sobota, 31 grudnia 2016

#przemoc

4.12
Podszywa się. Gdyby jej naprawdę zależało, napisałaby maila podpisanego własnym imieniem, a nie brała mnie podstępem, bo wie, że ojciec to jedyna osoba, z którą rozmawiam przez telefon.
I od razu zaczyna pitolić bez celu.
- Mów konkretnie, co chcesz.
- A dlaczego? [ to żart?! dzwoni do mnie bez powodu i zdziwiona, że chcę się dowiedzieć, czego chce?!]
Ona chce "porozmawiać". To znowu kłamstwo, bo kiedy znowu pytam, o co jej konkretnie chodzi, zaczyna mnie pouczać, że "masz jeść zupy".
Akurat nie mam, dietetyk mi nie kazał, a w 6a i ZA jedzenie szkodliwego jedzenia - uwaga! - szkodzi.
Mówię, że ma mnie nie pouczać i mi nie szkodzić, ona na to, że od tego jest matka. Wiadomo - matka ma się znęcać. Tylko skąd jej takie rzeczy do głowy przychodzą, kto ją tego nauczył? Ona miała przecież cudowną matkę, a moją babcię, więc czemu z niej nie bierze przykładu? Kiedy babcia bez powodu przez jakiś czas faworyzowała jednego wnuczka, to wystarczyło jej powiedzieć, żeby tego nie robiła, żeby traktowała wnuki jednakowo - i tak zrobiła. Matce jak się mówi, żeby czegoś nie robiła, to właśnie specjalnie będzie to robiła, bo teraz już wie, co kogoś rani, więc specjalnie krzywdzi.

Jutro jadę do lekarza w L-wie. Już się boję, że matka się dowie. Prosiłam ojca, żeby nic jej nie mówił, ale on zawsze jej wygaduje wszystko. Więc mu na wszelki wypadek nie powiedziałam, co to za lekarz i dlaczego do niego idę (chciałabym móc być z ojcem blisko i szczerze, ale nie mogę, właśnie dlatego, że wygaduje wszystko matce). Matka jest zdolna do wszystkiego. Może tam zadzwonić, podszyć się pode mnie i wyciągnąć informacje od recepcjonistki. Albo udawać dobrą mamusię - i ludzie też się na to nabierają (co za ludzie, swoją drogą! łamią prawo, bo nie upoważniłam nikogo do żadnych informacji! ale robią to nagminnie, wiele takich sytuacji już było).

***
Podszywa się.
- Słucham.
- Co masz taki głos? Matko boska, znowu wzięłaś leki, całe życie chcesz tak spędzić?
Ona jednak jest psychopatką. Nie ma 20, więc jak mogłam już wziąć leki? Poza tym nawet gdybym wzięła, to jak niby ona chciałaby to przewidzieć, jasnowidzem jest?? Kłamie po prostu, jak zwykle.
Wydzwania nachalnie dalej, ale nie odbieram.

Ona doskonale wie, co robi. Jej przemoc jest do bólu wyrachowana. Jak tylko są świadkowie, to ta przemoc natychmiast znika! To dowód, że matka świadomie to robi, że to jej wybór.

7.12
Podszywa się. Zauważyłam, że ojciec już praktycznie do mnie nie dzwoni, tylko pisze maile, i 90% telefonów z tego numeru to podszywająca się matka.
Matka od lat wie, że nie obchodzę żadnych świąt, a mimo to wydzwania do mnie i usiłuje mnie zmusić do obchodzenia i do wymyślania potraw. Czy przepisów w Internecie nie ma? Przecież nie trzeba umieć gotować, żeby jakiś przepis znaleźć i zrobić.
I znowu pouczanie, że mam jeść len (bo wiadomo, że matce sprawia radość, jak wymiotuję).
Mam taki abonament wykupiony, że mogę czytać książki tylko na telefonie, więc czytam - a tu matka co i rusz mi wyskakuje i zasłania tekst, bo wydzwania. Ja rozłączam, ona wydzwania - i tak w nieskończoność. Jeszcze mi telefon rozładowuje, przez co wieczorami nie mogę czytać, bo nie ma jak utrzymać telefonu podłączonego do ładowarki. Złośliwość wyższych lotów. :/

Wczoraj miałam gościa, a matka i tak wydzwaniała. Widzi, że nie odbieram, to każdy normalny człowiek  napisałby maila albo sms-a, ale nie matka - ona będzie wydzwaniać w nieskończoność. Jak nie odbieram, to chociaż mi na złość zrobi i wstyd przyniesie, a co!

8.12
Znowu się podszywa. Znowu to samo. Znowu mnie oszukuje, że się zmieniła (inaczej by nie dzwoniła, bo przecież jej mówiłam, że ma nie dzwonić, dopóki się nie zmieni), a nie zmieniła się. Znowu mnie obraża. Znowu ma urojenia i usiłuje mi wcisnąć kłamstwa do gardła. Chciała mnie namówić, żebym jej coś zamówiła przez Internet, a przecież ja mam kartę od niedawna, rodzice mają od lat, to ona mnie powinna tego uczyć. W dodatku kłamie, że z Internetu to badziewie. No jak chce zamawiać badziewie, to niech się nie dziwi, że badziewie dostaje. Ja nie kupuję badziewia, to go nie dostaję. Ale matka usiłuje mi wmówić, że zamawiałam jakieś badziewie, przecież wisiało w przedpokoju, jakieś torebki z ceraty. Nigdy niczego takiego nie miałam, wymyśliła sobie coś i teraz rozpuszcza kłamstwa. To ona trzyma ceratę na stole u babci w mieszkaniu, nie wiem, czemu ma służyć to kłamanie, że to ja. Ja nigdy nie miałam ceratowego obrusu ani żadnej ceraty. Nawet do malowania kupiłam folię malarską, a nie ceratę. Dlaczego neurotypowi tak kłamią?!
Mówię jej to, to słyszę:
- Co się z tobą stało? Zmieniłaś się, wcześniej nie byłaś taka agresywna.
Ja?! Argumenty i prośby o KONKRETY to wg niej agresja, natomiast realna, prawdziwa i prawnie karalna przemoc to wg niej "miłość". Czyli jej życie stoi na kłamstwie. Kłamstwo to fundament dla niej. :(

10.12
Znowu się podszywa.
- Gotuję pierogi, chcesz?
- Mam jedzenie i nie będę wyrzucać [tyle razy mówiłam, że jak nie potrzebuję, to nie chcę żadnego jedzenia, bo nie mogę go wyrzucać!], jak chcesz mi wcisnąć, to zamroź.
- Wiesz, że ja nie lubię mrożonych. [a co mnie to interesuje, każę jej to jeść?!]
Dalej mnie namawia, żebym z nią (sic!) pojechała do ortopedy, mimo że dobrze wie, że ja z nią nigdzie nie pojadę, a już zwłaszcza nie życzę sobie, żeby się wpychała do gabinetu na MOJĄ wizytę.
- Może ci poleci jakiegoś fizjoterapeutę.
- Przecież już mam fizjoterapeutę! [jest to prawda, mam bardzo dobrego fizjo, tylko mnie nie stać na fizjoterapię]
- Zobacz, co się z tobą stało po tym budanolu! [ co to jest budanol?! pierwsze słyszę coś takiego, znowu coś wymyśla, kłamie i usiłuje mi wmówić, że zwariowałam]
Odkładam słuchawkę, a mimo to wydzwania. Czy policja nie może tego sprawdzić w logach? Przecież widać, że tylko ona do mnie wydzwania, a ja do niej ani razu. Nawet do ojca piszę maile, żeby przypadkiem ona nie odebrała. Dlaczego policja - skoro chce dowody przemocy - nie założy podsłuchu? Przecież ten stalking jest dowodem!

11.12
Matka się podszywa. Nie mogę w spokoju zjeść śniadania, bo wydzwania - właśnie od tego mam wrzody.
Kilka dni temu przesłała mi przez ojca rybę (bez ostrzeżenia!) i uważa, że to ją uprawnia do przemocy. Tak, wciskanie komuś do gardła niechcianych rad to jedna z oznak przemocy! Wydzwania i nawija, jak mam przyrządzić tę rybę, chociaż 1. nie ma żadnego pojęcia, jak smacznie przyrządzić rybę (nauczyłam się tego sama po wyprowadzeniu z domu, do tego momentu byłam przekonana, że jedzenie to mozół i że nie ma na świecie smacznych potraw, bo matka nigdy ich nie przyrządzała); 2. nie ma żadnego pojęcia, jak JA lubię przyrządzać rybę.
Nie udało jej się wcisnąć mi niedobrego przepisu, więc się przerzuciła na mojego ex psychiatrę.
- Uważam, że musisz się z nim umówić prywatnie...
A jakie ma znaczenie, co ona uważa? I kogo to obchodzi, bo przecież nie mnie, skoro jej o zdanie nie pytałam. Ja nie zamierzam już sobie szkodzić ani pozwolić jej szkodzić. Poza tym po co miałabym się z nim umawiać prywatnie, skoro moja karta i jej zawartość leżą w poradni w IPINie? Po co w ogóle miałabym się umawiać z nim, skoro w poradni leczył mnie kto inny? I wreszcie: po co miałabym się umawiać z byłym psychiatrą, skoro mam nowego, a do poprzedniego nie mam sprawy i nie ma potrzeby zajmować mu czasu?
Jak można pleść takie głupoty? I po co tak kłamać?
Odkładam słuchawkę, ale jedzenie staje mi kołkiem w gardle, bo matka mnie nęka nadal, nie chce mi dać spokoju.

13.12
To, że nie piszę, nie znaczy wcale, że nic się nie działo. Znaczy tylko tyle, że po doświadczeniu przemocy nie miałam już siły o niej pisać. :(
Przedwczoraj wieczorem było bardzo źle. Właściwie to nie wiadomo, co się stało. Byłam o krok od jazdy na SOR, straciłam masę potasu, nie miałam siły wyjść z łazienki - i to wszystko w trakcie brania antybiotyku na jelita właśnie! Po tygodniu stan się zaostrzył, zamiast się poprawić. Ponieważ byłam umówiona z tatą, że następnego dnia pojedziemy do IPINu po dokumenty do orzeczenia*, zadzwoniłam, żeby mu powiedzieć, że nie będę w stanie. A on w ogóle nie chciał ze mną rozmawiać, oddał słuchawkę matce, chociaż go prosiłam, żeby jej nie mówił, bo natychmiast zacznie się nade mną znęcać ze zdwojoną siłą. No i tak się niestety stało. Ponieważ wiedziała, że bardzo źle się czuję, wykorzystała to do nasilonego stalkingu, wydzwaniała do mnie wiele razy i straszyła, że jak nie odbiorę, to przyjedzie. :/

Mało tego, następnego dnia obudziła mnie w środku nocy! Żebym przypadkiem nie mogła się poczuć lepiej w czasie snu. Odebrałam tylko dlatego, że byłam przekonana, że coś złego się stało, bo przecież bez powodu nikt w nocy nie wydzwania. Niestety - to matka chciała się nade mną znęcać, nic więcej. Obudziła mnie i zmusiła do jeszcze gorszego czucia się tylko dlatego, że chciała się dowiedzieć, jak się czuję. Trupa by obudziła, żeby go zapytać czy naprawdę umarł. Nie wiem, jak trzeba być podłym, żeby się tak zachowywać. Jak odłożyłam słuchawkę i usiłowałam szybko zasnąć znowu, to mi nie pozwoliła, wydzwaniała co chwilę, żeby mnie skutecznie wybudzić, żebym nie mogła już spać. To wszystko wiedząc o hipersomnii, o powikłaniach neurologicznych i oddechowych po wybudzeniu i o tym, jak źle się czuję, oraz o tym, że nagłe podniesienie pulsu przy tak bardzo obniżonych wartościach potasu może spowodować nawet śmierć w 6a. Zrobiła to - jak wszystko - celowo. 

Ale wczoraj znalazłam i zainstalowałam program, który automatycznie nagrywa rozmowy! To znaczy, że wreszcie zaczynam zbierać dowody!

***
Znowu się podszywa. I znowu usiłuje mi wmówić choroby, których nie mam. Ale teraz już rozmowy się nagrywają!

14.12
Znowu się podszywa. I znowu się znęca.
- Musisz jeść jajka, mięso i ryby!
Po pierwsze nie muszę, po drugie nie mogę - i ona doskonale o tym wie, bo jej mówiłam wiele razy, więc co to jest jak nie znęcanie?
Chyba z 10 razy dziś powtórzyłam "nie dawaj mi ryby" - nie dociera.

***
Zawsze uważałam (a jako dziecko - czułam), że matka się o mnie nie martwi, tylko kłamie. Bo gdyby RZECZYWIŚCIE się martwiła, toby mnie nie nękała. I proszę, miałam rację:

"Czym innym jest troska rozumiana jako zainteresowanie drugą osobą i uważność na nią. Gdy ktoś obok nas cierpi, zazwyczaj doświadczamy bezradności, tym bardziej jeśli jest to bliska osoba. Sztuką jest być obok, wytrzymać czyjeś cierpienie, nie oddzielać się zarówno od niego, jak i drugiego człowieka. To jest empatyczny kontakt. Jednak większość w takich sytuacjach wybiera zmartwienie, a zatem tworzenie wyobrażeń.

To nie jest bycie ze sobą, ale złudzenie obecności. Wolimy się martwić, niż być blisko, sprawdzać, pytać, pomagać, dawać przestrzeń, interesować się".

Całość tutaj.

15.12
Znowu się podszywa.
Mówię jej, że nie mam teraz czasu, że jestem zajęta.
- Jak to nie masz czasu? Ty zawsze masz czas!
Nie wiem, na jakiej podstawie tak kłamie, skoro wie, że to kłamstwo, bo już jej powiedziałam, że nie mam czasu. Ona sama przez całe życie totalnie nic nie robi, nie ma własnego życia, tylko żyje cudzym, żeby się znęcać, więc chyba sądzi innych podług siebie.
Dodatkowo usiłowała mnie znowu zmusić do tego, żebym się przeprowadziła do niej, żeby miała do mnie lepszy dostęp i mogła się lepiej znęcać. Ciągle to robi, WIEDZĄC przecież, że ani nie chcę, ani nie ma możliwości, bo windy u nich nie ma w dalszym ciągu.

Pojechali teraz na Szaserów po ich wyniki, tata przy okazji ma zapytać, czy moja biopsja już jest (miała być po 2 tygodniach, minęło już 5 i nadal nie odpisali mi na maila, co znaczy, że wyników nadal nie ma). To on jest upoważniony, nie matka. No ale co z tego, że jej zabroniłam grzebać w moich wynikach i je czytać, skoro na 100% to zrobi?! Czy na szpiegowanie i nielegalne wyłudzanie cudzej dokumentacje medycznej nie ma jakiegoś paragrafu?

Mokra jestem, jakbym wyszła właśnie z wanny - tylko że od potu, nie od wody. :/ Ciągle brakuje mi potasu, nie doszłam jeszcze do stanu normalnego codziennego deficytu, jest znacznie większy.

Wypisałam i podliczyłam faktury, wypisałam kartkę dla pani Teresy, założyłam chyba ze 20 dysput na ali (to jedna przesyłka, ale nie da się założyć jednej dysputy, trzeba zakładać oddzielnie dla każdej maleńkiej przypinki za kilka centów :/).

Zajęło mi to kilka godzin - od 7 rano, bo nie mogłam spać (czyli prawie 5h). Tylko czekać teraz na atak snu.

Nadal nie mogę chodzić o kuli, bo nie mogę się oprzeć na ręce, którą wczoraj kłuliśmy.

A matka mi będzie w żywe oczy kłamać, że mam czas i siłę przecież. :/

Już nawet nie wspomnę, w jakim jestem stresie, jaki znowu zrobi cyrk na wigilię. Bo wie, że świąt nie obchodzę, ale awanturę zrobić musi.

***
No i miałam rację. Zakazałam matce czytać wyniki, ale i tak przeczytała. "Bo dali bez koperty" - jakby ją to upoważniało do czegokolwiek!!!
W dodatku nie chce mi ich oddać! Ani powiedzieć, co w nich jest. Specjalnie, bo wie, że muszę iść na wizytę do prof., choćby tylko po zaświadczenie, żeby mi lekarz pierwszego kontaktu wypisywał depo. Tak sobie szafuje moim zdrowiem i życiem, wykorzystując sytuację. To podłe i obrzydliwe, nie zrobiłabym czegoś takiego nawet obcemu!

ATSD, to okazuje się, że na kradzież leków takich jak np. Bunondol jest dodatkowy paragraf i dzielnicowy może mieć problemy, jeśli nie zareaguje na takie zgłoszenie - a nie zareagował, nie odzyskali tych leków przez tyle miesięcy!

Matka wydzwania do mnie nachalnie znowu, a jak pytam, czego ode mnie chce, to twierdzi, że chce iść ze mną do lekarza. Jak można coś takiego powiedzieć? Jak w ogóle oprawcy może przyjść coś takiego do głowy? I dlaczego szpital wydał wyniki matce, skoro upoważnienia nie miała?! [swoją drogą, szpital znowu odstawił cyrk z wypisem, jak poprzednio, w ogóle nie chcieli szukać w komputerze np. po peseslu, nie mówiąc już o tym, że NIE ODPISALI MI NA MAILA, że wyniki są! to skandaliczne!]
Usiłuje mi też wcisnąć rosół, o którym od lat wie, że nie mogę go jeść. Dokładnie wie, czego mi nie wolno i co mi szkodzi, i dokładnie to mi robi.

17.12
Znowu się podszywa pod ojca i próbuje mi wmawiać kolejne choroby, których nie mam - aktualnie zapalenie trzustki, którego nie mam, a gdybym miała, już bym dawno nie żyła. Nawet zdrowi na to umierają. I znowu przyznała się, że wbrew mojej woli rozmawiała z kimś o mnie, kłamiąc oczywiście, bo ukrywa fakt EDS.

Nie wiem, czy zapisywanie tego ma jeszcze sens. Robiłam to, bo takie notki mogą być dowodem w sądzie, ale teraz nagrywam rozmowy, więc może już nie muszę ich tu referować? To żadna filozofia - sprawdzić, czy nagranie jest autentyczne, czy sfabrykowane.

Ale jeśli któraś ze znajomych pisarek będzie potrzebowała takich danych do stworzenia przemocowej postaci, to proszę, feel free, możecie całe listy dialogowe brać z mojego bloga. Tylko w posłowiu podajcie źródło. ;)

18.12
Podszywa się. Zaczyna niby niewinne, ale nie daję się nabrać. Usiłuje mi wcisnąć rzeczy, o których wie, że nie mogę ich jeść, bo mi szkodzą. I usiłuje mi znowu wmówić, że zwariowałam, że coś z moim mózgiem jest nie tak, że to niby ja mam taką władzę, że zrobiłam z niej oprawcę, że to nie ona sobie na to zapracowała przez 40 lat.

***
No i miałam rację, że matka znowu jakąś awanturę wymyśli. :( Wiedząc, że nie obchodzę świąt, że nie chcę z nią kontaktu i że do jej mieszkania nie da się wejść (brak windy), wymyśliła, że mnie zmusi, żebym tam siedziała już od czwartku i "piekła z nią ciasta". Nie zmieniając się! Co jest moim warunkiem (dopóki stosuje przemoc, nie chcę kontaktu, i ona o tym WIE). Ach, jeszcze jej pomysł - mam odstawić kule! I lewitować. Jak śmie w ogóle się tak do mnie odzywać? Dlaczego nie odzywa się tak do innych, np. do ojca? Dlaczego wobec innych i w czyjejś obecności udaje taką milutką? Normalny psychopata ma kodeks wartości i wg niego postępuje, nie krzywdząc innych, za to zostając np. świetnym szefem w korporacji, więc dlaczego ciągle istnieją tacy oprawcy jak ona? I skoro jest NK, to dlaczego się takich ludzi nie zamyka?!

Fakt, że mam jakikolwiek prezent dla niej, jest tak daleko idącym kompromisem, że nie ma prawa wymagać więcej. Powinna skakać pod sufit, że się na to w ogóle godzę! Ale nie, dasz palce, weźmie rękę, przecież nie przeżyje bez przemocy!

To nie ma sensu. Za rok już się na to nie zgodzę. Nie będę marnować na nią pieniędzy, zwłaszcza że na 100% będzie i tak niezadowolona, bo tak jest od wczesnego dzieciństwa. Wiecznie ma o wszystko pretensje i tylko krytykuje, ale nie ma żadnych zainteresowań, żeby jej coś kupić, nie robi nawet tak elementarnej rzeczy jak czytanie, i to całe życie nic nie robiąc, nie mając żadnych obowiązków. Gdyby była dobrym, uczciwym człowiekiem, to można by chociaż o tym porozmawiać, ale w jej życiu jest wyłącznie przemoc wobec mnie i ukrywanie jej przed innymi, żeby się nie domyślili. Nawet w przemocy jest nieuczciwa.

Postępuje dokładnie jak w tym artykule - daje, co chce i kiedy chce (a nie to, co potrzeba i kiedy potrzeba), a potem żąda zapłaty na własnych warunkach. To ja dziękuję, nic od niej nie chcę. Byle tylko znikła z mojego życia.

***
Mało jej, jeszcze się znęca. O 21:35 wydzwania! Znowu czyta moją biopsję ukradzioną ojcu nielegalnie i wbrew mojej woli - i nie chce mi jej nadal oddać. I szuka po Internecie, szpieguje, co te wyniki znaczą, podczas gdy ja ich nadal nie znam! :/

19.12
Umówiłam się z tatą, że na wigilię przyjadą do mnie i że jak matka zacznie uprawiać przemoc, to ojciec ją zabierze z powrotem. Tylko że ja w to nie wierzę. Ona się nie opamięta i nie będzie słuchała ani mnie, ani ojca, bo oboje nas ma totalnie gdzieś. Dla niej liczy się tylko ona sama, nic więcej na świecie. Nie wyjdzie dlatego, że ja czy ojciec jej każemy, prawo (to, że mieszkanie należy do mnie), też ma gdzieś. Będzie trzeba wezwać policję. W wigilię (nie, dla mnie to nie ma znaczenia, to taki sam dzień jak inne, ale sąsiedzi zapewne będą wigilię obchodzić i nie mam ochoty ich narażać na awantury z policją - ale to niby ja nie mam empatii, a neurotypowa matka jest nią przepełniona, nieprawdaż).

***
Podszywa się.
Stęka, jęczy, w końcu po jakiejś chwili mówi:
- Dziecko, rozmawiałam z lekarzem...
Odkładam słuchawkę. ZNOWU wbrew mojej woli rozpowiada o mnie na prawo i lewo osobom trzecim, w dodatku kłamie! Bo nigdy nie mówi prawdy o eds6a, tylko wymyśla mi choroby i objawy, których nie mam! Lekarz, który rozmawia z nią o mnie, łamie prawo, i możliwe, że jak sprawa wyląduje w sądzie, to to wyciągnę i parę osób poniesie konsekwencje. Jak można zdradzać cokolwiek oprawcy, który ma niebieską kartę?!

20.12
Podszywa się. Znowu wmawianie chorób, których nie mam, a udawanie, że nie mam tych, które mam. Znowu wciskanie jakiegoś jedzenia, którego nie mogę jeść. Znowu wciskanie świąt, których nie obchodzę. I pretensje, że "nie chcesz iść z prądem", jak bezmózgi baran, czyli tak jak ona.

22.12
I znowu. Najpierw usiłuje mnie zmusić do utraty zdrowia (" masz jeść mięso"), a potem podżega do samobójstwa ("wyrzuć bunondol!"). Ma gdzieś, że mam gościa i jestem zajęta, jak zawsze wydzwania bez powodu, żeby się znęcać.

I to jeszcze, jak ona to robi, napawa mnie bezbrzeżnym obrzydzeniem. Mówię "cześć", więc matka wie, że już odkładam słuchawkę, więc szybko, szybko, żeby jeszcze do mnie zdążyło dotrzeć, trzeba szybko podżegać do samobójstwa, bo zaraz będzie za późno, żeby to zrobić, i rozmowa będzie bez sensu, bo za mało w niej przemocy, więc biegiem, w przyśpieszonym tempie matka się drze do słuchawki "wyrzuć ten bunondol!"

Dla mnie jest to tak odrażająca kreatura, że żadnej szansy już u mnie nie ma, nawet gdyby nagle stała się matką.

23.12
Do tej pory mówiłam, że nie chcę mieć z nią kontaktu, dopóki się nie zmieni. Koniec już tego. Nie będzie więcej szans. Nie chcę z nią kontaktu. Kropka. Nawet jeśli się jakimś cudem zmieni, co samo w sobie jest niemożliwe, nie chcę żadnego kontaktu. Nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Nie mogę się narażać na przemoc, muszę wreszcie zacząć się chronić, chronić własne zdrowie i życie. Nie ma w nim miejscu na oprawcę.

Ponieważ się ciągle podszywa pod ojca, nie mam wyboru i muszę odbierać telefon, bo to jednak może być on (ojciec też nie jest bez winy - zamiata to wszystko pod dywan; przez to, że jej na to pozwala i jeszcze ją usprawiedliwia, staje się współwinny). Ale jeśli usłyszę ją, będę od razu odkładać słuchawkę. Nie mogę się narażać na podżeganie do samobójstwa, jest mi już wystarczająco trudno się przed nim powstrzymywać i bez jej żądań.

24.12
Prosiłam ojca, żeby nie przywoził tu matki, ale to olał i już wiem, że mi ją wciśnie do gardła. Oni uważają, że to jest cena, jaką mam obowiązek płacić za to, że dają mi pieniądze (to była pierwsza rzecz, jaką zrobił OPS). W ogóle ich nie obchodzi, że przemoc jest nielegalna. O aspektach etycznych tego zachowania nawet nie będę wspominać - ale to neourotypowi się tak szczycą empatią, nieprawdaż, a moralności nie mają za grosz.

Nie mogę się niczym zająć, bo truchleję ze strachu i stresu. Nie mam siły na bronienie się, na awantury matki, na jej przemoc, na pilnowanie jej, żeby nie robiła rewizji i nie grzebała po szafkach, lodówce, żeby nie ukradła znowu leków czy coś, na wstyd przed sąsiadami (którzy zapewne znowu nie zareagują, nawet w wigilię nie obchodzi ich przemoc u sąsiadów). PO PROSTU NIE MAM JUŻ NA TO SIŁY!

***
Chciałam napisać o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Mam nadzieję, że tu są sami normalni, myślący, wewnątrzsterowni ludzie, którzy nie dają się nabierać psychopatom i oprawcom na ich udawaną pomoc. Ale na wszelki wypadek napiszę to wprost.

Kiedy psychopata pyta, czy czegoś nie potrzebujecie, to nie chodzi mu o to, żeby Wam pomóc. Jeśli odpowiecie, że potrzebujecie np. papryki, masła, kurczaka i ziemniaków, to on ich Wam nie przywiezie. To pytanie jest tylko na pokaz. Psychopata "pomaga" tylko tak, jak on chce, nigdy tak, jak tego wymagają potrzeby. Psychopata przywiezie Wam tylko to, czego sam potrzebuje, albo to, co JEGO ZDANIEM macie jeść. Dla niego nie są ważne ani Wasze potrzeby, ani zalecenia lekarza, tylko jego widzimisię. Mimo że prosicie o to, czego potrzebujecie, i tak dostaniecie więc czerwone mięcho, które Wam szkodzi, buraki, których nie wolno Wam jeść, czarną herbatę, której nienawidzicie, ale którą uwielbia psychopata itd. Nawet jeśli pyta, czego potrzebujecie, dostaniecie to, czego nie chcecie albo nie możecie jeść. To jest zasada podstawowa - dla psychopaty nie liczą się niczyje potrzeby i niczyje zdanie (ani Wasze, ani lekarzy), tylko jego własne.

Tak więc nawet jeśli milusio pyta, jak Wam pomóc - nie pomoże Wam.

Dokładnie tak robi matka. I to za każdym razem od 40 lat. I dokładnie tak było z pytaniem o to, jakie potrawy świąteczne przygotować. Już samo pytanie o to jest przemocą - bo przecież wie, że nie obchodzę świąt i że najbardziej na świecie nie chcę jej widzieć w moim domu! Mojej odpowiedzi nie weźmie pod uwagę, i tak zrobi potrawy, które pasują tylko jej i nikomu innemu, ale będzie kłamać, że to dla nas, dla mnie i dla ojca. Potrawy będą tak bardzo "dla mnie", że strach je jeść. Ostatnio mi wcisnęła jogurt z laktozą, powodując tym taką utratę potasu, że serce może mi stanąć w każdej chwili. Po każdej jej potrawie źle się czuję, więc chyba się nikt już nie dziwi, że ich nie chcę jeść. A to, że nie pozwalam się truć i nie chcę się godzić na zagrażanie mojemu zdrowiu i życiu, matka nazywa niewdzięcznością i wmawia mi, że "zwariowałam" i trzeba mnie ubezwłasnowolnić.

***
Pochowałam leki. Musiałam to zrobić, żeby matka ich znowu nie ukradła. Na 100% będzie się awanturować, więc jedyne, co mogę wtedy zrobić, to schować się w sypialni, a więc w kuchni czy reszcie mieszkania nie może zostać nic istotnego, wartościowego, bo albo to zniszczy, albo ukradnie. Zaszczuta we własnym domu - właśnie w tym matce pomaga ojciec. "Z miłości". Własnej - bo przecież nie do mnie.

Oczywiście, że zakazałam matce dotykać czegokolwiek - dosłownie. Ale przecież czy złodziej albo oprawca pytają ofiarę o zgodę na kradzież/napad?

Przed matką trzeba ukrywać nawet jedzenie! Nie dość, że się awanturuje o to, że jem tylko to, co mam w diecie (zależy jej na pogorszeniu mojego stanu zdrowia, dlatego mi wciska to, co szkodzi), to jeszcze otwiera lodówkę i grzebie po garnkach! Jeśli czegoś nie umie otworzyć, to wyrwie zamek, żeby tylko się dostać do garnka! Bo a nuż tam ukryłam jakieś złoto? dolary? Nie wiem, czego tam szuka, co chce ukraść. Wyrwała nawet zamek do puszki na kawę! Żeby tylko się dostać do środka, bo może tam jest coś, co trzeba ukraść/wyrzucić mi na złość/zniszczyć. Połamała szufladę w lodówce, bo przecież musiała zajrzeć nawet tam, nie odpuści niczego! Do dziś mi tej szuflady nie odkupiła.

25.12
Od wczoraj nie zapisuję przemocy matki, bo już nie mam na to siły. :( Ojciec ją jednak przywiózł niestety. Pokrótce: dopóki ojciec był, to jej pilnował i co chwilę jej zwracał uwagę, trzeba było ciągle jej przypominać, że ma nie stosować przemocy, bo była taka wyrywna, że robiła to nieustannie. Jestem psychicznie wycieńczona, bo poza przemocą, jeszcze musiałam ciągle jej pilnować, patrzeć na ręce, doskakiwać i zamykać szafki, lodówkę, po których ciągle chciała grzebać i szpiegować. Musiałam za nią chodzić, powtarzać, żeby niczego nie dotykała i nie niszczyła, pilnować, żeby nie wchodziła do sypialni, do pokoju.

Doskonale wie, że nie mogę stać przy zlewie i zmywać, i że trudno szybko uzbierać tyle naczyń w zmywarce, żeby nie zaczęły pleśnieć, więc na złość mi naczynia po sobie zaczęła zmywać w zlewie. Jak jej zwróciłam uwagę, że przez nią naczynia w zmywarce będą dłużej czekać na mycie i mogą zapleśnieć, to usłyszałam, że w takim razie nie potrzebuję zmywarki i mam się jej pozbyć.

Panoszyła się jak u siebie, chociaż jej na to nie zezwoliłam!

Znowu usłyszałam kłamstwo, że nie mam ZA. Przemoc była absolutnie w każdej wypowiedzi, nawet nie sposób tego zapamiętać.

Nie oczekiwałam prezentów (zwłaszcza że ojciec już mi dał naprawdę wartościowy prezent, wartościowy nie tylko finansowo, przede wszystkim życiowo), ale matka jak co roku zrobiła prezenty sobie: kupiła mi ubrania, które JEJ się podobają i które to ONA chciałaby nosić - bo ja przecież nie wychodzę z domu, więc co mam robić z tymi wszystkimi ciuchami? Mam masę potrzeb, w tym zupełnie podstawowych, związanych z EDS, ale matki to nigdy nie obchodziło.

Na koniec zrobiła to, co zawsze. Tak się guzdrała, że ojciec jak zwykle miał dość i wyszedł czekać na nią w samochodzie. A ona tylko na to czekała i jakby ktoś jakiś przełącznik w niej przełączył - nagle załączyła agresję i przemoc zwielokrotnioną, skondensowaną, nasiloną. Zawsze, ale to zawsze wykorzystuje sytuacje, kiedy nie ma świadków.

Mimo że znęcała się nade mną bezpośrednio, u mnie w domu, jeszcze tego samego dnia podszywała się pod ojca i wydzwaniała.

Dziś to samo. Wie, że mam specjalną dietę w 6a, ustaloną przez dietetyczkę. Ale dietetyczka wzięła pod uwagę badania i wyniki i odrzuciła to, co mi szkodzi, czego mi nie wolno jeść. Matka - przeciwnie - usiłuje mnie od lat zmusić do jedzenia właśnie tego, co pogarsza mój stan zdrowia. Dietetyczka, która kieruje się dobrem chorego, a nie widzimisię matki, to zła dietetyczka i mam ją zmienić. Na taką, która będzie mi wmawiać to, co matka jej każe. 

***
W latach 90. przywiozłam z Londynu ozdobną butelkę na mleko. Teraz używam jej do przechowywania ręcznie robionego mleka (Ola przez jakiś czas robiła), dlatego stoi pod ręką w jedynej szafce, w której się mieści pionowo - obok kartonów z mlekiem. Ta butelka mi zginęła. Okazało się, że matka ją ukradła! Przywiozła w niej zupę na wigilię - i się wydało. Zażądałam oczywiście zwrotu, a matka w żywe oczy mi skłamała, że "przecież jej nie używam". Jak neurotypowi mają czelność coś takiego robić?! I ile z tych rzeczy, których nie mogę znaleźć, matka jeszcze ukradła po kryjomu?! Nawet gdybym nie używała tej butelki - to jakim prawem matka ją ukradła bez mojej wiedzy i zgody?!

***
Nadal się podszywa i mnie nęka telefonami. Wie, że się źle czuję, więc się znęca tym bardziej. Obudziła mnie w środku nocy po to, żeby mnie zmusić do samobójstwa. Wiadomo, że nagle wybudzony człowiek jest bardziej podatny na takie nękanie i zmuszanie. Wykorzystują to różni spamerzy, zawodowi wciskacze różnych reklam i moja matka. Usiłowała mnie znowu namówić do samobójstwa z bólu.

Odłożyłam słuchawkę, więc tak mnie nękała, że musiałam wyłączyć telefon całkiem, inaczej nie dałaby mi spokoju! Teraz, jeśli coś mi się stanie i będę musiała nagle wezwać pogotowie, będę musiała czekać, aż telefon się uruchomi. Może nie zdążę tego doczekać. Właśnie to robi matka.

26.12
Znowu się podszywa i usiłuje mnie zmusić do samobójstwa i szkodzenia sobie. I jak zwykle nęka mnie po odłożeniu słuchawki.

***
Godzina przerwy i znowu nękanie. Wydzwania i zaczyna nawijać o jakichś pszczołach. Notorycznie mi przeszkadza, przerywa czynności, których nie wolno przerywać, i nęka. Chyba z 10 razy pytałam, czego konkretnie chce, ale nie chciała mi powiedzieć. No to skoro nie chce powiedzieć, czego chce, to po co mnie nęka?!

27.12
Podszywa się. Znowu nie chce powiedzieć, czego chce i po co dzwoni.
Potem zaczyna nawijać i kłamać, że dostałam biegunki i ominęłam wizytę u neurologa. Nie wiem, skąd wyciągnęła tę bzdurę, nie pominęłam nigdy żadnej wizyty u neurologa - po co miałabym to robić? I po co miałabym jechać do neurologa, skoro neurolog nie dysponuje w ogóle moją kartą od psychiatry? Skąd matka bierze te kłamstwa codziennie? Dlaczego policja nie nakazała jej jeszcze przymusowego leczenia? To ona jest mitomanką, a mnie wyzywa od "chorych psychicznie".
Po odłożeniu słuchawki - nadal mnie nęka.

Słuchajcie, jak z telefonu LG zgrać nagrane rozmowy bez kabla? Gdzie one w ogóle są składowane? Da się to jakoś zrobić przez wifi?

28.12
Dziś mi szajs przypomniał, co matka zrobiła 28.12.12...
- Umarły mi dwa szczurki wczoraj.
- No i bardzo dobrze!

Kiedy ona umrze, powiem to samo. :/

***
Znowu się podszywa. I znowu kłamie (uroiła sobie, że nie gotuję - skąd ona te kłamstwa bierze?!). Usiłuje mi wciskać jedzenie, nie dociera, kiedy mówię, że już powiedziałam nie, więc ma się nie rozgadywać na ten temat (no bo ile razy mam powtarzać to samo? nie znaczy nie). Ale nic innego do powiedzenia nie ma, znowu dzwoni bez powodu, tylko po to, żeby się poznęcać, a nie ma do powiedzenia nic ważnego.

I jak zwykle nęka mnie po odłożeniu słuchawki. A przecież zawsze się wcześniej żegnam, wie, że to koniec rozmowy.

Nawet jednego dnia wytchnienia mi nie daje. Nękanie mnie to stała część dnia, wyrachowana aż do bólu. Nie przepuści.

29.12
Świetny artykuł o toksycznych przemocowcach, idealnie pasuje do matki, która robi wszystko to, co tu piszą.

"Masz prawo być traktowany z szacunkiem. Przez wszystkich tych, których spotykasz.
Masz prawo i obowiązek wobec siebie aby wyrażać swoje uczucia, opinie i potrzeby.
Masz prawo ustalać własne priorytety i wybierać po swojemu.
Masz prawo do mówienia „nie” bez poczucia winy i wstydu. Nawet jeśli komuś się to nie podoba.
Masz prawo mieć odmienne zdanie.
Masz prawo i obowiązek dbać o siebie i chronić się przed fizycznym, psychicznym i emocjonalnym zagrożeniem, wykorzystaniem, nadużyciem.
Masz prawo tworzyć własne, szczęśliwe i zdrowe życie, nawet jeśli wygląda zupełnie inaczej niż życie innych ludzi.

NIKT nie ma prawa Cię obrażać, lżyć, czy krzywdzić, tylko dlatego, że się z Tobą nie zgadza.
NIKT nie ma prawa narzucać Ci własnego punktu widzenia.
NIKT nie może żądać, abyś mu poświęcił całe swoje życie.
NIKT nie ma prawa manipulować twoimi emocjami i wykorzystywać Cię do własnych celów.
NIKT nie ma prawa niszczyć twojego poczucia własnej wartości, ani ciągnąć Cię w dół, tylko dlatego, że nie ma tam innego towarzystwa".

31.12
I wczoraj, i dziś - nękanie. Albo nie chce powiedzieć, z czym dzwoni, albo wręcz wprost mi mówi, że z niczym - po prostu chciała się poznęcać bez powodu. Szczytem wszystkiego był wymysł, żebym dała się zawieźć do niej i pozwoliła się znęcać na miejscu w sylwestra. I nie dociera do niej NIE. Nawet jeśli nie pojmuje, że znęcanie się jest prawnie niedozwolone, to przecież NIE znaczy NIE - i nad czym tu deliberować?! To słowo ma tylko 3 litery i jedno znaczenie - czego tu można nie rozumieć? Jeśli ktoś tak prostego słowa nie rozumie, to może trzeba go ubezwłasnowolnić? W końcu jest zagrożeniem dla innych.

I jak zwykle, ja kończę rozmowę, a ona dalej wydzwania, chociaż wie, że to już był koniec rozmowy. Nie ma wątpliwości co do jej intencji.

***
Znowu się podszywa i mnie nęka. Usiłuje mnie zmusić albo do tego, żebym dała się nad sobą znęcać, albo do oglądania tv, której NIE OGLĄDAM od 11 lat. Przerywa mi czytanie, zasłania mi cały ekran telefonu wydzwanianiem i rozładowuje go, co zaczynam znowu czytać, to znowu mi zasłania, wyłączam to, wracam do czytania, za 2s znowu mi przerywa. NOTORYCZNIE przerywa mi ważne czynności, na złość, bo wie, że mam ZA i nie wolno mi podnosić pulsu.

Nigdy nie spotkałam tak podłej osoby. Owszem, spotykałam podłe, fałszywe, dwulicowe, kłamiące, udające kogoś, kim nie są, ale nawet one nie przerywały mi ani scrapowania, ani czytania, ani nie znęcały się dzień w dzień przez 40 lat!


środa, 28 grudnia 2016

Ćwiczenie z uczuć

Jakiś czas temu przyjaciel podzielił się ze mną ćwiczeniem wyniesionym z terapii. Ćwiczenie polega na tym, żeby kilka razy dziennie przystanąć i skupić się na tym, co się w danej chwili dzieje. Trzeba się zastanowić i nazwać szczerze te emocje. Zapisanie i wysłanie ich komuś bliskiemu motywuje do pracy, podtrzymuje ciągłość ćwiczenia. Oryginalnie ćwiczenie wysyła się sms-em, ale po tygodniu naliczono mi taką kasę za telefon, że wysyłam wszystko mailem. Przyjaciel i tak odczytuje to na telefonie, więc nie robi mu to różnicy. Ja od niego dostaję sms-y właśnie.

Nazwy emocji i uczuć zapisujemy kapitalikami, żeby się wyróżniały, żeby były lepiej widoczne. Łatwiej to potem ogarnąć i zdać sobie sprawę z regularności tych emocji. U mnie widać jak na dłoni, kto niszczy mi życie, a kto i co pomaga żyć. Można się czasami zdziwić, że takie drobiazgi jak scrapy są niezbędne do przeżycia, ale ćwiczenie pomaga ustalić, co jest niezbędne, a co trzeba usunąć z życia. Może się okazać, że całe Wasze życie wisi na jakimś drobiazgu - łatwo sobie wyobrazić, co się stanie, kiedy go zabraknie!

Poniżej kilka moich sms-ów.


13.11
Czuję RADOŚĆ i WDZIĘCZNOŚĆ że mogę Ci ufać i że jesteś. I że zdołaliśmy pogadać. Przy czym small talk jest dla mnie równie ważny bo jako aspie nie umiem tego robić i powinnam ćwiczyć. Czułam się BEZPIECZNIE z Tobą, kiedy zadzwoniła matka. I jakby silniejsza przez Twoją obecność.

Dziś dopiero wstałam, więc czuję głównie ból, bo leki jeszcze nie działają. I WKURW, i ZŁOŚĆ bo telefon nie powiadomił mnie o sms-ach! :/

Czuję BEZRADNOŚĆ, bo nie umiem reagować na uczucia bliskich ludzi. Umiem to tylko objąć intelektualnie i analizować. Czuję SMUTEK, że nie umiem Ci pomóc i zrobić czegoś dla Ciebie, ale terapeutka uczyła mnie o wzajemności przechodniej, więc staram się pomagać jak mogę ludziom na grupie pomocowej i zwierzętom. Czuję RADOŚĆ, że dla Vivy poszło 20 zł za moje zakupy w tym miesiącu. Czuję też RADOŚĆ i WDZIĘCZNOŚĆ, że mi ufasz, że możemy rozmawiać i że mnie wciągnąłeś w to ćwiczenie.

Poczułam ULGĘ po Twoim ostatnim sms-ie.

To, jak teraz wygląda moje ZA, to wynik 5 lat studiów, terapii i ciężkiej pracy. Czuję się DUMNA z tego, bo sobie to zawdzięczam. Nie miałam żadnego wsparcia w dzieciństwie, kiedy można osiągnąć w ZA najwięcej. A moje ZA nasila się z wiekiem, bo ogólnie nasila się EDS. Dokładnie odwrotnie niż w zwykłym ZA u zdrowych.

RADOŚĆ, że nareszcie po kilku latach udało mi się zmusić Last.fm do scroblowania muzyki z yt i Tidala. Jesteś ze mnie dumny? :D

14.11
Czuję się WKURZONA, bo telefon nie znajduje mi części kontaktów i że będę musiała cierpieć do 9.12, bo ortopeda jest na urlopie i nikt inny nie może mi zrobić zabiegu. Oraz że chyba znowu w środę zobaczę matkę. :/ Oraz że nie mogę haftować, bo nadal mam problem z oczami i okulista nie umie tego rozwiązać.

Czytam i słucham Alicii Keys, więc czuję się SPOKOJNA i w miarę ZRELAKSOWANA. Ale dopóki żyje matka, nie będę się czuła bezpiecznie we własnym domu. :( Czytanie to najważniejsza część dnia, potrzebuję go, żeby się nie osunąć całkiem w depresję. Czuję się SZCZĘŚLIWA, że mogę czytać.

Zrobiłam pyszne sajgonki, pierwszy raz smażone, i jestem z siebie DUMNA. To mi daje RADOŚĆ i poczucie, że dzień nie jest stracony.

15.11
To dobra wiadomość. Ja mam podobnie. To ćwiczenie mi uświadamia, ile różnych emocji czuję w ciągu jednego dnia! W tej chwili czuję się DUMNA, że tyle rzeczy dziś zrobiłam. Jutro będzie fajny wpis o pomocy na blogu. :) On też mi uświadomił, że może nie jestem bezużyteczna tak całkiem. Że jednak coś w życiu robię dla innych. Czuję się PODNIESIONA NA DUCHU. ZADOWOLONA. Pojawiły się we mnie jakieś ciepłe uczucia dla samej siebie i mnie to WZRUSZA.

Czuję się ZMĘCZONA bólem i totalnie DOBITA tym, że medycyna nie ma już nic do zaoferowania, bo nie wymyślono jeszcze skutecznych leków pbólowych. Jestem ZBULWERSOWANA dyskryminacją ON - chcą zlikwidować jedyny dojazd do centrum z Tarchomina.

16.11
A ja WIERZĘ w Ciebie i nie mam wątpliwości, że nic nie namieszasz. :) Rano jak zwykle czuję tylko BÓL. Trochę RADOŚCI, że się poparzyłam olejem, więc nie mogłam umyć głowy wczoraj, a z naolejowanymi włosami nie mogę iść z matką do knajpy. :P Czuję też CIEKAWOŚĆ - oglądam filmiki instruktażowe na yt z różnymi sztuczkami w sztuce. Dobrego dnia!

Czuję się ZASZCZUTA, PRZERAŻONA, ZASTRASZONA, WKURWIONA, ZŁAMANA, PONIŻONA, ZMIESZANA Z BŁOTEM, PEŁNA NIENAWIŚCI wobec matki po jej telefonie. Po każdym jej telefonie znika moja siła, którą wykorzystuję na co dzień do powstrzymywania się od samobójstwa.

Czuję SPOKÓJ i tak mi POZYTYWNIE, bo porozmawiałam z niebieskim ptakiem, a Uriel dostał kartkę ode mnie i się tak ładnie cieszy. :) LUBIĘ, kiedy ktoś mnie docenia.

17.11
Jakoś mi teraz DOBRZE i SPOKOJNIE. Zjadłam 2 ostatnie pyszne sajgonki, czytam dziennik Pilcha i słucham Buble. Lubię takie wieczory. Jak jestem w stanie czytać, gotować, robić coś scrapowego, to od razu chce mi się żyć i jakoś łatwiej odpędzać myśli samobójcze.

Ojciec mi napisał, że jutro przyjedzie, i jestem ZDZIWIONA tym, że się z tego CIESZĘ.

Nie rozumiem tego jeszcze, ale CIESZY mnie, że wciągnąłeś mnie w to ćwiczenie. Jakoś teraz bardziej jestem UWAŻNA i zwracam uwagę na to, co czuję. W takiej sytuacji trudno cokolwiek wyprzeć. :)

18.11
Najście matki. Znowu zasłoniła się ojcem. Czuję się PONIŻONA, ZGNOJONA i JAK ŚMIEĆ.

20.11
Czuję się trochę USPOKOJONA, bo czytam Pleijel i słucham Christiny Branco. I ZADOWOLONA, bo dzięki Legimi mam dostęp do książek, których inaczej bym nie przeczytała. I WKURZONA, że znowu robi się ciemno, mimo że to początek dnia.

Telefon matki. Czuję się PONIŻONA, ZGNOJONA i JAK ŚMIEĆ. Zmarnowała mi dzień, jak co dzień.

Czuję RADOŚĆ, bo wniosek na vigil jest wypisany, ale czeka na podpis u konsultanta neurologii. I ZNIECIERPLIWIENIE, bo cholera wie, ile to potrwa. :/

21.11
Dziś mam jakąś trudność w określeniu, co czuję. Niby nadal mam manię i jestem wkurzona na wiele rzeczy, ale matka nie dzwoniła, więc jestem w miarę SPOKOJNA. Nie mam OCHOTY na nic, nawet na czytanie.

22.11
Czuję się SPOKOJNA i RADOSNA, bo Ola u mnie była. Dawno się nie widziałyśmy. Jestem ZESTRESOWANA, bo jutro chyba pojedziemy po wyniki biopsji. Trochę WKURZONA, bo zapomniałam poprosić opiekunkę, żeby mi kupiła tortillę, więc nie mam co żreć. ;) Na szczęście Ola się ze mną podzieliła surówkami. ;)

ZESTRESOWANA! Bo poznałam narzeczonego Oli. Ale też czuję się jakoś tak POZYTYWNIE, bo G. zrobił na mnie dobre wrażenie (w przeciwieństwie do poprzedniego :)), więc się CIESZĘ, że fajny gość ma Olę, a ona jego. :)

24.11
Jestem ZDZIWIONA, jak mi niewiele potrzeba do tego, żeby się lepiej poczuć. Wystarczy, że mam siłę zrobić coś dobrego do zjedzenia i zjeść (dziś pyszna tortilla). Albo móc poczytać fajną książkę i wcale nie musi to być nic z wyższej półki, czytadło też mi sprawia RADOŚĆ. Jak zrobię kartkę, wpis w smashu czy coś pokoloruję, od razu łatwiej odpędzać wizje samobójcze. W gruncie rzeczy wystarcza mi mniejszy ból i mniejsza hipotonia, reszta objawów nie ma znaczenia, mogą sobie być śmiertelnym zagrożeniem, mam je w nosie - przestają mieć znaczenie, skoro i tak mogę zrobić coś, co pozwala mi normalniej żyć.

25.11
Jak co rano - czuję się KOSZMARNIE. BÓL, NIECHĘĆ DO ŻYCIA. Mam wszystkiego dość i chciałabym PRZESTAĆ ISTNIEĆ. Zaczyna się neuralgia. I nie przespałam nocy, bo promazyna nie zadziałała. Hipotonia przez to koszmarna. Jestem WKURWIONA, bo winda nie działa od 3 dni i nie mogę iść na chemię, a już dawno powinnam ją dostać. Od dawna mam boleści, więc tylko czekać na krwotok, a wtedy to już będzie za późno. :/ WKURWIA mnie niekompetencja innych.

Czuję ULGĘ, SPOKÓJ i NIEDOWIERZANIE, że matka dziś nie zadzwoniła. LUBIĘ takie wieczory - książka + film + likier. :)

26.11
Chciałam Ci życzyć miłego dnia poza miastem, ale ten @#$#%^^ komputer mi nie dał. Zwis po każdym ruchu myszką. :/ Więc ja mam dziś generalnie nieustającego WKURWA, że nic nie działa. Uciekam od kompa i uspokajam się czytaniem.

27.11
A ja czuję znowu WKURWA, bo na moim kompie nie da się już zrobić NIC. Ruszenie myszką i próba postawienia gdzieś kursora to już zwis wszystkiego. Twardy reset kilka razy dziennie. A do tego jeszcze matka mnie nęka od wczoraj i usiłuje mi wmówić, że zwariowałam (to znana technika przemocowców - wmawianie ofiarom, że zwariowały, i rozpuszczanie takich plotek), więc znowu czuję się PONIŻONA, ZGNOJONA, NIENAWIDZONA. Ale nadal nie pozwalam się złamać, więc jestem też z siebie DUMNA. Matce nie udało się mnie złamać, nawet jak miałam 4 lata.

28.11
Postanowiłam nie pisać ćwiczenia od razu rano, bo wtedy czuję się najgorzej i mogę pisać jedynie złe rzeczy. Niestety pisanie później wygląda tak samo - WKURW, PONIŻENIE, ZGNOJENIE, ZASTRASZENIE, ZMIESZANIE Z BŁOTEM. Czuję się JAK ŚMIEĆ, mimo że to matka powinna tak się czuć. Znowu usiłuje mi wmówić, że konfabuluję, a winda działa, tylko sobie to uroiłam. Ale skoro tak, to jest to urojenie zbiorowe, bo dotyczy również moich sąsiadów, kurierów, listonosza i opiekunki. Czemu ich matka nie chce zamknąć w zakładzie zamkniętym? Czuję NIENAWIŚĆ do niej. I jest to jedyna osoba na świecie, której nienawidzę. Jedyna tak wyrachowanie podła.

Czuję ŻAL do siebie, że kupiłam matce w tym roku naprawdę ładny prezent na gwiazdkę (i to tylko ze względu na nią, bo ja przecież świąt nie obchodzę). Mogłam te pieniądze wydać na coś innego. Jestem NIEZADOWOLONA z siebie, że znowu dałam się nabrać na to, że matka może się zmieni. WKURW na to, że emocjonalnie nie dostosowuję się do intelektu, bo przecież wiem, że ona się nie zmieni. Chciałabym, żeby ojciec żył jak najdłużej, ale jednocześnie tylko on powstrzymuje mnie od zerwania kontaktu z matką całkowicie. Po jego śmierci matka zostanie całkowicie sama, bez nikogo, ona nikogo nie ma, bo nikt nie chce kontaktu z nią, wszyscy już z nią kontakt zerwali, zostali tylko ci, którzy czegoś od niej chcą. Ona nie ma żadnych wartościowych relacji, bo gardzi ludźmi. CIESZĘ SIĘ, że życie jej się odpłaci. Jestem pewna, że będzie próbowała mnie szantażować pieniędzmi, ale wolę umrzeć, niż dać się jej złamać.

30.11
Od kilku dni mam takie odczucie, że jest powtórka z rozrywki, nasilenie depresji jak 3 czy 4 lata temu. Już niewiele brakowało, żebym się wycofała kompletnie z kontaktu z ludźmi (i to głównie ludzie zawinili, niektórzy). To dziwne uczucie i nigdy jeszcze nie miałam tak, żeby ono się pojawiło w trakcie trwania manii! Pierwszy raz w życiu mam manię, która trwa kilka tygodni. Zawsze trwała najwyżej kilkadziesiąt minut. A tu mam manię, a mimo to depresja w jej trakcie w ogóle nie mija, jest tam nadal i te momenty, kiedy nie chcę żyć, są jeszcze mocniejsze niż w samej depresji bez manii. Więc od kilku dni w ogóle nie rozumiem, co czuję. Na pewno wiem jedno: chcę, żeby mania trwała jak najdłużej, mimo jej minusów (np. wydawanie pieniędzy, których się nie ma), tylko mania jak dotąd sprawia, że trzymam się życia. Bez manii muszę o to walczyć rozpaczliwie, bo matka mnie notorycznie spycha w niebyt. A nie mogę jej dać tej satysfakcji, że mnie wykończy, bo wiem, że się wywinie od konsekwencji jak zwykle. I nie wiem, jak to wszystko ponazywać.

1.12
Czuję ULGĘ, bo winda wreszcie działa. A poza tym same negatywne uczucia, głównie ZMĘCZENIE. Już mam dość bólu, hipotonii. WKURW na ludzką niekompetencję i olewactwo.

Czuję SPOKÓJ. Lubię wieczory, kiedy mogę czytać i czekać na działanie promazyny. :)

2.12
Znowu WKURW. Bo znowu czyjaś niekompetencja. Nie mogę aktywować karty, więc nie mogę dokonać żadnych płatności, tylko dlatego, że bank nie chce mi wysłać sms-a z kodem. Jak wprowadzili ten głupi system, od razu im napisałam, że ja poproszę token, tak jak było, bo z sms-ami będzie właśnie tak jak teraz. Nie chcieli mi przywrócić tokena. :/ I teraz tak. Zamówienie ze sklepu indyjskiego robione w dniu darmowej dostawy przyszło bez chałwy, którą zamówiłam dla ojca pod choinkę. Nie mogę jej dokupić, bo już mi naliczą koszty wysyłki dodatkowo. :/ Znalazłam na allegro coś z tańszą wysyłką (11 zł, więc też nie tak tanio), to nie mogę zapłacić, bo bank nie chce uruchomić mi karty.

Przez moment było mi PRZYJEMNIE i SPOKOJNIE, bo była kosmetyczka. Mogła przyjść, bo wczoraj, po 8 dniach, uruchomili wreszcie windę. ;)

4.12
WKURWIONA, ROZTRZĘSIONA, bo znowu matka uprawia stalking. :(

5.12
Dziś czuję przede wszystkim ZMĘCZENIE. Zmarnowany cały dzień, bo psychiatra przyjmuje o 8:50. Trochę NADZIEI, że nowy lek zadziała. A tak to głównie ZNIECHĘCENIE.

6.12
Poczułam właśnie ULGĘ, bo wypełniłam wniosek o Vigil i zapotrzebowanie na leki na grudzień. Mam z głowy papierkową robotę. Trochę jestem ROZCZAROWANA i PODŁAMANA, że muszę jechać do IPINu znowu - tym razem po dokumentację leczenia z poradni. Gdyby urzędas napisał od razu, o co konkretnie chodzi, to wzięłabym to już wtedy, kiedy byłam u dr W., a nie czekała tyle tygodni, a orzeczenie przez to oddala się w czasie. :/
Znowu WKURW na niekompetencję ludzką - okazało się, że książka w Legimi jest zepsuta, bo wydawca dał im taki bubel, a sami nie sprawdzili, co biorą.
Czuję RADOŚĆ, PODEKSCYTOWANIE, bo polubiłam się bardzo z distress markerami i dobrze mi idzie malowanie stempli. To znaczy, że może jednak będę mogła robić jakieś kartki na sprzedaż. Kiedyś. ;)

7.12
Nie mam dziś w ogóle siły, żeby się zastanawiać, co czuję. :(

9.12
Czuję się WYKOŃCZONA - znowu niekompetencją, niesłownością, olewactwem innych. Kompletnie nie mam na to siły. :/

10.12
Znowu te wszystkie emocje, jak zawsze, kiedy matka się podszywa pod ojca. :/ Ale powoli nadchodzi SPOKÓJ, bo robię kolaże do wywołania. Nikt mi nie chce polecić programu, w którym można by ustalić wielkość zdjęcia po wywołaniu, więc jestem ROZCZAROWANA i trochę ZŁA, bo pytałam już ze 3 razy i nic. :/

11.12
Jestem z siebie DUMNA i czuję ULGĘ, bo zrobiłam 36 kolaży w picasie. Bo nie miałam w czym. O.

Jestem WKURWIONA, bo na tym kompie nie da się nawet kursora gdziekolwiek postawić, żeby nie powiesiło to kompa. :/ A poza tym mam już dość, biorę antybiotyk od tygodnia, a jest tylko gorzej. :/

12.12
Zauważyłam, że jak bezpośrednio walczę o przeżycie, to nie zwracam w ogóle uwagi na to, co czuję, i nie ma to żadnego znaczenia. O ile w ogóle cokolwiek się wtedy czuje. No więc ja chyba nic nie czuję poza tym, że NIENAWIDZĘ takich momentów, bo to nie jest życie. To tylko marnuje cenne dni. :/

13.12
Dziś właściwie nadal nie wiem, co czuję. Ale to chyba w miarę dobrze, bo gdybym była np. wkurwiona, to wiedziałabym o tym na pewno. :P

16.12
Dopiero dochodzę do siebie. CIESZĘ SIĘ, że już mogę w miarę pisać i wycinać, to robię zakładki. ;> Jeszcze nie wiem, co czuję, ale na pewno trochę SPOKOJU, bo matka mnie jeszcze dziś nie nękała. Czuję też ULGĘ, że mam zabieg za sobą, więc powinno być przez kilka miesięcy trochę lepiej z barkiem i nadgarstkiem. STRESUJĘ SIĘ, że nie wiem, co z miednicą, bo nikt nie chce mi robić wlewek dożylnych codziennie. :(

17.12
Mam podniesiony puls, ale raczej nie od żadnego WKURWA, bo nic takiego nie czuję teraz. Ten puls powoduje NIEPOKÓJ, LĘK i ból, bo jest zagrożeniem życia. :/ Zazwyczaj to emocje podnoszą puls, ale dziś jest odwrotnie. I nie podoba mi się ta sytuacja.

18.12
W sumie to mogłabym się dziś czuć całkiem nieźle i spokojnie, gdyby nie to, że już coraz bardziej dusi mnie stres i strach, co matka wymyśli, jaką awanturę, na te święta. Bo nie wierzę, że zachowa się wreszcie normalnie. :(

No i oczywiście miałam rację - matka się awanturuje o święta jak zwykle. Mogłabym po prostu przekopiować wszystkie sms-y na ten temat, bo czuję to, co zawsze w takiej sytuacji. :/

19.12
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony jak zwykle WKURW na cudzą niekompetencję, dziś ze strony 4 różnych urzędasów, którzy nie robią tego, za co biorą pieniądze. Z drugiej strony scrapowanie mnie USPOKAJA i RELAKSUJE. Mam też NADZIEJĘ, że ojciec jakoś wpłynie na matkę, bo dziś ustaliliśmy, że nie pojadę do nich, tylko oni do mnie.

20.12
Czuję NADZIEJĘ, że może matka nie zadzwoni, bo podobno Era ma dziś awarię ogólnopolską. ;>
Jestem z siebie DUMNA, bo scrapuję intensywnie i coś powoli zaczyna mi wychodzić, więc może uda mi się doprowadzić do tego, że będę mogła coś sprzedawać. Kiedyś...
Czuję się w miarę ZRELAKSOWANA, SPOKOJNA, sama nie wiem dlaczego.
Ale też ZESTRESOWANA, bo wizyta opiekunki stresuje mnie zawsze bardzo, mimo że sympatyczna. Jestem mokra od potu z góry do dołu, słaba i trudno mi oddychać. Jestem też WKURZONA, bo konieczność pomocy od kogoś z zewnątrz zmniejsza możliwość spotkań z przyjaciółmi - kontakt zabiera dużo sił, a kontakt z kimś, kto nie jest mi bliski - wyjątkowo. :(

22.12
Czuję ULGĘ i RADOŚĆ, bo dziś te wszystkie książki zajmujące moją kanapę i pół pokoju pojechały do bibliotek na Kresach. Fajnie, że je będzie czytał ktoś, kto lubi.
A tak poza tym to nie wiem, co czuję, bo nie mam siły. Tak ciężko mi się dziś oddycha, że nawet nie mam siły jedzenia zrobić. :(

25.12
Nie mam nawet siły pisać o tym, co czuję, i nie chcę szarpać nerwów na pochylanie się nad konsekwencjami działań matki. Chcę to jak najszybciej wyprzeć.
Tyle tylko napiszę, że się CIESZĘ, że zobaczyłam się z ojcem. I czuję też ULGĘ, że mam to wreszcie za sobą, bo dziś stres był koszmarny. Nadal jestem roztrzęsiona, ledwie trafiam w klawisze, tak mi się ręce trzęsą.

26.12
Czuję ULGĘ, że jednak mogę czytać. Przez ostatnie dni nie mogłam i bałam się, że znowu coś się dzieje, ale okazuje się, że to książki były do kitu. Teraz czytam jakieś ciekawe czytadło i idzie mi dobrze.
Jak zwykle czuję LĘK, że matka znowu będzie mnie nękać.
Czuję ZŁOŚĆ, że organizm ciągle usiłuje mnie zmusić do rytmu nocnego, którego nie chcę, a memotropil nie działa, nawet jeśli wezmę sześciokrotną dawkę. To oznacza nasiloną hipotonię i problemy z oddychaniem, organizm nie funkcjonuje, kiedy śpi. :/

27.12
Jak patrzę na te sms-y, to widzę, że właściwie codziennie czuję to samo. Mam tylko kilka ciągle tych samych źródeł emocji, więc i emocje te same. Gdyby usunąć matkę, to ta stałość by mi odpowiadała, potrzebuję jej. Przez nękanie matki nie mam na nic ani ochoty, ani siły. :/

28.12
Masz rację, jak nie ma bieżących przyczyn, to wyłażą te poukrywane spod spodu. Część z nich mam przerobioną na terapii, a na część szkoda mi czasu, życia i nerwów - bo one znikną, jak tylko zniknie matka. Jak mnie nie nęka przez kilka godzin, to tak dobrze się czuję, że aż nie mogę uwierzyć, że tak można! Można żyć normalnie, można się cieszyć, być radosnym, nawet z EDS! Matka w sekundę dosłownie to wszystko niszczy z takim uporem, z taką zaciętością i nienawiścią, że mnie aż odrzuca. Brzydzę się ludźmi, których cieszy kopanie innych, a już najbardziej obrzydliwe jest dopisywanie do tego kłamliwej ideologii, zamiast szczerego przyznania, że im to sprawia radość.

A ja dziś właściwie czuję SPOKÓJ, bo matka jeszcze mnie dziś nie nękała. Troszkę RADOŚCI, ale umiarkowanie, bo przyszły z ali moje półeczki na markery, ale 2 z 4 są uszkodzone i będę musiała znowu zakładać spór. To mnie STRESUJE, ale też umiarkowanie, bo jak matka mnie nie nęka, to lepiej sobie ze wszystkim radzę. Mam ŻAL do niej, że znowu spowodowała, że nie mogę spędzić świąt z przyjaciółmi, bo muszę odchorować to, co mi zrobiła w wigilię. BRZYDZI mnie jej wyrachowanie i wykorzystywanie sytuacji, kiedy nie ma świadków jej przemocy.

środa, 21 grudnia 2016

Butelka dla edesiaka

Znalazłam butelkę stworzoną dla edesiaka. Nie za duża, nie za mała, z pojemnikiem na leki.


Przypomina trochę termos - zakręca się na podobnej zasadzie, można pić z zakrętki, nie przecieka i też się rozbije, jeśli ją rzucimy na podłogę. Nie trzyma ciepła, ale dzięki temu mieści więcej płynu niż termos. I jest lżejsza.


Pojemnik na leki wygląda tak jak pojemniczki sprzedawane osobno, ale się nie zgubi. Nie otwiera się sam z siebie i nie odrywa się paznokcia od mięsa przy próbie otwarcia.


Pijemy z zakrętki, ale otwór jest na tyle duży, że można i z gwinta.


Butelka ma 4 nóżki, dzięki czemu nie sturla się nam z biurka. 

Kosztuje 5 USD i można ją kupić tutaj

piątek, 16 grudnia 2016

Nadrabiam zaległości blogowe

To będzie notka zbiorcza, bo mam kilka rzeczy do napisania. Przede wszystkim meltdown gigant już nadszedł. Spodziewałam się go od miesięcy, próbowałam go odsunąć od siebie i przyklepać, ale nie miałam w tym niczyjej pomocy niestety, wręcz przeciwnie. I tak to ciało jakimś cudem wytrzymało 2 lata od poprzedniego takiego stanu. Jakie konsekwencje się z tym wiążą - już wiecie z poprzedniego razu. Teraz dodatkowo postanowiłam, że nie będę już codziennie bez przerwy ryzykować życia - czyli nie będę już zezwalać na podnoszenie mojego pulsu nikomu, również przyjaciołom i innym ludziom, których lubię, bo to ja potem muszę ponosić konsekwencje, czuć się jeszcze gorzej, a nie jestem bohaterką, która poświęcałaby się bardziej, niż sama chce.

Wrzucałam kiedyś na bloga (a na fp nawet kilka razy!) wykres, co kto może mówić do osoby w moim położeniu bez krzywdzenia jej. Ja się do tego stosuję od dziecka, teraz pora wymagać tego od innych. Z pomocą jest podobnie - pomagać trzeba umieć tak samo jak tę pomoc przyjmować, ale są to dwie różne umiejętności, których trzeba się nauczyć oddzielnie. Jeśli którejś nie umiemy - nie rzucajmy się na ślepo na głęboką wodę, bo można tym tylko kogoś mocniej skrzywdzić. Pomoc zawsze musi być na warunkach osoby, która tej pomocy potrzebuje, bo tylko ona zna warunki, jakie stawia choroba - bo to do niej trzeba się dostosować. I muszą to zrobić obie osoby, i ta, która pomocy potrzebuje, i ta, która jej udziela. Tu nie ma miejsca na widzimisię. Mnie 6a nie daje żadnego wyboru, więc dlaczego oczekuje się, że ja go dam osobie pomagającej? Ja nie odpowiadam za 6a i nie wybieram objawów. Właściwie to nawet nie ja potrzebuję pomocy, tylko 6a, bo o cokolwiek dla siebie nie prosiłam chyba nigdy. :( Ta pomoc to zawsze zmniejszanie objawów 6a, a nie spełnianie moich marzeń i potrzeb. W 6a nie mam prawa do niczego, taka jest prawda. Nie ma miejsca na robienie tego, co się chce, jest tylko miejsce na robienie tego, czego wymaga choroba, a i w tym przypadku nie ma szans, żeby zrobić wszystko, co jest niezbędne. Nie w tym kraju.

Więc proszę raz jeszcze - nie dokładajcie mi. Nie dokładajcie nikomu w podobnej sytuacji. Nie narażajcie cudzego życia - nie jest Wasze. Nikt nie ma prawa tego robić, chyba że odpłacacie bandycie pięknym za nadobne. Ja nigdy bandytą nie byłam, więc pora wymagać tego, co się daje innym. A ja nikomu nie zagrażam, więc niech to działa i w drugą stronę.

Ja się na razie wyautowuję, jak już napisałam wczoraj na fp (tylko tam są wieści na bieżąco). Nie wiem, ile to potrwa tym razem. Jakieś posty będą, bo już są napisane. Do dzisiejszego napisałam tylko wstęp - na tym kompie i jednym palcem za dużo nie da rady napisać, a nie wiem, kiedy będzie nowy komp i kiedy zacznie działać volon (w zasadzie już powinien).

***
Teraz kilka przydatnych wiadomości, które mogą się przydać innym szóstkom.

Wygląda na to, że znalazłam wreszcie nową psychiatrę. Na NFZ, więc czekałam kilka miesięcy. Nie wiem, ile wie o 6a (trochę rzeczy jej zreferowałam - HL i GOMD w pierwszym rzędzie) i na ile będzie chętna się dokształcić, ale już na pierwszym spotkaniu zwróciła moją uwagę na rzeczy, których nie zauważył nikt wcześniej. Np. na to, że zmienność nastrojów i utrzymująca się dziwnie długo mania może wynikać nie z tego, że mam chorobę dwubiegunową, ale z tego, że mam zaniki korowe w płatach czołowych. Krótko mówiąc, demencja w tym miejscu powoduje właśnie takie objawy jak w dwubiegunówce. Jeśli tak, to nie będą raczej działać leki na typową dwubiegunówkę, a leków na demencję naczyniową po prostu nie ma. Można próbować podziałać objawowo - dostałam nowy lek, którego nie brałam wcześniej - nemdatine. Na razie na 2 miesiące, a potem się zobaczy.

I to jest ten moment, kiedy chcę zapytać - czy ktoś z 6a już to brał i jakie były efekty. Takich momentów jest kilka dziennie. I nikt mi na te pytania nie odpowie.

Psychiatra wpadła też na pomysł, że komisji ds. orzekania o niepełnosprawności, która wstrzymała proces mojego powtórnego orzeczenia, może chodzić np. o kopię karty z poradni psychologicznej w IPINie, gdzie leczyłam się, dopóki mój lekarz nie odszedł z pracy i z NFZ. Może tak, może nie - komisja nie napisała, o co jej konkretnie chodzi, więc wszystko robię w ciemno. W sumie ta karta to jedyny ślad leczenia psychiatrycznego po 2013 roku, nie wiem, co innego mogłabym im dostarczyć. Ale tu znowu problem - raczej nie wydadzą tej karty nikomu bez upoważnienia, a nie wiem, czy mogę je po prostu napisać odręcznie i komuś dać. Na stronie nic nie ma na ten temat, a ja już nie mam siły, żeby się tym zajmować. TEGO WSZYSTKIEGO JEST ZA DUŻO. Rząd faworyzuje tylko dzieci, zezwalając im na opiekuna prawnego, który wszystko za nie odwala, a po ukończeniu 18 lat - umieraj, bo sam tego nie ogarniesz, skoro jesteś w takim stanie, w jakim jesteś. :( Właściwie to najbardziej jestem zmęczona właśnie tym - że rząd skazuje dorosłych na śmierć.

***
Nie wiem, od czego zacząć w tej sprawie. ;) Może najpierw pytanie - czy ktoś zna jakiś sposób na szybkie uzupełnienie potasu w organizmie? Dożylne w 6a nie wchodzi w grę, a poziom mam tak niski, że w każdej chwili może mi stanąć serce. Biorę cytrynian magnezu (siarczan nie wchodzi w grę), ale jakoś efektów nie widać. Już nawet nie chodzi o to, że notorycznie jestem mokra z góry do dołu jak przy menopauzie (i ma to też konsekwencje takie jak wtedy, czyli np. możliwość uduszenia się od zapalenia górnych dróg oddechowych i problemów z samodzielnym odkrztuszaniem), ale brak potasu zwiększa zagrożenie i poprzez nasiloną hipotonię, i poprzez pęknięcie serca/tętnicy. Teraz wystarczy, że kiwnę palcem na myszce i już mdleję, bo nie mogę oddychać, a nie mogę, bo puls się podnosi z wycieńczenia. :/

Straciłam potas właściwie bez powodu. Wyglądało to dokładnie jak reakcja na laktozę, tyle że żadnej nie jadłam! W dodatku zdarzyło się to w 7. dniu przyjmowania xifaxanu właśnie na jelita. I znowu zadziałał tylko węgiel. W 6a żadne leki nie chcą działać na jelita, bo te są wiotkie i nie chcą działać jak jelita, które mają kolagen typu 1 w normie.

***
W środę udało mi się wreszcie dojechać do ortopedy właściwie na proloterapię (tak chyba można to nazwać :)). Dr ostrzyknął nadgarstek volonem, a bark - diprophosem. Bark i łopatka to ostatnie bastiony - tylko tam działa jeszcze diprophos, w innych miejsca już od dawna nie, dlatego bawię się w sprowadzanie volonu. Dr stara się, żeby nie przekraczać maksymalnej dawki, ale praktycznie zawsze tę dawkę wyczerpuje już sam nadgarstek. I na niego najsłabiej te leki działają. Nie wiadomo, dlaczego dzieje się to, co się dzieje. Nie wiadomo też, dlaczego volon działa. Co prawda średnio działa, no ale lepiej, żeby bolało w miarę, niż tak, że nie da się wytrzymać. Po zabiegu ból się nasila, przez jakieś 2 dni nie można nawet kiwnąć palcem (to nie przenośnia!). Jest tak źle, że się myśli, że na bank jakiś nerw został uszkodzony. Od reakcji powstrzymuje jedynie świadomość, że tak było zawsze, więc trzeba odczekać.

Volon ostatnio bardzo podrożał, o kilkaset zł. Dr znalazł coś podobnego o połowę tańszego, więc następnym razem pewnie dostanę receptę na to właśnie (zapomniałam nazwy).

Z ostrzykiwania stawów biodrowych i miednicy zrezygnowałam. I tak zapłaciłam 400 zł, a poza tym skoro na miednicę działają leki rozkurczowe, to muszę szukać jakiegoś innego sposobu. Oczywiście doustnie nie działa nic, tylko dożylnie. Ale jak zorganizować kogoś, kto by mi dożylnie cokolwiek podawał codziennie? Z hospicjum już nigdy więcej się do mnie nie odezwali. Chyba będę musiała się jednak wybrać do mojej nowej dr pierwszego kontaktu i porozmawiać, jak ona to widzi. W dodatku w szpitalu działała nospa, która w 6a nie działa (przynajmniej doustnie) i nie ma jej w postaci zastrzyków, więc w grę wchodzi tylko kroplówka właśnie. Co ciekawe, leki przeciwspastyczne działają jedynie na mięśnie oddechowe, na ból w ogóle.

***
Jeszcze jedna rzecz. Drobna, ale upierdliwa. W życiu edesiaka jest takich cała masa na co dzień, ale się o tym nie mówi. Kilka dni temu zbiłam szklaną miseczkę, szkła się rozsypały po podłodze w kuchni. W jedno wdepnęłam i wbiło mi się w stopę jak drzazga. Minął tydzień, a ono nadal tkwi w stopie. Ja już nie jestem w stanie zadać sobie więcej bólu. Mam coraz większy problem z samodzielnymi nastawieniami dyslokacji, coraz słabiej mi idzie zmuszanie się do zadania sobie bólu, nie wiem, z czego to wynika, z demencji? z tego, że już nie wytrzymuję bólu? Nie wiem. Ale ta rana na stopie się ślimaczy, wiadomo: w EDS wszystko się źle goi. Pomyślałam, że samo się zagoi - albo mi to szkło wrośnie, albo raczej organizm je wydali. No i jakoś nie wydala. Jest, boli, przeszkadza w chodzeniu, nie mogę założyć skarpetki, nie mogę zgiąć stopy - bo wtedy boli dużo bardziej. A mimo to nie jestem w stanie się zmusić, żeby to szkło wyjąć. No po prostu nie.

***
Taka jest codzienność w 6a.

Od ortopedy musiałam wrócić taksówką, bo transport dla ON można zamawiać tylko na miesiąc wcześniej, a do tego trzeba mieć orzeczenie. A ja nie mam orzeczenia, bo nie mam dokumentów. Nie mam dokumentów, bo szpital? rząd? nie pozwala ich przesłać elektronicznie, a ja nie jestem w stanie nigdzie jeździć i się użerać. Dlaczego komisja nie weźmie tych dokumentów bezpośrednio ze szpitala? Po co im jest potrzebny niemożliwy wysiłek ciężko chorego człowieka? Czemu się nad nim tak znęcają? Przecież gdyby mógł robić to, czego od niego wymagają, nie potrzebowałby orzeczenia!

Moja neurolog to rozumie. Wydała wniosek mojemu przyjacielowi bez żadnych pozwoleń - po prostu napisałam jej mailem, kto przyjedzie. Poradnia nawet żadnych pozwoleń by nie potrzebowała, gdyby wysłała dokumenty bezpośrednio do komisji z pominięciem mnie. Już nie wspomnę nawet o przypadkach, w których komisja przyznała orzeczenia osobom wcale nie niepełnosprawnym (osobiście znam!), a zawyżała stopień, robiła problemy lub odmawiała orzeczenia osobom rzeczywiście niesprawnym (też znam). Z moich obserwacji wynika, że najgorzej jest w małych miastach, gdzie się to odbywa po znajomości. Przykre, że nikt nie ma nad tym kontroli. Blog jest o jednej pacjentce z 6a, ale przecież takich przypadków jest całe multum. Generalnie im bardziej chora jesteś, tym gorzej jesteś traktowana przez państwo i wszelkie instytucje. I ogólnie przez większość ludzi w otoczeniu, co jest tym bardziej przykre, że oni doskonale wiedzą, co robią, a legitymują się empatią. Wśród aspich (którzy rzekomo empatii nie mają) tak się zachowują tylko te osoby, które mają również psychopatię, i to taką bez kodeksu moralnego. Taka z kodeksem muchy nie skrzywdzi, za to ma mnóstwo świetnych cech. Coraz bardziej się dziwię, że wcześniej nie brakowało mi kontaktu z innymi aspimi.

***
Wybaczcie, że znowu hurtem. Na bieżąco jest tylko na fp, ale statusy nie nadają się na notki blogowe, więc ich tu nie ma. Nie jestem w stanie inaczej.

piątek, 9 grudnia 2016

Aspergerowskie gniotki :)

Kilka dni temu Katia pisała o różnych sensorycznych dynksach dla aspich ze sklepu Afiti i przypomniało mi się, że kilka z nich już miałam. Niestety nie zdały egzaminu. Wejdźcie w Małą motorykę i pooglądajcie, może znajdziecie coś, co Wam przypasuje.

Ja miałam wcześniej sprężynkę tęczową - nie zdała egzaminu, nie bardzo wiedziałam, co można z nią robić, a samo przekładania z ręki do ręki nic mi nie dawało. Była ładna - do patrzenia, ale już nie do zajęcia rąk. To twardy plastik, wyginanie go grozi zepsuciem sprężynki, więc jak właściwie mam się tym bawić? :)

Nakładki na ołówki i długopisy już Wam recenzowałam na blogu, więc wiecie, że w 6a nadają się jedynie te trójkątne. Polecam za to ergonomiczny długopis - jeden z lepszych, jakie miałam.

Miałam też piłeczkę kolczastą do masażu - była dość przyjemna, ale nieduża, więc mi się gdzieś zawieruszyła.

W tej chwili wygrywa ludzik gniotek oraz piłeczka w siatce.

Ludzik ma chyba w środku drucik, bo można go wyginać dowolnie. Jak się jest wkurzonym, można go zwinąć prawie w kulkę i cisnąć, trochę jak voodoo. ;>


Z kolei piłeczka ma niesamowitą konsystencję i jest miła w dotyku. Brzmi może przeciętnie, ale ja się od niej uzależniłam natychmiast - kocham dotykać tych kuleczek wychodzących przez oczka w siatce - rękami i policzkiem. Są chłodne i aksamitne. Niesamowicie to uspokaja i przede wszystkim absorbuje ręce (zawsze mam z tym problem, od zawsze muszę mieć coś w rękach, bo inaczej źle się czuję). Fajnie byłoby nosić taką kulkę w każdej torebce.

Jest jednak pewien problem. Producent nie pomyślał, że ZA jest częstym objawem EDS i bardzo łatwo tą kulką zdyslokować palce i śródręcze, a nawet jeśli nie, to sprawia ból. Trzeba niestety bardzo mocno nacisnąć, żeby te kuleczki wyszły. Inaczej jest to tylko miękka kulka żelowa. W dodatku ma taki jakby klips spinający siatkę, który irytuje potwornie, i obawiam się, że go oderwę w końcu. Nie wiem, czy wtedy kulka nie przestanie działać. Siatka powinna być zszyta bez tego klipsa.





Z zabawek, które jeszcze chciałabym kupić później, przemawiają do mnie - szczurek, kościotrup do wyginania, piłeczka do ugniatania, kulka z brokatem. Bardzo, ale to bardzo chciałabym piłeczkę sferyczną, ale ta jest już wyraźnie droższa. Marzą mi się też gniotki i kule wodne z brokatem, ale nie widziałam ich w Polsce w ogóle.

Zajrzyjcie tam, może znajdziecie coś dla siebie. ;)

Edit: Uważajcie, siatka z gniotka przecina skórę na palcach. :( Nie do krwi, ale jest to tak bolesne jak przecięcie papierem, i trochę utrudnia gniecenie ;)


Edit: Dostałam jeszcze jednego od przyjaciółki :D



Edit 21.01: Zamówiłam nali jeszcze 2 gniotki. Są tańsze niż te w Polsce, mimo że wszystkie są prdukowane w Chinach. Ten winogronowy jest mniejszy, ale dużo lżejszy, wystarczy delikatnie nacisnąć i efekt już jest - zupełnie nie dyslokuje i nie powoduje bólu! Jego siatka nie przecina też skóry. Nie ma również tego irytującego plastikowego dynksa.

Jajko jednak wygrywa pod każdym względem. Bałam się, że będzie tak twarde jak te piłeczki antystresowe - nie da się ich w ogóle ścisnąć. Ale nie, jajko jest mięciuteńkie! Jak delikatny żel. Żółtka się przelewają w środku, można je miętosić, pukać w nie - tak zabawnie się wtedy odbijają. Uzależniłam się od tego jajka. ;D





czwartek, 1 grudnia 2016

#przemoc

Postanowiłam publikować przemocowe notki zbiorczo, raz na miesiąc. Inaczej na blogu byłoby głównie o przemocy. Matka nie ustaje w staraniach. :(

2.11.16
Odkładam słuchawkę po skończonej rozmowie z tatą. Za chwilę telefon znowu dzwoni. Myślę, że tacie coś się przypomniało, ale nie, to matka znowu się pod niego podszywa.
Zaczyna rozmowę:
- Musisz jeść codziennie jajko! Na pewno masz nieświeże!
Ani jedno, ani drugie zdanie nie jest prawdą. Jajka mam świeże, a dietetyczka nie każe mi jeść codziennie jajek, to kolejny chory wymysł matki.
Nie pamiętam już, ile razy mówiłam jej, że ma mnie nie pouczać i nie kłamać.
Odkładam słuchawkę.

4.11.
Dziś byłam umówiona z ojcem, mieliśmy jechać do T-Mobile. Zadzwoniła matka (już po tym, jak nadaremno wstałam zbyt wcześnie, więc będę mieć zmarnowany dzień), podszywając się, i powiedziała, że nigdzie z ojcem nie pojadę, bo ona ma inne plany. Jak zawsze myśli tylko o sobie, innych ma gdzieś.
Usłyszałam też znowu, że mam odstawić leki.

***
Chciałam zrobić kartkę w postaci kolażu. Do takich celów miałam od dawna poodkładane gazety z kolorowymi zdjęciami. Okazało się, że ich nie ma. Tak, to znowu matki sprawka. Nie wiem, do czego jej to potrzebne. Już je czytała, to od niej je dostałam do pocięcia, inaczej by je wyrzuciła na śmietnik. Nie zostawiła ani jednej, a wie, że ja takich nie czytam i nie stać mnie na kupowanie ich tylko po to, żeby je pociąć. :(

5.11.
Kiedy byłam dzieckiem, matka regularnie czytała moje pamiętniki wbrew mojej woli. Teraz, kiedy byłam w szpitalu, zrobiła to znowu. Dziennik piszę na kompie i matka nie ma dostępu, ale mój prywatny smashbook istnieje fizycznie, jak to smashbook, matka go obejrzała i przeczytała - nie mogę mieć prywatności we własnym domu!!! - a do tego zniszczyła. Spirala w smashu jest zawsze zbyt wąska i kartki trzeba przewracać w specyficzny sposób, nie byle jak i na siłę, bo w ten sposób się je zniszczy. Matka to właśnie zrobiła. Tak wyglądają pouszkadzane przez nią strony:


Do tego całkowicie zniszczyła specjalną gumkę do zabezpieczania smasha. Gumki specjalnie się kupuje, zestaw 2 gumek to 11 zł plus kilkanaście zł za wysyłkę. Musiałam odkupić, bo matka nie dość, że na siłę ją rozciągnęła, więc już nie trzyma, to jeszcze rozerwała ją prawie całkowicie. Nie wiem, co trzeba robić, żeby tak zniszczyć tego rodzaju gumkę. To się nie zdarza, to trzeba zrobić specjalnie i celowo. :(
Gumka jest prosta i gładka, nie ma prawa się tak zwijać - to świadczy tylko o tym, że matka rozciągnęła ją duuużo ponad miarę. :(


I tak jest cały czas, jak tylko spuścić ją z oczu - natychmiast grzebie, gdzie się da, zabiera rzeczy bez pozwolenia i niszczy, co tylko może. :(

7.11.
Umówiłam się z ojcem do T-Mobile. Pół godziny przed umówioną godziną, dzwoni telefon. Nie, to nie ojciec, to matka się znowu pod niego podszyła i mi obwieszcza, że "jedziemy". Jakie "jedziemy"? Ja się umawiałam z ojcem, nie z nią. Przecież jak ona tam będzie, to nic nie załatwimy, będzie przemoc od pierwszego słowa, zamiast "cześć" na przywitanie. Mało tego, pouczanie ("masz jeść co najmniej jedno jajko dziennie!"), zastraszanie i szantażowanie zaczęło się już przez telefon, zanim w ogóle się spotkaliśmy! Zgodnie z moimi przewidywaniami.

I po co ta niebieska karta? NIC się nie zmienia. Policja matki nie pilnuje, za przemoc nie została w ogóle ukarana. Matka ma policję za nic, ona ma znajomości, osiedle policyjne jest praktycznie połączone z jej osiedlem, to jeden teren, sami znajomi. Nie mam żadnej ochrony - niebieska karta w żaden sposób nie chroni ofiary, mało tego, oprawcy wolno się kontaktować i nadal stosować przemoc! To po co w ogóle ta niebieska karta?! Nie dziwię się już, że ofiary jej nie zakładają - przemoc się wtedy tylko eskaluje, a ochrony żadnej nie ma.

Edit. Znowu miałam rację. Matka w salonie udawała milutką i grzeczną mamusię, do rany przyłóż, a natychmiast, jak tylko wyszliśmy, zaczęła mnie obrażać, znęcać się, kłamać, wymyślać mi choroby, aż ojciec zwrócił jej uwagę (ojciec, który uważa, że ona mnie "kocha"!). To nie pomogło, nigdy nie pomaga. W dodatku miała iść do sklepu, a my - do Wawy, ale mimo to odprowadziła nas bez powodu do samochodu, żeby móc przez ten czas się znęcać nade mną. Wszystko robi pod publiczkę. Milusia jest dla innych, udaje grzeczną i spokojną, przez co ludzie nie wierzą, że jest oprawcą, dają się jej nabierać. Jak tylko zostaje ze mną sama, to się zaczyna. I nie ma szans, żeby się zmieniła, ona wcale nie ma zamiaru się zmieniać. To wystarczający powód, żeby zakazać jej zbliżania do mnie, a mimo to policja jeszcze żąda "dowodów". Jak mam mieć dowody, skoro w obecności świadków matka udaje idealną?

