środa, 16 sierpnia 2017

#przemoc

24.07
Matka wie, że ma nie wydzwaniać, bo przyjeżdża M. I co? Nadal to robi - specjalnie mi na złoć!

Dziś świetny wpis na cudzym blogu. ;) O tym, jak oprawca udaje ofiarę, zwłaszcza przy świadkach. Jeśli jesteście świadkami czegoś takiego, reagujcie, zamiast dawać się nabrać oprawcy!

Wpis znajdziecie tutaj.

Moja matka najczęściej stosuje podpunkt a:

"a) Mów do swojej ofiary tak, jakby Cię zaatakowała, była niebezpieczna, niezrównoważona, nieobliczalna, nie panowała nad sobą".

4.08
Zepsuła mi się lodówka. Po 13 latach. Nie da się naprawić. W domu zaraz będzie chaos i koszmar, bo to nie kwestia wymiany lodówki. Trzeba rozmrozić starą. Wynieść z niej całe jedzenie, pozawijać w ręczniki, pochować pod kołdrą. Zawołać machera, który zdejmie szafkę znad lodówki, bo nowa się pod nią nie zmieści (już nie produkują lodówek na 165 cm nie gorszych od obecnej), wyjąć wszystko z szafki (wchodząc na krzesło), przewiercić nowe dziury, powiesić szafkę, pochować to, co z niej wyjęłam...

Ja nie jestem w stanie tego zrobić w ogóle. To oznacza obecność matki w moim domu (i nie że ja ją poprosiłam - nie! Ja jestem przeciwko temu, to ona się wszędzie pcha w wiadomym celu, udając, że pomaga, ma znęcanie się na zawołanie przez kilka dni). Będzie horror, będzie się nade mną psychicznie znęcać. Dlatego nienawidzę żadnych zmian w domu i na żadne się nie godzę. ;(

Dziś udało mi się uniknąć matki, bo sama pomierzyłam obecną lodówkę i sprawdziłam, czy nowa się zmieści. Ale do prac fizycznych nie mogę się zabrać. ;(

Dziś już nie mogę oddychać i umieram z bólu, bo musiałam powynosić leki i dokumenty z kuchni - matka na 1000% będzie grzebała po szafkach, kradła, wyrzucała, szpiegowała (nadal nie oddała mi leków i wszystkiego innego ukradzionego ponad rok temu). 

Specjalnie ma zamiar przyjechać w godzinach, kiedy śpię - mnie na złość, żebym nie mogła jej pilnować i patrzeć na ręce. To jej stara śpiewka, a ludzie się nabierają na tę jej "pomoc". Ojciec grzecznie robi, co ona mu każe, bo sam nie chce mieć awantury, lepiej żebym to ja ją miała, nieprawdaż. Spodziewam się też, że odegra się na mnie - jak matka zacznie się awanturować, to ojciec na bank rzuci wszystko i wyjdzie, nic nie skończy, a mnie zostawi samą z matką, zamiast uciszyć matkę albo ją wyrzucić. Dlatego prosiłam, żeby matka załatwiła jakiegoś machera, sama na raty może bym jakoś uzbierała na niego, ale ona na to nigdy nie pójdzie, bo wtedy nie byłaby potrzebna i nie mogłaby tu przyjechać.

5.08
Matka wywinęła numer - nie zamówiła lodówki. Dobrze, że się o tym dowiedziałam. Przez nią mam zmarnowany weekend i 2 dni z tygodnia, nie mogłam się umówić ze znajomymi ani z panią z OPSu. W dodatku lodówka zamawiana z dnia na dzień to dodatkowe koszty, podczas gdy zamawiana wcześniej nie generuje żadnych dodatkowych kosztów. Matka usiłowała mnie zmusić, żebym na darmo rozmrażała lodówkę i żebym straciła wszystkie produkty z zamrażalnika! Wiedziałam, że wykręci jakiś numer, nie mogło być inaczej!

Zapowiedziałam jej też, że wolę nie mieć lodówki, niż znosić jej przemoc.


6.08
Wydzwania i od pierwszego słowa kłamstwa i poniżanie.
Lodówki nie zamówiła na wtorek, tak jak prosiłam, tylko specjalnie na poniedziałek, bo to szansa dla matki, żeby zobaczyć opiekunkę i się do niej doczepić, a potem mi wypominać, jaka to ona zła, i kazać mi z niej zrezygnować. Bo jej się wydaje, że mi może rozkazywać.


7.08
No i matka urządziła się tak, że wszystko musiałam robić całkowicie sama. :/ Możecie sobie wyobrazić, w jakim teraz jestem stanie. Matka zamówiła lodówkę na dziś, wbrew mojej woli - miała być na jutro. Matka miała przyjechać wcześniej mi pomóc, ale już jest 11:30 i jej oczywiście nie ma. Sama opróżniłam lodówkę i przygotowałam ją do rozmrażania. Więcej już nie jestem w stanie zrobić. ;( To tyle kwestii, jak to mi kochana mamusia pomaga.

Pozamykałam balkon i zasłoniłam okna, żeby słońce nie padało na mrożonki, które leżą pod kołdrą na łóżku. Mogę się założyć, że matka będzie chciała rozmrozić mrożonki mi na złość.


***
Matka dała popis stulecia. Bite 3h znęcania się werbalnego NON STOP. Nawet nie jestem tego w stanie opisać. Jestem roztrzęsiona. Matka sama podjęła wybór, że decyduje się zachowywać normalnie, jak człowiek - oszukała mnie. Znowu, a ja, durna, dałam się znowu nabrać. Doczepiła się DO WSZYSTKIEGO, co sobie można wyobrazić. Wmawiała mi schizofrenię, straszyła sądem i ubezwłasnowolnieniem. Doczepiła się do Maryli i do moich wszystkich przyjaciół, nawet do Oli, ja jej nie wystarczę. Doczepiła się nawet do mojego własnoręcznie robionego wisiorka z sową! Do włosów, do jedzenia, do wanny, do umywalki, pieca, zlewu, starej lodówki - do wszystkiego, totalnie wszystkiego. Nie chciała się zamknąć, chociaż jej kazałam chyba ze 2 tysiące razy. W końcu jest w MOIM domu, nie u siebie, więc tu panują MOJE zasady - olała je. Olała mnie. Udawała, że coś robi, w rzeczywistości jeździła suchą szmatą po 10 cm szafki - ciągle po tych samych 10 cm. Nie pozwoliłam jej wyjść z kuchni, musiałam jej pilnować, patrzeć na ręce. Usiłowała agresją werbalną spowodować, żebym ją zostawiła samą, żeby mogła grzebać. Nie udało jej się.

Zwalała na ojca, że on też mnie chce ubezwłasnowolnić. Ojciec też dał ciała, nie zdjął szafki, zaraz na początku zostawił tu matkę i sobie poszedł, zamiast chronić swoją córkę.

Matka zaczęła wyciągać półki ze starej lodówki, że niby sobie je weźmie. Ręce nam opadły, mnie i ojcu. Takie gromadzenie śmieci to choroba. Matka już zawaliła swoje mieszkanie makulaturą, ma ją nawet w łóżku! Teraz chce części do starej lodówki zbierać.

Wyszło tak, że żadnej pomocy nie dostałam. Ja sama, całkowicie sama musiałam się zajmować lodówką i pilnowaniem matki. Szafkę zdjęli panowie, którzy przywieźli lodówkę, choć mieli ją zdjąć rodzice już w weekend - specjalnie wcześniej, gdyby miały być jakieś problemy. I były!

Matka przy obcych udawała milusią. Żebym przypadkiem świadków nie miała. Sąsiedzi nie przyszli mi na pomoc, chociaż musieli słyszeć jej awantury. Ale też ja już nie wierzę w policję i jej pomoc.

Najgorsze, że nie miałam dokąd uciec i nie mogłam uciec. Nie mogłam jej zostawić, nie mogłam zamknąć drzwi od sypialni, bo wisi na nich półeczka na scrapy - nie jestem przygotowana na to, że we własnym domu muszę się przed kimś chować.

Usłyszałam też, że to moja wina, że lodówka się zepsuła, bo jak się szanuje, to się ma. Ciekawe w takim razie, po co ona chce wymienić swoją lodówkę - gdyby szanowała, toby miała, nieprawdaż.

BTW, tak jak myślałam, matka usiłowała rozmrozić moje mrożonki, puszczając na nie słońce. Dobrze przewidywałam.

Usiłowała też kraść leki, zaglądała do szuflady z lekami, na szczęście je wcześniej ukryłam. Podobnie jak dokumenty.

Puls bliski 200. Dla mnie takie coś to już za duży stres. Nie mam siły. ;( Do tego wszystkiego matka usiłowała mnie ciągle dotykać - wie, że mam ZA, robiła to specjalnie, żebym zaczęła krzyczeć. Ona wtedy mogła zapuścić swoją śpiewkę, że jestem psychicznie chora, że histeryzuję, że powinni mnie w kaftan zamknąć. Mnie?! To nie ja tu byłam agresywna. Powinna się cieszyć i być zdumiona, że na jej godziny agresji ja zareagowałam jedynie meltdownem! Wiele osób z ZA nie kończy na tym i sięga po agresję fizyczną - i ona też byłaby uzasadniona. Myślę, że matka bardzo by tego chciała, tylko jak dotąd nigdy jej się nie udało. Przemocy fizycznej doświadczałam od rodziców ja, a nie oni ode mnie, bo byli więksi i silniejsi od dziecka.

Na koniec nie chciała się wynieść. Ojciec nie chciał po nią przyjechać, jak wezwałam taksówkę (musiałam to zrobić za nią), to nie chciała do niej iść, tylko dalej werbalna agresja, mimo że jej ciągle powtarzałam, że ma nic nie mówić.

Szafki w końcu nie przewiesili, stoi na korytarzu. Nie mam gdzie schować garnków. Nie mam nic do jedzenia, bo matka zabrała. Już raz to zrobiła. Udało mi się wyrwać jedną mrożonkę i cisto kruche. Nawet owoców na kompot nie mam. Dobrze, że mam frytki i jakieś kisiele jeszcze. ;(

BTW, lodówka, mimo że wyższa, wcale nie jest większa od poprzedniej. W poprzedniej lepiej było wnętrze rozplanowane, półki głębsze. Ta niby jest głębsza, a półki płytsze. Jest śliczna, ale nadal nie rozumiem, po co robią takie wysokie.

***
Ja miałam puls 200 i mogło mi pęknąć serce, a do ojca trzeba było wezwać pogotowie. To dzieło matki. Ona nas zabije w końcu.


13.08
Nie mam ochoty nic robić. Nie mam siły na żadną aktywność. Depresja nasilona przez drogą mamusię. Nie wiem, ile mi zajmie odchorowanie tego. Na razie mam ochotę tylko umrzeć. Może jak zrobię tak, jak ona mi każe - i odstawię leki, to szybciej się zabiję? Będzie wtedy szczęśliwa.


15.08
Serce boli nadal, zaczyna to być niepokojące. :( Ból nasila się po telefonie matki, która wydzwania bez opamiętania.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz