piątek, 22 sierpnia 2014

Jak wzmocnić naskórek?

Przez całe życie, raz, dwa razy do roku, schodzi mi naskórek. Zaczyna się od palców, czasami się na dłoniach kończy, a czasami nie - i wtedy złuszcza się naskórek z całego ciała. To nigdy nie było bolesne. Od pewnego czasu - jest. Teraz nie schodzi mi tylko jedna warstwa naskórka (jak było do tej opory i co nie boli), ale dwie, trzy. Jedna jeszcze nie złuszczyła się do końca, widać świeży różowy naskórek... i właśnie on zaczyna pękać i się złuszczać. A potem pęka ten pod nim. Ten trzeci już się nie złuszcza, tylko pęka, jakbym go przecięła nożem. Zresztą przecina go wszystko, czego dotknę, każda krawędź, nieważne jak tępa. Nawet brzeg kubka.

Piętę rozcięła mi... skarpetka! Na całej szerokości, jak uśmiech. ;)

I to już boli. Używanie palców boli. Pisanie boli. Trzymanie kubka boli. Zamykanie drzwi, ubieranie się, wkładanie ortez. Tak, to ostatnie złuszcza naskórek palców codziennie od nowa. Każdego dnia. Mam problem, żeby się uczesać, ubrać, żeby cokolwiek złapać w palce, dotknąć opuszkami.

Jak boli zmywacz do paznokci - to niewyobrażalne! Jakby ktoś sól sypał na otwarte rany. Ten świeży naskórek zwyczajnie pali się od zmywacza i schodzi... Schodzi nawet naskórek pod paznokciami.

Wczoraj skóra na palcu wskazującym pękła i zaczął krwawić, bo trzymałam nim łyżeczkę. Czasami robią się pęcherze, zanim skóra pęknie, czasami pęka, jakby została przecięta.

Nie da się tego uchwycić na zdjęciu, widać tylko większe złuszczone fragmenty skóry, a problem polega na tym, że to właśnie są fragmenty maleńkie, ale za to na całej powierzchni.

Smaruję GranuGelem i Ilexem, ale to się nie chce goić. Zaklejam więc plastrami... też niewiele pomaga. Zastanawiam się, jak będzie się wszystko goić po operacji kręgosłupa, skoro z samym naskórkiem jest taki problem.

Ma ktoś jakiś sposób, żeby wzmocnić skórę czymś innym niż kolagenem? Jego więcej nie będzie. Co się robi w 6a w takich przypadkach?















Dziś przypadło robienie żeli. Od ok. pół roku robię je u tej samej manicurzystki, która już wie, że nie może piłować skór, wykręcać palców, łapać za mocno itd. i te wszystkie fanaberie cierpliwie znosi.
Dowiedziałam się np., że paznokcie wrośnięte głęboko w skórę się zdarzają, ma kilka takich klientek. Jest nawet jedna klientka, która ma paznokcie w kształcie C, tak głęboko w skórze, że nie da się zajechać pędzelkiem i nawet ona nie jest w stanie tego zrobić. Wierzę, tego nie jestem w stanie zrobić nawet ja.
Ale dziś usłyszałam, że nigdy w życiu nie widziała takich skór i takich zmaltretowanych, "biednych" palców. Cóż, ja też nie widziałam u nikogo, u siebie też wcześniej nie. Nie mogę nawet wziąć w palce wacika ze zmywaczem, a manicurzystka musiała trzymać moje palce przez poskładaną w kilka warstw ligninę.

Taka bzdura, a sprawia, że sama sobie nie radzę z podstawowymi czynnościami, włączając zakładanie ortez i przeciąganie pasków z rzepami...

czwartek, 21 sierpnia 2014

No Big Deal

O miesiączce w 6a powtarza się legendy. Każda (miesiączka) generuje bezpośrednie zagrożenie życia, a większość ginekologów nie wie, jak zatrzymać miesiączkowanie lekami niedoustnymi, bo doustnych leków hormonalnych przyjmować nie można (to też grozi kolką i ostrą trzustką już od pierwszej tabletki). 

Z powodu obfitych krwawień istnieje jeszcze zagrożenie anemią i białaczką - w 6a jest to ta białaczka, na którą zmarła Susan Sontag (polecam I tom jej dzienników).

Miesiączki powodują również biegunki, które bardzo trudno powstrzymać (nawet na SORze są z tym problemy). Biegunki i zaparcia w 6a to nie takie biegunki i zaparcia jak u innych ludzi. Biegunka często oznacza niewydolność krążeniowo-oddechową albo zapaść, a zaparcia w postaci skrajnej prowadzą do wyłonienia stomii. 

Dzień jak co dzień, prawda?

No big deal.


Linki

Zagadka leworęczności (cenne info; to dlatego w badaniach wyszło, że nie mam dominującej półkuli!)

O źródłach wapnia w diecie

Niebezpieczeństwo czyha w szpitalu! (to prawda i nic się nie zmieni, dopóki tzw. "infekcja szpitalna" będzie uważana za normę)

Przy komputerze bez okularów (jeśli się dostosuje do akomodacji, będę go kochać :))

W szpitalu pacjent otrzyma leki także na schorzenia współistniejące (już któryś raz to czytam i nie wiem, czy śmiać się, czy płakać)

Amazing X-ray GIFs Show Joints In Motion (jak na to patrzę, nie dziwię się, że stawy tak łatwo wypadają, przecież nic ich od tego nie powstrzymuje!)

Ehlers–Danlos syndrome type VIII is clinically heterogeneous disorder associated primarily with periodontal disease, and variable connective tissue features

Contemporary management of vascular complications associated with Ehlers-Danlos syndrome (w takich badaniach nigdy nie badają VI, ale zawsze twierdzą, że to IV mają najgorzej; może jednak spojrzeliby prawdzie w oczy?)

Fatigue is associated with muscle weakness in Ehlers-Danlos syndrome: an explorative study. (zupełnie mnie to nie dziwi, sama hipotonia jest nie do wytrzymania - ludzie z łagodniejszą hipotonią od dawna są na wózkach, a ja się nadal zmuszam do chodzenia :/)

Bone marrow holds secrets for treating colitis and Crohn's (It's possible that if we could reduce bone marrow's ability to produce inflammatory cells that we could reduce the severity of colitis and Crohn's disease)

The best and worst forms of magnesium to take as a supplement (Ciężko znaleźć coś, co się wchłania, nie tylko dlatego, że siarczany odpadają. Jeśli chodzi o magnez, to jedyny preparat, który się wchłania w 6a, a przy tym nie powoduje biegunek i mdłości, to magnezowe shoty Olimpu)

Fibromyalgia Headaches (Tego sobie ludzie nawet nie wyobrażają. :/ Nawet ci piszący ten artykuł, bo przecież ból nigdy się na tym nie kończy. Zawsze przechodzi w neuralgię. Neuralgię w fibromialgii. A w 6a niestety poziom serotoniny nie jest obniżony, wręcz przeciwnie, i dochodzi do tego wiele innych objawów bólowych i innych, np. mikrowylewy do mózgu czy nasilona bólem hipotonia i konsekwencje tejże).

DROGA DO NIESZCZĘŚCIA (jak być nieszczęśliwym)

Oto urzędnicza bezduszność: po niebieską kartę parkingową tylko osobiście. A ona jest dla niepełnosprawnych (zwracałam uwagę na to już już wcześniej, nawet nie wiem, jak to skomentować, bo nie ma słów na tych idiotów)


środa, 20 sierpnia 2014

Strach

Nie mogę się poruszać.
Nie mogę wstać ani usiąść - kończę ruch bezwładnie.
W nocy nie jestem w stanie samodzielnie zmienić pozycji.
Ani wstać do łazienki.

Strach.

Rano podwójna dawka bunondolu i neuranu. I myśl, co się tak nagle zmieniło? Ten ból i bezwładność mięśni narastały od kilku tygodni, co się zmieniło w tym czasie?

Levoxa. Tu jest więcej. Antybiotyk na nerki. Mam go brać 20 dni, potem 20 dni Urotrim i znowu 20 dni Levoxa. Do końca pierwszego cyklu zostały 3 tabletki, czyli 3 dni. Kończyć czy przerwać? Może dokończyć później, może zrobić przerwę?



"(...) uczucie drętwienia, mrowienia lub kłucia, niezamierzone drżenia, uogólniony strach (niepokój), poczucie nasilonego smutku (depresja), zmiany nastroju, bardzo nasilone zaburzenia emocjonalne, splątanie, niekontrolowane skurcze mięśni (drgawki), przyspieszony rytm serca, niskie ciśnienie krwi, zwężenie dróg oddechowych, np. astma i trudności w oddychaniu, krwawa biegunka, która w bardzo rzadkich wypadkach może wskazywać na zapalenie jelita cienkiego i grubego, mogące powodować ciężką i bolesną biegunkę, swędząca wysypka skórna, ból stawów, ból mięśni, dolegliwości ze strony ścięgna, w tym zapalenie ścięgien".

"(...) osłabienie mięśni, bóle mięśni i stawów, zapalenia i zerwania ścięgien (głównie ścięgna Achillesa), nasilenie objawów miastenii, rozpad mięśni poprzecznie prążkowanych (rabdomioliza)".
Może tym da się też wyjaśnić niewydolność oddechową, drętwienie obu rąk, od barku do czubków palców, aż do bólu, nasiloną hipotonię? Może po odstawieniu będzie trochę lepiej?


Edit 21.08: Fizjoterapeuta nie pozostawił mi złudzeń. Po odstawieniu levoxy trochę się poprawi, ale trochę... mało. Będę ciut lepiej oddychać (zniknie zwężenie dróg oddechowych), będzie więcej tlenu, ale mięśniom niewiele to pomoże. Nie wyhamowują już od dawna, zakańczanie i rozpoczynanie każdego ruchu to gehenna. Większości nie da się zrobić bez wspomagania. Ciekawe, jak długo.


wtorek, 19 sierpnia 2014

Sens życia

Ludzie chyba nie zdają sobie sprawy, jak bardzo to jest prawdziwe. Jak o tym myślę, czytanie to jedyne, co naprawdę trzyma mnie jeszcze przy życiu i zmusza do odsuwania wizji samobójczych dzień po dniu, do brania leków i walczenia z depresją i bólem. Bo tak naprawdę moje zwierzaki miałyby dobry dom (tak, to pewne, nie mogłabym ich mieć, gdyby to nie było pewne). Ale jeszcze jedna książka, muszę przeczytać jeszcze jedną książkę, muszę zdążyć przeczytać tę i tę, i jeszcze tamtą... I tylko dlatego, żal mi umrzeć, że ich nie przeczytam.

Czytanie to jedyny sens życia.

Nie wiem, co będzie, kiedy demencja mi go odbierze.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Refundacja leków dla osób z ZA

Znalazłam dziś taki komunikat. W całości brzmi, jak następuje.

Co to konkretnie dla nas oznacza?

Czy to, że zrefundują nam leki stricte na ZA? Czy może - że zrefundują nam leki także na choroby towarzyszące?

To ciekawe, że komunikat dla aspies i autystów jest taki niejasny! Nic wprost, żadnych konkretów.

Czy ktoś wie, o co chodzi, i mógłby z pewnością to wytłumaczyć? ;)



sobota, 16 sierpnia 2014

Nadrabianie zaległości

Jeszcze nie wracam na pełny gwizdek i nie będę pisać wszystkiego, co chcę, ale to, co uznam za w miarę bezpieczne. Nie chcę się bać tego, że żyję, i zamierzam coś z tym zrobić. A na razie ostatnie dni. ;)

Moje stado znika... umiera na starość. Odeszła 3-letnia Kali, Cookie i prawie 3-letni Dexter, a 3-letnia Mysza ma ogromnego guza uciskającego i na płuca, i na serce, i zostały jej raczej dni niż tygodnie (jeśli nie będę musiała jej pomóc odejść...). Ze starych domowników zostałaby tylko Trusia. Więc postarałam się o równowagę w stadzie - Dżuma, Ofelia i Maszeńka (imiona odpowiadają charakterom) mieszkają z nami od niedawna. Dżuma rośnie na nową alfę stada, ale z Trusią jej będzie ciężko wygrać. Ofelia i Maszka są od Dżumy dużo mniejsze i kompletnie inne. Dżuma wygląda jak Mysza, ale charakterem przypomina raczej Cookie, - jest samodzielną indywidualistką, która osiąga to, co zechce. Mizianie tylko na jej warunkach, a najlepiej wcale. Pozostałe dwie tylko by siedziały pod bluzką, zwłaszcza Ofelia, która natychmiast zasypia i może tam spędzić cały dzień, a potem się obraża, że ją odstawiam do klatki. Nigdy nie spotkałam takich szczurów. Miziaści są przecież panowie, nie panie, odwrotnie niż u psów. I nigdy nie miałam double rexa, a teraz mam aż dwa. ;)


Jak co roku w sierpniu odwiedziła mnie Maryla. Do tej pory zawsze zwiedzałyśmy miasto. Nawet rok temu,chociaż już musiałyśmy dojeżdżać samochodem (Maryli). W tym roku nie było możliwe nawet to. Nie byłabym już w stanie chodzić po muzeach czy parkach. Nie miałam nawet siły, żeby codziennie wyjść na dwór - to Maryla wyprowadzała Sarę (też jak co roku, bo lubi, bo sama ma koty :)). Dobrze, że chociaż odwiedziły nas Krysia i Ola. 


Przez tydzień czytałyśmy. Praktycznie po całych dniach! We wszystkich pokojach, w każdej możliwej pozie, dniami i nocami. Inni czytelnicy na pewno podzielą naszą radość czytania. I moją radość - że w ogóle mogłam czytać, jedną książkę po drugiej, praktycznie bez przerwy! Teraz mi to jakoś przeszło.

Z Marylą zabrałyśmy Sarę na szczepienie, co wymagało nie lada logistyki, bo nie tylko lecznica ze schodami bez poręczy i pies, który boi się innych psów, ale jeszcze pozamykane ulice dookoła. Jeździłyśmy w kółko i z żadnej strony nie było dojazdu. A Sara jest teraz bardziej nerwowa, bardziej tkliwa, bardziej się stresuje - i jednocześnie ten stres bardziej jej zagraża. Udało się na szczęście wszystko i nawet trafiłyśmy na doktora, który Sarę prowadzi.


Jeszcze przed przyjazdem Maryli byłam w lesie B. Tak właśnie, las wchodzi jej do ogrodu przez płot, z całym inwentarzem roślinno-zwierzęcym. Kiedy wyszłyśmy na taras, usłyszałam kakofonię dźwięków. Dziesiątki ptaków, łamane gałązki, owady, wiatr, uderzające o siebie liście - za dużo bodźców naraz! I mimo że lubię takie miejsca i takie dźwięki, był to dla mnie chaos, w którym trudno się skupić na czymkolwiek poza nim samym. Dopiero kiedy sąsiad włączył kosiarkę i kakofonia zmieniła się w jeden dźwięk zagłuszający inne, mogłam w spokoju rozmawiać. Co jakiś czas to sobie uświadamiam i co jakiś czas jestem tym zdumiona. Czy inni aspies też tak mają? Bo tu nie chodzi o natężenie dźwięku, tylko o ilość dźwięków - hałas z ulicy przed blokiem toleruję tak dobrze, że w ogóle go nie słyszę, ale natychmiast słyszę śpiew ptaków o 4 rano w tym hałasie.

Oczywiście przywlokłam książki. Zresztą B. właśnie książkami zwabiła mnie na piętro domu, inaczej bym tam nie weszła, sądząc po wysokich schodach z prześwitami i brakiem półpięter. Zresztą potem B. musiała mnie sprowadzać stopień po stopniu, bo mam lęk wysokości, a w dół patrzeć nie mogłam, bo przecież jeśli nie widzę stóp, to się przewracam. Czyli spadam. Z tych schodów. Schodziłam, patrząc na stopy, widząc przed sobą B. zasłaniającą widoki. ;)

Rozmawiałyśmy m. in. o aspergerowskich problemach z błędnikiem. Do ok. 13. roku życia lubiłam karuzele łańcuchowe i żadnej nie przepuściłam. Sama nie wiem, kiedy przyszedł lęk wysokości, mdłości, zawroty głowy, ale kiedy przyszły - wiedziałam natychmiast, że na karuzelę już nie wsiądę, bez próbowania. I nie jestem jedynym aspie, który tak ma. Ciekawe, dlaczego tak się dzieje.


Wczoraj dostałam wyjątkową książkę - "Wierzchołek cienia" Zbyszka Wilczyńskiego. Zawiera opowiadania i przedruk rozmowy z BiblioNETki. Dla mnie to niesamowite, do dziś wspominam spacer po Starówce ze Zbyszkiem i wielogodzinną rozmowę. Rozmowę z widokiem na Wisłę.


31 lipca napisałam na fan pejdżu:

"Zdarzało się, że hipotonia nasilała się na fizjo i dostawałam tlen. Ale zawsze były powody. Dziś nie było. Dobrze się czułam. Na dworze zimno, aż się zastanawiałam, czy po sweter nie wrócić. Taksówka mnie dowiozła pod drzwi. Fizjo zaczynam zawsze od face to face, więc generalnie leżę. Leżąc, już czułam, że coraz trudniej oddychać. Jak usiadłam, zaczęło się błyskawicznie. Niewydolność oddechowa jak przy hipotonii, ale reszta inaczej - nie odpływałam, byłam całkiem przytomna i nie miałam wiotkich rąk - wczepiłam się w przedramię fizjo. I nie wiem, od czego rozszerzone źrenice - nikt mi nigdy czegoś takiego przy hipotonii nie meldował. Już po wszystkim wstałam i poleciałam na plecy. Uczucie było takie, jakby mnie ktoś bardzo silny ciągnął za biodra i za ramiona do tyłu, a ja się palcami chwytałam leżanki i ściany, żeby nie polecieć. Stałam na stabilnej podłodze, a mimo to leciałam do tyłu tak, że trzeba mnie było przytrzymać. Mam tak często na schodach, kiedy wchodzę. Ale żeby tak po prostu? Hipotonia wyłączyła dużą część propriocepcji, ale przecież nie powoduje czegoś takiego. Przynajmniej dotąd tak było. Nie wiem, czy te rozszerzone źrenice to nie ze strachu. Bo go zobaczyłam w oczach fizjo, mimo że na podanie tlenu jest przygotowany.

Pojęcia nie mam, co to było. Od paru dni jest dziwnie. Nie jestem w stanie zrobić NIC. Jak zdejmę mokry ręcznik z karku, to dosłownie po kilku minutach mroczki przed oczami i niewydolność oddechowa. Nie taka, że od razu na SOR, ale taka, że się mdleje".

To znika, kiedy temperatura spada poniżej 20 stopni. Cuda?


2 dni wcześniej przez taką tabletkę prawie umarłam. Mam problem z przełykaniem, wiadomo, przełyk też jest wiotki. Tradycyjny rozrywający ból prawie z każdym kęsem towarzyszy mi od dziecka - myślałam, że każdy tak ma. Ale to do zniesienia - jak przestaję jeść, przestaje boleć. Niestety przez brak prawidłowej czynności motorycznej przełyku (pan doktor tak ładnie to nazwał) nie każdy kęs dociera, gdzie powinien, a czasami dociera po wielkich bojach.Ta tabletka zatrzymała się w gardle. Nie zakrztusiłam się, ona się zatrzymała w poprzek, nic jej nie popychało dalej, przełyk stanął dęba, nie dało się ani przełknąć, ani wykrztusić. Zatrzymała się w poprzek, zamykając światło krtani. Nie wiem, ile to trwało, miałam wrażenie, że wieczność. Natychmiast stanęła mi przed oczami córka Ewy Błaszczyk i to, że ona POPIŁA tę tabletkę. Więc nie popijałam. To wszystko oczywiście wiem, ale jak, do diabła, miałam to zrobić sama sobie?? 

Tym razem przełyk ruszył. Sam z siebie przepchnął tę tabletkę, jak już miałam mroczki przed oczami i myślałam, że to koniec. Dopiero potem przyszło mi do głowy, żeby poszukać instrukcji, jak ratować siebie samego, i znalazłam to. To na bank zdyslokuje wszystkie żebra, mostek, obojczyki i co tam jeszcze, ale może wróci oddech? :> Warto wiedzieć.

EDS8 - typ dentystyczny

EDS8 - nowy, dentystyczny, typ EDS, "okołozębowy". Wart wspomnienia, bo kopiuje cechy eds6. Czasami mam wrażenie, że ktoś stworzył typy eds, wyodrębniając je z szóstego, obdarzając pojedynczymi objawami szóstego. Trójce damy hipermobilność. Ósemce - problemy dentystyczne. Czwórce - naczyniówkę. Itd. Szkoda, że to rozdawnictwo objawów szóstki nie spowodowało jej likwidacji. ;)

Ehlers–Danlos syndrome type VIII is clinically heterogeneous disorder associated primarily with periodontal disease, and variable connective tissue features

Clinical featureThis reportPrevious reports total/total evaluated a
Periodontitis4/454/62
Joint hypermobility1/4b25/62
Joint dislocation0/427/62
Skin hyperextensibility0/427/62
Atrophic scars0/447/62
Pretibial staining3/435/62
EDS IV-like facial features0/419/62


piątek, 15 sierpnia 2014

9/10


9 na co dzień. W porywach do 10. 

Ludzie nie zdają sobie sprawy, co to jest ból. Czasami mam wrażenie, że nawet Anestezjolog nie zdaje sobie sprawy. Bo nie histeryzuję nawet wtedy, kiedy z bólu tracę przytomność, jak wtedy, kiedy drugiego dnia trafiłam do szpitala w Busku.


czwartek, 14 sierpnia 2014

Warszawski ZTM

ZTM zlikwidował 302, jedyny bezpośredni autobus do Fortu Piontek z Tarchomina, na fizjoterapię. ZTM zlikwidował też 152, więc tym samym straciłam jedyny autobus dojeżdżający do przystanku, na którym mogę się przesiąść w 511 jadącego do Fortu. Przystanek w kierunku Nowodworów na Tarcho również zlikwidowany, a tam mogę się przesiąść w 741, który jedzie na fizjo - ale raz na 2 h. Więc wykombinowałam, że wsiądę w 518 spod PiP, dojadę na Nowodwory, przesiądę się w 741, który akurat odjeżdża o 17:50. Fizjo miałam o 18:30, miałabym pół godziny po dojechaniu.

Niestety, 518 nie przyjechał (byłam ponad 5 minut przed czasem, więc się nie spóźniłam). Po jakimś czasie podjechał 314, a napis z przodu informował, że jedzie na Nowodwory, więc pomyślałam, że może nie wszystko stracone, na Nowodwory jedzie się 5 minut, a ja miałam 10 - wsiadłam. I co? 314 dojechał na Nowodwory, owszem, ale ZA PÓŹNO, bo jechał jakimś koszmarnym objazdem! Zobaczyłam przez szybę, jak 741 odjeżdża. Kolejny za 2h. Pomyślałam, że to niemożliwe, żeby z Nowodworów tylko jeden autobus jechał na Modlińską, więc poszłam na przystanek oddalony jakieś 300 m, żeby to sprawdzić. Okazało się, że jednak to możliwe.

Wróciłam na pętlę. Była 17:05. W cokolwiek bym teraz wsiadła, i tak nie dowiezie mnie na Modlińską (już tylko na wysokości UG) w 10 minut, zwłaszcza że wszystkie stają po drugiej stronie ulicy, więc musiałabym się cofać na przystanek po drugiej stronie - dla mnie to 5-7 minut marszu. Odpada.

W tym momencie tracę 60 zł, bo nieodwołana dzień wcześniej fizjo skutkuje karą. Czy ZTM mi to zwróci?

Pomyślałam, że skoro tak, to pojadę do Cosmediki odebrać leki, bo wczoraj nie byłam w stanie. To też nie jest proste, bo mimo że otworzono już Światowida, niektóre autobusy nadal jeżdżą bezsensownymi objazdami i nie wiadomo który którym. Gdyby się okazało, że dojadę do Ćmielowskiej albo - gorzej - do Myśliborskiej, nie byłabym już w stanie wrócić do apteki.

Początkowo wsiadłam w 509, ale zanim sprawdziłam, którędy jedzie, podjechało 518, więc się przesiadłam. Stał na tej pętli jakieś 15 minut, po czym nie skręcił w Świderską! Skręcił na szczęście jakoś później, nie tam, gdzie zawsze, i dojechałam w końcu do PiP - niestety po drugiej stronie, kolejne 200 m do przejścia. :/

Przy okazji zauważyłam 509 skręcający w Ćmielowską, a przystanek tamże wyrzucono daleko za Rossmanna - również nie do przejścia.

Kiedy szłam przez pętlę na Tarchominie do apteki, kierowca stojącego tam 152 zaczął robić debilne uwagi - "że powinnam na rowerze jeździć, że on już 2 takie dziewczyny doprowadził do biegania!" Spytałam tylko, czy te dziewczyny miały eds6a albo chociaż eds3, i zagryzałam zęby, żeby się nie odwinąć i nie walnąć go z liścia. Jak można być tak chamskim idiotą?! Starałam się zapamiętać nr boczny - A472 albo podobny (może 742, ale to na pewno były te cyfry, a godzina była już ok. 18:25-30).

Szłam już ledwo. Dosłownie się słaniając. W aptece kolejka i brak ławki, a potem wyjątkowo długie stanie przy ladzie bez powodu, bo przecież odbierałam tylko wcześniej zamówione leki i POWINNY JUŻ BYĆ SPRAWDZONE WCZEŚNIEJ, a nie dopiero wtedy, kiedy pacjent STOI!!

Po 1.5 h siedzenia na przystankach i jeżdżenia autobusami w kółko wróciłam do domu, zamiast dojechać na fizjo.

Dziękuję, ZTM. Dziękuję, Cosmedico.