niedziela, 30 kwietnia 2017

#przemoc

4.03
Podszywa się. Chyba z 10 razy pytałam, czego chce, bo nie chciała powiedzieć, tylko pitoliła jakieś bzdury. Z 10 razy powtórzyłam też, że nie mam czasu, a mimo to nie powiedziała, czego chce. Chciała jak zwykle się poznęcać. Wydzwania do mnie, kiedy jestem zajęta, i jeszcze ma pretensje. Robię kartkę, mam porozkładane rzeczy, taśma piankowa z klejem na wierzchu leży i łapie brudy, a ona mi truje, że nie mam prawa być zajęta. To, że ona jest nierobem przez całe życie i nic nie robi, wystarczy jej, żeby uważać, że inni są takimi samymi leniami. Zwykła podłość. Słyszę to prawie za każdym razem. Kłamie bez końca, konfabuluje i wymyśla nieprawdę, a potem usiłuje mi ją wmówić. :/

13.03
Mówiłam, że ma nikt nie przyjeżdżać bez umówienia się - jak grochem o ścianę. Matka wysyła ojca bez ostrzeżenia, a on robi, co ona mu każe, mając mnie gdzieś. Specjalnie mówiłam, że w czwartek nie, bo jest opiekunka, w piątek nie, bo przyjeżdża Renia, w weekend nie, bo będzie Gosia. I co? Siedzimy z Renią, a tu wchodzi ojciec. Z pełną torbą, sprawiając wrażenie, jakoby matka chciała mi pomóc i przysyła mi całą torbę jedzenia. Renia była świadkiem, że tej torby wzięłam max 1/4, a i tak dziś się okazało, że ser żółty matka specjalnie dała taki, jakiego nie można w mastocytozie, bo powoduje bolesne purchle podchodzące wodą na całym ciele. :/ Ojciec przyjechał bez sensu i na darmo. Tak jest zawsze, a mimo to on to robi ciągle.

Ale rzekomo mamusia się martwi i mi pomaga.

Wczoraj była Gosia i rozmawiałyśmy o tym, jak mieć chociaż minimalną radość z życia. Jak się nie ma kasy na dobre życie, to chociaż jakieś drobne przyjemności sobie czasami sprawiać. Gosia czasami chadza do knajp podjeść sobie coś dobrego. A ja do każdych zakupów staram się dokupić np. chipsy, które lubię. I co? Zawsze muszę te chipsy chować w różne miejsca, które matce nie przyjdą do głowy przy rewizji, bo jak je znajdzie, to będę mieć awanturę stulecia. Ona nie może znieść jakiejkolwiek radości czy przyjemności w moim życiu, muszę się z nimi kryć. Sama usiłuje wmuszać we mnie na każdym kroku to, co mi szkodzi, ale robi awanturę, jak jem chipsy, które akurat NIE szkodzą. Jakbym się nimi obżerała, bo przecież tyle kasy mam, że mogę się obżerać, nieprawdaż.

To jest właśnie pomoc matki. Jak proszę o pomoc i mówię, czego konkretnie potrzebuję, to na złość mi kupi tylko to, czego ona potrzebuje, i mi to wciśnie. To jest jej działanie.

Np. notorycznie wciska mi makaron muszelki, których nienawidzę. Jem za to rurki trikolor, ale ich matka nie kupi mi nigdy. No chyba że jej powiem, że ich nienawidzę i nie chcę.

Wciska mi mandarynki, które powodują ból gardła, wiedząc, że nie jestem w stanie wyrzucić jedzenia.

Wciska mi czerwone mięso.

Wciska mi notorycznie jakieś okropne niedobre parówki, wiedząc, że jem jedynie Morliny.

Wciska mi kwaśne sery żółte z dziurami, wiedząc, że nie mogę takich jeść. Mogę za to salami albo śmietankowy, ale takiego mi nie chce kupić.

Wciska mi jabłka i gruszki, po których mam kolki (tu przynajmniej ucieszą się szczury).

Wciska mi nabiał, chociaż nie mogę go jeść przez większość czasu (mogę w niewielkich ilościach, jeśli akurat mam zaparcie; ale na ogół mam akurat biegunki - ona o to nigdy nie pyta).

Najczęściej z tego, co mi wciska, mogę wziąć surowego kurczaka, sałaty, marchewkę. Z rzadka ser żółty (bo na ogół kupuje ten niedozwolony). Czasami dorzuci coś słodkiego, biorę choćby dla gości, jeśli ja akurat nie mogę (bo gluten).

Normalna osoba, która faktycznie chce pomóc, wydrukowałaby sobie tabelkę nt. diety, którą wrzucałam kiedyś na bloga, i postępowała wg niej. Matka odwrotnie. Byle zaszkodzić. I jeszcze mam być wdzięczna. :(


25.03
OJP, ta 3$$%^ tu przyjechała! Otwieram drzwi, bo myślałam, że to Ola, a to ona! Nachodzi mnie nadal! Bez ostrzeżenia! I te kobiety z OPSu chciały, żebym NK zamknęła?! Niedoczekanie!

Mam tak wysoki puls, że oddychać nie mogę, ręce mi się trzęsą, a ktoś mi będzie mówił, że to konflikt?! Jaki konflikt? Ja nie mam konfliktu z matką, ja jestem ofiarą jej przemocy! Przecież ja się z nią nie kontaktuję NIGDY, to ona mnie nachodzi, podszywa się pod ojca, szuka wszelkich sposobów, żeby się znęcać. Ona nie ma zamiaru się zmienić, to jak można w ogóle wspominać o zamknięciu karty?! Ktoś chce się uchylać od pracy moim kosztem?! Niech zamkną NK komuś, kto doświadcza przemocy fizycznej!

Matka znowu kłamie. Usiłuje mi wmawiać, że źle golę nogi, mimo że nie ma o tym najmniejszego pojęcia. Usiłuje mi wcisnąć magnez, którego nie mogę brać, bo powoduje kolki nerkowe, odkłada się w postaci kamieni. Mogę jedynie przyjmować płynny magnez Olimpu, ale to ok. 120 zł miesięcznie, więc od dawna nie kupuję.

Wyrzuciłam ją za drzwi, a ona jeszcze z korytarza drze japę "Jesteś uzależniona! Jesteś uzależniona!", żeby sąsiedzi słyszeli. Nieważne dla niej, że to nieprawda. Trzeba mi narobić wstydu - to jest cel. A sąsiedzi nie zareagowali jak zwykle, udają, że nie słyszą. Nikt nigdy nie pomaga ofiarom przemocy, to takie polskie.

I oczywiście to moja wina, że domu nie wybudowała w Wieliszewie.
I oczywiście jestem podła, taka, siaka i owaka bo oddałam ubrania i buty potrzebującym, a nie jej, mimo że jej się w szafach szmaty nie mieszczą i wyrzuca na nie masę kasy (chociaż ona nigdzie nie chodzi, ale nie dlatego, że nie może, jak ja, tylko nie ma żadnych zainteresowań ani znajomych, to nie ma gdzie wyjść i po co; najwyżej do sklepu).

Przez nią znowu mnie boli gardło.

27.03
Mało jej nachodzenia, jeszcze wydzwania. Jak zwykle mi przeszkadza, haftować zębami się nie da, muszę mieć wolne ręce, a poza tym nie chcę pauzować filmu.  I znowu nie chce powiedzieć, o co jej chodzi, tylko szpieguje, co gotuję, czy wychodzę itd. Straszy mnie,że "się spotkamy", i usiłuje wciskać kity. Na moe słowa, że już nie będę jej dawać żadnych szans, bo ich nie wykorzystuje, odpowiada "No widzisz, jak się zachowujesz?" Ja?! Ja nie wydzwaniam, nie nękam jej!

1.04
Jak zwykle się podszyła pod ojca. Wymyśliła nowy szantaż i sposób na nękanie mnie. Matka ma swojego gastrologa w L-wie. Ten pracuje na Szaserów, może jej załatwić wszystkie badania, jakie matka wymyśli. Usiłowała mnie namówić,żebym leczyła się u niego, miałaby wtedy dostęp do wszystkich moich wyników i stanu zdrowia. Nie zgodziłam się. To co zrobiła? Przeniosła się do mojego gastrologa! Jeśli ona się z nim spotka, to dla mnie jest to już lekarz spalony. Wyciągnie od niego wszystko, a jak nie od niego, to przekupi recepcjonistkę. Nie takie rzeczy już robiła.

4.04
No już dość tego! Znowu się podszywa. Znowu zadaje pytanie, że nie wiadomo, o co jej chodzi ("Co u ciebie?"), a jak chcę, żeby powiedziała konkretnie, to nie chce powiedzieć, ale dalej nawija o jakichś bzdurach, które mnie ie interesują, i w ogóle nie słucha, co mówię, ani nie odpowiada na pytania. To po co dzwoni?!

***
Znowu. Mówię jej, żeby wydzwaniała do koleżanek, nie do mnie (tak, wiem, że nie ma koleżanek, bo żadna nie chce jej znać). "Koleżanki już cię wykierowały!" Nie wiem, o co jej chodzi, co znowu sobie uroiła, ale cieszę się, że nie powiedziałam jej, że Ola u mnie mieszka. Znowu by się awanturowała.

9.04
Podszywa się. Wydzwania z kilkanaście razy!! To jest chore!
Kłamie, że coś chce, a jak pytam, czego chce konkretnie, to słyszę "Co u ciebie słychać?" Akurat ją interesuje muzyka, której słucham. Haha, ona się nie interesuje muzyką, nic o niej nie wie i ma to gdzieś, a poza tym akurat niczego nie słucham. Znowu mi przeszkodziła w zajęciu.
Kolejne kłamstwo: "Paszteciki dla ciebie upiekłam". Od razu czuję pismo nosem i mówię, że pewnie z mięsem, którego nie jem. Okazuje się oczywiście, że tak. Czyli nie dla mnie, znowu kłamie.
Koniecznie chce się wcisnąć do mojego domu, "bo ojciec nie wysiądzie z samochodu" (to też jest chore, nie jest niepełnosprawny ruchowo, nie zna bólu, nie ma hipotonii; myślę, że to znowu matka wymyśla, żeby mnie nachodzić).

Odebrałam po to, żeby jej powiedzieć, że ma nie wydzwaniać - a ona wydzwania nadal! Musiałam wyłączyć telefon.

10.04
No nie da mi spokoju. Znowu wydzwania bez przerwy, żeby się znęcać.

15.04
Wczoraj obudziła mnie w nocy. Autentycznie w nocy, już się położyłam spać, a ona mnie wybudziła mimo 2 leków, które biorę, żeby móc zasnąć.

Dziś też mnie wybudziła w nocy - jeszcze w nocy. Gdzie ona ma sumienie?! NT tak się chełpią rzekomą empatią, a jakoś jej nigdy u nich nie widziałam, tylko wyłącznie u aspich. :/

Dziś wymyśliła nową torturę - że mam do nich przyjechać na jakieś święta. Patrzę w kalendarz, ale nie ma żadnych ateistycznych świąt, to o jakie jej chodzi? I dlaczego niby miałabym pozwolić na przemoc wobec mnie? Co ja męczennica jakaś jestem? Za każdym razem, jak matka wymyśli sobie jakieś święta, których nie ma (specjalnie sprawdzam), usiłuje się nade mną znęcać w ten sam sposób - chce mieć mnie pod ręką, żeby jej było łatwiej się znęcać.

16.04
Znowu to samo.
Popsuła mi się drukarka i matka mnie poucza, jaką mam kupić - małą i białą, bo ona taką widziała w sklepie! Nieważne, czy drukuje. Małą i białą niedziałającą to mam teraz - wg niej taka jest dobra.

17.04
Znowu wydzwania dzień w dzień i znęca się. Przed chwilą mnie wybudziła z ataku snu (!!), a jak jej mówię, że nie mam czasu, to zaczęła kłamać, że "jak to nie masz, przecież słyszę, że jesteś po psychotropach zamulona!" Nie miałam ochoty znowu wysłuchiwać kłamstw, ale znowu wydzwaniała stalkingowo jakieś 10 razy z rzędu.

***
Cytat z artykułu:
"Do czego może nas doprowadzić trwanie w sytuacji, która nas unieszczęśliwia?
- Do choroby, a nawet do śmierci. Kiedy ludzie zaczynają chorować, bo tkwią w czymś, co ich zżera, to jest ostatni dzwonek, żeby coś zmienić. Życie mamy jedno i dobrze jest je przeżyć najlepiej, jak się potrafi. Większość z nas żyje dość automatycznie, nie mamy czasu na refleksje, ale one się jednak zdarzają i warto wtedy zadać sobie te wszystkie istotne pytania. Co ja tak naprawdę chcę robić? Jak chcę żyć? Kim jestem? Co jest dla mnie ważne? Czy chcę mieć poczucie, że świat dzięki mnie staje się lepszy, czy może np. priorytetem jest dla mnie zachowanie równowagi między życiem prywatnym i zawodowym?"

19.04
Wydzwania kilka razy, chciała mi się wtrynić na czas remontu! Jakim trzeba być bezczelnym! Dobrze, że Ola u mnie mieszka i nie ma miejsca.

22.04
Znowu wydzwania. Wciska mi do gardła rzekome "rady", niechciane, bo przecież nie ma mi nic do zaoferowania, nic, czego mogłabym się od niej nauczyć. To ona powinna się uczyć ode mnie.

23.04
Znowu! Ile razy można?! Codziennie wydzwania, kłamie, znęca się, obraża, poniża. Dziś znowu kłamie, że "jesteś na prochach" i "co się z tobą dzieje?" Nic, po prostu bronię się przed przemocą, a nie pozwalam na nią jak pokorne ciele, czego matka oczekuje.

Za każdym razem, kiedy odkładam słuchawkę, wydzwania po kilkanaście razy. Nie mogę tego nazwać inaczej niż nękaniem.

24.04
Znowu. I znowu kłamie, że nie gotuję. Skąd jej się takie kłamstwa biorą?!

Wydzwania znowu, jak odłożę słuchawkę.

26.04
Dziś przeszła samą siebie. Nachodzi mnie! Bez ostrzeżenia! Robi rewizję i przesłuchanie, gnoi i poniża bez powodu. Policja nadal jej tego nie zabrania, to gdzie ta obiecywana pomoc ofiarom przemocy?!

27.04
Nie mam złudzeń, matka nigdy mnie nie kochała i potwierdza to każdego dnia, ale proszę, tu obiektywny naukowy artykuł: "Martwić się o kogoś znaczy kochać go mniej".

"1) Zamartwianie nigdy nie odbywa się w teraźniejszości. Zawsze jest wyobrażaniem przyszłości w oparciu o jakiś fakt z przeszłości, lub tylko owego faktu interpretację. Martwiąc się o kogoś, pozostajemy w złudzeniu, że idziemy do kogoś, do spotkania, do budowania, do dawania, ale tak naprawdę robimy krok od człowieka, od emocji, od bliskości, od intymności.
2) Czym innym jest troska rozumiana jako zainteresowanie drugą osobą i uważność na nią. Gdy ktoś obok nas cierpi, zazwyczaj doświadczamy bezradności, tym bardziej jeśli jest to bliska osoba. Sztuką jest być obok, wytrzymać czyjeś cierpienie, nie oddzielać się zarówno od niego, jak i drugiego człowieka. To jest empatyczny kontakt. Jednak większość w takich sytuacjach wybiera zmartwienie, a zatem tworzenie wyobrażeń.

3) To nie jest bycie ze sobą, ale złudzenie obecności. Wolimy się martwić, niż być blisko, sprawdzać, pytać, pomagać, dawać przestrzeń, interesować się.

4) Bywa również, że martwimy się nawykowo, że jest to nieświadomy odruch, którego nigdy nie poddaliśmy analizie, krytycznej ocenie, wtedy martwimy się, bo wydaje się to naturalne, dobre, dodatkowo nagradzane przez współczesną kulturę. Jednak za każdym razem, gdy zaczynam się martwić, warto siebie zapytać, po co to robię. I dlaczego wolę odpływać myślami w zmartwienie, niż wybrać troskę".

30.04
Ojciec się zamienia w matkę, przyjeżdża bez ostrzeżenia i nigdy nie wiadomo, czy z matką, czy bez. Jak można tak komuś robić? :(
Matce dziś tego było mało, jeszcze wydzwania i znowu mnie poucza, jak mam żyć - oczywiście mam żyć tak, żeby przypadkiem mi dobrze nie było, znęcać się nad sobą, kiedy jej tu nie ma, niedoczekanie jej. I jeszcze ta bezczelność, z jaką mi proponuje spędzanie czasu z nią, jakby przemoc była normą.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz