wtorek, 17 stycznia 2017

Dzień jak co dzień

A jednak zmieniono mi opiekunkę! Po raz trzeci! W dodatku nie na stałe znowu, tylko tymczasowo, a od lutego znowu nie wiadomo, co będzie. Kompletnie nie licząc się znowu z pacjentami, generując mnóstwo problemów.

Przede wszystkim nie zrobiono tego od razu. Zostałam bez odebranej części leków, bez wykupionej chemii. Z książką biblioteczną, której nie można przedłużyć, bo to kolejkowa i ludzie na nią czekają. Z paczkami nieodebranymi z poczty i awizami. Tyle problemów naraz zrzucono na osobę z eds6a, jakby ich miała niewystarczająco.

W dodatku wczoraj ktoś do mnie zadzwonił z firmy opiekunek. A prosiłam, żeby im podać maila, nie telefon! Tyle razy prosiłam, żeby mnie nie nękano telefonem! I jeszcze to kłamstwo, że niby telefon ułatwia komunikację - jak tak można?! Odchorowuję to jeszcze dzisiaj. Odchorowuję kaprys kogoś, kto nie był nieświadomy, tylko kogoś, kto wiedział doskonale, co spowoduje,  i mimo to zrobił to specjalnie. Zwykła podłość. :(

Zanim przyszła opiekunka, sąsiadka wykupiła mi leki. Nie wiem, czym sobie zasłużyłam. Staram się nie korzystać z cudzej pomocy, poza pomocą opiekunki. Nie tylko dlatego, że jest to dla mnie trudne, ale też nie chcę innych obciążać. Sąsiadka wytrwale proponuje mi pomoc od dawna i nie poddaje się mimo, że nigdy dotąd nie skorzystałam z tej pomocy. Jestem jej bardzo wdzięczna za tę wytrwałość. Ktoś inny mógłby już dawno sprawę olać, a ona rozumie, jak ciężko jest przyjmować pomoc, kiedy się tej pomocy potrzebuje nieustannie.

W aptece nie sprzedano jej depo. Powiedziano, że nie ma takiej dawki depo. Ręce mi opadły, przecież 2 miesiące temu ta sama apteka sprzedała mi właśnie taką dawkę i moja poprzednia chemia to było właśnie 500 ml. Teraz muszę napisać zapotrzebowanie tylko na depo - a myślałam, że właśnie tego uniknę. Właśnie dlatego poprosiłam profesora o receptę. Całe szczęście, że wypisał mi zaświadczenie na lek, bo dr pierwszego kontaktu już dawno o nie prosiła (ale mimo to lek wypisywała, ufając mi, to miłe). Mam nadzieję, że babki z rejestracji od razu zeskanowały to zaświadczenie, bo drugiego mieć nie będę - nie będzie miał mnie już kto zawieźć do profesora.

Opiekunce wypiszę upoważnienie jednorazowe. Na poczcie jednak nie da się wypisać takiego upoważnienia! W ogóle nie ma upoważnienia dla opiekunki społecznej! Gdybym chciała upoważnić tymczasową opiekunkę, musiałabym znowu płacić 25 zł. Już straciłam 100 zł przez pocztę. To niepoważne po prostu! W dodatku PP nawet nie kontroluje dowodu osobistego osoby upoważnionej. Wystarczy, że poda numer. Każdy może się podszyć i odebrać cudze paczki! Ale właścicielowi ich wydać nie chcą bez upoważnienia. To jest absolutnie chore.

Wczoraj paczki odebrała mi przyjaciółka. Przypadkowo była w Wawie, normalnie jej tu nie ma. Widujemy się tak rzadko, a musiała zmarnować czas na stanie w kolejce na PP, bo inaczej przecież poczta szantażuje odesłaniem paczek. Wymyśliłyśmy, że powinnam założyć skrzynkę pocztową. Wtedy nie trzeba w ogóle upoważnienia, każda osoba, która ma kluczyk, może przyjść i wziąć paczki bez stanie w kolejce. O ile łatwiej by było! Jutro poproszę opiekunkę, żeby wzięła druczek na skrzynkę.

Okazuje się, że z awizami mają problem wszyscy jej podopieczni pacjenci! Ciężko chorzy ludzie niewychodzący z domu dostają od listonosza awiza, zamiast paczek! I też odsyła im się te paczki! Przecież nie zostały dostarczone z winy poczty (a nie odbiorcy!), więc jakim prawem poczta je w ogóle odsyła? Skoro ich nie dostarczyli, to powinni trzymać tak długo, aż ON zorganizuje kogoś do odbioru! Nie wierzę, że mają za mało listonoszy. Tylu ludzi szuka pracy, że jest kogo zatrudnić. Poza tym paczkowemu się takie zachowanie nie zdarza nigdy! A ma przecież wielkie ciężkie paczki, nie liściki polecone. Da się?


Edit 19.01.
Pogadałam z listonoszem. Powiedział, że w skrytce nadal musi być ktoś upoważniony, bo nie wrzucają tam poleconych, tylko... awizo! No żesz! Naprawdę już przeginają. Powiedział, że lepszy jest automat, bo dostaje się sms z kodem i przez całą dobę można zawartość odebrać. Tyle że... nie dotyczy to przesyłek z zagranicy. :/ OJP, jak nie kijem go, to pałką. Listonosz powiedział, że to i tak wszystko przechodzi przez niego, więc może mi listy z zagranicy i tak wrzucać do automatu, jeśli się tak umówimy, a polecone będzie mi przynosił.

Ale tu znowu problem - w automacie zawartość leży... tydzień. Jak w tydzień mam znaleźć kogoś, kto mi to odbierze? Opiekunka ma tylko godzinę i wiadomo, że najpierw musi iść do przychodni po recepty i po leki, nie starczy jej czasu na pocztę. Poza tym ostatnio nie miałam opiekunki prawie przez 2 tygodnie.

No i co, jak mi się listonosz zmieni, a nowy nie będzie chciał mi tam tych listów wkładać?

Z każdą najmniejszą rzeczą urzędy robią problem. Przecież ciężko chore osoby, które codziennie muszą walczyć o życie, nie mają siły o wszystkim myśleć. Totalnie o wszystkim, bo wszędzie jakaś niekompetencja i zła wola, dzień w dzień. :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz