poniedziałek, 22 stycznia 2018

#przemoc

24.12
Myślicie, że chociaż w wigilię matka odpuści? Nigdy!

Umowa była taka, że nie spotykamy się. Ja nie wejdę na I piętro bez windy, a u mnie nie ma gdzie rozłożyć jedzenia, bo mam zawalony stół w kuchni i nie jestem w stanie tego nigdzie pochować - bo nie mam gdzie. Myślałam, że matka w tym roku mi wreszcie odpuści, ale gdzie tam.

Jak tylko wstałam, to dostałam maila, że ojciec ją tu przywiezie. Miało być o 14:30, a przywiózł ją od razu, nawet nie zdążyłam odpisać na tego maila!

Matka się nie zmieniła. Od otwarcia drzwi - od razu przemoc. Od razu leci do mnie z łapami, właśnie dlatego, że wie, że nie chcę, żeby mnie dotykała. Ja się cofam, im ona jest bliżej, a ona leci za mną, nie daruje mi, musi się poznęcać, jak tylko się da.

Rozmawiam z ojcem, a matka nagle - traktując ojca jak powietrze, w samym środku jego wypowiedzi - zaczyna mi nawijać nad uchem. Oczywiście swoją stałą przemocową nawijkę. Ojciec wstaje i wychodzi, mimo że krzyczę za nim, żeby mi jej tu nie zostawiał! I tak ją zostawił.

W tym momencie ja już nic od niej nie chcę, chcę, żeby wyszła. I zaczyna się ta sama zabawa, co za każdym razem. Ona nawija przemocową nawijkę i ignoruje to, że ja ciągle powtarzam tę samą mantrę - żeby stąd wyszła. Powtarzam to dosłownie tysiące razy, a ona tysiące razy olewa.

- Jak ci pomóc, kochana córeczko? (sic!)
- Przestań używać przemocy i wyjdź.

Taka wymiana zdań też ma miejsce za każdym razem. Matka ma na tacy podane, co ma zrobić, żeby mi pomóc, i za każdym razem to ignoruje. Ona tylko pyta, jak mi pomóc, nie jest jednak w ogóle zainteresowana samym pomaganiem!

- Jesteś chora! Zobacz, co z tobą zrobiły hormony i psychotropy! Muszę iść do profesora! Pomożemy ci na siłę, wbrew tobie!

Czy "pomoc" na siłę wbrew komuś to pomoc?!

I tak dalej w ten sam deseń co zawsze. Ja chcę tylko, żeby wyszła, a ona zamiast wyjść, łazi za mną i nawija tę samą przemoc za każdym razem. Nigdy nie była zainteresowana ani mną, ani pomocą. Jej zainteresowania to przemoc wobec mnie i niszczenie mi życia, bo swojego nie ma. Od płaczu, powtarzania jej, żeby wyszła, dostałam hiperwentylacji, dusiłam się. A ona zamiast wyjść, jeszcze sobie usiadła naprzeciw mnie i wykorzystując moment, kiedy nie byłam w stanie mówić, zaczyna rzucać mi w twarz przemocową nawijkę. Wszystko, absolutnie wszystko wykorzysta przeciw mnie, ZAMIAST mi pomóc! Ona nie ma uczuć, jest psychopatką do szpiku kości.

26.12
Świetny artykuł o tym, że wmuszanie jedzenia dziecku jest przemocą, można znaleźć tutaj. Matka robiła to zawsze. Wmuszanie jedzenia na siłę trwało aż do 13. roku życia! Kiedy byłam mniejsza, wmuszała mi jedzenie przez sen. Zapewne gdyby nie to, to jednak byłabym szczuplejsza. I nieprawdą jest, że można pozbyć się tkanki tłuszczowej w dorosłości i że to dorosły odpowiada za swoją wagę. Ilość tkanki tłuszczowej jest stała! I ustala się właśnie w dzieciństwie. To wtedy ustala się liczba komórek tłuszczowych i one nie znikają po odchudzaniu w dorosłości. To rodzice muszą zadbać, żeby w dzieciństwie nie pojawiło się ich zbyt wiele, tymczasem mnie matka karmiła przez sen, żeby mnie tuczyć. Takich rzeczy NIE robi się z miłości. Pomyślcie, jak trzeba kogoś nienawidzić, żeby go przekarmiać tak jak gęsi w hodowlach przemysłowych! Za takie rzeczy dziś odbiera się dzieci!

Matka także nie szanowała moich wybiórczości pokarmowych związanych z ZA. A poniżej kilka cytatów z artykułu na wypadek, gdyby kiedyś znikł z tej lokalizacji.

"Przesuwanie krzesełka do karmienia bliżej telewizora, włączanie dziecku bajek na tablecie czy kuszenie pociechy wizją czekoladowego batonika na deser są w wielu domach na porządku dziennym. I chociaż prośby i groźby rodziców najczęściej podyktowane są miłością, to po prostu jedna z form przemocy".

"Sytuację, w której nakazujemy dziecku jedzenie produktów, których sobie nie życzy, możemy porównać do przemocy seksualnej. W obu tych przypadkach naruszona zostaje granica ciała malucha".

"Według zaleceń to dziecko powinno decydować, ile i kiedy chce zjeść. Od rodziców zależy tylko jakość podawanych produktów. Tabelki ze schematami żywienia pokazują jednak tylko rekomendacje dla dzieci, które wzrostem i wagą mieszczą się w siatkach centylowych.

Zaniepokojeni rodzice często nie zwracają uwagi na fakt, że każde dziecko jest inne i – podobnie jak dorośli – różni się budową ciała i swoimi potrzebami. Pediatrzy mówią jasno - to maluch wie najlepiej, ile jedzenia potrzebuje jego organizm do prawidłowego funkcjonowania".

"Proces wychowywania dziecka trwa od pierwszych chwil jego życia. Zmuszanie malucha do jedzenia wbrew jego woli, żmudne czekanie aż zje do końca zimną już zupę czy przekupstwa słodyczami kształtują więc jego nawyki żywieniowe na lata. Dziecko karmione na siłę, zaczyna się stresować. W konsekwencji przestaje odczuwać głód i marzy tylko o tym, by wrócić do przerwanej wcześniej zabawy.

Dziecko, które podczas śniadania czy obiadu ogląda bajki na tablecie, może nawet nie pamiętać co jadło. Działa to więc bardzo podobnie do spożywania posiłków przez dorosłych przed telewizorem. [u nas właśnie zawsze jadało się przed telewizorem] Przejęci oglądaniem serialu, jemy więcej i szybciej. W efekcie – zamiast dostarczenia organizmowi tylko niezbędnych składników pokarmowych, tyjemy.

A z nami tyje nasze dziecko. Brak kontroli nad ośrodkiem głodu i sytości może powodować także u malucha zaburzenia odżywiania. W przyszłości może to skończyć się anoreksją, bulimią czy otyłością". [to prawda! nigdy w dorosłym życiu nie czułam łaknienia! matka skutecznie je zgasiła]

27.12
Jak dobrze, że nie mam dźwięku w telefonie! Dziś rano wstałam, jeszcze się dzień nie zaczął, a na telefonie już 5 nieodebranych od matki. Dobrze, że nie oddzwoniłam od razu, bo w skrzynce z kolei mail z szantażem emocjonalnym - czyli nic się nie stało, matka tylko ma kaprys, żeby się nade mną poznęcać jak zwykle. To, że nie mam dźwięku, sprawia, że matka przysyła mi dowody swojej przemocy na maila. Znowu usiłuje udawać, że jest mądrzejsza od lekarzy. Znowu mnie nęka i podżega, żebym odstawiła leki i przestała się leczyć. Znowu próbuje wyłudzić dane medyczne. Szkoda tylko że cudzymi rękami to robi - w mailu robi to samo co w telefonie: podszywa się pod ojca. Ja niczego nieświadoma otwieram mail od ojca, a tam... matka ze swoją przemocą! Jak nie przez telefon, to przez mail. Nie kijem go, to pałką. Osaczenie z każdej strony. Dobrze, że  już się na to nie nabiorę. Niestety puls mi podniosła, co bezpośrednio zagraża mojemu życiu.

14.01
Dziś znowu naszła mnie matka. To jej rozrywka - nachodzić mnie bez ostrzeżenia, a najlepiej w nocy, obudzić mnie, ZANIM jeszcze wezmę leki, kiedy najbardziej boli i jestem najbardziej narażona na podniesienie pulsu i wszelkie zagrożenia; nie byłaby sobą, gdyby tego nie wykorzystała... Doskonale wie też, że zaraz po przebudzeniu muszę iść do toalety, więc zmusza mnie, żebym to wstrzymywała, co kończy się zawsze boleściami, mroczkami z bólu, zawrotami głowy i często mdleniem. W takiej właśnie sytuacji matka czuje się najlepiej i robi wszystko, żeby nie wyjść z mojego mieszkania. Często muszę jej rzeczy wystawiać na klatkę schodową, bo inaczej będzie stać i specjalnie się nade mną znęcać psychicznie. Nie reaguje nigdy na moje tysiące razy powtarzane "Wyjdź" albo "Idź już". Chyba się już nie dziwicie, że niczego od niej nie chcę. Przecież ona wszystkiego używa jako wymówki, żeby mnie nachodzić.

21.01
Ojciec w mailu zapytał mnie, czy ma jutro przywieźć matkę. Pierwszy raz o to pyta, dotąd miał gdzieś moje zdanie i zdrowie i po prostu ją tu odstawiał i nie chciał zabrać. Oczywiście nie zgodziłam się. Ale już jestem roztrzęsiona i zaczyna się atak lęku. Dziś nie będę spać, bo będę się bała, że mimo odmowy ona jutro w nocy (bo mogę się założyć, że specjalnie mnie obudzi w nocy) zapuka do moich drzwi. Jeśli tak zrobi, to jej nie wpuszczę. Dlaczego oni mnie ciągle na to narażają?! Ile razy już mówiłam, że nie chcę kontaktu z nim ani nie chcę jej tu widzieć?!

Po tym, jak odpisałam, że się nie zgadzam, dostałam takiego maila:

"Kasia, co Ty wypisujesz?!!! Twoja reakcja świadczy już o bardzo poważnych zaburzeniach psychicznych.
Nie wychodzisz z domu, nie dbasz o higienę, nie dbasz o czystość w mieszkaniu, źle się odżywiasz (profesor w szpitalu stwierdził skrajne niedożywienie, bo nie jesz mięsa ani jajek), nie chcesz leczyć swoich poważnych zaburzeń hormonalnych (przysadka, tarczyca, nadnercza, brak miesiączki). A tymczasem sam niedobór wit. B12, czy choroby tarczycy, powodują choroby degeneracyjne i zaburzenia psychiczne.
Traktowanie mamy jak wroga też jest objawem zaburzeń psychicznych. Twoja agresja wynikać może z uzależnienia od leków psychotropowych i opiatów (niszczą intelekt nawet do 50%).
Od leków masz zniszczoną wątrobę, a to ona oczyszcza organizm z toksyn. Również masz niewydolne nerki od leków.
Potrzebna Ci pomoc toksykologa, endokrynologa i dietetyka klinicznego.
Niedobór B12 powoduje osłabienie nóg i rąk oraz trudności z chodzeniem.
Mama płacze po nocach, bo chce Ci pomóc, a Ty tę pomoc odrzucasz.
Potrzebne są badania i poważna diagnoza. Poza tym nie możesz sama chodzić do lekarzy – tylko z mamą, bo opowiadasz lekarzom głupoty".

Ja to muszę znosić na co dzień. Matka ma gdzieś nawet to, jak mam na imię. Wg nich jestem chora psychicznie, bo nie chcę znosić przemocy. No brawo!

BTW, u żadnego profesora w szpitalu nie byłam i niczego nie stwierdził oczywiście, to wymysł matki, jak wszystko inne, bo ja zastrzegam od dawna, że nie życzę sobie zdradzania matce jakichkolwiek moich danych medycznych. Matka kiedyś chodziła ze mną do lekarzy i zawsze wciskała im górę kłamstw, że aż wstyd było. Tylko nieliczni byli uczciwi i ją wypraszali. Od dawna z nią nie chodzę do lekarzy ani też do lekarzy, których przekupiła, naopowiadała im kłamstw albo szantażuje.

Ten mail wskazuje niestety też na to, że ojciec przeszedł na jej stronę. I donosi jej za moimi plecami. Tyle że zamiast donosić prawdę też kłamie. Przyjeżdża tu, bo ona mu każe szpiegować. Ja nigdy o te przyjazdy nie prosiłam, bo dla mnie nic dobrego z nich przecież nie wynika. W dodatku one zawsze są celowo niezapowiedziane, żeby "mnie złapać na gorącym uczynku". To przykre, że się tak kompletnie ze mną nie liczą, tylko traktują jak rzecz. Zamiast być moim oparciem, tak się zachowują... A ja już na nic nie czekam i w nic nie wierzę. Marzę tylko o tym, żeby byli chociaż NEUTRALNI, jak wobec obcego, którego się przynajmniej nie kopie.

Nie odpisuję na takie maile. Nie chcę dostać kolejnego w tym tonie. Poza tym musiałabym zejść do jej poziomu. A wiadomo jak to jest:



PS. To rzekomo ja mam brudne mieszkanie. Pani z OPSu mówi mi co innego. Poza tym kto mi nanosi błota w mieszkaniu? Kto zawsze wchodzi w butach, zamiast je zdjąć?! Ano właśnie, ojciec. I matka, jak mnie nachodzi. To oni najpierw celowo mi brudzą podłogę, żeby potem móc powiedzieć, że mam brudno. Moi znajomi i przyjaciele nie włażą z buciorami, a jeśli nabrudzą, to po sobie sprzątają. Ścieżka wydeptanego błota jest tylko z przedpokoju do kuchni, czyli tam, gdzie chodzą rodzice, a nie tam, gdzie chodzę ja.

Gdyby matce zależało na pomocy, to przede wszystkim nie byłoby tego problemu z przemocą. Nigdy. I od lat już miałabym pasującą ławeczkę do wanny i poręcze. Ale przecież matce nie przyszło nigdy do głowy, żeby mi w tym pomóc. Jej przychodzą do głowy tylko puste słowa. 

wtorek, 9 stycznia 2018

Kontakt z zimnem nasilił objawy MCAS

No i doczekałam się niestety. Wczorajszy kontakt z zimnem nasilił mi objawy MCAS. Miałam lekką reakcję anafilaktyczną po zjedzeniu bułki z czekoladowym nadzieniem, mimo że nie jestem uczulona na czekoladę (ani w ogóle nie mam żadnych uczuleń pokarmowych; za to mam masę nietolerancji pokarmowych związanych z MCAS). Nasilił się też znowu świąd, a zwłaszcza jak się kładę. Jak tylko się położę, zaczyna się swędzenie całego ciała.

Wszelki świąd jest najsilniejszy u osób z EDS6a (i tylko w tym typie). Wynika to z tego, że serotonina jest mediatorem świądu, a niestety serotonina nie jest przetwarzana u osoby z EDS6a, bo przecież hydroksylaza lizylowa nie funkcjonuje. Serotonina zalewająca mózg znacznie nasila świąd, który u zdrowych byłby znacznie słabszy. Osoby bez deficytu HL to są najwięksi szczęściarze na świecie. Unikają wszystkiego, co najgorsze, a jeśli już nawet zachorują na jakiś pojedynczy objaw 6a (np. MCAS, toczeń, SM itd.), to przechodzą go łagodniej niż osoba z 6a. Bardzo proszę, jeśli jesteście jedną z takich osób, doceńcie to!

W MCAS zimno może spowodować normalny wstrząs anafilaktyczny, który może się skończyć zgonem. Samo zimno, bez żadnego bodźca uczuleniowego! Przy deficycie HL to ryzyko wzrasta. Przy czym leki antyhistaminowe dostępne w aptekach nie działają.

Inna rzecz, że świąd nasilający się albo pojawiający się tylko po położeniu się do łóżka może też być objawem cholestazy, choroby wątroby, dróg żółciowych, trzustki, niewydolności nerek. W 6a występują one wszystkie, więc trudno zgadnąć, co się nagle pojawiło. Rzeczywiście od jakiegoś czasu częściej mam kolki żółciowe, i to bez powodu. Być może znowu pojawiły się jakieś złogi i trzeba je usunąć. No i oczywiście od lipca leczę zapalenie nerek.

Rzecz jasna, do wydatków wymienionych wczoraj powinnam dziś dodać obszerne badania krwi. I oczywiście nie stać mnie na nie. I to są wszystko pilne wydatki wynikające z nagłego pogorszenia się mojego stanu.

Żeby było weselej, w nocy upadłam na miednicę po nadepnięciu na żwirek, który dziewczyny wyrzuciły z klatki. Opiekunka nie będzie miała kiedy odkurzyć co najmniej do marca. To kolejny niebezpieczny efekt odebrania godzin przez OPS. Co się musi stać, żeby się opamiętali? :(


poniedziałek, 8 stycznia 2018

Update styczniowy

Byłam dziś u psychiatry. To zawsze jest bardzo ciężki dzień, bo wizyta u psychiatry oznacza wstanie wcześnie w nocy, i to po całkowicie nieprzespanej nocy. Wiadomo - hipotonia nasilona, zawroty głowy, migrena, neuralgia, problemy z oddychaniem.

Od jakiegoś czasu mam coraz większy problem, żeby dojść od klatki do samochodu za bramą. Dziś dodatkowo miałam problem, żeby się ubrać i założyć ortezy. Nie jestem już w stanie samodzielnie tego robić. Ortezy też już mnie za dobrze nie chronią, bo nie można ich prawidłowo założyć na kolana. Wynika to z tego, że odkąd mam zapalenie nerek, koszmarnie puchnę, bardziej niż zwykle, a także tego, że od mirtagenu utyłam bardziej niż zwykle. Typowe w 6a jest to, że nieustannie tyje się i chudnie w granicach ok. 5 kg w jedną bądź drugą stronę. Mirtagen sprawił, że utyłam więcej. Na tyle więcej, że mam problem z ortezami na kolana, a do tego nie ma już ani jednej kurtki, która by na mnie pasowała. Nie mam w czym wyjść z domu w taką zimnicę. Dziś przemarzłam i znowu przewiałam nerki. Mirtagen powoduje tycie bezpośrednio, sam w sobie. Nie powoduje, że jem więcej. Jem to samo co zawsze i tyle samo co zawsze. A właściwie to jem nawet mniej, bo od pewnego czasu nie jestem już w stanie gotować, więc jem, co popadnie, a czego nie trzeba przyrządzać.

Nie mogę również sama założyć skarpetek. Po włożeniu legginsów ciężko dyszę. Po włożeniu ortez klatkowych, przy których dziś siłowałam się kilkadziesiąt minut, nie mogę oddychać. Nie mogę dojść do windy, ustać przed nią, dojść do samochodu. Całą drogę ciężko dyszałam i miałam wrażenie, że się duszę. To niedotlenienie spowodowane hipotonią i bólem. Bo mialgia i encefalopatia nie odpuszczają.

