sobota, 29 czerwca 2013

Pierwszy dzień życia

Dziś jest pierwszy dzień mojego życia. W wieku 36 lat zaczęłam żyć. Skończyła się agonia i defekowanie pod siebie z bólu.

Przewidywania neurologa okazały się fikcją. Wizyta u anestezjolog, specjalistki medycyny paliatywnej, zmieniła moje życie. Doktor okazała się nie tylko kompetentna, ale też ludzka. Wzięła pod uwagę wszystkie moje wyniki badań, zapalenie jelit, żołądka, skurcze dróg żółciowych, słabą wchłanialność i interakcje z innymi lekami, poza tym wnikliwie przeanalizowała artykuł o leczeniu opioidami bólu w EDS.

Znalazła. Buprenorfina jest 40 razy silniejsza niż morfina, a nie powoduje aż takiego uzależnienia. 3 razy dziennie pod język. Do tego 2 razy dziennie gabapentyna, którą przepisuje się na fibromialgię, bóle neuropatyczne i neuralgię. Dostałam rozpiskę, co i jak mam brać w razie zaostrzenia albo neuralgii. Oraz telefon, gdyby coś się działo...

Poczułam się zaopiekowana, poczułam się partnerką, tak jak w IPiNie. Drugi raz w życiu spotykam takiego lekarza.

Efekt odstawienny, mimo wszystko, jest koszmarny, więc nadal muszę brać zaldiar, ale wystarczy jeden, żeby objawy były do zniesienia. Tym bardziej, że jednocześnie odstawiam też xanax. Ale Wellbutrin powodujący, że mogę czytać, i Bunondol + Neuran powodujące, że mogę żyć - zmieniają wszystko. Może w tym roku wreszcie znowu będę mogła szwendać się przez tydzień po Warszawie, kiedy przyjedzie Maryla?



Za to promazyna sprawia, że mogę spać - aż za długo. Przesypiam 9 godzin cięgiem bez wybudzeń - i to jest boskie! Ale promazyna działa nadal w ciągu dnia, mimo że Wellbutrin ma mnie aktywizować! Zasypiam nad książką i śpię pół dnia. Padam jak kawka, moje protesty, kawy i dodatkowe L-karnityny zdają się na nic. Dziś nie wezmę promazyny. A jeśli nie będę mogła zasnąć, wezmę pół. Już sprawdziłam, że są mniejsze dawki. Ale i tak cieszę się, że wreszcie jest coś, co działa nasennie, co się sprawdza. Pierwszy raz w życiu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz