środa, 12 października 2016

1%

Dostałam dziś wyciąg z subkonta w fundacji z rozliczeniem 1%. Jak co roku bardzo Wam wszystkim dziękuję. Bez Was naprawdę byłoby krucho. Dziękuję także osobom, które regularnie i nieregularnie dokonują wpłat na subkonto. Wszystkim Wam razem i każdemu z osobna. Podziękowania należą się też osobom, które rozpuszczały wici, przekazywały dalej link do wydarzenia i namawiały znajomych. DZIĘKUJĘ!


Wpłaty nadeszły z poniższych miast:

Będzin
Chorzów
Gdańsk
Gdynia
Gliwice
Katowice
Kraków Podgórze
Legionowo
Leżajsk
Łęczyca
Łódź Górna
Łódź Polesie
Malbork
Mikołów
Nakło nad Notecią
Olsztyn
Otwock
Płock
Poznań Grunwald
Poznań Nowe Miasto
Poznań Wilda
Poznań Winogrady
Ruda Śląska
Warszawa Bemowo
Warszawa Bielany
Warszawa Mokotów
Warszawa Praga
Warszawa Śródmieście
Warszawa Ursynów
Warszawa Wola
Wejherowo
Wołomin
Zgierz
Zielona Góra


Przypomnę notkę o tym, jak działa 1% i na co można go wydać. :) Mój 1% przeznaczam zawsze na podstawowe leki, czasami na sprzęt ortopedyczny. Leki to potworny kasożerca, i to mimo że nie kupuję sativexu, bo po prostu nie mam szans na tak wielką kasę. 

Machamy do Was łapką z Maszeńką! :)


wtorek, 11 października 2016

#przemoc

01.09.16. Wyłączyłam wczoraj możliwość wyświetlania daty urodzin na wallu fb, bo stężenie lęku w ostatnich tygodniach jest takie, że kolejnego kontaktu i kolejnych postów, choć miłe, nie wytrzymam. :( W dodatku lęk był tym większy, że wiedziałam, że dla matki to będzie pretekst do kontaktu. I niestety miałam rację, zadzwoniła w środku nocy. Złożyła życzenia sobie (właśnie tak) i gładko przeszła do wymuszania tego, co chciała, do przemocy, więc skończyłam rozmowę. Boję się, że tu przyjedzie, i to znowu wykorzystując ojca jako tarczę. :(

***
Myślałam, że niebieska karta coś zmieniła, że matka się zmieniła. Niestety. Była tu dziś, zasłaniając się ojcem, jak zwykle, żebym nie mogła jej przed nosem zamknąć drzwi. Przywiozła tort i kwiatka, myślałam, że może się wreszcie zmieniła, ale to niestety znowu jej gierki - tort ma znowu służyć za dowód, że jest kochająca i robi to dla mnie. No bo przecież wie, że nie umiem kłamać i nie będę w stanie oszukać kogoś, że tortu nie było.

Zaczęła mnie zastraszać, jak tylko ojciec wyszedł do samochodu. Powiedziała, że we wrześniu będzie na kolejnej rozmowie w MOPsie. Kazała mi "wycofać to" (czyli kartę). I straszyła, że mnie "zdemaskuje", co znaczy, że już niestety coś knuje i będzie znowu kłamać, tak jak na poprzednim spotkaniu.

Dała mi chwilę wytchnienia, bo wyjechała i nie miała dostępu do telefonu ojca, więc nie mogła się podszywać pod niego i wydzwaniać. Już wróciła i wszystko zaczyna się od nowa.

26.09. Kiedyś w Ikei można było kupić takie plastikowe klamry do zapinania opakowań żywności. Jak one się nazywały? Pod jakim hasłem mam szukać na allegro? Miałam zapas, niestety matka ukradła (albo ukryła przede mną), dopiero dziś, gdy mi taka klamra była potrzebna, zauważyłam brak. Znalazłam pojemnik, w którym je przechowywałam, ukryty w miejscu, gdzie nigdy bym go nie schowała, ale pojemnik jest pusty, klamerek nie ma. :(

BTW, jak widzicie, nie zapisuję wszystkich prób kontaktów - bo niestety NIC się nie zmienia. Ciągle jest ta sama przemoc. Karta nic mi nie dała, policja nie odebrała matce ukradzionych mi leków ani nie wpłynęła na jej zachowanie. Jest jeszcze gorzej, bo matka mnie jeszcze bardziej szantażuje i straszy, że mnie w coś wrobi. Czytałam niedawno, jak oprawcy zakładają niebieskie karty ofiarom, a policja na to pozwala i nie reaguje. Ofiary w żaden sposób nie są chronione, za to oprawcy wolno wszystko :(

11.10. Odkupiłam sobie klamry do żywności. Odkupiłam sobie sitka do kubeczków (które też matka ukradła, co się okazało, kiedy z Olą chciałyśmy sobie zaparzyć yerbę). Niestety nigdzie nie ma takich sitek, jakie miałam w komplecie z kubkami. Te, które są, mają beznadziejną jakość, odstają od kubka, nie da się ich wyprofilować tak, jak powinny wyglądać, są niewygodne w użyciu.

Matka do mnie znowu wydzwania. Nadal mnie straszy, że "jak zacznie działać, to będę mieć kłopoty". Wiem, że knuje, żeby mnie w coś zrobić, a po "Warszawie kryminalnej" wiem, jak łatwo wrobić niewinnego człowieka. Po założeniu niebieskiej karty matka się zmieniła na gorsze i jest coraz bardziej dla mnie niebezpieczna.

Nie oddała mi nadal leków, co jeszcze bardziej zagraża mojemu życiu, bo Polfa przestała produkować Bunondol, nie można go nadal nigdzie kupić, a matka ukradła mi miesięczny zapas leku.

Matka kłamie, że chce mi pomóc. Oszukuje mnie, że mnie umawia do lekarzy, o co proszę, a potem się okazuje, że tego nie zrobiła. Tak np. było z psychiatrą. Miała mnie umówić do psychiatry (tego samego co 3 lata temu i w tym samym celu); powiedziała ojcu, że mnie umówiła, a kiedy ją spytałam na kiedy, to zrobiła mi awanturę i wyszło na jaw, że wbrew temu, co twierdziła, w ogóle mnie nie umówiła. Te jej działania odsuwają w czasie wyrobienie nowego orzeczenia. Może właśnie o to jej chodzi, skoro mnie straszy "kłopotami".

Budzi mnie w środku nocy, doskonale wiedząc, że mam hipersomnię i że nie wolno mnie budzić. Zresztą wszystko, co robi, przeczy jej twierdzeniu, że rzekomo chce, żebym czuła się lepiej. Pogarsza mój stan zdrowia przy absolutnie każdym kontakcie. Nie dość, że podnosi puls, nasila hipersomnię i ból, to jeszcze nasila myśli samobójcze.

Cały czas usiłuje mnie truć jedzeniem, którego nie wolno mi jeść, bo się po nim źle czuję. Żeruje na tym, że wie, że nie umiem wyrzucać jedzenia i że mam trudność, żeby jej odmawiać i nie dawać więcej szans.

Przy okazji znalazłam niedokończoną butelkę likieru kupionego przez Marylę ponad rok temu (przy jej poprzedniej wizycie). Czekał na nią rok, chciałyśmy się napić razem, kiedy była u mnie w tym roku, i wtedy okazało się, że go nie ma. Nie wiedziałam, czy matka go ukradła, czy schowała, jak to ma w zwyczaju. Butelka była ukryta w głębokiej szufladzie do przechowywania opakowań mąki i kaszy. Szuflada jest w szafce przy samej ziemi, likier był ukryty na samym końcu, za wszystkimi opakowaniami, tak, żebym go nie zauważyła podczas zaglądania. To wszystko to nadal skutek działania matki, które wykonała, kiedy ja byłam w szpitalu kilka miesięcy temu. Wciąż nie znalazłam wszystkiego, a o uporządkowaniu z powrotem tego, co powyciągała i pozamieniała miejscami, mogę zapomnieć.

Nie wiem, dlaczego ciągle mam jakieś skrupuły w stosunku do niej - ona w stosunku do mnie nie ma żadnych. I nie wiem, dlaczego ojciec ciągle mnie naraża na kontakt z nią. :(***

14.10
Znajduję kolejne zniszczenia i kradzieże, ciągle pokłosie włamania, kiedy leżałam w szpitalu.

W kuchni na parapecie mam drewnianą skrzyneczkę, w której trzymam kawę. Po powrocie nie było w środku żadnej kawy. Ale wtedy nie zauważyłam zniszczenia. Teraz odkupiłam sobie kawę i chciałam ją tam znowu schować. I co znalazłam w środku skrzynki? Wsadzony tam ułamany fragment metalowego zamknięcia! Matka musiała na siłę otwierać, bo przecież nie mogła przepuścić okazji i nie zajrzeć WSZĘDZIE. Urwała zapięcie i jeszcze je włożyła do środka.



Z kolei szukając starych okularów, znalazłam dziś w szufladzie... kabel od koca elektrycznego. Koc matka ukradła, kiedy leżałam w szpitalu (wyciągnęła go spod prześcieradła, więc sobie wyobraźcie, jakie to było gruntowne przeszukanie!), musiałam go sobie odkupić. Zabrała go albo wyrzuciła (do dziś nie wiem), a odpięty od niego kabel ukryła w szufladzie na okulary i drobiazgi, gdzie nigdy bym żadnego kabla przecież nie szukała.

23.10.
Umówiłam się z ojcem, że mnie jutro podwiezie do szpitala na badania. Po chwili dzwoni znowu. Okazuje się, że to znowu matka się podszyła. I zaczyna się - przesłuchiwanie. Co to za badanie, a po co, a czy masz skierowanie, a gdzie masz iść, a jak ma wyglądać to badanie itd. Milion pytań, na które odmawiam odpowiedzi, bo przecież matka wykorzystałaby je jak zwykle przeciwko mnie.

 Matka wkurzona, że nie chcę jej nic zdradzić, zaczyna mnie znowu straszyć. Znowu twierdzi, że mam schizofrenię, że zwariowałam, że jestem nienormalna, że rodzina też uważa, że zwariowałam (tak, ta rodzina, która od wielu lat się do mnie nie odzywa, która nigdy nie odpisała nawet na żaden list czy mail (z nielicznymi wyjątkami, co muszę podkreślić, żeby nie być niesprawiedliwą,  i z wyjątkiem nieżyjących już Dziadków), która nigdy mnie nie odwiedziła przez 40 lat, ta rodzina, która bezgranicznie wierzy kłamstwom matki, nie sprawdzając nawet źródeł i nie pytając mnie; gdyby ich obchodziło cokolwiek poza plotkami o mnie, sami przez te lata by mnie zapytali, co słychać). Teraz już mi wszystko jedno, bo sobie to dawno temu odpuściłam, nie będę się przecież bez końca narzucać komuś, kto nie chce kontaktu (i to samo ojciec kiedyś radził matce, bo to zawsze ona wydzwania i jeździ do rodziny, nigdy na odwrót), poza tym nie miałabym już siły na pisanie maili. Ale kiedy jeszcze miałam na to siłę, to na te odpowiedzi na listy czekałam jak durna i naiwna (odpisywał mi tylko brat i jedna ciocia). Śledzę grupy EDS i widzę, że wielu ludzi ma ten sam problem. W momencie pojawienia się diagnozy czy hipotonii, czy dużego bólu, rodzina się odwraca. Czasami tylko ignoruje chorego, co nie jest złe, bo mu przynajmniej nie szkodzi. A czasami ciągnie w dół ("przecież chodzisz po domu, to czemu udajesz, że potrzebujesz wózka?", "przecież wyglądasz na zdrową"), zamiast się douczyć o EDS. I to nie dotyczy tylko 6a, a wszystkich typów. Może nie powinniśmy się czepiać, bo powody milczenia mogą być różne, a nawet jeśli ktoś milczy, bo ma innych w nosie, to też ma prawo; ale obgadywanie i kłamstwa za plecami to jednak obrzydliwość (i nie,  nie mówię o zwykłej rozmowie na temat faktów, tylko właśnie o tym dwulicowym krętactwie; o gadaniu za plecami i broń boże o zapytaniu zainteresowanego, patrząc mu w oczy).

Matka robi wszystko, żeby mnie utrzymywać w stanie zastraszenia, bo wie, że w depresji jest się na to bardzo podatnym i bardzo łatwo zastraszaniem doprowadzić do samobójstwa. Ale nie wiem jeszcze, dlaczego tak jej na tym zależy. Zawsze zależało jej na władzy, więc to może być odpowiedź. :(

25.10.
Matka nie chce mi powiedzieć, co zrobiła z blokiem akwarelowym. Nie ma go nigdzie, gdzie mógłby być (oczywiście nie ma go tam, gdzie leżał, na swoim miejscu na biurku). Muszę znowu odkupić kolejną rzecz, kolejny wydatek. :/

26.10
Matka znowu dzwoni (podszywając się pod ojca).
- Szukałaś kaptura do kurtki?
- Nie, bo nie mam czasu, już ci to dziś mówiłam!
- Jak to nie masz czasu?! [matka uważa, że mam nie mieć życia i swoich spraw i zajęć, tylko mam siedzieć i czekać, aż ona mi powie, jakie ma plany i co mam robić?!]
- Nie mam czasu. Co chcesz?
- (zaczyna znowu po mnie jeździć)
- Cześć!
- Ale poczekaj!
- To co chcesz?!
- Jesteś uzależniona od komputera, skoro nie masz czasu! [jasne, bo przecież jestem informatykiem geekiem i nic nie robię, tylko grzebię w komputerze, tak się na nim świetnie znam]
Odkładam słuchawkę.

Wczoraj też się tak podszyła i straszyła mnie,  że dziś przyjedzie. Chyba ze 20 razy jej powiedziałam, że ma NIE przyjeżdżać, bo sobie tego nie życzę. I co? Dziś w środku nocy (bo przecież wie, że mam hipersomnię, więc to wykorzystuje, żebym czuła się gorzej) pukanie do drzwi. Przyjechała. Przyjechała się znowu awanturować, od progu jej mówiłam, że ma się nie rozbierać i od razu wyjść, bo jeszcze ojciec odjedzie i ją tu zostawi. :/ Przywiozła kurtki do przymierzenia, chociaż mówiłam, że nie chcę żadnych ubrań, bo już mam pełną szafę cudzych (kupionych przez nią), a nie mam się w co ubrać, bo przecież w cudzych i brzydkich chodzić nie będę. Kurtki były ładne, to prawda, ale nie liczcie na to, że zrobiła to z dobrej woli. To wszystko jest na pokaz, żeby potem mogła mówić, ile dla mnie robi. Wie, że mam ZA i nie będę w stanie skłamać, więc powiem prawdę, że rzeczywiście te kurtki przywiozła. Tak samo było z pralką. Co prawda dostałam ją od ojca, ale matka sobie przypisała całą zasługę i od razu się tym chwaliła na spotkaniu z zespołem niebieskiej karty. Potem słyszę od obcych ludzi, że "przecież dobre rzeczy na pewno matka też robi" i że "robi to, bo się o mnie boi". Rozumiem, że skoro ja też się boję o ojca (i jego zdrowie), to mam zacząć go tak samo prześladować?

29.10.
Matka znowu podszywa się pod ojca.
- Chcę ci wysłać tam ojca, bo kupiłam kurczaka, ser biały, kotlety z indyka [dalej wymienia produkty, o których wie, że nie mogę jeść]
- Nie przysyłaj ojca. Kurczaka zamroź, a innych rzeczy nie chcę.
- Jak to, musisz jeść mięso, bo jesteś skrajnie niedożywiona.
- Nie jestem! [ostatnie badania bardzo dobre, poza fibrynogenem]
- Jesteś, profesor mi powiedział! [kłamie]
- Mnie nic nie mówił, a poza tym ciebie tam nie było [to prawda, byłam w szpitalu tylko z ojcem, poza tym nie upoważniłam nikogo do rozmawiania o mnie z matką]
- Musisz zrobić badania!
- Przecież już robiłam! [robiłam przed szpitalem; matki "zrób badania" oznacza tyle co "pokaż mi, żebym je mogła wykorzystać przeciwko tobie; tak jak nadal wykorzystuje fakt, że kilka miesięcy temu w szpitalu nie byłam w pełni świadoma wszystkiego, co się działo]
- Przejrzyj lodówkę, bo masz tam starocie. [znowu kłamstwa, starocie dostaję jedynie od niej, tak samo jak gotowce, zamiast produktów - nie mogę jeść gotowców, bo jest w nich chemia i nigdy nie wiadomo, co matka tam wciśnie, a zawsze wciska to, co mi szkodzi]
- Nie mam, nie kłam.
- To co robisz?
- Jestem zajęta.
- Jak to zajęta? Ty jesteś zajęta? A co ty niby takiego robisz?
- Koniec przesłuchania. [odkładam słuchawkę i już nie odbieram, kiedy znowu wydzwania, bo już wiem, że to ona - z ojcem już dziś miałam kontakt mailowy]

***
Czytam Lisę See, dzwoni ojciec, odbieram. Niestety - znowu matka.
- Co tam u ciebie słychać?
- Przecież już dziś dzwoniłaś!
- Dzwoniłam, ale siedzisz przy komputerze!
- Nie wiesz, co robię, więc nie kłam!
- Ja wiem, co ty robisz!
Odkładam słuchawkę. Wydzwania dalej, ale już nie odbieram.

30.10.
Dziś dowiedziałam się od matki, że psychiatria i psychologia to jedna wielka ściema. A wyczytała to w brukowcach i w Internecie. "Na zagranicznych stronach". Ciekawe na jakich, skoro matka czytać nie umie w żadnym języku, nawet polski jest dla niej zagadką ("cureczko").

31.10.
Od kilku dni układam rzeczy scrapowe w szafeczkach, które złożyła jeszcze poprzednia opiekunka. ;) Jedna szafeczka już gotowa. Obawiam się, że dwie mi nie wystarczą. ;)
BTW, matka, jak zobaczyła te szafeczki, to się rzuciła z awanturą na mnie. A potem chciała mi je zabrać, bo jej pasują. Ciekawe do czego, do przechowywania nieużywanej makulatury, którą matka zbiera, nie nadadzą się, bo są za delikatne. Gdyby mnie nie było wtedy w domu, na bank by je ukradła wbrew mojej woli. :(

***
Matka mnie znowu nachodzi bez ostrzeżenia. Jak się zajęłam rozmową z ojcem, to matka już zaczęła grzebać w moich rzeczach (wbrew mojej woli, wie, że niczego jej w moim domu nie wolno dotykać!) i wyciągać mi rzeczy z szafy (pościel, prześcieradła). Gapi się na mnie złośliwie, jak jej zwracam uwagę, zaczyna się awanturować i mnie obrażać ("zaniedbałaś się", tylko to ciągle słyszę i żadnej propozycji pomocy w depresji). Jak widzi, że mam pasję (ona nie ma żadnej, nie pracuje, nic nie robi w życiu), że ojciec pochwalił moje kartki, to słyszę "Po co ci to, pieniędzy z tego nie masz!" (wg niej nadal mam leżeć, nie żyć, nie brać leków, czekać na śmierć, skrajnie cierpiąc). Znowu mnie wyzwała od schizofreniczek. Znowu mi wmawia, że mam złe hormony (mimo że wyniki hormonalne mam idealne i profesor je widział tydzień temu w szpitalu; nie przyszło jej do głowy, żeby mi pomóc z badaniami nawet, ale kłamie, że się martwi). Oraz jestem zła i beznadziejna, i udaję, i mam zrezygnować z opiekunki (bo albo mam prace fizyczne robić sama, albo - skoro nie mogę - mam się przeprowadzić do niej, żeby się mogła znęcać 24/24).

Odmawiała opuszczenia mojego mieszkania przez prawie godzinę!

Słyszałam, jak ojciec do kogoś mówił na korytarzu, czyli ktoś słyszał jej awanturę, a mimo to nie wezwał policji na pomoc i nie mogę znaleźć świadków zachowania matki, bo nikt się nie chce przyznać, że słyszał.

Ktoś, kto:
- włamuje się do czyjegoś mieszkania (wbrew woli)
- robi rewizję w mieszkaniu (wbrew woli)
- kradnie leki (wbrew woli)
- kradnie, chowa, wynosi inne przedmioty (wbrew woli)
- nachodzi kogoś (wbrew woli)
- obraża, poniża, znęca się, krytykuje (wbrew woli)
- stosuje stalking, podszywając się pod kogoś innego (wbrew woli)
- usiłuje narzucić swoją wolę, wymuszać, szantażować (wbrew woli)
- obmawia za plecami i kłamie (wbrew woli)
- szantażuje czyichś lekarzy i zmusza ich do zmiany diagnozy (wbrew woli)
- zagraża czyjemuś zdrowiu i życiu (wbrew woli, bo nie prosiłam jej o pomoc w samobójstwie!)
nie może mieć dobrych intencji.

***
Kolejna rzecz, którą muszę odkupić, bo matka ukradła? ukryła? Pędzel silikonowy do nakładania gessa. Nie ma. Nawet nie liczę, ile już musiałam wydać pieniędzy na odkupowanie rzeczy, które wyniosła z mojego mieszkania i nie oddała. I po co jej taki pędzel? Co nim będzie robiła?

1.11.
Matka się znowu podszywa pod ojca.
- Przeglądałaś tam te czapki? [non stop usiłuje mnie zmusić do robienia burdelu w szafie, w której jest zrobiony porządek]
- Nie i nie mam czasu na bzdury.
- Jak to nie masz czasu? Co robisz?
- Jestem zajęta! [nie zamierzam się dawać przesłuchiwać, żeby to znowu wykorzystała przeciwko mnie, a mimo to i tak to robi:]
- Jak to zajęta? A co ty masz do roboty? I co ci z tego przyjdzie?
- Cześć!
Odkładam słuchawkę i słyszę, jak się drze, żebym poczekała. Ale ja już nie mam zamiaru dawać się znowu dręczyć. Za każdym razem, kiedy odbieram telefon, myśląc, że to ojciec, matka dostaje bonusową szansę na poprawę. NIGDY jej nie wykorzystuje. ZAWSZE po raz kolejny mnie dręczy.
Wydzwania dalej, ale już nie odbieram.