U psychiatry ledwie usiedziałam na krzesełku, czekając na swoją kolej.Tego też już nie jestem w stanie wytrzymać. Ból w miejscu odleżyn jest potworny. Kiedy siedzę, na ogół da się go jeszcze wytrzymać, ale jak tylko wstaję, ból nagle eksploduje! Aż mam mroczki przed oczami i zataczam się. Nie wiem, co się dzieje, na skórze nie ma żadnych wyczuwalnych zmian, jest tylko gorąca. Muszę na gwałt kupić poduszkę przeciwodleżynową. Na razie korzystam z tej z wózka, ale to raczej nie wystarczy na dłuższą metę, bo ta z wózka nie nadaje się do stałego korzystania. Jest zrobiona z dobrej gąbki, ale jednak nadal gąbki, więc się zaraz ugniecie i nie będzie chronić.

Odnośnie do psychiatry. Pamiętacie, jak pisałam o objawach zespołu niespokojnych nóg obejmujących całe ciało - po aribicie? Zdaniem psychiatry to akatyzja, nie ZNN. Problem polega na tym, że z wymienionych objawów nie mam ani jednego objawu psychicznego. Mam zespół lękowy i potrafię odróżnić atak lęku - w czasie akatyzji, czy co to tam jest, nie odczuwam ani lęku, ani niepokoju, ani rozdrażnienia. Wszystkie moje objawy są wyłącznie fizyczne. Właściwie to zgadza się jedynie przymus poruszania się. A tak poza tym to autentycznie mam dokładnie takie objawy jak w ZNN, tylko w całym ciele. Mięśnie mnie bolą, drętwieją, mrowią, pojawiają się spazmy, które boleśnie zaciskają mięśnie, czuję potrzebę ciągłego poruszania mięśni, tylko nie wiem, jak mam poruszać mięśniami oddechowymi czy klatki piersiowej. Stąd np. to, że walę w te mięśnie pięściami, okładam się, bo nie wiem, jak sprawić, żeby były w ruchu. Stąd też ogromne problemy z oddychaniem. Nie mogę nabrać powietrza, oddycham płytko i szybko, aż cud, że nie wpadam w hiperwentylację. Może dlatego, że nie wpadam po prostu w histerię.

Psychiatra podwoiła mi dawkę mirtagenu. Mam nadzieję, że teraz nie będzie już takich jazd z brakiem działania!

Będę musiała znowu zrobić zrzutkę, co koliduje z wydarzeniem 1%. ;( Nie tylko nie wystarczy mi na leki i leczenie, ale dodatkowo potrzebuję bardzo pilnie poduszki przeciwodleżynowej, poręczy przy łóżku, poręczy przy wannie i ławeczki nawannowej. Nie mogę zależeć od nikogo pod względem mycia, bo nie mam nikogo takiego, przed kim mogłabym się rozebrać i poprosić o pomoc. Opiekunka co prawda ma to wpisane do obowiązków, ale raz, że OPS odebrał mi godziny, więc nie ma kiedy mi pomóc, a dwa, że to nie jest opiekunka medyczna, więc się krępuję.

Mam też znowu problem z depo. Za 5 dni powinnam mieć znowu zastrzyk, a wiem już, że nie będę w stanie dojść do przychodni. Gdyby po drodze były ławki, to może. Ale nie ma. Tak sprawni zamykają niepełnosprawnych w 4 ścianach. ;(

To wszystko mnie załamuje i odbiera mi siły. :(


Edit: Kolejny problem. Odnowił się ból miednicy. Przez te kilka miesięcy od ostrzykiwania volonem ból był ciągle taki sam, znośny, nie narastał. Dziś miałam atak snu, a jak się po nim obudziłam, to pach, ten nowy ból już był. I od razu już był taki, że się nadaje do kolejnego ostrzykiwania. :/

To oznacza też, że zużyję ostatnie ampułki z volonem, więc szykuje się kolejny duży wydatek - razem ok. 700 zł. ;(



piątek, 29 grudnia 2017

Update + wydarzenie 1%

Apteka poszła po rozum do głowy. Chyba się zorientowali, że przecież mają kwitek z moją refundacją u siebie, i wczoraj sprzedali mojej opiekunce Vigil za 16 zł, a nie za 5000 zł. Poczułam ogromną ulgę, że chociaż w tej sprawie apteka nie zawaliła do końca.

Niestety jeśli chodzi o godziny opieki w styczniu, to nic się nie zmieni. Nie wiadomo, co będzie w lutym, ale wiadomo na pewno, że w styczniu będę miała jedynie 2h tygodniowo opiekunkę z OPSu. Sytuacja jest o tyle absurdalna, że więcej godzin mają osoby, które mieszkają z kimś i mają stałą opiekę, a także osoby, które w ogóle nie potrzebują pomocy, tylko chcą mieć kontakt z opieką i nic by się naprawdę nie stało, gdyby przez miesiąc tego kontaktu nie miały.

W tym miesiącu wyjątkowo dostałam z OPSu zasiłek wyższy o 200 zł. No to dlaczego za te 200 zł OPS mi nie zatrudni opiekunki?!

Jestem załamana tym styczniem. Tym, jak to ma wyglądać. Co prawda opiekunka mnie pociesza. Mówi, że ona mnie nie opuści (bo będzie zmieniać miejsce pracy i podopiecznych), i że damy sobie jakoś radę. Ja nawet myślałam już, żeby ten dodatek do zasiłku wydać właśnie na dodatkowe godziny opiekunki, ale opiekunka mówi, że najwyżej odbierze sobie te godziny potem.

Dla mnie takie zachowanie OPSu czy państwa uwłacza godności chorego człowieka. Bo czego jak czego, ale uczciwość tychże organów to jest właśnie coś, co się każdemu obywatelowi NALEŻY. Prawo do zdrowia i życia jest wpisane w konstytucję, tymczasem państwo wstrętnie się tym zdrowiem i życiem bawi. :(

***
W tym roku znowu nie mam siły prowadzić wydarzenia na 1%. ;( Założyłam je i mogę mieć jedynie nadzieję, że ktoś mi pomoże w rozpowszechnianiu go i że ktoś będzie pamiętał, że trzeba to robić stale. Moje życie i zdrowie znowu zależy od ludzi dobrej woli, państwo znowu zrzuciło swoje obowiązki na bogu ducha winne społeczeństwo, które wcale nie musi mi w niczym pomagać. I jak co roku z jednej strony czuję wdzięczność wobec wszystkich, którzy mi pomagają, ale jednocześnie przeraża mnie to, co się dzieje, to, jak niewiele brakuje, żeby po prostu zabrakło mi nawet na te podstawowe leki. I tak czeka mnie jeszcze założenie zrzutki, bo ostatni 1% był 4 razy mniejszy niż poprzedni...

Jeśli ktoś chce i może mi pomóc w rozpowszechnianiu wydarzenia, to można je znaleźć tutaj. Jak ostatnia sierota nie umiem ustawić końca wydarzenia na 30 kwietnia. No nie wiem, klikam na 30.04 i nic się nie dzieje. Ostatnia klikalna liczba w szajsowym kalendarzu, jaką widzę, to 18.02. Nie rozumiem, o co chodzi. Może ktoś coś wie na ten temat i umie to poprawnie ustawić?


czwartek, 21 grudnia 2017

Przedświąteczne koszmary

Nie dość, że święta ogólnie są najgorszym okresem w roku, to jeszcze różni ludzie muszą niektórym dodatkowo dokopać. ;(

Opiekunka dziś przyszła z wiadomością, że OPS będzie w styczniu odbierał godziny. Zawsze tak jest w nowym roku, więc nie myślałam o tym wcześniej, przekonana, że wrócimy znowu do 2x2h w tygodniu. Niestety usłyszałam, że ma być tak źle, jak nigdy dotąd nie było, czyli 2x1h. To oznacza opiekunkę zaledwie raz w tygodniu, bo w 1h to ona nic nie zdąży zrobić.

Sytuacja wygląda tak, że ja ciągle myślę o innych, więc nie chciałam być nigdy nachalna i nie żądałam nawet tylu godzin, ile mi było potrzeba. Zawsze miałam ich mniej. Jak było 2x2, to opiekunka zdążała jedynie załatwić sprawy poza domem (poczta, apteka, zakupy, przychodnia, biblioteka itd.). To zajmowało nieco więcej niż 2h, ale opiekunka nie protestowała - z dobrego serca.

Jak dostałam 2x3, to ta niecała godzina, która została, starczała na lekkie oporządzenie domu (naprawdę lekkie, np. samo odkurzanie, samo wymycie garów, których nie da się włożyć do zmywarki).

Nie było nigdy porządnych porządków.
Nigdy, ani razu, żadna opiekunka nie pomogła mi się umyć (mimo że ten obowiązek jest na liście).
Nigdy żadna opiekunka nie ugotowała mi nic ani nie pomogła w gotowaniu.

Nie dlatego, że nie chciały. Dlatego, że NIE STARCZAŁO CZASU.

Wizyta raz w tygodniu nie tylko oznacza dalszy brak tego, czego potrzebuję (w mojej chorobie i dom, i ja powinniśmy być sterylni; a zaniedbanie diety i jedzenie tego, co popadnie, a czego nie trzeba gotować, już spowodowało pogorszenie mojego stanu zdrowia). Oznacza też, że biblioteka nie będzie dla mnie trzymać książek - więc nigdy nie będę mogła czytać tego, co chcę. Poczta będzie zwracać moje przesyłki do nadawcy - to oznacza, że nie dostanę za nie zwrotu pieniędzy, bo ali oddaje zawsze na to konto, z którego pieniądze przyszło, a to konto już nie istnieje. Oznacza też, że nie będę miała stałego, bezpiecznego dostępu do leków! (teraz, jak zachoruję, to czekam najwyżej 2-3 dni, tygodnia czekać na leki nie będę mogła!). Oznacza to też, że nie będę miała dostępu do świeżego jedzenia. Będę jadła nie tylko co popadnie, ale w dodatku nieświeże, co również w 6a jest zagrażające (wolno mi jeść jedzenie ciepłe i nie wolno mi go nawet odgrzewać! bo odgrzewane już szkodzi, a ja przecież sama nie ugotuję, a już na pewno nie codziennie). Itd.

Ja mieszkam sama i jedyna pomoc, jaką dostaję, to pomoc z OPS. Tymczasem ktoś usiłuje zrobić tak, żebym miała mniej godzin niż osoby, które mieszkają z kimś!

To jeszcze nie koniec. Dostałam sms-a z apteki, że Vigil jest do odbioru. Opiekunka poszła i wróciła z niczym. Nie wydano jej tego leku, bo się okazało, że rzekomo nie mam refundacji i apteka zażądała od opiekunki 6 000 zł! A przecież apteka dostała oba kwitki - i zapotrzebowanie, i refundację! Ja nie mam nawet xera! I jak niby mam teraz udowadniać, że mam tę refundację?! Zostałam bez leku i nie wiadomo, czy nie będzie trzeba całej procedury zaczynać od nowa.

Te sprawy to nie są rzeczy, które się na świecie przydarzają bez niczyjej winy i intencji. Za obiema tymi sprawami, które wpływają na moje zdrowie i życie, stoją ludzie, którzy to zrobili (no bo nie zrobiło się przecież samo). Najwięcej zła dostaję ciągle od ludzi, nie od choroby, i to jest najbardziej przykre. :(


środa, 20 grudnia 2017

:(

Od dawna nie mogę myć włosów, bo następnego dnia mam zapalenie zatok, gardła, krtani i tchawicy i muszę brać antybiotyk. Od dawna - mimo że straciłam połowę włosów i już nie odrosły - nie jestem w stanie rozczesywać notorycznie pojawiających się koszmarnych kołtunów. Tak mnie to rozstroiło, że po prostu przed lustrem w łazience ucięłam tyle włosów, ile zdołałam. Długie pasma, bo włosy sięgały mi już za łopatki. Teraz mam do brody.


Po ścięciu włosów odkryłam, że już nie jestem w stanie myć głowy, klęcząc przy wannie. Do tej pory tak robiłam, bo to mi pozwalało na dość stabilną pozycję i rozluźnienie mięśni nóg i brzucha - po prostu całą siłą opierałam się o wannę, więc się nie wywracałam. Teraz się tak już nie da. Nie mogę się pochylać nad wanną. Nie mogę samodzielnie wejść do wanny. Pat.

Nie mam już zupełnie sił. ;(
Nie mam siły nawet założyć wydarzenia, a 1% i rozliczenia już tuż tuż. :(

***

Minęłam 40. Coraz bardziej widać eds na twarzy, szczególnie w tym, że skóra robi się nagle bardzo obwisła. Wcześniej chroniła mnie przed zmarszczkami, a nagle po 40. zaczęła mi robić więcej zmarszczek niż normalnie.


piątek, 15 grudnia 2017

#przemoc

25.10
Jakiś tydzień temu ojciec zaprosił mnie do knajpy. Myślałam, że pojedziemy we dwoje, ale niestety, ojciec po drodze zabrał matkę.

Matka, zanim jeszcze nawet wsiadła do samochodu, zaczęła nam narzucać, co mamy zamówić w knajpie, bo jej zdaniem nie mamy prawa ani samodzielnie wybrać, ani zamówić tego, na co mamy ochotę, tylko to, na co ONA ma ochotę.

