niedziela, 16 kwietnia 2017

Jak unikać upadków

Często słyszę radę, żeby się nauczyć upadać. Tak radzą ludzie osobie z 6a. Ostatnio znowu widziałam komentarz o tym, żeby się nauczyć upadać, ale na szczęście był skierowany do osoby sprawnej, która faktycznie może się tego nauczyć. Natchnęło mnie to do tej krótkiej notki. Osobie z 6a nie radzimy takich nierealnych dziwów. Żeby nauczyć się upadać, trzeba kontrolować mięśnie, czyli trzeba mieć propriocepcję i nie mieć hipotonii. Z kolei każdy upadek to jakaś dyslokacja, a niektóre zagrażają życiu czy zdrowiu (tzn. każda zagraża zdrowiu, ale jedna zagrozi jednemu stawowi, a inna rdzeniowi - jest różnica). Jedynym sposobem, żeby unikać upadków, jest unikanie powierzchni śliskich, nierównych, pochyłych i schodów. Oraz skarpetek. Także tych z ABSem. W każdych wywijam tak, że natychmiast leżę. Jedynym sposobem na uniknięcie upadku w domu jest chodzenie boso. Oczywiście na podłodze nie ma prawa być żadnego piasku, więc każdy, kto go naniesie, powinien natychmiast go sprzątnąć, bo to zagrożenie.

Na dworze - stabilne buty, ortezy i chodzenie jedynie po płaskich, nieśliskich nawierzchniach bądź korzystanie z wózka. Żadne krzywe chodniki z płyty, żaden lód, żadne schody, nawet z poręczą, żadne pochylnie, górki, płyty z bolcami (przy przejściach notorycznie spotykam takie niebezpieczne pułapki na ON), trawniki itd. W Polsce to praktycznie niemożliwe, tu nic nie jest przystosowane, nawet chodniki. Ale innego wyjścia jeszcze nikt nie wymyślił.

***
Dziś nałożyłam 2 kolory na Afremova, ale to tylko dlatego, że zostały mi praktycznie tylko kolory z niewielką ilością kryształków. Nie haftowałam, ale robiłam wpisy w smashu (których nie skończyłam, bo nie mogę drukować - drukarka kaputt). Skończyłam pierwszą papierową książkę od miesięcy - "Cienioryt" Piskorskiego. Nie jest źle.

Gdzieś mi umknął jeden dzień. Byłam przekonana, że dziś sobota. Pewnie znowu jakiś atak snu odebrał mi dobę. :(


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz