sobota, 4 marca 2017

#przemoc

7.01
Nie pisałam dawno. Zupełnie już nie mam siły jeszcze się dodatkowo denerwować, zapisując przemoc matki. :( Teraz będą musiały wystarczyć zapisy rozmów. Przez kilka dni czułam się ciut lepiej, zaczęłam dochodzić do siebie, bo matka nie dzwoniła. Kazała ojcu to robić. To też było wyrachowane, bo wiedziała, że nie mogę odłożyć słuchawki w czasie rozmowy z ojcem, skoro ojciec nie używa przemocy, tylko normalnie ze mną rozmawia, ale sama w tym czasie podsłuchiwała i w tle dogadywała przemocowe teksty tak jak zawsze.

Zadzwoniła (podszywając się pod ojca) niestety dziś. Krótka rozmowa, ale już się dowiedziałam, że się wtryniła w moje leczenie gastrologiczne. Zamierza się umówić do mojego lekarza i wyciągnąć od niego info o moim leczeniu, a że ma znajomości w rejestracji, to oznacza jedno - muszę zmienić gastrologa. Gosia wczoraj poleciła mi dobrego gastrologa w złą godzinę, może się okazać potrzebny szybciej, niż myślałam.

Matka usiłowała mi znowu wmówić, że zwariowałam, że mam urojenia, że nie mam EDS. Jak odłożyłam słuchawkę - nękała mnie, wydzwaniając.

18.01
Nie piszę, ale to nie znaczy, że matka przestała uprawiać przemoc. Uprawia w dalszym ciągu, nęka mnie też telefonami. Dziś np. kazała mi zrezygnować z opiekunki i OPSu, "bo musisz wrócić do normalnego życia". W takim razie czekam. Halo! Gdzie ten lek na EDS? Skoro matka ma takie wymagania, to rozumiem, że ma ten lek?

Każde jej słowo ocieka nienawiścią. Odrzuciła mnie już we wczesnym dzieciństwie, nigdy nie dostałam od niej ani minuty quality time, dostawałam to tylko od ojca. A z biegiem lat było tylko coraz gorzej. Po diagnozie agresja i nienawiść się nasiliły. Nie ma kontaktu, który nie kończyłby się wyżywaniem się na mnie z powodu EDS. Jakby to była moja wina, że to ona zdecydowała się na urodzenie uszkodzonego płodu.

24.01
Cały czas jest tak samo, nic się nie zmienia. Odkąd jest NK, matka jest agresywna jeszcze bardziej. Jak nie dzwoni kilka dni, to potem jeszcze bardziej się wyżywa. Gadka cały czas ta sama, czasami coś nowego powie, jak np. dziś wymyśliła, że "żeby gotować trzeba CHODZIĆ na zakupy". Jak można coś takiego w ogóle powiedzieć? I to niepełnosprawnej osobie?!

Znowu kłamie, że chce mi pomóc, ale nadal nic w tym celu nie zrobiła. Jak zawsze kończy się na słowach.

Jak kończę rozmowę i odkładam słuchawkę, to mnie potem nęka wydzwanianiem. Policja powinna to z logów spisać, przecież to musi być zarejestrowane!

Przerywa mi jakieś istotne zajęcie, przeszkadza i jeszcze ma pretensje, że mam jakieś życie, przyjaciół, zajęcia. Nie może znieść tego, że coś robię, a nie leżę i nie gapię się w sufit jak ona. Nie może znieść, że mam przyjaciół, bo ona ich nie ma, z nią nikt nie chce się zadawać. I ja się nikomu nie dziwię - ja też nie chcę.

13.02
Nagrywanie wyparło zapisywanie. Nauczyłam się już, jak ściągać nagrania z telefonu - pomocny okazał się MyPhoneExplorer.

Ale dziś miałam znaczący sen, więc go zacytuję, zamiast opisywać, co mi robi matka:

"Ale miałam sen! Baaardzo długi. Śniło mi się, że matka się nade mną znęcała z powodu ZA. Zamknęła mnie, głodziła, nie pozwoliła czytać ani robić czegokolwiek. Ciągle nasyłała jakichś skorumpowanych przez nią psychocosiów.

W końcu stamtąd nawiałam. Api mi pomogła. Jechałyśmy jakimś pociągiem i wyskoczyłyśmy z niego, kiedy stanął na jakimś wiadukcie. Trzeba było schodzić po jego rusztowaniu, a na dole trafiłyśmy na budowę i chowałyśmy się w rozkopach, bo oczywiście jacyś ludzie nas gonili. W końcu znalazłyśmy się w jakimś tunelu, w którym otworzyły się drzwi - weszłyśmy tam, a tam czekał kocio. To był korytarz, gdzie wzdłuż ścian ciągnęły się maleńkie mieszkanka. Tak maleńkie jak duże łóżko, naprawdę zmieściliśmy się tam we troje, leżąc obok siebie równolegle. Nic więcej się nie mieściło, żadnych mebli nie było. Ściany były ze szkła, ale można było naciągnąć zasłony zewnętrzne.

Potem okazało się, że te mieszkanka poruszają się po szynach jak tramwaje. Więc wyjechaliśmy na tory, żeby skuteczniej uciekać.

Całemu snowi towarzyszył strach, ale było tak realistycznie i ciekawie, że ciągle te sny lubię!"

Jak widać, przemoc matki już mi się śni po nocach. Nawet we śnie nie ma od niej ucieczki.

19.02
Wiedząc, że jestem na skraju samobójstwa po ostatnich dniach, namawia mnie jeszcze do zabicia się poprzez odstawienie leków. I jeszcze dopisuje do tego ideologię i usiłuje mi wmawiać różne kłamstwa.

20.02
Matka dręczy mnie nawet we śnie. Dziś znowu mi się śniło, że mnie dręczyła. Że była policja i nic nie zrobiła, nie pomogła mi. Byli jacyś inni ludzie, masy ich się przewijały przez mieszkanie matki, żadna mi nie pomogła. Wezwałam znowu policję. Policjant mówi, że przecież już u mnie był, to czemu dzwonię po raz drugi. Uprosiłam go, żeby jednak przyjechał. Usiadł ze mną w kącie i mnie słuchał, i widziałam, że mi wierzy, ale wiedziałam, że nic nie może zrobić. Bezsilność była tym silniejsza, że miałam problemy z mówieniem. Jakbym chciała mówić i nie mogła. Nie byłam w stanie dokańczać zdań, robiłam to na jednym wydechu z największym wysiłkiem. Pamiętam ten straszny wysiłek udowadniania, że nie jestem wielbłądem, i koszmarną bezsilność. :(

***
Lecę z wywieszonym jęzorem z kuchni, bo telefon dzwoni, myślę, że może ojciec ma coś ważnego, i to? Znowu matka się podszywa. Nie dość, że znowu mi przeszkadza w zajęciach i przerywa, to jeszcze do mnie z gębą, że "przecież widzę, że spałaś!"

Jak ona śmie? Skoro "widzi" przez ścianę i 15 km, to dlaczego kłamie?!

Wie, że umieram ze strachu, jak słyszę kroki na korytarzu, bo to może być ona, więc mnie nieustannie straszy, że przyjedzie.

21.02
Dziś oznajmiła, że będzie mnie nękać codziennie, bo nie może pozwolić, żebym się lepiej poczuła. Nie może dopuścić przecież, żebym wyszła z przebodźcowania. Jest szczęśliwa tylko wtedy, kiedy mnie nęka, kiedy mnie podżega do samobójstwa i nasila myśli samobójcze,

Znowu mnie straszy nachodzeniem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz