Pomijając nastoletniość, kiedy miałam 2 próby samobójcze, przez całe życie marnuję większość energii psychicznej, większość zasobów, żeby przeciwstawić się samobójstwu, które mnie nęka tak samo jak matka. W każdym kontakcie matka doprowadza mnie do stanu, że CHCĘ umrzeć - więc jak mam się wtedy przeciwstawiać samobójstwu?! Resztę zasobów psychicznych i fizycznych zabiera mi EDS6a. Bez przemocy matki dałabym sobie radę z EDS, ale matka ograbia mnie z całej tej resztki zasobów niezbędnych do przeżycia. I robi to w białych rękawiczkach, żeby nie ponosić konsekwencji mojej śmierci.
Ja już nie mam siły dalej walczyć:
o przeżycie każdego dnia,
o oddech każdego dnia,
o to, żeby samobójstwo nie doszło do skutku,
o to, żeby wytrzymywać ból mięśni, ścięgien, więzadeł, stawów, nerek, pęcherza, cewki moczowej, jajników, jelit, żołądka, trzustki, wątroby, dróg żółciowych, skóry, nerwów, głowy, dyslokacji, serca, kręgosłupa, miednicy, żeber, obojczyków, zębów, przełyku, gardła, tchawicy, zatok, żył, nadgarstków, palców, kostek, śródstopia, macicy, odbytu,
o to, żeby ciągle udowadniać, że nie jestem wielbłądem,
o to, żeby znosić hipotonię, dysautonomię, duszenie się, mdłości, wymioty, ataki snu i potu, kolki nerkowej i żółciowej,
o to, żeby lekarze mnie nie zabili jakąś niedozwoloną kroplówką, lekiem, leczeniem albo jego brakiem,
o to, żeby ciągle wyszarpywać to, co mi się prawnie należy bez wyszarpywania,
o to, żeby ktoś zauważył moje zbiórki, wpłacił coś, przesłał je dalej, czyli żeby odwalił robotę, którą powinno wykonywać państwo,
o to, żeby OPS, NFZ, firma opiekunek, opiekunki i inne pomocowe instytucje, robili to, do czego są stworzeni, a czego nie robią,
o to, żeby ktoś mi pomógł przeżyć, zamiast ignorować,
o to, żeby skontaktować się z urzędami, firmami, providerami itp., żeby cokolwiek załatwić, żeby wszyscy robili to, za co im się płaci,
o to, żeby przełamywać dyskryminację na każdym kroku,
o to, żeby wyjść z domu,
o to, żeby sprawni nie zamykali mnie w 4 ścianach i bez pomocy,
o to, żeby nie zabraniano mi głosować, skoro prawo do głosu mi się prawnie należy,
o to, żeby uzbierać na respirator, wózek elektryczny, ortopedę, leczenie itd.,
o dostęp do leczenia, do NFZu, do badań i leków,
o dostęp do transportu,
o podstawowe prawa, które istnieją dla sprawnych, a dla ON nagle nie,
o to, żeby OPS nie odbierał mi zasiłku, zawrotnej sumy 350 zł, które w 100% wydaję na jedzenie, bo jestem za bogata (dostaję rentę 650 zł, no szał rozpusty!),
o to, żeby pozwolono mi się leczyć,
o to, żeby ktoś wreszcie egzekwował prawo zakazujące przemocy i zrobił coś z przemocą mojej matki,
o to, żeby lekarze na komisjach lekarskich byli uczciwi,
o to, żeby ludzie wszystkich innych zawodów na mojej drodze byli uczciwi,
o to, żeby lekarze douczyli się o EDS6a i traktowali to poważnie,
o to, żeby inni ludzie, w tym lekarze, nie szastali cudzym życiem, jakby było nieważnym śmieciem,
o to, żeby móc pisać blog o EDS6a, żeby chorzy mieli jakieś informacje i nie umierali bez sensu,
o to, żeby nie musieć pisać tego bloga i dzielić się wiedzą, którą z chorymi powinni się dzielić lekarze, a nie ja,
o to, żeby nie być zmuszoną odwalać roboty za lekarzy, którzy nie chcą diagnozować i leczyć osób z EDS6a,
o to, żeby ciągle się na nowo podnosić, mimo że gnoją mnie i kopią inni ludzie, nie tylko choroba,
o to, żeby ciągle sprostać cudzym nierealnym, niemożliwym wymaganiom,
o to, żeby matka przestała stosować przemoc i okłamywać innych na mój temat,
o to, żeby nie histeryzować przy kilkuset ciężkich objawach, mimo że inni histeryzują już przy jednym, i to nie niebezpiecznym,
o to, żeby w sytuacji zagrożenia życia otrzymać pomoc, którzy inni (np. na sorze) otrzymują bez proszenia i walczenia, choć ich życie nie jest zagrożone,
o to, żeby każdego dnia móc przeczytać choć kilka linijek książki i zrobić choćby zakładkę,
o to, żeby ludzie wiedzący o EDS nie narażali mnie na utratę zdrowia, życia i cierpienie, zarażając mnie infekcjami, nie nosząc maseczki, czy otwierając okna w moim własnym domu,
o to, żeby mnie nie skazywano na śmierć jak jakiegoś mordercę tylko dlatego, że mam EDS6a!
Wszyscy ciągle wykorzystują to, że nie mam siły się użerać i awanturować, że mam ZA, że mam depresję, że mam demencję.
Przecież nie domagam się luksusów. Płacę składki i podatki jak każdy uczciwy człowiek. Pracowałam jak każdy uczciwy człowiek. Domagam się tylko tego, co mi się należy zgodnie z Konstytucją i Konwencją Praw ON, a co sprawni i lżej chorzy dostają za friko bez proszenia, pytania o nic i bez odmowy. Na co mój tata zostawił temu państwu 200 tys zł w ZUSie, a ja zapracowałam pracą na rzecz WP.
Nic więcej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 23 czerwca 2019
Zasoby się skończyły
Etykiety:
ból,
depresja,
empatia,
NFZ,
niekompetencja,
opiekunka,
OPS,
pomoc,
prawo,
przemoc psychiczna,
przyjaźń,
samobójstwo,
sprzeciw,
toksyczna matka,
ultrarzadkie,
wsparcie,
zbiórka,
zrzutka,
życie codzienne
niedziela, 24 sierpnia 2014
Nie odpowiadam na wasze listy, telefony
Od kilku dni mam w głowie jedno wspomnienie sprzed kilkunastu lat. Pamiętam dziewczynę, ale już nie jej imię. To był ktoś taki jak Bratnia Dusza, ktoś, z kim nawiązuje się przyjaźń od pierwszego wejrzenia, od pierwszego kontaktu.
I nagle napisała do mnie maila, że wyjeżdża za granicę na stałe i że nie będziemy mieć kontaktu. Napisała to tak, że oczywiście było mi żal, ale jednocześnie serce zabiło mi z radości. Czułam się z tym dobrze. Jej uczciwość była bardzo pozytywna, ciepła i czuła, mimo wszystko. "Przegrałam" nie dlatego, że coś ze mną było nie tak, tylko dlatego, że w jej życiu nie było już miejsca na kolejną znajomość; musiała dokonać wyboru, a wybór jest jasny. Pomyślałam, że to tak powinno być - nie można kolekcjonować ludzi. Nie można nawiązywać nowych czasochłonnych kontaktów kosztem innych, tych już zawartych. Nie można rozpoczynać kolejnej przyjaźni, kiedy się nie ma czasu dla dotychczasowych przyjaciół. Przyjaciele to nie ktoś, kogo się zmienia co 3 lata, bo się znudził. Przyjaciel jest jak pies - zostaje do końca. Swojego lub naszego.
Oczywiście biorę pod uwagę rozmaite rodzaje przyjaźni, także taką, w której się na co dzień nie ma kontaktu, a jak się po roku, dwóch zejdzie, to jest tak, jakby nie było żadnej rozłąki. Ale nawet dla takich przyjaciół potrzeba czasu. Raz na 2 lata jednak trzeba maila napisać, prawda?
Piszecie do mnie często w komentarzach z pytaniem o kontakt. Nie ma go celowo. Już nie, bo na początku był. Nie ma, bo nie mogę nawiązywać kolejnych znajomości, nawet takich na chwilę, na jednego maila. Nie jestem w stanie tego udźwignąć ani psychicznie, ani fizyczne. Wiadomości na fp przechodzą przez sito czujnego oka Klaudii. Nie pozwala mi czytać tych, które mogłyby mnie pociągnąć w dół. W prywatnej skrzynce odbiorczej leżą dziesiątki maili nawet sprzed wielu miesięcy. To w większości maile od przyjaciół i znajomych, na które chciałabym odpisać (chciałabym móc odpisać na wszystkie, ale na te od przyjaciół jednak bardziej).
Ale ja przecież nie odpisuję.
I nie tylko dlatego, że nawiązanie jakiegokolwiek kontaktu (nawet napisanie maila!, o czym piszę tu) jest dla aspie kolosalnym, nierozwiązywalnym problemem, a ja nie mam czasu dla ZA, bo mi go brakuje na problemy większe.
Nie odpisuję, bo nie jestem w stanie. Możecie sobie dopisać jakikolwiek powód - i on na pewno będzie trafiony.
Nieznanym osobom łatwo to wytłumaczyć i łatwo sobie samej poradzić z dysonansem - nie wiem nic więcej poza tym, co jest na blogu i fp, więc niczego więcej nikt się ode mnie nie dowie. Po prostu. System tagów pozwala łatwo znaleźć to, czego się szuka.

Nie odpowiadam na wasze listy, telefony.
Porzucam przyjaźnie.
Wybaczcie mi to...
Coraz bardziej przywiązuję się do siebie
Wycofuję się w głąb.
Nie zadziwia mnie naród.
Nie zadziwia mnie tłum.
Zwycięstwa i klęski łączą się w jedno.
Zyski i straty łączą się w jedno.
Na wrzosowiskach podziwiam motyla.
Nocami karmię nietoperze.
Z wierzchołka góry
obserwuję
zachodzącą ostrygę słońca.
Wybaczcie mi to...
/E. Lipska/
I nagle napisała do mnie maila, że wyjeżdża za granicę na stałe i że nie będziemy mieć kontaktu. Napisała to tak, że oczywiście było mi żal, ale jednocześnie serce zabiło mi z radości. Czułam się z tym dobrze. Jej uczciwość była bardzo pozytywna, ciepła i czuła, mimo wszystko. "Przegrałam" nie dlatego, że coś ze mną było nie tak, tylko dlatego, że w jej życiu nie było już miejsca na kolejną znajomość; musiała dokonać wyboru, a wybór jest jasny. Pomyślałam, że to tak powinno być - nie można kolekcjonować ludzi. Nie można nawiązywać nowych czasochłonnych kontaktów kosztem innych, tych już zawartych. Nie można rozpoczynać kolejnej przyjaźni, kiedy się nie ma czasu dla dotychczasowych przyjaciół. Przyjaciele to nie ktoś, kogo się zmienia co 3 lata, bo się znudził. Przyjaciel jest jak pies - zostaje do końca. Swojego lub naszego.
Oczywiście biorę pod uwagę rozmaite rodzaje przyjaźni, także taką, w której się na co dzień nie ma kontaktu, a jak się po roku, dwóch zejdzie, to jest tak, jakby nie było żadnej rozłąki. Ale nawet dla takich przyjaciół potrzeba czasu. Raz na 2 lata jednak trzeba maila napisać, prawda?
Piszecie do mnie często w komentarzach z pytaniem o kontakt. Nie ma go celowo. Już nie, bo na początku był. Nie ma, bo nie mogę nawiązywać kolejnych znajomości, nawet takich na chwilę, na jednego maila. Nie jestem w stanie tego udźwignąć ani psychicznie, ani fizyczne. Wiadomości na fp przechodzą przez sito czujnego oka Klaudii. Nie pozwala mi czytać tych, które mogłyby mnie pociągnąć w dół. W prywatnej skrzynce odbiorczej leżą dziesiątki maili nawet sprzed wielu miesięcy. To w większości maile od przyjaciół i znajomych, na które chciałabym odpisać (chciałabym móc odpisać na wszystkie, ale na te od przyjaciół jednak bardziej).
Ale ja przecież nie odpisuję.
I nie tylko dlatego, że nawiązanie jakiegokolwiek kontaktu (nawet napisanie maila!, o czym piszę tu) jest dla aspie kolosalnym, nierozwiązywalnym problemem, a ja nie mam czasu dla ZA, bo mi go brakuje na problemy większe.
Nie odpisuję, bo nie jestem w stanie. Możecie sobie dopisać jakikolwiek powód - i on na pewno będzie trafiony.
Nieznanym osobom łatwo to wytłumaczyć i łatwo sobie samej poradzić z dysonansem - nie wiem nic więcej poza tym, co jest na blogu i fp, więc niczego więcej nikt się ode mnie nie dowie. Po prostu. System tagów pozwala łatwo znaleźć to, czego się szuka.

Nie odpowiadam na wasze listy, telefony.
Porzucam przyjaźnie.
Wybaczcie mi to...
Coraz bardziej przywiązuję się do siebie
Wycofuję się w głąb.
Nie zadziwia mnie naród.
Nie zadziwia mnie tłum.
Zwycięstwa i klęski łączą się w jedno.
Zyski i straty łączą się w jedno.
Na wrzosowiskach podziwiam motyla.
Nocami karmię nietoperze.
Z wierzchołka góry
obserwuję
zachodzącą ostrygę słońca.
Wybaczcie mi to...
/E. Lipska/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