Nie zamknęła jadaczki ani nawet na sekundę. Zepsuła caluteńki wyjazd. W knajpie ludzie się na nią gapili, jak się awanturowała, przyniosła nam jak zwykle wstyd. Jej przemoc nie miała końca. Nie powiedziała ANI JEDNEGO zdania bez przemocy! Obrażała, poniżała, wyśmiewała mnie, znowu usiłowała mi wmówić, że i ja, i lekarze wymyśliliśmy sobie EDS i ZA, bo ona wie lepiej niż lekarze. Zaczęła wymyślać znowu jakieś bajeczki, że lekarze twierdzą, że nie mam EDS (oczywiście to jej wymyśleni lekarze bądź lekarze, którym nakłamała - sami jej znajomi albo lekarze, którzy powinni być pozbawienie prawa do wykonywania zawodu za zdradzanie informacji medycznych osobom nieupoważnionym!).

Nigdy więcej nigdzie z nią nie pojadę. Odcinam coraz więcej możliwości kontaktu, a ponieważ coraz mniej jestem narażona na jej przemoc, matka coraz bardziej mnie nienawidzi i jest coraz bardziej agresywna i niebezpieczna, kiedy ten kontakt w końcu następuje.

19.11
Przez ostatnie dni codziennie wieczorem i w nocy mam migreny, które prawie zawsze przechodzą w neuralgie. W piątek nie odebrałam telefonu. Napisałam więc maila, że źle się czuję i dlatego nie mogę rozmawiać. Zwlokłam się z łóżka ostatkiem sił, tylko dlatego, że matka mnie zawsze szantażuje, że jak nie odbiorę, to tu przyjedzie. I co? W sobotę rano matka mnie naszła! Postanowiła, jak zwykle, wykorzystać to, że źle się czuję. I od progu zaczęła mi wymyślać nieistniejące choroby - "Jesteś żółta, masz żółtaczkę!" To jest właśnie przykład jej urojeń, niestety one to potem opowiada lekarzom, tylko że nie mówi prawdy, że sama to wymyśliła, a kłamie, że tak właśnie jest. Nie wiem, jakim prawem lekarze w ogóle podejmują rozmowę o mnie, skoro nie mają takiego prawa, bo ich nie upoważniłam.

Ojciec wygadał matce, że mnie podwiózł do przychodni na depo, więc matce w to graj! Najnowsze jej kłamstwo jest takie, że to depo powoduje moje migreny i neuralgie! I że nie wie, skąd w ogóle mam depo, bo przecież nikt mi jej nie wypisał i nie kazał brać. Tak, jak ją odcięłam od wiadomości o tym, kto i na co mnie leczy, to sobie to wymyśla i konfabuluje, a potem te konfabulacje rozpowiada ludziom.

Dziś znowu usiłowała mi te kłamstwa wcisnąć przez telefon, ale się rozłączyłam jakoś po 3 sekundach, bo z przemocą nie poczekała nawet jednej sekundy, tylko zaczęła się znęcać, od razu jak odebrałam.

Niestety, odkąd mam Linuxa, nie mogę zgrywać rozmów z matką. Na telefonie się już nie mieszczą, więc się nie nagrywają, a MPE nie chce się połączyć z telefonem i pozwolić mi ich zgrać. ;(

20.11
Dziś znowu wydzwania. Znowu dałam się nabrać, że uczciwie pyta, jak się czuję. Jak tylko jej powiedziałam, że wczoraj nie miałam neuralgii, to natychmiast zaczęła konfabulować, że to nie neuralgia, bo to od wątroby! I dalej to samo kłamstwo co poprzednio. Odłożyłam słuchawkę, a ona mimo to dalej wydzwaniała. A potem się dziwi, że nie chcę oddać telefonu do serwisu, żeby mi naprawili dźwięk! NIE CHCĘ, żeby mi naprawili dźwięk!

24.11
I znowu wydzwanianie. I znowu przesłuchiwanie. I znowu 10 razy pytam, po co dzwoni. I znowu matka nie chce powiedzieć. No to po co dzwoni, skoro nie wie, po co?? Potem godzina przerwy i znowu wydzwanianie. Przez nią znowu mnie boli serce. :/

3.12
To, że nie piszę codziennie, nie znaczy, że nie ma tej przemocy. Ona jest nieustająco, tylko ja już nie mam siły o tym pisać. ;( Musiałabym ciągle pisać to samo, bo nic się nie zmienia, poza tym, że coraz częściej ojciec przyłącza się do tej przemocy, zamiast mnie przed nią chronić.

Matka wydzwaniała, mimo że wyjechała na tydzień. Ale tym razem nie mogła mnie zastraszyć, że jak nie odbiorę, to przyjedzie, bo to nie było możliwe. Podszywała się pod ojca, więc kilka razy się nacięłam i odebrałam, a to była ona. Oczywiście natychmiast zaczynała się przemoc. Wczoraj wymyśliła, żebym zrobiła badania w L-wie. Chodzi o to, że w szpitalu ostatnio zrobili mi już badania, więc nie potrzebuję nowych, ale matka koniecznie chce, żebym je powtórzyła, i właśnie w L-wie, bo tam będzie mogła te wyniki nielegalnie wykraść. Nielegalnie, bo jej nie upoważniałam, a mimo to laborantki jej te wyniki wydają! Bez mojej zgody!

Matka już przekabaciła ojca na swoją stronę. Dziś ojciec mi oznajmił, że jutro w nocy (bo tak matka mu kazała) po mnie przyjedzie i zawiezie na badania w L-wie. Odpisałam mu zgodnie z prawdą, że ja się na żadne badania nie umawiałam i nigdzie nie zamierzam jechać, w dodatku w nocy! Nie będę narażać zdrowia i życia bez potrzeby. Poza tym już wczoraj matce powiedziałam, że nie mam zamiaru tego robić. W dodatku w poniedziałek i tak przychodzi opiekunka, więc wiadomo, że nie mogę nigdzie wyjść. Na to ojciec odpisał "Widzę z tego, że opiekunka jest u Ciebie codziennie. Może ona zawiezie Cię na badania i do lekarza?"

Po pierwsze, nie rozumiem, dlaczego kłamie - ale ja z kłamstwami rozmawiać nie będę. Po drugie, skoro nie umie odróżnić poniedziałku od innych dni tygodnia, to może trzeba by go ubezwłasnowolnić? (jakim cudem poniedziałek i czwartek oznacza "codziennie"? do czego ma służyć to kłamstwo?) Po trzecie - znowu szantaż. Ojciec dołączył do matki, która szantażu używa na co dzień. Jak nie wykonam rozkazu matki, to mnie nie zawiezie do nefrologa. No to nie. On służy matce i wykonuje jej rozkazy codziennie, robi to, czego ona chce. I oczekuje, że ja też będę. No więc się przeliczył. Od 41 lat nie robię tego, co matka mi każe, więc dlaczego miałabym nagle zacząć? Nie przyłączę się do jej sekty i nie dam sobą pomiatać. Miałam 4 lata i już na to nie pozwalałam. ZA chroni mnie przed nabieraniem się na jej psychopatyczne gierki.

Później.
Dziś matka dzwoniła 5 razy w ciągu jednej... MINUTY! :/ To wiele mówi o intensywności stalkingu.

Jeszcze później.
Nadal wydzwania! Przecież powiedziałam NIE już w pierwszej rozmowie poprzedniego dnia! Każdy kolejny jej telefon to zwykły stalking!

15.12
Już mam dość. ;( Dostałam dziś maila od ojca: "Kasia,
Odezwij się, odbierz telefon, bo mama się denerwuje i przez to nie mam życia w domu".

Po pierwsze, znowu wysyła mi maila zatytułowanego do kogoś innego (nie, nie wiem do kogo, ja żadnej Kasi nie znam i nie wiem, kogo ojciec ma na myśli). Po drugie, znowu nakłania mnie do znoszenia przemocy tylko dlatego, że on jej znosić nie chce. To typowe. Często przywozi mi matkę, żeby ja tu miała piekło, bo on nie chce mieć piekła.

Kiedy odmówiłam i napisałam, że wystarczy, że odpisuję na maile (skoro odpisuję, to wiedzą, że żyję, więc matka nie może udawać, że się o mnie martwi), to mi napisali, że za co ja jej tak nienawidzę i że obrona przed przemocą to choroba. Wg nich to ja jestem chora, bo nie zgadzam się na przemoc, która jest prawnie zabroniona, i nie chcę pozwalać na niszczenie mojego zdrowia i zagrażanie życiu. Matka miała milion szans na to, żeby zrezygnować z przemocy - nigdy żadnej nie wykorzystała. Nigdy. ANI RAZU przez 41 lat. To mówi wszystko o niej.

A tak poza tym to matka jest uzależniona od telefonu, ja nie. I nie mam zamiaru być jego niewolnikiem. Technologia ma mi służyć, ma poprawiać moją jakość życia, a nie ją niszczyć. Nawet najlepsza koleżanka mojej matki nie podała jej nowego numeru telefonu, kiedy się wyprowadziła. Nie nawiązała z matką żadnego kontaktu. To też wiele o matce mówi, nieprawdaż?

Teraz to matka musi mi udowodnić, że już nie stosuje przemocy i nigdy nie będzie, jeśli chce kontaktu. Koniec z dawaniem szans, które matka olewa. Samo to, że się notorycznie pod kogoś podszywa, jest nie do zaakceptowania.

I dalej przemoc... Zobaczcie, z czym się muszę zmagać. :(

"Zmieniłaś się w stosunku do mamy po kilkuletnim leczeniu psychotropami. One Ci zmieniły chemię mózgu. Przed leczeniem byłaś innym człowiekiem. O Twojej chorobie świadczą też inne symptomy, jak:
- nie wychodzisz z domu,
- nie rozmawiasz z ludźmi,
- uroiłaś sobie chorobę, a nie kontynuujesz leczenia wcześniejszych Chorób, które same nie znikną (zaburzenia hormonalne, skrajne niedożywienie i skrzywienie kręgosłupa).
Uzależniłaś się od leków, dodatkowo zniszczyłaś wątrobę lekami, układ pokarmowy i nerki oraz układ krążenie.
Codziennie o Tobie rozmawiamy w domu i martwimy się.
DAJ SOBIE POMÓC!!!!!!!!!!!!
Kochamy Cię bardzo, a całe nasze życie jest podporządkowane Tobie.
Musimy znaleźć klucz do Twojego serca i rozumu".

Matka udaje, że nie wie, jak do mnie dotrzeć. Mimo że jej wiele razy pisałam wprost, że wystarczy brak przemocy. Na nic więcej nie czekam i nie liczę.
To jej typowe zachowanie - całe życie udaje, że nie mam choroby, którą mam, za to wmawia mi choroby, których nie mam. Dlaczego policja nie reaguje?!

Drodzy Znajomi, Przyjaciele i wszyscy Nieznani mi Ludzie, których spotykam na różnych grupach - dla mojej matki nie jesteście ludźmi.

 Cóż, zbieram dowody dalej...



wtorek, 12 grudnia 2017

Update 5

Byłam wczoraj u nefrologa. Dopiero wczoraj, bo zmienił dni przyjmowania w klinice, do której jeżdżę, więc wizyta mi się przesunęła o tydzień. Nefrolog mnie nie pocieszył. Prawdę mówiąc, to miałam nadzieję, że - skoro nie mam kamieni - to mam piasek. Piasku w nerkach nie widać, ale jak schodzi, to powoduje kolkę i takie bóle, jak miałam. To by była lżejsza przypadłość i wolałabym ją. Niestety nefrolog uważa, że nie mam piasku i że te dolegliwości to wciąż ciągnący się stan zapalny, więc dostałam nowe leki, w tym kolejny antybiotyk. Tym razem Levoxa - i bardzo się ucieszyłam, bo Levoxę podaje się nie tylko na nerki, ale też i na zatoki, więc może pomoże mi zakończyć leczenie także zatok. Przerwałam to leczenie ponad tydzień temu, bo nie mogłam już brać Augmentinu.

Chyba od tej infekcji nerek teraz tak puchnę. W EDS6a puchnie się codziennie, więc jestem przyzwyczajona, że rano są problemy z zakładaniem ortez, za to wieczorem opuchlizna schodzi i ortezy zjeżdżają mi z kolan. Teraz puchnę o wiele bardziej. Jestem tym aż przerażona. Puchnę po całości, nie tylko nogi i dłonie. Nogi puchną mi tak, że nie ma możliwości założyć poprawnie ortez. Źle założone ortezy nie dają mi już stabilności, nie jestem w stanie tak chodzić. Nie byłam w stanie dojść nawet od drzwi do samochodu, chociaż to niedaleko. Nigdy dotąd się to nie zdarzało, zawsze dawałam sobie radę z tą odległością. Do tego płaszcz, który zawsze był luźny, zapięłam na siłę i rozłaził mi się na biuście - tak spuchłam! Mam nadzieję, że po leczeniu będę puchnąć tak jak dotąd, a nie tak horrendalnie... Bo w takich okolicznościach nie mogę wyjść w ogóle z domu, nie mam w czym (w sensie kurtki i ortez).

***
Użeram się nadal z bankami. Teraz PKO rzuca mi kłody pod nogi. Nie dość, że oprocentowanie daje mi śmieszne, to jeszcze robi wszystko, żeby mi utrudnić przeniesienie się do banku z lepszym oprocentowaniem. Najpierw nie chciał mi pozwolić przelać pieniędzy na nowe konto. A teraz - mimo że pobiera koszmarne kwoty za rzekomą bankowość ELEKTRONICZNĄ!! - nie pozwala mi zamknąć konta elektronicznie. Każe mi się osobiście stawić w banku! No naprawdę żenada. Muszę napisać pismo w tej sprawie.





piątek, 8 grudnia 2017

Update 4

Mało mnie wszędzie, także na fb. Przychodzę dość często, ale na krótko, bo usiłuję nie dopuścić do odnowienia się odleżyn. Na razie nie jest źle, skóra jest cała, tylko wściekle czerwona i boli koszmarnie. Większość czasu spędzam, czytając na rozkładanym fotelu w pokoju - to jedyny mebel, na którym odleżyny są bezpieczne, i teoretycznie nie powinnam w ogóle siadać na innych, a jeśli już, to na poduszce przeciwodleżynowej.

Z nefrologiem zobaczę się dopiero w poniedziałek, bo okazało się, że już nie przyjmuje w inne dni. Mam nadzieję, że wypisze mi jakiś antybiotyk z szerokim spektrum, bo infekcje coraz gorsze. Ból mięśni nasilił się tak, że nie mogę siedzieć, nie mogę stać, nie mogę chodzić (we wtorek nie mogłam nawet dojść do samochodu od bramy :/), nie mogę zmieniać pozycji w nocy. Przerażające jest dla mnie to, jak to wszystko nagle zaczęło szybko postępować. ;( Jakbym drugi raz miała 35 lat i przeżywała drugie nasilenie wszystkich objawów. ;( Nikt dotąd tego nie dożył...

Dziś napisała do mnie dziewczyna z EDS6a. Po raz pierwszy! Dla takich momentów piszę tego bloga. Na takie momenty czekam! Jest jeszcze młodziutka, bo dopiero studiuje. Jest Holenderką, ale mieszkała chwilę w Polsce i napisała do mnie po polsku. Pisze PhD o EDS6. Wiem, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale jedna praca naukowa o eds6 jest lepsza niż żadna, nieprawdaż? Zawsze to jakiś początek! She made my day. ;)


czwartek, 30 listopada 2017

Update 3

Nie mogę już brać augmentinu. To zawsze był bezpieczny antybiotyk i nie powodował żadnych efektów ubocznych. Po 10 dniach brania go musiałam go niestety odstawić. Przerwałam leczenie zapalenia zatok, gardła i nerek. Musiałam, bo lek spowodował biegunkę. Nie będę jej opisywać, napiszę tylko o jej konsekwencjach. Przez to, że nie  zdążyłam w nocy do łazienki, musiałam w środku nocy samodzielnie wchodzić do wanny, czego nie robię już od bardzo dawna. Tym razem nie miałam wyjścia, nie mogłam czekać z myciem na czyjąś pomoc. Efekt był taki, że w wannie się przewróciłam i zdyslokowałam biodro. A potem - z wyczerpania, od zbyt dużego wysiłku w tej wannie, od bólu i problemów z oddychaniem - zemdlałam w drodze do łóżka.

Ostatnie dni to horror. Trudno będzie wyjść z problemów z jelitami, skoro nie mam siły, żeby cokolwiek ugotować. Jeden garnek spaliłam wczoraj, dopiero dym w sypialni mi uświadomił, że coś jest nie tak. RIP garnek. ;) I RIP sałatka z rurkami i kurczakiem. ;)

To nie były jedyne problemy. Mam ostatnio jakiś dziwny ból głowy. Ból jest dużo silniejszy niż migrena, ale jeszcze nie aż tak silny jak neuralgia. A pojawia się jedynie w momencie, kiedy zmienię pozycję z pionowej do poziomej. Jak tylko się położę, ból rozrywa mi czoło, skronie i to miejsce pod oczami i dookoła oczu. Nie boli jak przy zatokach - bo nie pulsuje. Jak tylko wstanę, ból co prawda nie mija, ale zmniejsza się natychmiast do poziomu, który da się wytrzymać. Nie mam pojęcia, co to jest. Neuran na to nie chce działać. Niestety spać mogę jedynie na płasko, idealnie płasko. Nie mogę mieć głowy nawet minimalnie uniesionej, więc oczywiście nie śpię wcale, bo ból nie pozwala.

Dziś od rana mam wszystkie fizyczne objawy zespołu lękowego. Tyle że nie czuję żadnego lęku... I też nie mam pojęcia, o co w tym chodzi. Ręce mi się od tego trzęsą i nie trafiam w klawisze. Poprawiać błędy ciężko, bo monitor nadal wyświetla mi tekst nieostro. W dodatku w niektórych miejscach jest bardziej nieostro niż w innych miejscach. Jak scrolluję, to te nieostre miejsca się przesuwają razem z tekstem, nie zostają na miejscu.

W takim stanie skończyłam wczoraj 6 kartek świątecznych. Na Allegro wystawiłam tylko 3. Mimo to w tym roku nie wystarczy mi kartek dla wszystkich osób, którym chciałabym je wysłać. I nie wiem, co teraz zrobić - wysłać to, co mam, czy nie wysyłać nikomu. Najprawdopodobniej nie będę już w stanie dorobić więcej kartek. Te przestrzenne są wyjątkowo trudne i obciążające. Całkowicie opadłam z sił i nie wiem, czy to się poprawi po wyleczeniu infekcji, czy już tak zostanie. Wygląda na to, że ziści się to, o czym pisałam w ostatnim poście o depresji. 

Nawet z czytaniem mam problem, mimo że od jakiegoś czasu czytam tylko czytadła, i tylko ebooki. Wczoraj i dziś nie przeczytałam ani linijki. Moje plany czytelnicze szlag trafił, jakoś nie mogę dokończyć nawet jednego rozpoczętego wcześniej ebooka dla dzieci. Partnerka do rozmowy też ze mnie żadna. Ale próbuję. Staram się codziennie coś zrobić, choć nie codziennie mi się to udaje.