skłamała, że "przecież jej nie używam". Jak neurotypowi mają czelność coś takiego robić?! I ile z tych rzeczy, których nie mogę znaleźć, matka jeszcze ukradła po kryjomu?! Nawet gdybym nie używała tej butelki - to jakim prawem matka ją ukradła bez mojej wiedzy i zgody?!

***
Nadal się podszywa i mnie nęka telefonami. Wie, że się źle czuję, więc się znęca tym bardziej. Obudziła mnie w środku nocy po to, żeby mnie zmusić do samobójstwa. Wiadomo, że nagle wybudzony człowiek jest bardziej podatny na takie nękanie i zmuszanie. Wykorzystują to różni spamerzy, zawodowi wciskacze różnych reklam i moja matka. Usiłowała mnie znowu namówić do samobójstwa z bólu.

Odłożyłam słuchawkę, więc tak mnie nękała, że musiałam wyłączyć telefon całkiem, inaczej nie dałaby mi spokoju! Teraz, jeśli coś mi się stanie i będę musiała nagle wezwać pogotowie, będę musiała czekać, aż telefon się uruchomi. Może nie zdążę tego doczekać. Właśnie to robi matka.

26.12
Znowu się podszywa i usiłuje mnie zmusić do samobójstwa i szkodzenia sobie. I jak zwykle nęka mnie po odłożeniu słuchawki.

***
Godzina przerwy i znowu nękanie. Wydzwania i zaczyna nawijać o jakichś pszczołach. Notorycznie mi przeszkadza, przerywa czynności, których nie wolno przerywać, i nęka. Chyba z 10 razy pytałam, czego konkretnie chce, ale nie chciała mi powiedzieć. No to skoro nie chce powiedzieć, czego chce, to po co mnie nęka?!

27.12
Podszywa się. Znowu nie chce powiedzieć, czego chce i po co dzwoni.
Potem zaczyna nawijać i kłamać, że dostałam biegunki i ominęłam wizytę u neurologa. Nie wiem, skąd wyciągnęła tę bzdurę, nie pominęłam nigdy żadnej wizyty u neurologa - po co miałabym to robić? I po co miałabym jechać do neurologa, skoro neurolog nie dysponuje w ogóle moją kartą od psychiatry? Skąd matka bierze te kłamstwa codziennie? Dlaczego policja nie nakazała jej jeszcze przymusowego leczenia? To ona jest mitomanką, a mnie wyzywa od "chorych psychicznie".
Po odłożeniu słuchawki - nadal mnie nęka.

Słuchajcie, jak z telefonu LG zgrać nagrane rozmowy bez kabla? Gdzie one w ogóle są składowane? Da się to jakoś zrobić przez wifi?

28.12
Dziś mi szajs przypomniał, co matka zrobiła 28.12.12...
- Umarły mi dwa szczurki wczoraj.
- No i bardzo dobrze!

Kiedy ona umrze, powiem to samo. :/

***
Znowu się podszywa. I znowu kłamie (uroiła sobie, że nie gotuję - skąd ona te kłamstwa bierze?!). Usiłuje mi wciskać jedzenie, nie dociera, kiedy mówię, że już powiedziałam nie, więc ma się nie rozgadywać na ten temat (no bo ile razy mam powtarzać to samo? nie znaczy nie). Ale nic innego do powiedzenia nie ma, znowu dzwoni bez powodu, tylko po to, żeby się poznęcać, a nie ma do powiedzenia nic ważnego.

I jak zwykle nęka mnie po odłożeniu słuchawki. A przecież zawsze się wcześniej żegnam, wie, że to koniec rozmowy.

Nawet jednego dnia wytchnienia mi nie daje. Nękanie mnie to stała część dnia, wyrachowana aż do bólu. Nie przepuści.

29.12
Świetny artykuł o toksycznych przemocowcach, idealnie pasuje do matki, która robi wszystko to, co tu piszą.

"Masz prawo być traktowany z szacunkiem. Przez wszystkich tych, których spotykasz.
Masz prawo i obowiązek wobec siebie aby wyrażać swoje uczucia, opinie i potrzeby.
Masz prawo ustalać własne priorytety i wybierać po swojemu.
Masz prawo do mówienia „nie” bez poczucia winy i wstydu. Nawet jeśli komuś się to nie podoba.
Masz prawo mieć odmienne zdanie.
Masz prawo i obowiązek dbać o siebie i chronić się przed fizycznym, psychicznym i emocjonalnym zagrożeniem, wykorzystaniem, nadużyciem.
Masz prawo tworzyć własne, szczęśliwe i zdrowe życie, nawet jeśli wygląda zupełnie inaczej niż życie innych ludzi.

NIKT nie ma prawa Cię obrażać, lżyć, czy krzywdzić, tylko dlatego, że się z Tobą nie zgadza.
NIKT nie ma prawa narzucać Ci własnego punktu widzenia.
NIKT nie może żądać, abyś mu poświęcił całe swoje życie.
NIKT nie ma prawa manipulować twoimi emocjami i wykorzystywać Cię do własnych celów.
NIKT nie ma prawa niszczyć twojego poczucia własnej wartości, ani ciągnąć Cię w dół, tylko dlatego, że nie ma tam innego towarzystwa".

31.12
I wczoraj, i dziś - nękanie. Albo nie chce powiedzieć, z czym dzwoni, albo wręcz wprost mi mówi, że z niczym - po prostu chciała się poznęcać bez powodu. Szczytem wszystkiego był wymysł, żebym dała się zawieźć do niej i pozwoliła się znęcać na miejscu w sylwestra. I nie dociera do niej NIE. Nawet jeśli nie pojmuje, że znęcanie się jest prawnie niedozwolone, to przecież NIE znaczy NIE - i nad czym tu deliberować?! To słowo ma tylko 3 litery i jedno znaczenie - czego tu można nie rozumieć? Jeśli ktoś tak prostego słowa nie rozumie, to może trzeba go ubezwłasnowolnić? W końcu jest zagrożeniem dla innych.

I jak zwykle, ja kończę rozmowę, a ona dalej wydzwania, chociaż wie, że to już był koniec rozmowy. Nie ma wątpliwości co do jej intencji.

***
Znowu się podszywa i mnie nęka. Usiłuje mnie zmusić albo do tego, żebym dała się nad sobą znęcać, albo do oglądania tv, której NIE OGLĄDAM od 11 lat. Przerywa mi czytanie, zasłania mi cały ekran telefonu wydzwanianiem i rozładowuje go, co zaczynam znowu czytać, to znowu mi zasłania, wyłączam to, wracam do czytania, za 2s znowu mi przerywa. NOTORYCZNIE przerywa mi ważne czynności, na złość, bo wie, że mam ZA i nie wolno mi podnosić pulsu.

Nigdy nie spotkałam tak podłej osoby. Owszem, spotykałam podłe, fałszywe, dwulicowe, kłamiące, udające kogoś, kim nie są, ale nawet one nie przerywały mi ani scrapowania, ani czytania, ani nie znęcały się dzień w dzień przez 40 lat!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz