niedziela, 10 lipca 2016

Przemoc

3.07. Matka ma już niebieską kartę, ale przemoc nie ustaje. Dzwoni, żeby mi powiedzieć, co mam powiedzieć onkologowi we wtorek. Bo znalazła moje wyniki sprzed 10 lat, kiedy jeszcze miała do nich dostęp (właśnie dlatego już do nich dostępu nie ma, nie będzie ich mogła już wykorzystywać przeciwko mnie). Kiedy odkładam słuchawkę, wydzwania wielokrotnie. Szczyt bezczelności. Jak można kogoś tak traktować?! Jak ona śmie robić coś takiego?! Tylko siedzi i obmyśla po całych dniach, jak mnie poniżyć.

4.07. Myślałam, że to ojciec chce się ze mną umówić, więc odebrałam telefon. Niestety, to matka podszywająca się pod niego jak zwykle. I śpiewka taka sama jak wczoraj, tym razem tylko badania, które znalazła, są sprzed 16 lat, i to daje jej podstawę, żeby mi kazać jutro rozmawiać z ginekologiem właśnie o nich. Jak ona śmie? Jak tak można? I skąd ma badania, do których jej nigdy nie dałam upoważnienia? Jakim prawem ciągle używa ich przeciwko mnie? Dlaczego nie oddała mi wszystkich badań, kiedy się wyprowadzałam, tylko je ukryła dla siebie?

8.07. Nie zapisuję każdego kontaktu, mimo że każdy kończy się przemocą, bo nie mam na to siły. :( Dziś doskonały komentarz z bloga blogojciec: "Warto, by wszyscy rodzice, którzy wykarmili, ubrali i kupili podręczniki, a potem wypominają to dzieciom, mieli świadomość, że domy dziecka też to zapewniają. Dziecko potrzebuje jeszcze witaminy M, bezinteresowności i tego, by mogło w spokoju opuścić swojego rodzica, podążając własną drogą".

***
Maka znowu podszyła się pod ojca. Czekałam na niego, bo obiecał mnie podwieźć do dermatologa. Wstałam przez to za wcześnie i będę miała stracony dzień, bo przyjdzie napad snu na 100%. I co? Matka dzwoni i od razu zaczyna:
- My już jedziemy [nie wiem, jakie my, umawiałam się tylko z ojcem, nie z matką]. Tylko nie wkładaj tych głupich ortez i nie bierz kuli, NORMALNIE przyjdź!
Wystarczyło. Meltdown, nasilone myśli samobójcze i oczywiście dermatolog przepada. Jak zwykle dzięki kochającej mamusi.

10.07. Matka nadal mnie nachodzi bez ostrzeżenia. I ma nowy trick. Przychodzi i siada na sedesie, że niby chce siku, i wtedy nawija, obrażając mnie i poniżając, a ja przecież jej nie mogę wyrzucić z sedesu. Tak było dziś. Następnym razem się nie nabiorę, nikt nie uwierzy, że przyjechała tu po to, żeby się wysikać, skoro ma ubikację w domu. Nie wzięłam jej jedzenia, bo nie było przeznaczone dla mnie - same rzeczy, których nie mogę jeść, a ona usiłowała mi je wcisnąć do gardła. Następnym razem jej już nie wpuszczę.

11.07. Matka wie o hipersomnii i o tym, że nie można mnie budzić, więc z lubością robi to ciągle. Także dziś (właśnie tak każdą informację o mnie wykorzystuje przeciwko mnie, zagrażając mojemu zdrowiu, życiu albo robiąc po prostu na złość). Szantażuje mnie, że nie da mi pieniędzy na wizytę u ginekologa-onkologa, jeśli nie zrobię badań hormonów i jej ich nie dam. Badania robili mi w szpitalu i były w normie, nie ma powodu, żebym niszczyła swoje zdrowie i zaprzepaszczała cały dzień, żeby pójść na te badania w nocy (laby nie chcą robić badań w dzień, nawet jeśli nie ma wskazań do robienia ich w nocy, i matka o tym wie, dlatego się nade mną w ten sposób znęca). Tak więc nie wiem, jakie fochy jutro strzelą moi rodzice i czy wizyta u prof. dojdzie do skutku. Tak się mną właśnie bawią - bo mogą. Normalny uczciwy człowiek trzymałby się danego słowa albo otwarcie i bez złośliwości odmawiałby pomocy, gdyby jej nie mógł lub nie chciał udzielić. Moi rodzice tak nie robią, wolą się mną bawić i mnie krzywdzić przy każdej okazji.

***
Już wiem. Matka odwołała wizytę. Uroiła sobie, że "musisz zrobić badania, bo muszę się dowiedzieć, dlaczego nie masz miesiączki". Udaje, że nie wie, i udaje, że jest problem, którego nie ma. Podobno też za moimi plecami rozmawiała z ordynatorem nefrologii, który jej bzdur nagadał, albo też ona kłamie, że nagadał. Mnie nic nie mówił na ten temat.
Czyli muszę poprosić kogoś o zamówienie wizyty, muszę wziąć kasę ze zrzutki i pojechać na własną rękę (taksówką) do ginekologa.

18.07. Matka wymyśliła, żebym znalazła jakieś ślubne, kościelno-chrzcinowe cytaty, przecież mam tyle książek. Pytam - jakie, w jakiej książce i na jakiej stronie - nie chce powiedzieć, tylko udaje, że to dla mnie "drobiazg".

19.07. Przed chwilą był miły pan z policji. Dzielnicowy chyba? Wysoki, przystojny, z głębokim głosem. ;) Bardzo miły. I po mojej stronie. Nie próbował mnie na siłę godzić z matką, nie podważał jej przemocy i nie twierdził, że to z miłości. Zdziwił się też, że ojciec na to pozwala. Powiedział, żebym jej nie wpuszczała po prostu. I pokazał mi fajny myk z zamkiem górnym - mogę się od środka zamknąć tak, że matka od zewnątrz nie ruszy kluczem i nie będzie mogła mnie zamknąć na złość. ;)

20.07. Matka znów podszywa się pod ojca. "Informuję cię, że jutro przyjedzie ojciec i zabierze cię na badania. Masz zrobić badania hormonalne, zdiagnozować się! Miesiączkę przywrócić!"
Nawet nie ma jak tego skomentować. :/

24.07. Matka znowu podszywa się pod ojca. Przypadkiem w rozmowie wychodzi na jaw, że ukradła mi biżuterię złotą i część srebrnej, w tym moje pamiątki komunijne czy po babci.
Każę jej oddać wszystko, co mi ukradła. Wzięła to po kryjomu, za moimi plecami, wykorzystując to, że jestem w szpitalu, bo przecież gdyby mi powiedziała, że chce to wziąć, to nigdy bym jej nie pozwoliła. Więc jak niby mam to nazwać? Mówię jej o tym, a ona na to:
- To jest schizofrenia, jak ty się zachowujesz!
Odkładam słuchawkę.

2.08. Maryla miała duży problem, żeby odwiązać z suszarki moje kapcie od Emilii, bo matka je tak przywiązała (zamiast położyć na suszarce albo w ogóle nie dotykać). Ja nie byłam w stanie tego zrobić w ogóle. Tak, to jeszcze konsekwencje matki włamania, kiedy byłam w szpitalu.