8.11.
Matka dzwoni, podszywając się znowu pod ojca. Przesłuchanie - kiedy będę miała wyniki biopsji, bo sobie wyobraża, że jej powiem, jakie będą, żeby je znowu przeciwko mnie wykorzystała i jeszcze rozpowiadała o tym do obcych ludzi, których nazywa "rodziną", a którzy nigdy w życiu nie przysłali mi nawet pocztówki, a teraz wyzywają od "wariatek". Matka sobie również życzy, żebym przestała pisać bloga. Wtedy miałaby władzę w ręku już całkiem i mogłaby mnie gnoić jeszcze bardziej po kryjomu. To wygodne, nie?

11.11.
Znowu wydzwania, podszywa się i poucza mnie, jak mam gotować, chociaż ona nie ma najmniejszego pojęcia o gotowaniu. Każe mi kombinować, chociaż wiadomo, że nie wolno kombinować, bo jak tylko się spróbuje, to potrawa ląduje w kiblu, bo nie da się tego jeść.
Znowu kłamie, że "powinnam" jeść codziennie czerwone mięso i jajko - nie wiem, liczy na to, że już tak mam posuniętą demencję, że zapomniałam, jakie mam zalecenia od dietetyczki?! Dziwne, bo przecież wmawia mi, że nie mam zaników korowych, które mam.

Udaje, że chce mi pomóc, ale każda moja prośba kończy się wyśmianiem i olaniem. Prosiłam, żeby zadzwoniła do dentysty zapytać, czy leczy pod narkozą - nie zadzwoniła, tata zadzwonił. Prosiłam, żeby mnie umówiła do psychiatry (bo w końcu muszę uzupełnić te papiery do orzeczenia) - obraziła mnie, poniżyła i nie zadzwoniła. Prosiłam o mleko sojowe (bo pytała, czego potrzebuję) - nie kupiła. I tak jest ze wszystkim. A potem wciska mi zakupy nie dla mnie, tylko dla siebie, czyli takie, od których ona ma ciążowe brzuszysko, a których mnie nie wolno jeść, i mnie obraża, że tego nie jem. Potem rozpowiada w rodzinie, jaka to ona dobra, a jaka ja niewdzięczna.

Miała nie wydzwaniać, bo zmieniłam telefon, nie mam żadnych kontaktów, więc nie będę tym bardziej odbierała obcych niezidentyfikowanych numerów, to nie pisze maili, tylko wydzwania mi na złość i szantażuje, że jak nie odbiorę, to przyjedzie.

Leków nadal nie oddała. Za to przeszukała Internet, sprawdzając każdy mój lek - do tego się posuwa w szpiegowaniu. A teraz mnie znowu napada, że ona wie lepiej od lekarza, których leków mam nie brać. Namawia mnie jawnie na samobójstwo, bo inaczej nie można tego nazwać!

Dlaczego policja pozwala jej na tę przemoc?! Gdzie jest ochrona ofiary?!

***
Siedzimy z kociem, który przyjechał pomóc mi ustawić nowy telefon. 21.30. Dzwoni ojciec. Ojciec o tej porze śpi, więc od razu myślę, że coś się stało. Niestety - to matka znowu się podszyła.
- Co robiłaś na obiad? [takie przesłuchanie ni z gruszki, ni z pietruszki, żadnego "cześć" czy coś]
- Nie mogę teraz rozmawiać.
- Co robisz? [ignoruje to, co powiedziałam, udaje, że nie słyszała]
- Nie mogę teraz rozmawiać! [mówię głośniej]
- Córciu, Jezu, daj się uratować!
Odkładam słuchawkę. Jak trzeba kogoś nienawidzić, żeby mu tak powiedzieć, wiedząc, że nie może rozmawiać?!
Z nachodzeniem bez ostrzeżenia jest tak samo - a co gdybym akurat leżała goła z facetem w łóżku? Ano nic, jej to przecież nie obchodzi, co sam kocio zauważył.
I fakt, że jej to powiem, niczego nie zmienia. Pozwala mi w sobie tego nie tłumić, ale zmiany żadnej nie będzie, bo matki nie obchodzę ani ja, ani moje zdrowie, ani moje życie.

12.11.
Matka się podszywa.
- Co, spałaś pewnie. [znowu żadnego dzień dobry, ale już nie podoba jej się, że za długo czekała, aż odbiorę]
- Nie i nie kłam.
- Robiłaś te sajgonki? [podała mi przez ojca papier i makaron ryżowy i teraz kontroluje, bo uważa, że jedzenie daje jej prawo do kontroli nad moim życiem]
- Nie, może jutro zrobię, cześć. [z jakiej racji znowu mnie przesłuchuje? niech sąsiada zapyta, co ma w garnkach]
- Czekaj! Wyślemy ci informację o opiatach, cośmy wzięli ze szpitala!
[odkładam słuchawkę i już nie odbieram; ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, że to psycholka? :/ Po co w ogóle był ten telefon, skoro nie miała żadnej sprawy?!]

13.11.
Znowu się podszyła.
- Robiłaś już te sajgonki? [znowu przesłuchanie]
- Nie, bo nie wyrzucę jedzenia, które już mam zrobione. Co chcesz?
- Przypomnieć ci, że masz jeść jajka i mięso. [czyli jak zwykle nic nie chce, tylko się poznęcać]
- Cześć.
Odkładam słuchawkę. Nie odbieram, jak potem wydzwania (a robi to zawsze, nie nauczyła się nadal, że ma rozmawiać, a nie być przemocowa; ona nie ma zamiaru się zmieniać).
Po co był ten telefon?

***
Pisałam już o tym, że matka przetrzepała mojego prywatnego smashbooka, zniszczyła strony i gumkę. Nie tylko. Z tyłu smasha miałam przymocowane kartki od znajomych. Matka tak bardzo chciała przeczytać moją prywatną korespondencję, że jedną z kartek całkiem wyrwała. :/ Ta kartka była przymocowana tak jak ta obok.


14.11.
Zadzwonił tata i zaprosił mnie na okonki. Niestety pod warunkiem, że pojedzie z nami matka. Zrobiło mi się przykro i dość obrzydliwie, bo to pomysł matki. Obmyśliła sobie, że skoro nie pozwalam jej się nad sobą znęcać przez telefon (w ostatnich dniach od razu odkładałam słuchawkę), to to jest sposób na znęcanie się nade mną. Ona wie, że chciałabym spędzić trochę czasu z ojcem, więc się wtrynia. Z T-Mobile było tak samo - mogła każdego dnia pójść do salonu, ma go pod nosem, ale specjalnie odczekała i poszła tam wtedy, kiedy ja.
Nie wiem, co będzie z tymi okonkami. Pewnie się skuszę mimo wszystko.

***
No i znowu. Podszywa się pod ojca, bo wyszedł. Nie mówi, o co chodzi, więc pytam.
- Konkretnie o co ci chodzi?
- Bo czytałam dziś o niedoborach.
- Przestań! Mam dość wysłuchania tych bzdur! O co ci KONKRETNIE chodzi! [powtarzam jeszcze raz]
No bo się martwię o ciebie!
Odkładam słuchawkę. Mam dość bzdur. Tak się martwi, że to ze zmartwienia i miłości ukradła mi leki, usiłuje mnie zmusić do samobójstwa i się nade mną znęca.
Po odłożeniu słuchawki wydzwania nadal. Jak zwykle ma gdzieś, że nie chcę kontaktu. Nigdy jej nie obchodziło moje dobro.

16.11.
Matka wczoraj się podszyła pod ojca, ale rozmowa była w miarę normalna. Już sobie narobiłam nadziei, ale okazuje się, że jak zwykle niesłusznie. Matka zachowywała się normalnie pod publiczkę, przed innym człowiekiem - miała w mieszkaniu machera, który zakładał telewizję kablową, więc nie mogła się publicznie zdradzić ze znęcaniem. Czyli typowo: przed ludźmi udajemy dobrą mamusię, a jak nie ma świadków - znęcamy się bez opamiętania.

Dziś już nie było machera i znęcanie się sięgnęło zenitu. Umówiliśmy się wczoraj, że nie jadę dziś z nimi nigdzie. Poparzyłam się gorącym olejem, więc nie mogłam umyć włosów (a mam naolejowane, ciągle teraz olejuję, bo wypadły mi już prawie wszystkie) ani nałożyć gumki (bo to właśnie TE palce). Dziś matka dzwoni i się zaczyna.
- Masz zaburzenia psychotyczne! Masz zaburzenia psychotyczne! [tak, zacięła się na swoim urojeniu, które ma, tak jak mitomanię; za to ja nie mam zaburzeń psychotycznych akurat]

Odkładam słuchawkę, ale wydzwania znowu. Odbieram tylko po to, żeby się upewnić, że dotarło - ma tu pod żadnym pozorem nie przyjeżdżać i do mnie nie wydzwaniać. Krzyczę, bo nie słuchała, co mówię, tylko trajkocze bez przerwy. Nie przestała mówić ani na sekundę, w czasie, kiedy ja mówiłam, ona 4 razy powtórzyła to samo urojenie:
- Czy ty widzisz, co się z tobą stało? Czy ty widzisz, co się z tobą stało? Czy ty widzisz, co się z tobą stało? Czy ty widzisz, co się z tobą stało?
 Odkładam i już nie odbieram.
Każde moje odebranie telefonu (bo myślę, że to ojciec dzwoni) to dla niej kolejna szansa, którą ma gdzieś i której nie zamierza wykorzystać. To mówi wszystko o jej intencjach, ale dla policji to ciągle za mało.

Ona ma gdzieś moje zdrowie, życie i bezpieczeństwo, więc powiedzenie, że ma tu nie przyjeżdżać, nie gwarantuje mi żadnego bezpieczeństwa. Zastraszyła mnie skutecznie, przy każdym dźwięku na klatce schodowej sztywnieję ze strachu, bo to może być ona. Gdyby nie zasłaniała się ojcem, po prostu bym jej nie wpuściła.

Po każdym jej telefonie znika moja siła, którą wykorzystuję na co dzień do powstrzymywania się od samobójstwa. Ale jeśli się zabiję, to ona będzie mieć satysfakcję, której za wszelką cenę nie chcę jej dać. Matka nasila zespół lękowy. Cały dzień mi zniszczyła nieodwracalnie. I robi to z każdym dniem.

Jeśli kiedyś nie uda mi się powstrzymać od samobójstwa, to ona będzie winna, i chciałabym, żeby ktoś postawił jej zarzut podżegania do samobójstwa, znęcania, i skazał prawomocnym wyrokiem.

***
Postanowiłam, że oddam matce wszystko, co mi naznosiła jak do składziku. Chcę mieć w mieszkaniu tylko to, co tu pasuje stylistycznie i jest ładne. Żadnego barachła, brzydkiego i niepasującego. Dziś przyszły poszwy na poduszki 45x45 cm zamówione jeszcze we wrześniu. Miałam poduszkę w takim rozmiarze kupioną specjalnie w Ikei już dawno. I co? Nie ma jej! Nigdzie! Wcześniej leżała na moim łóżku, ale znikła, dziwiłam się dlaczego. No to już wiem dlaczego. :/ Nie odzyskam jej już pewnie, tak jak ukradzionych leków. :(

***
Znowu się podszywa. Obraża mnie, wmawia mi choroby, których nie mam. Wymyśla badania hormonalne, których nie muszę robić, bo już robiłam i wyniki są idealne. Nie dociera do niej, i tak mi nadal wmawia choroby hormonalne, których nie mam. Udaje, że nie pamięta, o czym wczoraj rozmawiałyśmy, udaje, że nie wie, że się poparzyłam i nie mogę umyć głowy. Udaje, że nie wie, że mam depresję i EDS, udaje że "dlaczego nie dbasz o siebie?", ale nie przyjdzie jej do głowy, żeby zaproponować mi pomoc, bo po co.
Wie, że nie chcę z nią rozmawiać, a mimo to wydzwania bez opamiętania.

17.11.
Od powrotu ze szpitala szukałam ortezy na stopę. Orteza zawsze leżała na szafce przy łóżku - bo gdzie ma leżeć, skoro ją zakładam, siedząc na łóżku właśnie? Znalazłam ją dopiero dziś (nie zdążyłam zamówić nowej, bo nie mogę wydać ani złotówki w tym miesiącu, żeby mieć na ortopedę w grudniu). W szufladzie z lakierami i akcesoriami do paznokci. Tak, właśnie tak robi matka, chowa wszystko tak, żeby się nie domyślić gdzie. :/

18.11.
Matka mnie nachodzi. Weszła dziś siłą, zasłaniając się ojcem. Zażądała kawy, ale wiadomo, że wtedy będzie dłużej siedzieć, więc zaproponowałam kawę jedynie ojcu. Rozebrała się wbrew mojej woli, chociaż kazałam jej wyjść. I zaczęło się obrażanie, poniżanie, gnojenie.
Zaczęła rewidować mi mieszkanie. Zagląda nawet za drzwi (!!!). Opiekunka ostatnio odkurzała, ale usłyszałam, jak matka kłamie:
- Nie używasz go w ogóle! [kłamie, wskazując na odkurzacz i mop; trudno nie zauważyć, że jest podłoga wymyta, ale matka i tak wtrynia się w zimowych butach, ma gdzieś czyjąś pracę]
Zaczyna wmawiać mi znowu choroby hormonalne, kłamie, że powinnam umówić się do endokrynologa, nieważne, że już mam swojego ginekologa i wyniki hormonalne idealne, matka i tak będzie kłamać, w ogóle nie słucha, co mówię, bo przecież ma mnie gdzieś. Chodzi tylko o znęcanie się, nie o prawdę.
Kiedy widzi, że nie widzę bez okularów:
- Widzisz, co się dzieje! To z niedoborów! I dlatego, że nie jesz mięsa! [kłamie, wiedząc, że to kwestia niedziałania akomodacji w 6a]
Wykorzystuje fakt, że nie mam teraz pieniędzy, żeby zrobić zakupy żywieniowe, i przywozi mi jedzenie. Niestety prawie nic nie mogę z tej wielkiej torby wziąć, bo wszystko jest dla ludzi bez 6a (i matka to wie, zna moją dietę, po prostu ją olewa, bo jej nie chodzi o mnie czy o moje zdrowie, pokazuje to na każdym kroku, tylko żeby się pochwalić przed innymi, że jest "dobrą mamusią", i mieć dowód, że się "troszczy". Niestety przez ZA nie umiem skłamać i będę musiała potwierdzić, że mi jedzenie przywozi, tyle że ja go nie mogę wziąć).
Na widok rzeczy w kuchni ułatwiających niepełnosprawnym funkcjonowanie, robi uwagi, że "czego to ludzie nie wymyślą", takie "zbędne rzeczy", tylko "wyrzucanie pieniędzy", ona takich nie ma i żyje, po co ja to w ogóle kupuję?
Oraz:
- Masz schizofrenię! [stała śpiewaka, tym razem "mam schizofrenię", bo rzekomo "nie używam" odkurzacza]
Każe mi iść do psychiatry. A to nowość, bo jak ją prosiłam, żeby mnie do niego umówiła, to odmówiła!
- Czemu nie myjesz włosów?! [OJP, jak może zadawać takie pytanie osobie z 6a i depresją?! i to wiedząc, że olejowanie włosów właśnie wynika z dbania; i jak niby mam naolejować włosy, żeby nie było tego widać?! co za chamidło!]
Zamiast się ucieszyć, że byłam w stanie związać włosy gumką, co znaczy, że oparzenie nie było poważne, ona mnie poniża.
- Masz nie jeść kukurydzy! [a to niby dlaczego?! wolno mi jeść kukurydzę, a chili con carne bez niej jest niesmaczne, no ale matka nie umie gotować, to nawet nie zna takiej potrawy, ale udaje dobrą kucharkę]
W przedpokoju bierze do ręki pomponik, który zamówiłam na ali, i kłamie, że to od niej. Od niej mam inny, aktualnie nieprzypięty, leży na ławce. Mówię jej to, na co ona dalej kłamie, że to nieprawda, że to ten przypięty jest jej. Kiedy po raz kolejny mówię, że to z ali (i wskazuję  różnice), płacze na zawołanie i słyszę:
- Zgłupiała córka! Buuuuu! [dalej się wykrzywia i udaje płacz]
Wyrzucam ją za drzwi.

Dla porównania, u góry pompon od matki, na dole z ali. Sorry, ale futerka są tak różne, że pomylić się nie da, trzeba mieć złą wolę. Poza tym obrażanie mnie, kiedy już poznała prawdę (bo powiedzmy, że za pierwszym razem się pomyliła, chociaż sądzę, że zrobiła to specjalnie), jest po prostu obrzydliwe!


Oczywiście przy ojcu zachowywała się jeszcze w miarę, ale jak tylko ojciec wyszedł czekać do samochodu (kazał jej się streszczać, bo wie, że ona zostaje jak najdłużej, żeby się znęcać), to się zaczęło najgorsze gnojenie. Ona bardzo dba, żeby nie było świadków.

Przy niej nie mogę porozmawiać z ojcem (a tak się cieszyłam na jego przyjazd, bo mi wczoraj o tym napisał), bo muszę jej pilnować i patrzeć na ręce. Już mi chciała zniszczyć półeczki plastikowe w lodówce, wyszarpując jedną. Przez konieczność pilnowania jej ciężko było nam się umówić na odebranie wyników biopsji w środę. Mam nadzieję, że dobrze wszystko usłyszałam, bo matka się darła, nie dała nam dojść do słowa i porozmawiać. Ciężko ją przekrzykiwać.

Na odchodne poinformowałam ją, że weszła tu tylko dlatego, że zasłoniła się ojcem, i że jeśli przyjedzie sama, to wezwę policję i jej nie wpuszczę. Myślę, że ona się tego domyśla od dawna i WŁAŚNIE DLATEGO zawsze zasłania się ojcem...

19.11.
Podszywa się jak zwykle.
- Jakie bierzesz suplementy?
- Te, co zawsze.
- Ale JA nie wiem jakie!
- I bardzo dobrze, że nie wiesz, żadnych mi nie kupuj. [matka ma manię kupowania - rzekomo dla mnie - suplementów niesprawdzonych od różnych hochsztaplerów; jeśli jednak jakichś naprawdę potrzebuję, to nie mogę na nią liczyć]
- Słuchaj, weszłam na stronę tego twojego profesora psychiatry i okazuje się...
- Nie chcę tego słuchać!
Tak to jest, jak tylko matka cokolwiek wie na mój temat - zawsze, ale to zawsze wykorzysta to przeciwko mnie. I przeszpieguje na wylot. Odkładam słuchawkę, ale do niej nie dociera, że się nie chce z nią rozmawiać, wydzwania w kółko, a ja w kółko odrzucam połączenie.
ATSD skłamała. Nie zna mojej psychiatry, więc nie mogła wejść na jej stronę.

20.11.
Podszywa się jak zwykle.
Dzwoni, a potem nie chce powiedzieć, o co jej chodzi. Pytam, o co KONKRETNIE jej chodzi, chyba z 5 razy. Okazuje się, że o nic, tak chciała się poznęcać.
- Bo my tu siedzimy, a ty tam siedzisz sama.
- No to dobrze!
- Niedobrze!
- No tak, zapomniałam, że ty nie chcesz, żeby mi było dobrze. Stajesz na głowie, żeby mi było jak najgorzej.
- Córeczko, daj sobie pomóc!
Odkładam słuchawkę, bo wiem już od dawna, że kłamie. Nie pomoże mi, kiedy ją poproszę o konkrety. To tylko puste słowa na pokaz przed innymi.
Wie, że nie chcę rozmawiać, więc na złość mi wydzwania jeszcze parę razy, ale nie odbieram.

26.11.
Nie mogłam uwierzyć, że matka mnie nie nękała przez prawie 3 dni. Niestety dziś się znowu podszyła.
- Co słychać?
- A co ma być słychać?
- No właśnie! Kiedyś jeździłaś do filharmonii z tą koleżanką...
- Z jaką koleżanką?! [do filharmonii jeździłam z Olą, ona nie jest moją koleżanką, tylko przyjaciółką]
- No z tą Krysią.
- Nigdy nie jeździłam do filharmonii z Krysią. [z Krysią tylko do Narodowego, ale matka znowu usiłuje mi wmówić, że zwariowałam, że nie pamiętam! ale jednocześnie kłamie, że nie mam demencji]
- Matko boska, co się z tobą stało?!
Odkładam słuchawkę.
Wydzwania dalej jak zwykle, ale nie odbieram, bo wiem, że jak odbiorę, to i tak nie usłyszę "przepraszam". Ona nie po to wydzwania.

***
Godzinę później dałam się nabrać, matka podszyła się znowu. Przez nią będę musiała przestać odbierać także telefon od ojca, bo przecież w 99% przypadków to w ogóle nie jest on, tylko ona mnie nęka!
- Ojciec mi mówił, że nie dostałaś wyników biopsji... [już o tym rozmawiałam z ojcem, z nią nie zamierzam; a w ogóle to z jakiej racji jej wszystko powiedział?! przecież wiadomo, że każdy strzępek informacji wykorzysta przeciwko mnie - co właśnie widać]
- Nie chcę o tym rozmawiać. Cześć.
Odkładam słuchawkę. Wydzwania. Odrzucam połączenia. Nadal wydzwania. Idę do ubikacji, zdążam z niej wyjść, a telefon nadal dzwoni, bo ona się uparcie podszywa. :/

***
Znowu się daję nabrać.
- Może jutro bym mnie do ciebie ojciec przywiózł?
- Nie ma mowy! Ani mi się waż przyjeżdżać!
- A dlaczego? [ jak w ogóle może o to pytać?!] Razem byśmy coś ugotowały...
- Przecież ty nie umiesz gotować. [to prawda niestety, matka tylko mięcho i ziemniory]
- Jak to nie umiem? Kaszę... [no właśnie] A co masz do jedzenia?
- Czy ja ci do gara zaglądam? To moja sprawa. Cześć. [jeszcze może do majtek i do łóżka niech mi zajrzy, bo przecież nie wie, z kim sypiam]
Odkładam słuchawkę. Wydzwania dalej.

27.11.
Matka znowu się podszywa. Jak zwykle nabieram się, że to ojciec. Pytam, po co dzwoni, skoro już dzwoniła wczoraj.
- No bo sama tam znowu siedzisz... [no tak, matka ciągle nie może ścierpieć, że nadal są momenty, kiedy mogę się czuć psychicznie dobrze i bezpiecznie, i robi wszystko, żeby je zniszczyć]
- Powiedz konkretnie, po co dzwonisz.
- Wyślę ojca, bo ugotowałam kurczaka. [wie, że nie mogę gotowców jeść, a ciągle mi je wciska! Tego, że gotuję sobie smaczne rzeczy i czuję się po nich fizycznie dobrze, też nie może ścierpieć]
- Nie chcę jedzenia, już tyle razy ci mówiłam! [nie chcę od matki nic - jedzenia, którego potrzebuję, i tak mi nie da, za to wciska mi wszystko, co szkodzi, więc nie chcę] Poza tym informuję, że winda nie działa.
- Jak to nie działa? Tak długo? Niemożliwe! Nie wierzę ci, tak ostatnio konfabulujesz!
Odkładam słuchawkę. Jak ona śmie tak kłamać?! Kłamie na każdym kroku, wymyśla jakieś bzdety, począwszy od wmawiania mi, że kupiła mi pompon z ali (ona nawet nie wie, co to ali, więc co sobie wyobraża, że w to uwierzę?!), skończywszy na kłamstwach wielkiego kalibru - że np. nie mam ZA czy 6a. Na studiach mnie o tym uczyli. Oprawcy często sięgają po tę technikę wmawiania ofiarom, że zwariowały albo że kłamią, podczas gdy to oni kłamią na każdym kroku i wciskają te oszustwa ludziom wokół, żeby zyskać popleczników. Dokładnie to robi moja matka. Jak ktoś jest zewnątrzsterowny i nie chce używać mózgu, to jej niestety wierzy. Tak czy siak ofiara zawsze na tym traci.

Matka uparcie wydzwania dalej, mimo że odrzucam połączenia.

***
Winda nie dział już 5 dni. Od 5 dni jestem uwięziona i modlę się, żebym nie potrzebowała soru albo pogotowia, bo zwyczajnie wtedy umrę. Nie mogę też umyć głowy, bo jeśli się rozchoruję (a od dawna boli mnie gardło), to też nie będzie jak jechać na sor.
U nas w pionie poza ON mieszkają też mocno starsi ludzie, rodzice z noworodkami, które bez wózka również nie wydostaną się z domu, psy, które od 5 dni nie mogą wyjść na spacer.
Poprzedni serwis naprawiał windę w kilka godzin. Ten nie naprawił jej od 5 dni. Kto i dlaczego zmienił serwis bez głosowania mieszkańców na ewidentnie gorszy?!

Do tego matka znowu usiłuje zrobić ze mnę wariatkę i wmawia mi, że winda działa, tylko ja to sobie wymyśliłam, i rozpowiada w rodzinie, że zwariowałam, bo widzę rzeczy, których nie ma. Najwyraźniej już się szykuje, żeby mieć podkładkę w sądzie. A policja oczywiście nie reaguje. Jeśli ojca zabraknie, to jestem pewna na 100%, że matki przemoc wybuchnie skrajnie, że matka tylko na to czeka. W związku z tym też powinnam mieć jakąś podkładkę - ale wątpię, żeby policja przyjęła zgłoszenie o niedziałającej windzie, policja ogólnie ma w nosie ofiary przemocy. :(

28.11.
Cytaty z książki Elżbiety Zubrzyckiej o 8 typach toksycznych ludzi. Wszystko to, absolutnie wszystko (!!!), robi matka!

Obrażalscy
Prawie nigdy nie mówią wprost, o co im chodzi. Masz się tego domyślić, więc cała twoja uwaga powinna być na nich skupiona. Twoje uczucia nie mają znaczenia. Jeśli się nie domyślisz, zostaniesz ukarany złym humorem”.

Dominanci
„Nie znają pojęcia równości.
nieustannie stawiają innym zarzuty i ciągle ich obwiniają („Bo Ty zawsze…”, „Bo Ty nigdy…”, „To przez Ciebie…” itp.)
nieustannie krytykują wszystkich i wszystko („Nie wiesz”, „Nie umiesz”, „Jest z Tobą coś nie tak”)
nieustannie pouczają i udzielają porad („Wiesz, jaki masz problem?”)
nie dopuszczają do głosu, nie słuchają, bo wiedzą najlepiej”.

Napastnicy
Siłą wymuszają posłuszeństwo, bo musi być tak, jak oni chcą. Są bardzo obrażalscy, lecz trudno się domyślić, co mogą uznać za obrazę. Nagle w sposób niezrozumiały wzrasta w nich złość, którą wyładowują na przypadkowej ofierze”.

Żyjący twoim życiem z braku własnego
Za dużo chcą o tobie wiedzieć, za długo chcą z tobą przebywać, za bardzo chcą uczestniczyć w podejmowaniu twoich decyzji i planowaniu twojego życia”.

Malkontenci i ofiary
Są wiecznie niezadowoleni i zarażają cię swoim nastrojem. Oczekują, że będziesz czuć się tak źle jak oni. Nie możesz być sobą, bo kiedy nie dzielisz z nimi ich przeżyć, zarzucają ci nielojalność i brak empatii”.

Poświęcający się
Dają dużo, kiedy chcą, a potem żądają zapłaty na swoich warunkach. (…) nie chcą relacji opartej na równości. Są jednak zmęczeni swoją postawą i pełni żalu, że dobro dane innym do nich nie wróciło”.

Cytaty zaczerpnęłam stąd, bo książki niestety jeszcze nie znalazłam, tylko poprawiłam błędy.

***
Znowu się podszywa.
- Co tam u ciebie słychać?
- Konkretnie, o co ci chodzi?
- Przyślę ojca z obiadem. [znowu chce mi wcisnąć coś, czego nie mogę jeść, i zmusić, żebym wyrzucała jedzenie, bo wie, że nie mogę tego robić]
- Nie chcę jedzenia, a poza tym winda nie działa, więc potem nie miejcie do mnie pretensji.
- Nie może być winda tak długo nieczynna, więc konfabulujesz! [jak w ogóle śmie powiedzieć coś takiego aspiemu?! jest obrzydliwie wyrachowana i robi to specjalnie]
Odkładam słuchawkę.
Wydzwania nadal.
W końcu odbieram i ZNOWU mówię, że dopóki się nie zmieni, ma się ze mną nie kontaktować. Niestety mam 100% pewności, że ona ma to gdzieś (bo ma gdzieś mnie) i będzie to robić nadal.

***
Znowu się podszywa. Kiedy się orientuję, że to ona, mówię, że ma do mnie nie wydzwaniać i nie udawać, że nic się nie stało, już jej to przecież mówiłam wiele razy.
- Dziecko, czy ty nie widzisz, że musisz się leczyć?
Odkładam słuchawkę i już nie odbieram, chociaż nachalnie wydzwania.

29.11.
Znowu się podszywa. Więc pytam, czy już się zmieniła i czy mnie wreszcie przeprosi.
Olewa moje pytanie i trajkocze swoje bzdury.
- Umówiłam cię na wizytę. Pójdziemy razem. [ofiara z oprawcą?! razem?!]
Nadal usiłuje ze mnie robić psychicznie chorą, kłamie, ile wlezie, a zmieniać się nie zamierza. Jej zależy jedynie na władzy i nie może znieść, że nie poddaję się tej władzy, i to od dziecka, bo nawet mając 3-4 lata nie pozwalałam się jej złamać, nawet biciem.

30.11.
Dziś ważny post. Zaniczka napisała o przemocy psychicznej wobec osób niepełnosprawnych. Większość z nas doświadcza tej przemocy we własnych domach od własnych rodziców. Wcale nie jestem żadnym wyjątkiem. Matki bardzo często wykorzystują to, że mają fizyczną przewagę nad swoim dorosłym niepełnosprawnym dzieckiem. Dlatego ja zawsze wybiorę bezdomność i życie pod mostem, ale nigdy nie wrócę do matki.

Post można przeczytać tutaj.