piątek, 24 listopada 2017

Listopadowy update

Tak jak już ostatnio pisałam na fp - u mnie znowu zapalenie zatok i gardła (dobrze, że krtani i tchawicy nie :)). Duszności, zawroty głowy, wata w głowie, ból, dreszcze, hipotermia i ogólnie cały inwentarz. Staram się, żeby nie doszło do kaszlu, bo miałabym jak zwykle problem z odkrztuszaniem - samodzielnie nie dam rady. Ale to trudne, bo w tej chorobie nawet bez infekcji ma się nadprodukcję wydzieliny, która zalega w zatokach, nosie, gardle. I jak dotąd żaden lekarz nie chciał nic z tym zrobić, mimo że jest to zagrażające.

I wiecie, od czego to tym razem? Nawet nie wychodziłam z domu! To od wdychania lodowatego powietrza w mieszkaniu, bo tak słabo grzeją (mimo że każą mi za prąd płacić blisko 400 zł!). A doprawiłam się, jedząc galaretkę w temperaturze pokojowej. Galaretka stała na wierzchu kilka godzin i rozpuściła się całkowicie. Bardziej ją wypiłam, niż zjadłam. I już wystarczyło. Zimno zabija. ;(

***
Wczoraj G. odebrała od neurolog receptę na Vigil. Tak jak rok temu - neurolog nie odpisała mi na służbowego (!!) maila. Tak jak rok temu, musiałam znowu kogoś prosić, żeby ją łapał telefonicznie. I tak jak rok temu ktoś musiał po tę receptę pojechać. W tym przypadku była to G., bez której - tak jak rok temu - ta procedura by się nie udała. Nie mam na to siły, naprawdę. ;( Na kopanie się z rzeczywistością i tego, że o wszystko, absolutnie o każdy drobiazg trzeba zawsze walczyć.

I to nie koniec! Opiekunka poszła do apteki złożyć te papiery na import docelowy. To była ta sama apteka, która sprowadziła mi Vigil rok temu. I co? Znowu musiała się użerać! Kobieta nr 1 oznajmiła jej, że ona nie sprowadzi tego leku, że oni nie robią importu docelowego i koniec. Opiekunka się uparła, żeby zawołano Kobietę nr 2. Kobieta nr 2 potwierdziła słowa opiekunki i kazała Kobiecie nr 1 rozpocząć procedurę. Na to Kobieta nr 1, że nie ma takiej możliwości, bo... leku nie ma w hurtowni!

No żesz...!!!! Czy gdyby lek był w hurtowni, w ogóle byłby potrzebny import docelowy?! Szkoda, że opiekunka nie kazała jej w tej hurtowni poszukać mózgu. I tak na każdym kroku i ja, i opiekunka odbijamy się od cudzej niekompetencji i złej woli. Dobrej woli nie wymagam, natomiast wykonywania obowiązków, za które się pobiera pensję - już tak. I o ile wśród prywatnych ludzi jeszcze można znaleźć przyzwoitych, o tyle w instytucjach (w urzędach, na pocztach, w przychodniach, aptekach, sklepach itd.) najczęściej jest właśnie mur niekompetencji. I kiedy proszę kogoś o pomoc, to narażam go na ten mur niekompetencji i użeranie się właśnie. To przykre.




wtorek, 21 listopada 2017

Na co leczyliby się NT i allistycy, gdyby to ASD było normą?

I znowu moja ulubiona grupa o ASD mnie inspiruje do pisania na blogu. ;) A właściwie zmusiła mnie do zapisania tego, o czym od dawna myślałam, bo ja już dawno zadawałam sobie w myślach pytanie, na co leczyliby się NT i allistycy, gdyby to ASD było normą?

Myślę, że NT i allistycy mieliby te same problemy, które mają teraz, ale do nich dopisalibyśmy im kilka objawów nieautystycznych.

Tak więc objawy, które należy leczyć, to:
- nieustanne ocieranie się w tłumie, dotykanie, macanie bez pozwolenia
- nachalny, stalkingowy ekstrawertyzm (np. telefoniczny)
- podwrażliwość na bodźce (za mało czują, za mało widzą, za mało słyszą; trzeba by ich uwrażliwiać na bodźce, żyją zamknięci za grubą szybą niewrażliwości na bodźce, rzez co trudno do nich dotrzeć)
- wyzywające, agresywne patrzenie w oczy (u ssaków oznacza wyzwanie na pojedynek, u NT łączy się to z agresją, niskim IQ i urojeniem, że się czyta w myślach interlokutora :))
- płytkość więzi
- powierzchowność zdobywanej wiedzy ("mój syn ma już 4 lata i nadal nie umie czytać")
- brak rzetelnych zainteresowań
- niekomunikatywność (co innego mówią, co innego myślą, co innego robią)
- fałsz i kłamstwo
- plotkarstwo
- nieustanne szukanie uwagi, narcyzm
- intryganctwo
- odrzucanie innych
- przemoc psychiczna
- brak empatii i wrażliwości
- nieumiejętność skupienia uwagi
- niskie IQ
- brak sawantyzmu
- nieokazywanie emocji
- nieumiejętność samodzielnego uspokajania się poprzez stimowanie
- brak logiki
- chaotyczne, a więc bezproduktywne, funkcjonowanie
- kompulsywna mitomania, uzależnienie od kłamstwa
- hipokryzja (NT oczekują, że będziemy im czytać w myślach, a sami tego nie umieją)
- problemy z odczytywaniem ironii

Katja z Kociego świata opisała ten syndrom tak: "Entyzm dziecięcy charakteryzuje się słabym rozwojem zainteresowań i niechęcią do poszerzania wiedzy, przy jednoczesnym nadmiernym i natrętnym naprzykrzaniem się innym ludziom. Chorzy wydają się nadmiernie pobudzeni, krzykliwi i emocjonalni, chociaż nie mają zbyt wiele do przekazania otoczeniu. Charakterystyczne są zachowania paranoiczne ("ja wiem, że on wie", "co on myślał naprawdę?", "ja znam jego prawdziwe intencje") oraz urojenia ksobne ("to na pewno przeciwko mnie", "przeproś", "domyśl się"). Nadmierne zainteresowanie kontaktami społecznymi może prowadzić do zachowań autodestrukcyjnych i zaniedbania rozwoju osobistego na rzecz płytkich, niepotrzebnych relacji. (...) No niestety nie należy spodziewać się geniusza przy entyzmie dziecięcym. Chociaż takie dzieci nie dojdą do niczego wybitnego, mogą w dalszym ciągu prowadzić ciekawe życie.  Takie dzieci pomimo krzykliwych zachowań, raczej nie mają bogatego życia uczuciowego. Ich emocje opierają się na deklaracjach i krzykach, ale trudno zauważyć u nich prawdziwe przejawy uczuć. Nie potrafią skakać ani machać rękami, przez co przypuszczam, że nie czują w środku żadnych emocji".

Dziecko z entyzmem dziecięcym nie umie odróżnić słońca od słonic i Plutonu od psa Pluto*.

Na koniec relacja z konferencji o tym, jak pomóc NT wieść udane życie i wyjść na ludzi. ;)




To się może wydawać śmieszne, dopóki sobie nie uświadomimy, że NT robią to z autystami i aspimi każdego dnia. Od lat nie mogę się pozbyć wrażenia, że NT swoim "leczeniem autyzmu" usiłują autystów ściągnąć do swojego poziomu. Do nieefektywnej komunikacji, kłamstw, intryg, podtekstów, dwuznaczności, dwulicowości...

Na grupie już pojawił się głos, że to nagonka na NT. Hm, nagonka? NT robią nam to od dziesięcioleci. Nie mówią o tym, tylko robią to wymiernie, naprawdę. My raz jeden na całe życie, i na te dziesięciolecia, porozmawialiśmy o tym - hipotetycznie, bez wprowadzania słów w czyny. Więc skoro my robimy nagonkę, to jak nazwać to, co robią NT?!

Nie mogę mówić za innych, ale jeśli o mnie chodzi, to akurat nie pisałam ani o swojej ocenie takiego zachowania, ani o swojej opinii na ten temat, ani o tym, czy (nie)rozumiem NT (co nam zarzucają NT). Jedyne, co zrobiłam, to ZAMIENIŁAM ROLAMI ASD i NT. NIC więcej. Zamieniłam rolami i cytowałam NT, dostosowując cytaty do zamienionych ról.

To bardzo ciekawe, że kiedy NT to robią autystom, to jest OK. Ale kiedy MY zamienimy role, w dodatku tylko hipotetycznie (bo w realu przecież Wam tego NIE robimy! To Wy robicie to nam), to nagle odsądza się nas od czci i wiary.

Może dzięki temu wątkowi paru NT wreszcie zrozumie, jak NT traktują ASD i jak osoby z ASD się z tym czują. Szkoda, że przez te wszystkie lata NT i alliści nie wykazali się empatią bez konieczności odwracania ról.

Katja podrzuciła mi link do kampanii Mężczyzna spełniony. Tam mówi się do mężczyzn językiem, jakiego na co dzień używają wobec kobiet, i to działa! Faktycznie nasz wątek to coś na bardzo podobnej zasadzie. Może kampania dla NT też powinna mieć taki globalny zasięg, a nie jedynie grupa na fb. ;) Z jakiegoś powodu oprawcy bardzo się denerwują, jak się zaczyna stosować metody, których sami używają na co dzień. ;>

Ktoś na grupie zauważył, że osoby z ZA są w specyficznym położeniu. Że od ON nie wymaga się, żeby przestali być ON, od osoby niewidomej nie wymaga się, żeby nagle zaczęła widzieć. A od aspiego wymaga się, żeby stał się NT. I to prawda!

To świat się staramy dostosować do niepełnosprawności. Oczywiście jest jeszcze dużo do zrobienia, ale nie ma wątpliwości, że to przejście dla pieszych trzeba dostosować do osoby niewidomej, a nie kazać jej widzieć. Że to autobusy trzeba dostosować do wjazdu wózkiem inwalidzkim, a nie kazać ON chodzić. itd. Natomiast od osób z ASD wymaga się stawania się NT.

Nie, świat  nie wyglądałby tak samo, gdyby role się odwróciły. Bo autyści nie wymagają od NT, żeby ci upodobnili się do autystów.


 

*To nie jest śmieszne, to akurat autentyczne przykłady. ;(


sobota, 4 listopada 2017

Nie wygram z depresją

Mój wczorajszy status z fp:
"Jestem wykończona. Próbowałam dziś odespać nieprzespane noce, ale mnie obudził ktoś, kto się bawił domofonem. Nic nie chciał, tak sobie ludzi budził po kolei. Zmusiłam się do wstania o 14, bo musiałam wziąć leki, ale nic się nie zmieniło, jest tak samo, jakbym wstawała po nieprzespanej nocy, zataczam się, nic nie widzę,akomodacja nie działa, hipotonia taka, że się przewracam.
Jak to jest możliwe, że nie ma takiego leku, który działa 8h, a potem się człowiek budzi wyspany i bez tych objawów? Z jakich leków ludzie korzystają? Bo przecież z jakichś muszą, skoro wstają i idą do pracy.
Do tego od miesiąca nie biorę już leków pdepresyjnych, bo nie miałam za co wykupić, więc już niestety jest coraz gorzej. Jeśli macie jakąś sprawę do mnie, to piszcie pilnie, bo za chwilę nie będę się w stanie kontaktować wcale. :(("

Tak, jest nie za ciekawie. Dziś była czwarta nieprzespana noc w ciągu tygodnia. Mirtagen już po prostu nie działa. Z promazyną było tak samo, po roku musiałam podwoić dawkę. Powinnam zacząć brać pełną tabletkę Mirtagenu, a nie pół, jak dotychczas, ale nie mam tyle leku. Wizyta u psychiatry w styczniu, u neurolog - w lutym, a lekarz rodzinny nie wypisze mi tego leku, bo nie mam zaświadczenia, że go biorę. Nie wiem, co robić, czy brać nadal pół i nie spać (to tak samo jakby nie brać leku wcale), czy brać całą tabletkę i nie myśleć o tym, co będzie potem, jak się lek skończy. Chyba zrobię to drugie.

Problemy ze snem i wybudzaniem nasilają się. Po przebudzeniu przez ponad godzinę nie jestem w stanie nawet otworzyć oczu, a co dopiero wstać - paraliż przysenny nie chce ustępować. Jak już wstanę, to mięśnie nadal są zwiotczone, jak podczas snu, przewracam się po drodze do łazienki. Nie działa też akomodacja, nie widzę nic poza kolorowymi plamami. Potrzebuję rozpaczliwie leku, który rano całkowicie przestaje działać, żeby po przebudzeniu móc się wybudzić, a nie walczyć z narkolepsją. Vigil, który w tym pomaga, mogę wziąć, dopiero jak już wstanę, a nie jak jeszcze leżę. Przełykanie po przebudzeniu niestety też jeszcze nie funkcjonuje i dławię się. Każdego dnia wstaję później niż dzień wcześniej. Ostatnio jest to już 14, no ale jak zasypiam o 7-8, bo w nocy nie śpię, to inaczej być nie może.

Przez to, że nie biorę leków przeciwdepresyjnych, depresja nasila się. Ona się nasila nawet mimo leków - zawsze o tej porze roku, tak jak inne objawy, zwłaszcza ból. Od połowy września nic nie zrobiłam, nawet jednej kartki, haftu, czegokolwiek, poza czytaniem. A i czytanie się psuje, coraz trudniej mi czytać, niedługo znowu będę musiała całkowicie przejść na Ivonę.

Jeśli ktoś ma do mnie jakąś sprawę czy chce mnie odwiedzić, proszę, aby zrobił to jak najszybciej. Bo za chwilę nie będę już w stanie się z nikim kontaktować. Z depresją nie wygram bez leków. :(



środa, 25 października 2017

Polecani przeze mnie specjaliści dla szóstek

Bardzo często dostaję pytania o lekarzy znających EDS, więc postanowiłam zrobić tę listę. ;)


ORTOPEDA (USG, proloterapia) Juliusz Sroczyński

ORTOPEDA Jerzy Stodolny

ORTOPEDA PODOLOG Joanna Stodolna

GINEKOLOG ONKOLOG (ale również zna się na hormonach) Włodzimierz Baranowski 

FIZJOTERAPEUTA Jacek Mańka

 GASTROENTEROLOG Jan Pertkiewicz

NEUROLOG (od snu) Aleksandra Wierzbicka

PSYCHIATRA Łukasz Święcicki

PSYCHIATRA Jarosław Torbiński

PSYCHOTERAPEUTA Aleksandra Mieczkowska

ANESTEZJOLOG Renata Ćwiek

DIETETYK Agata Lewandowska


Wszyscy oni mi pomogli bądź pomagają nadal. Wszyscy albo już znali 6a, albo poznali, kiedy mnie spotkali. Jak widzicie, wielu specjalistów na tej liście brakuje, bo po prostu ich nie znalazłam. Ale też dlatego, że umierają bądź przestają przyjmować. I tak np. prof. Bilińska, kardiolog od chorób rzadkich, od jakichś 2 lat już nie przyjmuje, straciłam naprawdę ważnego lekarza, może najważniejszego. W tym roku w marcu zmarł też znakomity hematolog znający i mający wcześniej styczność z 6a - prof. Konopka. Zmniejsza się to grono, a nowi, młodzi lekarze nie chcą się uczyć. :(

Listę będę uzupełniać, jak znajdę jakiegoś lekarza godnego polecenia.


niedziela, 22 października 2017

Update 2

Onet odblokował mi skrzynkę. Po 3 dniach. W środku patrzę - wykasował mi WSZYSTKIE maile po 15.12.16. Nie ma ani jednego maila z tego roku! Na to chyba też musi być jakiś paragraf? Czy dawca skrzynek ma prawo kasować czyjeś prywatne maile?!

I jeszcze próbują mi wmówić, że sama sobie je skasowałam! To jest bezczelne!
"W OnetPoczcie automatycznie kasowane są wiadomości z folderów Kosz- po 21 dniach oraz Spam- po 30 dniach.
Jeśli wiadomości nie były przechowywane w tych folderach oznacza to, że zostały skasowane przez użytkownika mającego dostęp do skrzynki przez stronę poczta.onet.pl lub pobrane za pomocą programu pocztowego".

Tymczasem maile były w skrzynce odbiorczej do momentu jej zablokowania. Zginęły PO zablokowaniu, kiedy JA nie miałam już dostępu do skrzynki. Dostęp miał wtedy jedynie onet. To samo w sobie odpowiada na pytanie, kto je wykasował.

21.10
Wczoraj zdałam sobie sprawę, że przez ostatnie tygodnie w ogóle nie miałam neuralgii! Bóle głowy i migreny owszem, ale neuralgii nie. Nawet sobie nie wyobrażacie, jaka to ulga. Niestety dziś dzień się już zaczął neuralgią - od gryzienia. :(

***
Nie pisałam, jak skończyła się sprawa z nerkami - bo się jeszcze nie skończyła. Zapalenie nerek ciągnie się za mną od otwartego balkonu w lipcu. Nadal biorę antybiotyk i jeszcze mi go trochę zostało. 

W międzyczasie brałam jeszcze ostatnio antybiotyk na zapalenie gardła. Na zapalenie gardła zachorowałam po umyciu głowy. Z góry wiedziałam, że tak będzie, bo zawsze tak jest. Staram się myć głowę jak najrzadziej. Właśnie tak jest w 6a. Zwykłe codzienne rzeczy, jak otwarcie okna czy umycie głowy, kończą się chorobą zagrażającą życiu. I jestem w takim stanie już po podaniu interferonu! Czyli po podniesieniu odporności! Byłoby znacznie lepiej, gdyby do 5. roku życia zrobiono mi przeszczep szpiku, no ale to oznacza, że lekarze musieliby zrobić to, co do nich należy, czyli zdiagnozować mnie od razu, a nie po 35 latach.

22.10
Marzy mi się zlot aspich. Bez żadnych allistyków, NT, rodziców, terapeutów i innych dodatków. Taki zlot to pomysł kogoś innego z grupy. Ja dotąd marzyłam o tym po cichu, ale myślałam, że mnie zakrzyczą ludzie, że dyskryminuję, tymczasem ktoś inny też na to wpadł i pod postem jest masa pozytywnych odpowiedzi. Może kiedyś do tego naprawdę dojdzie? ;)

wtorek, 17 października 2017

Update

Byłam wczoraj u neurolog. wyjątkowo spotkałam się z życzliwością ludzką, a nie z nieróbstwem, więc nie mogę o tym nie napisać. Prawdopodobnie źle przepisałam datę z karteczki do kalendarza i pojechałam do neurolog wczoraj, a okazało się, że miałam być dziś. Nie mam pojęcia, jak to zrobiłam! Pani w rejestracji była miła i zadzwoniła do neurolog (dobrze, że była w pracy!), neurolog kazała mi przyjść, skoro już jestem. Też z dobrej woli, bo nie musiała tego robić. Po prostu zapisała wizytę pod dzisiejszą datą. Miała też już gotowy wniosek na Vigil, więc zabawa zaczyna się znowu, tak jak rok temu... Znowu będzie problem z odebraniem recepty, nie wiadomo też, czy i kiedy ministerstwo odeśle mi papiery.

Przez wstawanie w nocy miałam wczoraj zmarnowany cały dzień. Mimo że wzięłam podwójną dawkę vigilu, spałam caluteńki dzień,  dziś znowu to samo. W 6a nie można bezkarnie nie przesypiać nocy, bo kończy się to bardzo źle.

***
Wczoraj Onet zablokował mi skrzynkę. Tak, o, bez powodu! Najpierw miesiącami mnie szantażowali, żebym zmieniła hasło, a teraz całkiem zablokowali mi konto. Kontakt wyłącznie przez szajsa.
Napisałam do onetu, ale nie wiem, gdzie zamierzają mi odpisać, bo innego konta nie mam. Poza tym to na onecie mam wszystkie adresy, więc nawet gdybym założyła nową skrzynkę, nie miałabym jak inaczej powiadomić znajomych. Od razu się okaże, kto czyta to, co piszę!
Onet był pierwszą skrzynką, jaką założyłam, jeszcze w latach 90., i zdecydowanie najlepszą ze wszystkich, jakie miałam, więc nie wiem nawet, gdzie teraz taką skrzynkę założyć, bo wszystkie, jakie znam, są bardzo słabe, nie wyłączając gmaila.

Dziś mi wyświetlili taki napis:

Ze względów bezpieczeństwa Twoja skrzynka została zablokowana.

W pierwszej kolejności przeskanuj swój komputer aktualnym programem antywirusowym.

Następnie prosimy o zmianę hasła TUTAJ

Po wykonaniu powyższych czynności

Skontaktuj się z BOK Onet BOK

Czyli niestety, dalej mnie szantażują zmianą hasła. Nie wiem, co mam teraz zrobić. :/ Uległam tym szantażom, bo nie dali mi wyboru, ale po zmianie hasła nadal nie da się zalogować do skrzynki. A teraz już nie wiem, jakie to było hasło. Właśnie dlatego osoby z demencją NIE MOGĄ zmieniać haseł!


***
Tak więc byłam dziś w Eurobanku w L-wie, bo najbliżej. Obsługiwała mnie bardzo miła, sympatyczna i pomocna dziewczyna, więc nie miałam sumienia robić jej awantury, zwłaszcza że to nie z jej winy przecież wszystko, to bank mnie olał i zawinił. Pani była bardzo zdziwiona, że nie dostałam ani danych do konta, ani pinu do karty, ani nawet umowy! To bank zawalił i mi tego nie przysłał. Powiedziała, że skoro kartę dostałam tydzień temu, to i pin powinnam była dostać już dawno. Musiała zablokować tę kartę, która przyszła pocztą, i wydać mi nową od razu z pinem. 

Konto jest całkowicie za darmo przez rok, a jeśli ktoś z moim kodem założy tam konto, to i po upłynięciu roku i ja, i ten ktoś będziemy mieli wszystko darmowe. Mogę podać kod 4 osobom - czy ktoś reflektuje? :)

Jedna ważna rzecz: trzeba zamawiać kartę MasterCard, nie Visę. Z MC ma się darmowe przewalutowanie i teraz, i potem, z Visą przewalutowanie po upłynięciu roku to 3%. 

Okazało się, że VW przelał mi pieniądze na nieistniejące konto w Euro! Nie wiem, z jakiej rcji mnie zwodzili i tak kłamali, że ni wiedzą, gdzie są pieniądze, że mam sprawdzić w banku nadawczym, zamiast mi to powiedzieć. Może nie mówili, bo dysponowanie klienta pieniędzmi bez jego wiedzy i zgody jest nielegalne?

Euro też mnie okłamało, pisząc, że stan konta to 0 zł! Okłamali mnie też, że dane do konta przyjdą mailem, a pin do karty sms-em. Wreszcie okłamali mnie, że przyjdzie umowa. Tak właśnie jest z bankami, które nie są stricte internetowe. Te, które mają siedziby, mają skandaliczną obsługę, i to się niestety sprawdza. Wybierajcie banki, które nie mają siedzib! Tylko takie banki są dostosowane dla ON i dla osób z ZA.





niedziela, 15 października 2017

Kiedy ktoś bliski ciężko choruje...

Na jednej ze scrapowych grup pojawiło się pytanie o cytat motywacyjny do kartki dla osoby chorej na raka. W odpowiedziach kilka cytatów, w tym wręcz link do postów "cancer motivation" na Pintereście. Nikt nie pomyślał o tym, że może by jednak z takich cytatów zrezygnować. Dlaczego?

Zaraz wyjaśnię. Spędzam sporo życia w szpitalach, stykam się z wieloma ciężko chorymi i umierającymi ludźmi, wielu przyjaciół już straciłam na rzecz śmierci. Moja odpowiedź będzie także w ich imieniu, nie tylko w moim, bo z nimi o tym często rozmawiałam*.

"Never give up" --> a jeśli jestem właśnie na etapie odchodzenia i nie chcę już żyć? Kto ma prawo żądać ode mnie zmuszania się do cierpienia i agonii?
"Be thankful for today because in one moment you entire life can change" --> No tak, w jednej chwili mogę pożegnać się z tym światem albo zostać na nim, cierpiąc, rzeczywiście, jest za co być wdzięcznym!
"Stay patient and trust your journey" --> patient? trust? Czy takie coś wypada w ogóle powiedzieć osobie chorej na raka czy eds6a?
"Strongest soldier gets the hardest battle" - a co jeśli nie jestem silna albo już nie chcę być? To jak powiedzieć, że cierpienie uszlachetnia.
"Pan bóg ukochał sobie najlepszych" --> super, więc wolałabym, żeby mnie nienawidził.

Ja nie chciałabym dostać kartki z takim cytatem. Dlaczego? Bo czułabym, że ktoś, kto mi napisał coś takiego, olewa mnie, a do tego jeszcze mu się wydaje, że mnie wspiera, pomaga i może odetchnąć z ulgą, że coś zrobił. Walnął cytacik i ma mnie z głowy. Tylko że to tak nie działa. Te cytaty ciągną w dół. Jeśli kogoś nie stać na napisanie kilku słów od siebie, to lepiej niech nie pisze nic, bo i tak wiadomo, jakie ma podejście.

Ciężko chory człowiek potrzebuje paru rzeczy:
- żeby jego bliscy przyjęli do wiadomości, że jest ciężko chory i może umrzeć, a nie zaprzeczali temu (ni daj boże, żeby mu mówić, że "będzie dobrze"!)
- żeby go wspierali, niezależnie od tego, co wybierze - a wybrać może walkę, ale też odejście, eutanazję

Chory chce usłyszeć: "Poprę każdą decyzję, jaką podejmiesz", "Jeśli masz jeszcze siłę żyć w tym stanie, to pomogę Ci wydrzeć z życia wszystko, co się da. Jeśli nie masz już siły żyć, to możesz odejść, zaopiekuję się Twoim psem, będzie miał u mnie godną starość, nigdy nie oddam go do schroniska".

Jeśli chcecie coś zrobić dla chorego, to nie wysyłajcie mu olewczych cytatów motywacyjnych, które mają pomóc Wam (uspokoić Wasze sumienie), a nie choremu, tylko bez proszenia wysprzątajcie mu kuchnię, wymyjcie okna, wyprowadźcie psa, przynoście regularnie książki z biblioteki, zaproponujcie, że pomożecie się umyć, przebrać, że zabierzecie go na spacer, że założycie wydarzenie na fb, chrońcie go przed przemocą, słuchajcie i wspierajcie, jeśli chory chce mówić o chorobie, odchodzeniu, testamencie itd. Jeśli ktoś jest długo ciężko chory, to już nie ma siły prosić o różne rzeczy - więc sami proponujcie (to ważne, żebyście nie przestali, nawet jeśli chory ciągle odmawia; może nadejdzie czas, kiedy nie odmówi). Chory dawno już wypadł z życia, więc przynoście to życie do niego. Nie bójcie się tego, że się rozgadacie (to bardzo dobrze!). Nie nękajcie go dziećmi ani opowieściami, że najgorsze, co Was spotkało, to katar czy utrata smaku, bo to też ciągnie w dół - każdy by chciał mieć takie problemy, a zwłaszcza ten, kto gra o życie każdego dnia.

Kiedy Wam się to wyda męczące, pomyślcie, jak musi się czuć ten chory. Ma to od urodzenia i będzie miał aż do śmierci, nigdy mu się nie poprawi i jedyne, co się zmieni, to to, że będzie jeszcze bardziej cierpiał. Doceńcie, jeśli Wasz chory to aspie - nie będzie na Was wisiał non stop, bo tylko jego ciało potrzebuje pomocy. ;)


* To prawda, że wszyscy, z którymi rozmawiałam, nie znoszą takich cytatów czy memów na nich opartych. Ale to nie znaczy, ze takich osób nie ma. Skoro takie cytaty powstają, to zapewne ktoś je lubi. My mieliśmy podejrzenie, że to zdrowi je tworzą, nie ci chorzy, dla których są przeznaczone, ale nie wykluczam, że istnieją jakieś umierające osoby, które te cytaty lubią. Chodzi o to, żeby nie ciągnąć ludzi w dół, więc należy się mocno upewnić, że osoba, której chcemy taki cytat wysłać, lubi cytaty motywacyjne. Jeśli nie mamy pewności, to lepiej się powstrzymać od prawienia morałów.

Znacznie lepiej wysłać choremu taką pocztówkę
!



czwartek, 12 października 2017

1%

Moja fundacja przysłała mi rozliczenie. W tym roku 1% jest o ponad połowę niższy niż w poprzednim roku. To z mojej winy, a raczej z winy EDS - nie byłam w stanie założyć wydarzenia, zbierać i prosić o 1%. :(

TYM BARDZIEJ dziękuję wszystkim, którzy mimo to zdecydowali się przekazać 1% na moje subkonto. Tylko dzięki Wam mogę co miesiąc kupować leki. Podtrzymujecie moje życie.


poniedziałek, 9 października 2017

Banki

Słuchajcie, sprawa wygląd tak. Jakiś czas temu dostałam info od VW, że likwidują konta indywidualne i mam się, krótko mówiąc, wynosić. Przejrzałam wtedy oferty wszystkich banków i niestety były tylko 2 sensowne - Millennium i Euro. Reszta albo jest za droga, albo nie mają PayU, albo coś innego. Tak się złożyło, że VW dał możliwość składania wniosków o konto w Euro od siebie. To ich bank partnerski, a partnerskość polega na tym, że na koncie w Euro będę miała automatycznie przeniesione wszystkie dane z VW - przelewy automatyczne, spis kont bankowych itd. Tak więc złożyłam wniosek.

I teraz tak. Wniosek złożyłam jakiś miesiąc temu i nadal nie mam dostępu do konta w Euro. Dziś w skrzynce znalazłam co prawda kartę od nich, ale żadnych danych, żadnego pinu, nic. Z kolei VW miał się zamykać do końca listopada, a zamknęli mi konto... w piątek, czyli 6.10. 30.09 ojciec wysłał mi alimenty (te alimenty to wszystko, co mam, dopóki nie dostanę renty czy zasiłku, czyli to pieniądze m. in. na leki i opłaty). VW nie zaksięgował tych pieniędzy. Przyjął je - bo mam wiadomość z banku nadawczego, że od nich normalnie wyszły - ale bank mi ich ani nie zaksięgował, ani w żaden sposób nie oddał!! Do tego zamknięcie mojego konta oznacza też, że nie ma już żadnego kontaktu z VW, bo pisać do nich można jedynie poprzez zalogowanie na koncie.

Wczoraj siedzieliśmy z ojcem i pisaliśmy reklamacje i różne pisemka w różne miejsca, żeby te ukradzione (bo co to jest innego jak nie kradzież?!) pieniądze odzyskać. Nie wiem, ile to potrwa. Na razie jestem bez grosza.

Dziś rano byłam u psychiatry w L-wie, a że zaraz obok jest ZUS, poszliśmy się dowiedzieć, jak zmienić nr konta w ZUSie, bo przecież oni mają w danych VW. Jak mi na tamto konto wyślą rentę, to znowu pójdzie w kosmos. Teoretycznie pieniądze powinny się odbić i wrócić do nadawcy, ale z pieniędzmi od ojca VW tak nie zrobił, więc skąd mam wiedzieć, czy z rentą nie zrobi tego samego? W ZUSie paranoja. NIE DA SIĘ załatwić tej sprawy przez Internet! To samo w sobie jest już skandaliczne. A jeszcze bardziej skandaliczne jest to, że tego pisma o zmianie konta ZUS nie przyjął (mimo że powinien, papiery rentowe składałam w L-wie i zostały przesłane przez ZUS). Kazali mi jechać OSOBIŚCIE na Podskarbińską i pismo zawieźć. No cóż, pojechaliśmy. A na miejscu co? Nie da się wejść do ZUSu, bo... winda nie działa!

Ktoś mi napisał ostatnio, że żyję w jakiejś galaktyce zła, na każdym kroku z każdą instytucją mam jakieś problemy wynikające nie z mojej winy. No to proszę, kolejna instytucja do kolekcji.

Tyle dobrze, że ochroniarz wezwał jakąś panią i ona do mnie wyszła i to pismo przyjęła. Była bardzo miła. Tak więc renta wpłynie na konto oszczędnościowe. Najgorsze, że jak otworzą mi wreszcie konto w Euro, to będę musiała znowu zmieniać ten numer konta w ZUSie, ale wtedy to nie będzie przynajmniej takie pilne. Tak się składa, że moją rentę ZUS księguje dziś i to dziś do 12 musiałam to pisemko dostarczyć. Poczta by nie zdążyła. Mail by zdążył, bo konto zamknięto mi w piątek i już w piątek ZUS mógł zmienić ten numer konta. Tylko nie chciał.

Pierwszy raz miałam problem z VW. Miałam tam konto wiele lat i to był bank niezawodny do tej pory. Z czystym sumieniem go polecałam innym. Teraz nie polecam. To, co zrobili, nadaje się do tv i bardzo możliwe, że skończy się w sądzie. Jestem zszokowana, załamana i w kompletnym dole. Teoretycznie już wiem, co mam dalej robić, ale te działania nie powodują, że natychmiast odzyskam pieniądze. Nie wiadomo, kiedy je oddadzą i czy w ogóle. A ja nie mogę czekać, potrzebuję ich JUŻ. Trochę pożyczyłam, ale nie chcę mieć dużych długów, tym bardziej, że nie wiem, kiedy mi oddadzą, a więc kiedy i ja będę mogła oddać.


***
Psychiatra zaproponowała mi nowy lek - taki, który działa antydepresyjnie, a jednocześnie na fibromialgię. Ma pacjentkę z innym typem EDS - ale w innych typach można brać wszystkie leki, bo nie ma deficytu HL niestety. No i okazało się, że lek jest serotoninergiczny i nie mogę go brać. Po 41 latach leczenia depresji biologicznej nadal nie ma leku, który by działał. Dla 13 osób z deficytem HL na świecie nie opłaca się takiego leku wymyślać. :( Zostaliśmy skazani na śmierć.


środa, 4 października 2017

#przemoc

20.08
Tak się złożyło, że w tym tygodniu było u mnie pogotowie. Kiedy u mnie było, ojciec pojechał zatankować. Potem pogotowie zabrało mnie na SOR. Między tym a powrotem ojca, to dosłownie kilka minut, matka zdążyła zrobić rewizję i przegrzebać wszystkie dokumenty, które leżały na stole w kuchni. Wyobrażacie to sobie w ogóle? Zrobilibyście coś takiego? Grzebalibyście w cudzych papierach?! Nie tylko bez pozwolenia, ale WBREW cudzej woli?!

Całe szczęście, że miałam - po ostatnim cyrku matki z lodówką - pochowane leki, bo przecież na 1000% by mi je znowu ukradła! Tych ukradzionych poprzednio NADAL MI NIE ODDAŁA.

Na sor matka przyjechała TYLKO PO TO, żeby mi powiedzieć, żebym wyrzuciła szczury. Czy ktokolwiek jest sobie w stanie to wyobrazić? Ja w ciężkim stanie, z bólem i hipotonią, a ona staje nade mną i zaczyna mi truć?! Że mieszkanie jej się nie podoba, że jej wstyd, że mam wyrzucić szczury, że jestem taka i śmaka. NA SORZE!

Odkąd wróciłam z soru, nasiliło się nękanie telefoniczne. Oczywiście szantażuje mnie, że jak nie odbiorę, to będzie mnie nachodzić - i niestety robi to. Sytuacja patowa. Matka mnie osaczyła z każdej strony, jak nie z jednej, to dojedzie mnie z drugiej.

NIEBIESKA KARTA NIE CHRONI OFIARY W ŻADEN SPOSÓB.

26.08
Znakomity artykuł o przemocy psychicznej, zacytuję:

"Naciskanie: „Nie chcę się wtrącać, ale…”. „Oczywiście sami zdecydujecie, ale zielony kolor będzie tu wyglądał idiotycznie”. Kluczowe jest tu słowo „ale”…

Szantaż emocjonalny typu „bo mi będzie przykro”. To przerzucanie na kogoś odpowiedzialności za swoje uczucia i samopoczucie.

Stawianie przed faktem dokonanym: „Pomyśleliśmy, że nie będzie wam przeszkadzało, jak zakwaterujemy was razem z X i Y.” „Jak to nie pojedziesz ze mną do cioci, ja już jej obiecałam”. Zostajemy postawieni przed czymś, na co nie zgodzilibyśmy się, gdyby nam dano wybór.

Nieprzyjmowanie odmowy — ignorowanie jej i zachowywanie się tak, jakbyśmy się zgodzili. To szczególnie irytująca odmiana manipulacji.

Niedyskrecja: to nie tylko zadawanie zbyt osobistych pytań, ale też ujawnianie informacji o nas innym osobom bez naszej zgody. Szczególnie takich, które mogłyby nas zawstydzić.

Manipulowanie faktami — zatajanie informacji albo podawanie tylko części z nich, aby coś osiągnąć. Np. tuż po wejściu do znajomych słyszysz: „Zapomniałam ci powiedzieć, że będzie u nas też mój brat, ale przecież macie tyle wspólnych tematów”. A tymczasem unikasz go jak ognia, odkąd wydzwania do ciebie co drugi dzień, proponując randkę.

Uderzanie w czuły punkt — „A myślałam, że ty zawsze chętnie pomożesz”, „sądziłam, że jesteś bardziej wyrozumiała”. Z sugestią, że jeśli nie zmienimy decyzji, to druga strona przestanie nas uważać za uczynnych/wyrozumiałych/rozsądnych itp. Mistrzami w tej dyscyplinie są… dzieci, które zawsze wiedzą, co zmiękczy mamę albo tatę.

Odwoływanie się do relacji albo ról społecznych połączone z oceną — „prawdziwy przyjaciel tak nie postępuje”, „a myślałam, że jesteś taką dobrą matką”. W podtekście: jeśli nie zmienisz zdania, to przestanę cię uważać za przyjaciela albo za dobrą mamę.

Słynne „A nie mówiłam…” — to się wprawdzie wydarza już po fakcie, ale ma na celu przypomnienie nam, kto wie lepiej…

Przypisywanie fałszywych intencji — „w ogóle nie dbacie o rodziców…” (gdy odmawiamy cotygodniowych odwiedzin), „widocznie rodzina nie jest dla was ważna”. Zwykle bardzo trudno jest wytłumaczyć komuś, kto używa tej strategii, że jest inaczej. On nie chce zrozumieć — chce osiągnąć swój cel.

Nadopiekuńczość i kontrola. To przepytywanie, gdzie byliśmy, z kim, o której wróciliśmy do domu… A także wyręczanie (np. mama pod naszą nieobecność przychodzi umyć okna) i ostrzeganie przed potencjalnymi niebezpieczeństwami wbrew naszej woli. Często odbywa się to pod płaszczykiem troski o nasze zdrowie i bezpieczeństwo. Skrajną postacią kontroli jest inwigilacja — ingerowanie w nasze osobiste sprawy, potajemnie lub jawnie. Czytanie pamiętnika, sprawdzanie SMSów czy komunikatorów. Kiedyś na lotnisku usłyszałam, jak matka mówiła do kilkunastoletniego chłopca: „Mamusia nie grzebie ci w komórce, mamusia kontroluje sytuację”. Otóż to".

Matka robi wszystko z tej listy.

27.08
Dziś, jak wzięłam telefon do ręki rano, zobaczyłam, że matka wydzwaniała... 11 razy!!! 11 razy do godziny 11!! Zwykły stalking! Myślałam, że coś się stało oddzwaniam, a tu nic się nie stało, matka tak bardzo chciała się nade mną poznęcać. Jak zwykle. Nie będę już oddzwaniać. Jak się coś naprawdę stanie, to będzie jej problem. Ja sobie nie życzę stalkingu.

Wczoraj też wydzwaniała. Powiedziałam jej, że NIE CHCĘ ŻADNEGO JEDZENIA i żeby nie wysyłała do mnie ojca. Mija pół godziny, ojciec przyjechał. Z żarciem. Wciskanie komuś żarcia do gardła wbrew jego woli również jest przemocą, było o tym w ostatnim artykule. Całe jedzenie pojechało z powrotem. Skoro ojciec chce tak bez powodu i bez sensu jeździć, to cóż, nie moja sprawa.

Zauważyłam, że telefon mi nie chce nagrywać rozmów. Nie wiem dlaczego, nie ma żadnego komunikatu, po prostu sam z siebie zamyka okienko, w którym się zatwierdza rozmowy do nagrania. Ponad połowa rozmów przepada, także te, kiedy oddzwaniam, bo on nagrywa tylko przychodzące (też nie wiem czemu).

Matce tyle razy mówię, żeby pisała maile. Ale nie robi tego, bo w mailu nie mogłaby mnie nękać, po prostu bym nie czytała i nie odpisywała - i ona o tym wie. Za dobrze by mi było, nieprawdaż. Telefon przyszedł mi z pomocą i wyłączył wibracje. Nie wiem dlaczego, ale nie mam zamiaru tego naprawiać. Wyobrażacie sobie, w jakim stanie byłoby serce, gdyby w ciągu kilku godzin telefon dzwonił 11 razy?!

30.08
Wydzwania cały czas. Byłam u nefrologa i po wizycie tylko czekałam, aż będzie wydzwaniać, żeby mnie przesłuchiwać. Nie zadzwoniła, więc znowu miałam nadzieję, że jednak coś powoli zaczyna się zmieniać. Niestety następnego dnia zadzwoniła i zaczęło się regularne przesłuchanie. Jeszcze chciała wyciągnąć ode mnie, jakie antybiotyki dostałam, żeby je sama brała, mimo że jest zdrowa. Czyli lekomania jej nie przeszła.

Dziś godzinę nie miałam telefonu w ręce (wiem dokładnie, bo sprawdziłam, ile filmu minęło), a ona przez ten czas wydzwaniała aż 6 razy! 6 razy na godzinę! Znowu dałam się nabrać, bo myślałam, że się coś stało, ale nie, znowu chciała mnie przesłuchiwać. Mówię jej, że kiedyś będzie miała naprawdę jakąś ważną sprawę, a ja nie odbiorę, bo po kilkanaście razy dziennie mnie oszukuje. Do niej to nie dociera. Usiłuje mnie zmuszać, żebym odbierała wszystkie kilkanaście telefonów. Nie mam zamiaru tego robić. Jak coś chce, niech pisze maile.

2.09
Matka uznała, że moje urodziny to doskonały pretekst, żeby mnie nachodzić i się znęcać. Jak zawsze się awanturowała. Doprowadza mnie i ojca do ostateczności. Człowiek, który jest w takim stanie, kiedy nie ma już nic do stracenia, jest zdolny do wszystkiego.

A matka się szczyci swoją typowo psychopatyczną umiejętnością - brakiem uczuć. Nic nie czuje, więc nie da się jej wyprowadzić z równowagi, sama się do tego dziś przyznała. Mnie z kolei usiłuje wmówić, że wszy, którymi mnie zaraził szpital, to psychoza spowodowana... Bunondolem. Nie wiedziałam, że psychozy się materializują. Uważajcie, bo jak sobie wyobrazicie smoka w kuchni, to on się tam pojawi naprawdę wg mojej matki.

3.09
To jakiś koszmar. Patrzę rano na telefon - 7 nieodebranych połączeń od matki. I tak jest CODZIENNIE! Jak dobrze, że się te wibracje wyłączyły! O ile mniej stresu!

10.09
Ojciec się obraża, że nie odbieram, kiedy dzwoni. Tymczasem wie doskonale, że 1. nie mam już wibracji, a nie zamierzam być uzależniona od telefonu jak matka; 2. prawie zawsze to matka się podszywała pod niego, a ja nie po to blokowałam jej numer, żeby wydzwaniała z cudzego telefonu. Powiedział, że matka już nie będzie wydzwaniać i co? Dziś spokojnie odbieram telefon i... matka! Od razu przesłuchanie! Nie mówi, jaką ma sprawę, tylko przesłuchanie od pierwszego zdania. Odłożyłam słuchawkę. To wydzwaniała kilkanaście razy jak zawsze.

11.09
Matka naprawdę ma jakieś urojenia, to już jest bardzo niepokojące i niebezpieczne. Udaje mądrzejszą od lekarza. Od dawna już nie pozwalam jej chodzić ze mną do lekarzy i nie upoważniam jej, bo nie życzę sobie, żeby udostępniano jej moje wyniki i jakiekolwiek dane medyczne. A ona wymyśla jakichś nieistniejących lekarzy! I kłamie, że ci nieistniejący lekarze zalecili mi leczyć hormony, które mam w normie. Skąd ona bierze takie pomysły? Jak jej takie bzdury do głowy przychodzą? Ilekroć jestem w szpitalu, matka leci do ordynatora z gębą i kłamie jak najęta, wymyślając mi choroby, których nie mam, wmawiając lekarzom hormony. Najdziwniejsze i najbardziej niebezpieczne jest to, że oni się nabierają i jej wierzą, zamiast wierzyć badaniom! Teraz wymyśliła, że jakiś dr Niemczyk (nigdy u takiego nie byłam!!) każe mi leczyć hormony, a kardiolog (u którego z kolei ona nie była i nie jest upoważniona do danych) wypisuje mi złe leki. Ona jest mądrzejsza od lekarza. Tak to jest, jak nieopatrznie podałam dawkę Biblocu, jaką biorę - wszystko, ABSOLUTNIE WSZYSTKO!, zawsze wykorzysta przeciwko mnie.

Próba szantażowania mnie, że jak ja nie będę odbierać, to oni też nie będą. No cóż, ja do nich nie wydzwaniam, więc mnie to jest na rękę. Jakoś nie wierzę, że matka by wytrzymała brak przemocy, ona potrzebuje kontaktu ze mną, bo nie miałaby się nad kim znęcać.

23.09
Obudziła mnie w środku nocy, nie pozwoliła wziąć leków, wpakowała się do mojego domu wbrew mojej woli. Okłamała mnie znowu, bo to ojciec miał przyjechać i przywieźć jedynie mrożonego kurczaka. Tymczasem do mieszkania wpakowała się matka  z pełną torbą rzeczy nie dla mnie. Kazałam jej się nawet nie rozbierać, tylko wyjść. Musiałam to powtórzyć jakieś 300 razy, bo nie docierało. Za każdym razem powtarzałam to coraz głośniej, bo udawała, że nie słyszy, to kłamała, że to niby ja jestem agresywna, a nie ona - tak to właśnie rozgrywają psychopaci. Straszyła mnie, że przyjdzie z psychiatrą i policją - mam nadzieję, że nie zapomni ich poinformować o tym, dlaczego ma niebieską kartę.

***
Wydzwania znowu. Po tym cyrku urządzonym rano wydzwania wieczorem, ale nie, nie przeprosiła mnie, broń borze. Odbieram słuchawkę, a ona od razu "Co robiłaś przez cały dzień?!" Odłożyłam od razu słuchawkę, przesłuchiwać to sobie może ojca, nie mnie.

24.09
Znowu uprawia stalking i wydzwania, żeby się znęcać, bez żadnej sprawy. Więc mówię jej, żeby mówiła od razu, o co jej chodzi, bo nie mam czasu.
- Jak to nie masz czasu?! Ty masz czas, przecież nic nie robisz!
Odkładam słuchawkę. Praktycznie za każdym razem słyszę takie kłamstwo, że rzekomo mam czas. Nie będę już tych kłamstw wysłuchiwać. Odebrałam telefon, matka powinna mi być za to wdzięczna i wykorzystać szansę, żeby się zachowywać normalnie, bez przemocy. Nie wykorzystała.

Matka nigdy nie skalała się pracą, nie uczyła się też. Nie ma przyjaciół,  pasji, żadnego zajęcia. Przez całe życie po całych dniach nic nie robi. Telewizor gra całą dobę, w nocy też, matka wtedy ogląda śnieżenie ekranu (i to nie eufemizm, naprawdę tak jest). Sądzi innych podług siebie, więc uważa, że każdy jest takim leniem i nierobem. Nigdy do niej nie dotrze, że nawet będąc ciężko chorym, można coś robić, mieć jakieś zajęcie. Ja nie jestem w stanie tak leżeć i nic nie robić. Nawet jak się bardzo źle czuję, muszę coś robić, to jest kompulsja. Więc matka ZAWSZE mi w czymś przeszkadza.

26.09
Dzwoni w nocy i ani be, ani me, tylko od razu z tekstem, że mnie umówi do fryzjera. Wbrew mojej woli, bo wiadomo, że przed zimą nie ma sensu chodzenie do fryzjera. Powtarzam jej to z 10 razy, a ona dalej się pcha z tą przemocą. Odkładam słuchawkę. Nie odbieram nigdy, kiedy wydzwania, bo gdybym za chwilę znowu odebrała, to matka by czuła, że ma prawo być agresywna, skoro i tak odbiorę. No więc nie odbiorę. Ma jedną szansę dziennie na rozmowę, jak nie rozmawia, tylko jest agresywna, to kontaktu nie będzie. Po ponad 40 latach przemocy ta codzienna szansa to i tak więcej niż matka zasługuje!

30.09
Matka nadal stalkuje mnie telefonami. Dziś wymyśliła, że jutro przyjedzie (!!!) i postanowiła zadzwonić, żeby mnie tym straszyć. Nie dość, że wydzwania, kiedy czekam na Kocia, to jeszcze chce przyjechać, kiedy będzie Ola. Wszystko potrafi zniszczyć, absolutnie wszystko, i to z premedytacją!

4.10
Nadal mnie nachodzi bez ostrzeżenia. I od progu się znęca. Ojciec od razu wyszedł, zostawił mnie samą z oprawcą. Znowu musiałam ją wyrzucać siłą, bo nie chciała wyjść dobrowolnie. Cały czas szantażowała mnie ubezwłasnowolnieniem. Nie zdążyłam nawet z ojcem porozmawiać, więc nie wiem, czy i kto mnie zawiezie do psychiatry i neurolog w najbliższym czasie. :(