piątek, 28 kwietnia 2017

O marnowaniu dnia

Skończył się mirzaten, wzięłam promazynę. I znowu... budzik zadzwonił o 10, a ja nie byłam w stanie wstać do 12:30. Promazyna działa za długo i bardzo mocno nasila hipersomnię. Przy mirzatenie wstaję 8-10 i jest nieźle. Przy promazynie nawet vigil mnie nie ratuje, bo nie działa. Jest po 13, a ja nadal śpię i nie kontaktuję. I tak będzie do wieczora, kiedy to wezmę kolejną promazynę, żeby zasnąć.

Ból też się znacznie nasilił. Oraz hipotermia. Nie jestem w stanie nic dziś robić. Na dworze tak zimno, a elektrownia się obija, w ogóle nie czuć, że grzeją. To od czego ten licznik, skoro nie można sobie ustawić temperatury? Dzień zmarnowany, stracony na nic. :(

***
Jeśli czytacie mojego bloga, to wiecie, że od kilku lat szukam dentysty, który chciałby mnie leczyć (zgodzić się musi też anestezjolog). Nie znalazłam żadnego, więc kolejno tracę zęby. Wczoraj ukruszyła mi się resztka lewej piątki. Było jej tylko pół, bo w 6a zęby w środku są puste, co sprawia, że gryzienie - nawet miękkich rzeczy - je wykrusza. Podobnie bruksizm - przez niego też tracę zęby. Takie zęby należy zachować, ale wyborować i wypełnić je specjalną plombą, która się kruszyć nie będzie. W miarę jak zewnętrza zębów będą się kruszyć, tę plombę się uzupełnia. Nie można wyrwać zębów i wstawić sztucznych, bo dziąsła są wiotkie. Nie ma innego sposobu, trzeba zachować jak najwięcej oryginalnych części zębów i tylko je wypełniać. Niestety w Polsce nikt nie chce mi tego zrobić, więc od lat powoli tracę zęby, bo kruszą się. Wczoraj piątka ukruszyła się od gryzienia kawałka kurczaka z chlebem. Nie suchym, nie z twardą skórką, tylko miękkiego środka. Od dawna nie gryzę twardych rzeczy nie tylko ze względu na zęby, ale też na neuralgię. Nie mam już ani jednego zdrowego zęba, a mimo to nikt nadal nie chce mnie leczyć, nawet za pieniądze. Jeśli słyszeliście o jakimś dentyście &anestezjologu, którzy by się podjęli leczenia zębów u osoby z 6a, to bardzo proszę o cynk. Ale proszę o pewne tropy, nie takie, że może, a może nie. Bo jak dotąd żaden z poleconych dentystów się nie podjął, łącznie z tym wielkim centrum na NFZ przy Wisłostradzie.

***
Wiadomość dnia: Gosia i jej mama znowu zawiozą mnie na komisję! Nie macie pojęcia, jak się cieszę. To nie było wiadome, a w takim stresogennym dniu dobre towarzystwo jest tak samo ważne jak samo dostanie się na komisję.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Kto ze mną pojedzie na komisję?

Jakiś marny dziś dzień. Rano obudziłam się z niedziałającą akomodacją. Wszystko było rozmazane i nieostre. To się utrzymywało przez kilka godzin, nic nie mogłam zrobić, bo nie widziałam. Dopiero przed chwilą z lekka się poprawiło, ale tylko z lekka, błędów w piśmie nie zobaczę, ale klawisze klawiatury owszem.

Mam problem. Komisję wyznaczono mi na 9 maja o 13:30. Nie mam z kim pojechać. Mogę pojechać taksówką, ale potrzebuję kogoś, kto pojedzie ze mną, bo muszę zabrać wózek. Trzeba go złożyć i wsadzić do samochodu, a potem wyciągnąć i złożyć znowu. Ja będę bezużyteczna, bo nie wezmę kuli, a po paru metrach jazdy będę miała taką hipotonię, że samodzielnie nie wstanę z wózka ani się nie rozbiorę itd. Potrzebuję kogoś do opieki nade mną i wózkiem tak, żeby nie uszkodzić ani jego, ani mnie. Czy ktoś może mógłby?

Komisja jest na Andersa koło kina Muranów, więc jazda z Tarcho tam i z powrotem.

***
Zdałam sobie sprawę, że ta recepta, której nie wykupiłam, to Xifaxan, czyli nie mogę czekać, bo recepta na antybiotyk jest ważna krótko. Opiekunka spytała w aptece i usłyszała, że może przyjść za tydzień (jak już będę mieć kasę), mimo że to będzie już po terminie ważności (2 tygodnie i 2 dni). Lek nie jest refundowany, więc tak można. Problem by mi się rozwiązał, jeśli to prawda.

***
Biurko zaczyna się znowu zapełniać. Jak tylko zaczęłam robić wpis w smashu, już jest zawalone. Nie wiem, czy wytrzyma do soboty. ;)


środa, 26 kwietnia 2017

O zmianie leków

Wczorajszy dzień zakończyłam atakiem snu, ale nie trwał długo, ok. 30 minut. Nie biorę teraz promazyny, tylko mirzaten, przy czym nie działa na mnie 1/4 ani 1/3, ani 2/3, tylko dopiero cała tabletka. Ale działa świetnie! Jak ją wezmę, to nie leję się przez ręce jak po promazynie. Nie jestem senna i mogę jeszcze być aktywna przez kilka godzin, ale jak już zdecyduję się położyć, to po prostu zwyczajnie zasypiam. Bez mirzatenu nie zasnęłabym. Po promazynie z kolei zasypia się po max 2h, rano człowiek się budzi późno, 12-14, jest się sennym cały dzień, są długie ataki snu i vigil nie chce działać. Po mirzatenie budzę się... uwaga!... 8-10! Jestem wyspana, senność jest, ale na ogół po vigilu nie powoduje ataków snu, a jeśli już, to one są krótkie. Nie trwają wielu godzin czy nawet dni. Mirzaten + vigil doprowadzają hipersomnię do stanu, w którym da się z nią jakoś funkcjonować.

Dziś znowu krótki atak snu wieczorem. To jest zmiana po zmianie leków. Ataki snu są później i krótsze.

***
Zmiana dawkowania controlocu na mdłości i wymioty rano nie podziałała, ale Lactulosa na zaparcia owszem.  Nie mogę znaleźć tej mojej, ma 500 ml i kosztowała 37 zł, a nie 28. To niesamowite, ale już po pierwszej dawce znacznie zmniejszyła mi boleści. Od paru dni nie mdleję z bólu i nie wymiotuję z bólu. Ból jelit, jeśli w ogóle jest, to do zniesienia. Dr dobrał mi lek, który nie powoduje biegunek zagrażających życiu i działa. Inne leki to właśnie albo zagrożenie, albo zero działania.

***
Dziś nareszcie dostałam zawiadomienie o komisji ds. orzekania o niepełnosprawności. Mam termin na 9 maja, 13:30. Ponad rok to przeciągali. :(


***
Dziś biurko wygląda tak:


Zwróćcie uwagę, jaka mała jest ta drukareczka stara. Nowa będzie musiała tu stać bokiem. Co gorsza, nie ma już małych drukarek. Ani małych, ani B&W, ani bez wodotrysków typu wifi. Nie znalazłam ani jednej małej, B&W, drukującej gruby papier.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Drukarka story

Nie jest łatwo. Trochę żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia biurka, zanim zaczęłam je sprzątać. Pokazałabym Wam, jak wygląd depresja. I brak miejsca/szafki na wszystkie rzeczy w domu. Na razie zdjęłam z biurka stos papierów, mat, stempli i wszystkiego innego z prawej strony, przed starą drukarką, oraz stos pocztówek i innych przydasi z lewej strony. Na zdjęciu nie widać prawie żadnej zmiany. Problem polega nie tylko na tym, że depresja, ból, hipotonia nie pozwalają mi się za to porządnie zabrać. Polega też na tym, że po prostu - jak już to zdejmę - nie mam gdzie tego pochować. Nie mam na to szafki. Nie mam w ogóle miejsca. Czyli znowu na podłogę?


Drukarka, nawet postawione szerszym bokiem  stronę kompa, nie ściany, zajmie mi pół biurka. Muszę zabrać nie tylko przydasie, ale też szafeczkę z żelopisami i markerami stojącą obok starej drukarki. Pomyślałam, że przestawię ja na lewą stronę, bo muszę je mieć pod ręką, ale w r=takim razie muszę zdjąć z biurka wszystko, co stoi po lewej. Nie mam pojęcia, jak to zrobić, czy będę mieć na to siłę, i gdzie to pochować. Zwłaszcza że to też są rzeczy często używane, właśnie dlatego leżą na biurku.

To wszystko wymaga ode mnie nieprawdopodobnego wysiłku i podwójnej dawki bunondolu. A i tak jest źle i będę to długo odchorowywać. A nie mogę tego scedować na kogoś innego, bo przecież muszę wiedzieć, gdzie to potem będzie leżeć.

No i teraz szczury kochają to biurko, a po odgruzowaniu już pewnie nie będą. ;>

***
Po paru godzinach ja ledwo żyję, a na biurku nadal pobojowisko, ale szufladki są już bliżej monitora, markery ustawiłam na niej. A kubeczki - po lewej stronie. Ale nadal masa przydasiów bez miejsca docelowego. I zostało zmiatanie śmieci z biurka. ;)


***
Po kolejnych godzinach do zaopiekowania zostały mi tylko te 2 pudełka. Jestem z siebie dumna. Ale wymęczona też.




***
Chyba zrobiłam sobie źle. Nie dałam wczoraj opiekunce recepty na Xifaxan do wykupienia, bo Xifaxan jest drogi, nie mam tyle, muszę poczekać, aż przyjdzie kasa za leki z fundacji. A obawiam się, że recepty na antybiotyki są ważne tydzień. W czwartek jeszcze kasy nie będzie, a w poniedziałek pewnie recepta będzie już nieważna. Opiekunka wczoraj, jak jej to powiedziałam, stwierdziła, że to właśnie jest bieda. Nigdy nie myślałam o sobie w takich kategoriach, ale coś w tym jest. Odkąd nie mogę pracować, ciągle nie mam na coś, na jedzenie, na leki. To wybór - albo kupię jedzenie, albo kupię leki. On mnie przerasta.

***
Najczęściej się dyslokuję w nocy przy zmianie pozycji. Przed chwilą zdyslokowałam palec u nogi, najmniejszy, kiedy próbowałam położyć nogę na półce pod biurkiem. Zawsze tak robię i półleżę na fotelu. Zawadziłam o wieżę, która tam stoi. ;>

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

***

Dziś nareszcie widzę opiekunkę, wydrukuje mi sporo rzeczy i będę mogła wykończyć parę stron w smashu. Będę mogła też wreszcie wysłać wniosek do fundacji, bo nie mam kasy na zakupy - takie są konsekwencje braku drukarki, jak nie masz drukarki, to nie masz co jeść. :P

BTW, drukarka przyszła! Jest gigantyczna! Będę musiała opróżnić pół biurka, nie wiem, jak to zrobię... Tzn. zrobić zrobię, ale gdzie umieszczę to wszystko, co zdejmę z biurka? Nie mam szafeczki, nie mam miejsca w domu!

***
Jest akcja. Kartka dla 5-letniego autystycznego chłopca, któremu wszyscy odmówili przyjścia na urodziny. Obchodzi je 28.04. Jeśli możecie, wyślijcie mu kartkę.
"Za zgodą mamy Aleksa patronat nad całą akcją przejmuje Fundacja FASola z Bielska – Białej. Jeśli zamierzacie wysłać Aleksowi kartkę, piszcie na adres: Fundacja FASola , 43-502 Czechowice-Dziedzice ul. Kasprowicza 48 – z dopiskiem DLA ALEKSA.
Prosimy o nie wysyłanie korespondencji na adres domowy".
Chłopiec lubi Minionki (ale nie te z jednym okiem) i Batmana.
Moja kartka wygląda jak poniżej, a druga (i być może trzecia taka) zaraz wyląduje na Allegro. ;)


***
Ciekawy artykuł o rytmie dobowym. I kwestionariusz, z którego wynika, że - nic dziwnego - jestem zdecydowanie sową (21 punktów). Oba rytmy są naturalne i wszyscy powinniśmy w nich funkcjonować. Ci, którzy zmuszają nas do zmiany rytmu, to sadyści, którzy za nic mają nasze zdrowie i życie. Nie dajcie się!

"W badaniu z 2012 roku pokazano, że może to być przyczyną przybierania na wadze w tempie 5-6 kg rocznie. Wskazuje się też na większe szanse popadania w nałogi a nawet potencjalne zwiększenie ryzyka nowotworów. Na co dzień ludzie niewyspani stanowią też poważne niebezpieczeństwo – podczas prowadzenia samochodu senność bywa równie groźna, jak spożycie alkoholu. No a poza wszystkim niedosypianie nas zwyczajnie ogłupia.

Wnioski są ważne, ale też trudne do wdrożenia. Zaleca się, by w miarę możliwości dostosowywać tryb pracy i odpoczynku do indywidualnego chronotypu. Ponieważ jest on w dużym stopniu zdeterminowany genetycznie, przestawienie się na inny cykl może być bardzo trudne. Istnieją wręcz badania mówiące, że szkoła i praca nie powinny zaczynać się przed 10 rano. Z tym badaniem zgadzają się doniesienia mówiące, że dosypianie w weekendy może być wręcz niebezpieczne. Być może wiosna i lato są dobrym momentem, by wypróbować sposób na przywrócenie naturalnego dla nas rytmu okołodobowego".

niedziela, 23 kwietnia 2017

Takie tam różne

Niestety zmiana dawkowania leku nie pomogła i dziś rano, zaraz po obudzeniu, mdłości i wymioty, bo żołądek pusty. Tak jest, odkąd są krwawiące nadżerki, i nie działa na to nic. Wczoraj specjalnie zjadłam na noc, niestety żołądek strawił to, zanim dotrwałam do rana, i był znowu pusty. To od tego te wymioty. W żołądku ZAWSZE musi coś być. Czyli jednak wstawanie w nocy i jedzenie jest zdrowe, inaczej się choruje i robi się niebezpiecznie.

Po prolo też różnie. Na miednicę zadziałało, na udo nie. Jest jeszcze gorzej. Teraz oprócz bólu jeszcze pali, jakby mi ktoś żywcem mięsień podpalił. To brzmi tak neuropatycznie, że volon pewnie nie pomoże, ale w takim razie nie wiem, co pomoże? Ma ktoś pomysł?

Prawe biodro jest w kiepskim stanie. Kiedy siedzę prosto, lewa noga trzyma się prosto, równolegle do ciała, sama z siebie. Prawa wywija się wnętrzem uda na zewnątrz. Mogę ją przywieść, ale tylko na kilka sekund, 2-3, na więcej hipotonia nie pozwala. To powoduje, że zewnętrzna część uda wpija się boleśnie w podłokietnik prawy. A muszę mieć oparcie właśnie z prawej strony, więc nie mogę się odsunąć.

***
Znowu mam problem z kompem. Zainstalowałam Picassę, bo zdjęcia z telefonu są tak fatalne, że trzeba je poprawiać (jest za ciemno, ciągle zima :/). I co? Picassa nie widzi dysku zewnętrznego, nie da się w ogóle kazać jej zobaczyć zdjęć. :/

***
Wyhaftowałam dziś 5 rządków pawia i kręgosłup szyjny natychmiast w stanie koszmarnym. Muszę zbierać kasę, żeby go ostrzyknąć volonem, bo inaczej będzie marnie. Niestety nawet gdybym miała, raczej dr by się nie zgodził na użycie więcej niż 2 ampułek naraz, a tyle zużyliśmy na miednicę.

***
"(..) it also indicates that people with ASD may engage in different kinds of cognitive processing during resting state, as indicated by higher activity in MPFC at rest in typical group compared to ASD group. Participants with ASD also showed greater activation in the left supramarginal gyrus (implicated in phonological pro- cessing) during an auditory task (Hesling et al., 2010), suggesting that the ASD group focused more on phonological rather than conceptual features of the input. Furthermore, studies with verbal stimuli find more activity outside of the language network in the ASD group: fusiform gyrus (Han et al., 2014), right hemisphere homologs (Mason et al., 2008; Eigsti et al., 2012), and brain areas typically involved in memory and control, such as parahippocam- pal gyrus and globus pallidus (Eigsti et al., 2012). These results suggest that individuals with ASD recruit a different network of brain areas during emotional language tasks, which results in less efficient processing and requires additional involvement of the homologous regions from the right hemisphere".

Hm, to chyba tłumaczy, dlaczego mam taki problem z ćwiczeniem z uczuć.


sobota, 22 kwietnia 2017

Allegro i kartki

Przedwczorajszy zabieg działa! Dziś jest wyraźnie lepiej. W nocy mogłam się samodzielnie przewracać z boku na bok. Zmniejszyłam też dawkę bunondolu o 2 tabletki. Żałuję, że tyle z tym czekałam, ostatni taki zabieg na miednicę miałam 2 lata temu, ale nie miałam wyjścia, na to trzeba kasy, a w tym miesiącu masa wydatków.

***
Klawiatura z nadajnikiem wyciągniętym z kompa przedłużaczem i dociągniętym do samej klawiatury, działa wreszcie dobrze, tylko problem ze spacją został - często jej nie wpisuje, mimo że słyszę, że uderzyłam w nią, więc powinna się wbić.

Drukarka już do mnie jedzie. Wybrałam w końcu Oki, to w części mój prezent imieninowy. Ale bez ojca bym sobie nie poradziła pewnie z jej kupnem. No chyba że fundacja zgodziłaby się ją dofinansować w całości, tylko że wtedy nie starczyłoby na leki, bo sprzedaż na allegro idzie bardzo marnie.

Oki ma drukować na papierze 220 gr, ale dziewczyny ze scrapowej grupy, które ją mają, mówią, że im drukuje nawet 300! Czyli mogłabym zaoszczędzić na wydawaniu kasy na xero notorycznie.

***
Postanowiłam zacząć robić jakieś kartki nawiązujące do niepełnosprawności. Wyobraźcie sobie, że nie ma żadnych craft supplies nawiązujących do niej! Kompletnie jakby nas nie było, jakbyśmy nie istnieli, ot wymazali nas z życia. :/ Pierwszą kartkę narysowałam sama - to szczurek bez rąk dla Asieńki, która właśnie nie ma rąk, za to ma cudowne poczucie humoru i dystans do siebie. Narysowałam go na kartce z książki, na której - jak się okazało - promarkery się rozlewają. :( Wielka szkoda. Ale pierwsze koty za płoty, kolejną będzie kartka z wózkowiczką. Nie znalazłam żadnego stempla, tylko już pomalowany obrazek, ale wózek jest niebieski jak mój. Tylko babka chudsza i ruda. ;) Jeszcze nie wiem, jak ją zrobić, bo oczywiście żadnych wzorów nie ma przecież. Scraperzy udają, że niepełnosprawni nie istnieją. To przykre, że wszystkie stemple to idealne laleczki i żadna nie ma dysfunkcji.



***
Nie może być zbyt dobrze - tym razem kolka żółciowa. Bez powodu, bo trzymam przecież dietę...

***
Kiedy byłam na poczcie ostatnio, zszokowałam się, ile teraz kosztuje wysłanie 1 - jednej!! - książki. 10,50! Ostatnio kosztowało to 5-7 zł. Już kompletnie odchodzą od rozumu. Do tego koperta. To ile muszę brać na allegro za wysłanie książki? 12 zł? To kto je kupi?!

piątek, 21 kwietnia 2017

Mimo depresji

Obliczyłam dziś wniosek do fundacji i ustawiłam przelewy za prąd. Za każdym razem, kiedy robię takie rzeczy, zastanawiam się, jak długo jeszcze będę mogła to robić i kto mi pomoże, jak już nie będę mogła. Bo OPS i opiekunka przecież nie. :(

***
Dr wczoraj zauważył, że jestem w lepszej formie psychicznej niż na poprzedniej wizycie. Wydaje mi się, że wreszcie zaczęły działać zmienione leki. Co prawda zmieniłam dawkę nemdtine (psychiatra podwoiła mi dawkę i kazała brać rano, ale nasilała mi ataki snu, więc zmniejszyłam z powrotem do normalnej dawki i zaczęłam brać na noc), ale dostałam dodatkowo aribit na manię i tu jest całe clue. Teraz mogę tę manię kontrolować, czyli jest tak, jak chciałam. Nadal ją mam, więc mi się chce cokolwiek robić i wstawać rano, ale ją kontroluję, więc nie ma głupich ekscesów typu wydawanie kasy, której się nie ma. No w każdym razie nie aż tak. ;)

Niestety depresja nie odpuszcza, myśli samobójcze jak zawsze, tylko lepiej je kontroluję. Nie minęły też bezsensowne wybuchy płaczku, kiedy nie są mi potrzebne.


czwartek, 20 kwietnia 2017

Cały dzień na nogach :(

Od 12 do 18 nie było mnie w domu, bo ciągle coś. Najpierw ortopeda. To jeden z moich ulubionych lekarzy, orientuje się w 6a, doucza się, jeśli czegoś nie wie, czasami coś skutecznego mi poleci, a do tego jest spokojny, cierpliwy, uspokaja, tłumaczy. Dziś znowu mnie kłuł, volon tym razem poleciał do przyczepu biodrowego mięśnia pośladkowego wielkiego i do mięśnia prostego uda. Bolała jak zwykle bardziej niż ten ból, na który kłucie ma pomóc, ale bywało gorzej niż dziś, więc nie narzekam. Dziś ból po prolo będzie koszmarny, jak zawsze po zabiegu, ale już jutro powinno być ciut lepiej.

Dr stwierdził, że moje dolegliwości są typowe w 6a, nie widać żadnych zmian zapalnych czy przeciążeniowych, ból wynika z 6a i fibromialgii.

Potem była przerwa, a korzystając, że był ze mną tata, poprosiłam o podwózkę na pocztę, do apteki i do Tesco. No i ja już odpadłam. Ból i hipotonia z kosmosu. :(

ALE. Mam vigil! Ten vigil, dla którego Gosia zjeździła pół Wawy i musiała znosić chamskie odzywki ludzia z MZ. Na FV mam napisane, że lek kosztuje 6400 zł. Ja zapłaciłam 16 zł - dzięki refundacji.

Potem gastroenterolog. Miał nowy pomysł na moje ostatnie dolegliwości. Zmiana leków i dawkowania. Controloc 2x20, Lactulosa i Xifaxan. I zobaczymy.

Jestem zajechana jak nie powiem kto, mam dość na dziś. Nie wiem, jak jutro będzie z bólem. Czy już minie ból po zabiegu. Więc na razie tyle na dziś.

***
A na wieczór neuralgia.

środa, 19 kwietnia 2017

Znowu o bólu

Jutro mam ciężki dzień. Wizyty u ortopedy (i zabieg na miednicę i staw biodrowy) i gastroenterologa. Więc i dziś jest ciężko, bo muszę się przygotować. Dwa ciężkie dni, których nie da się przeskoczyć, a będzie trzeba odchorować i odpoczywać nie wiadomo ile.

Dziś nagle znowu dostałam boleści jelit. To  nagły, ostry ból, który zmusza do biegnięcia do ubikacji. Jak już tam dobiegnę, to na ogół mdleję i upadam na podłogę. Za drugim razem nie zemdlałam, ale zwymiotowałam z bólu. Niestety przy tym bólu omdlenie jest bez utraty świadomości, więc cały czas czuje się ten ból. On mija po wypróżnieniu się. Problem w tym, że ono jest niemożliwe.

W eds6a, przy niewydolnych jelitach, są 2 główne problemy. 1. Wiotka tkanka powoduje, że pokarm przelatuje przez jelita bez pełnego trawienia, powodując biegunkę, często z niewydolnością krążenia i brakiem potasu (co kończy się SORem). 2. Ta sama wiotka tkanka, kiedy nie ma biegunki, powoduje, że treści pokarmowe nie przesuwają się w jelitach, więc nie dochodzi do wypróżnienia. To również kończy się często SORem. Więc kiedy się mówi "biegunka" albo "zaparcie" w 6a, to nie są takie dolegliwości jak u zdrowych, tylko zagrożenie.

U mnie od miesięcy występuje to drugie. Dlatego boleśni nie mijają nigdy, bo albo jest jedno, albo drugie.

W dodatku wczoraj wystąpił krwotok. Krew była świeża, a po jej ilości, jakości i "ułożeniu" wnioskuję, że to raczej z nadżerek niż z guzków krwawniczych. Niestety. Więc dobrze, że jutro wypada ten gastroenterolog.

Dziś powinnam poświęcić dzień higienie, ale przez napady boleści moje możliwości są mocno uszczuplone i nawet przy kompie jestem z doskoku. Boleśni nasilają się po zjedzeniu czegokolwiek - jest tak, jakbym jadła rano, chociaż nie jadam rano od lat. Odkąd mam nadżerki, jem tylko coś bardzo małego (typu tern mały danonek) przed lekami, bo na pusty żołądek leki skończyłyby się wymiotami przez 3 tygodnie, jak ostatnio.

Jutro mam 2 wizyty, a nie dostałam ani renty, ani zasiłku. Na wizyty wydam pieniądze przeznaczone na drukarkę. Na ortopedę potrzebuję praktycznie jej równowartości! No i tak to jest - tylko dlatego, że NFZ nie oferuje ani gastrologa, ani ortopedy osobom z 6a.